Jeżeli nie będziemy nic robić, to nigdy nic się nie zmieni

Łukasz Kurlit uznał, że ma dość oddychania szkodliwym powietrzem i postanowił to zmienić. Zaczął z przytupem.

Kim pan jest panie Łukaszu?

Jestem mieszkańcem Skawiny od dziecka. Od małego, jak masa dzieciaków tutaj, przewlekle chorowałem na górne drogi oddechowe. Kiedy matka pytała laryngologa na co jest chory Łukasz, to ten odpowiadał: na Skawinę. Jak dorosłem, to zacząłem to odczuwać trochę mniej, ale za to teraz dzieci mi o tym przypomniały. Cały czas są na lekach.

A z zawodu jestem informatykiem.

To skąd ten smog?

Ze względu na dzieci śledzę stężenia. Kilka lat temu zastanawiałem się, na ile to może mieć na nie wpływ. Odkryłem stację pomiarową w Skawinie, która pokazuje stężenia pyłu PM10 w powietrzu. Dzięki temu wiem, kiedy wychodzić z dzieciakami. Ale zobaczyłem też, jak wielkie są tutaj stężenia. I jak bardzo brakuje wiedzy na ten temat. Wiem, jak musiałem przez lata walczyć z mamą, która chciała wysyłać dzieci, żeby pobawiły się na zewnątrz, bo – mówiła – pogoda jest piękna. A na zewnątrz było sino. W efekcie dzieci nie przestawały kaszleć. Pediatrzy zalecają tutaj zimą patrzeć w stronę Tyńca, bądź na kominy elektrowni i jak ich nie widać, to dziecko po chorobie nie może wyjść z domu, bo choroba zaraz wraca. Wiele osób nie używa smartfona, nie ma internetu, nie wie, że coś jest nie tak.

Kiedy zaczynam rozmawiać ze znajomymi z przedszkola córki, to oni mówią, że nie wiedzą albo nie chcą wiedzieć, bo wolą się nie denerwować. Często widać, jak dzieci bawią się na zewnątrz, kiedy stężenia są bardzo duże. Odbywają się lekcje WF na powietrzu, małe dzieci trenują na orlikach. Stąd motywacja.

Mówisz, że stan powietrza sprawdzasz od kilku lat, a działać zacząłeś dopiero teraz. Dlaczego?

Świadomość ludzi. To że ludzie nie wiedzieli albo nie chcieli wiedzieć. Doszedłem do wniosku, że skoro nie ma informacji na ten temat, to trzeba wywrzeć oddolną presję na władze, żeby była.

Nie czujesz niesmaku, że musisz wyręczać władze?

To jest najgorsze. Absolutnie nie mam żadnego parcia na szkło czy politykę. Zajmuję się swoją informatyką, z której udaje mi się dobrze żyć. Co ciekawe już pojawiły się zarzuty, że chcę być burmistrzem. Mnie to podejście denerwuje, bo zdecydowanie wolałbym nie musieć się tym zajmować. Tymczasem informacja kuleje. O smogu wiedzą co najwyżej ludzie, którzy się tym interesują, mają smartfona, wiedzą jak to sprawdzać. A jak ktoś nie ma smartfona, nie wie o aplikacjach mobilnych, to skąd ma czerpać wiedzę? Inne kanały informowania nie działają.

Kiedy mówiłem z ambony o tym, że wielki smog w Paryżu, o którym trąbili w telewizji to było 80 ug/m3, a my tutaj, teraz za drzwiami kościołami mamy 280 ug/m3, to ludzie zbliżali się do swoich dzieci, obejmowali je. Pojawił się taki niekontrolowany odruch. Uderzający widok.

Na ambonie

Ale jak z ambony. Przecież jesteś informatykiem, a nie księdzem?

Dzięki uprzejmości księdza proboszcza z parafii, do której należę – parafii pod wezwaniem Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Skawinie. Było tak, że przyszedł do nas ksiądz po kolędzie, zresztą był to ksiądz, który dawał nam ślub, i powiedziałem, że trzeba z tym coś zrobić. Powiedział, żebym się skontaktował z proboszczem. Tak zrobiłem. Rozmowa trwała pięć minut. Ksiądz proboszcz zapytał, czy on ma o tym powiedzieć, czy ja to zrobię. Stanęło na tym, że ja opowiem, bo więcej wiem na ten temat. I stąd akcja w kościele w Nowy Rok, gdzie opowiadałem o smogu. Odzew był niesamowity. Trochę się obawialiśmy reakcji. Tymczasem ludzie się zaczęli z tym utożsamiać. Po każdej mszy świętej zbieraliśmy kilkadziesiąt podpisów. Ludzie stawali w ogonku i czekali, a mróz był siarczysty. W sumie zebraliśmy prawie pół tysiąca podpisów.

W ogonku do podpisywania petycji antysmogowej?

O przyjęcie uchwały antysmogowej. Chcieliśmy, żeby wybrzmiało, że ludzie ze Skawiny też tego chcą.

Jak się czuje człowiek, kiedy mówi z ambony?

Ucisk w brzuchu oczywiście był, ale jak zobaczyliśmy, że po mszy o 6.30 ludzie, którzy z jakiś względów przyszli w Nowy Rok do kościoła o tak wczesnej porze, stoją na mrozie i czekają na swoją kolej, by dać wyraz temu, że mają dość, to przeszło. Na kolejnych mszach było dużo łatwiej bo czułem jak bardzo tego ludziom brakowało, jak bardzo jest to potrzebne. Dziękowali, że jesteśmy. Mówiąc, widziałem otwarte usta, niedowierzanie, szturchanie – żona męża, mąż żonę. Znalazły się trzy osoby, które po mszy mówiły, że oszukujemy ludzi, że dlaczego ludzie mają za to płacić. Wiesz co było niesamowite? Tłum, który czekał, żeby podpisać petycję, wyparł te osoby.

Zrozumienie tematu ogranicza się do tego, by żądać działań od polityków, czy dociera to, że trzeba przyjrzeć się temu, co robi się samemu? W końcu jest tak, że sami sobie to robimy.

Z tym jest najciężej. Znamy ludzi, bo to jest małe, hermetyczne środowisko. To są nasi sąsiedzi i było tak, że ludzie oskarżali innych, że palą czym popadnie, a doskonale wiemy, że oni sami też palą. Wyparcie problemu jest niesamowite. Często powtarzanym przez ludzi argumentem jest zrzucanie całej winy na przemysł i samochody. Nie jest to bez racji i też chcemy się temu przyglądać w dłuższej perspektywie, bo wiemy, że w Skawinie przemysł emituje bardzo dużo, ale znamienne jest to, co myślę przekonało ludzi, że według naszej stacji pomiarowej, stacji WIOŚ, przekroczenie dopuszczalnego poziomu pyłów zawieszonych nie zdarzyło się w ciągu ostatnich trzech lat nigdy poza sezonem grzewczym, majem i wrześniem, a przecież wtedy przemysł i samochody operują tak samo jak w lecie. To jednoznaczny dowód, że winna jest tzw. „niska emisja” z domowych palenisk. Charakterystyczne, że kiedy jest problem, który musimy rozwiązać, lubimy utożsamiać go z kimś innym niż „ja”. Winny jest zawsze ktoś inny, sąsiad, polityk. A to my sami. Poza tym lokalni politycy bez mandatu społecznego niewiele mogą zrobić i chcemy im dać taki mandat. Teraz boją się podjąć działania. Chcemy, żeby za jakiś czas było na odwrót. Żeby bardziej od działania, bali się nie działać, bo to wtedy nie będzie następnej kadencji.

Zarządzanie zmianą

Myślisz, że się uda?

Na tym nam zależy. Mówimy o procesie zarządzania zmianą. Dla informatyka to chleb powszedni. Teraz mówimy, przekładając na moje podwórko, będzie nowy system. Zaraz będziemy mówić, jak to chcemy zrobić i czego trzeba dopilnować. Ale jak niedługo nie będzie namacalnych efektów, to zaraz zarówno nasi przeciwnicy jak i popierający nasze działania mieszkańcy powiedzą: no i co? Narobiliście wielkiego zamieszania i nic się nie zmieniło. Dlatego nie chcemy przesadzać z celami. Nie powiemy, że za dwa lata ma być tutaj powietrze, jak w Szwajcarii, ale chcemy wymiernej poprawy. Dlatego będziemy apelować między innymi o to, żeby rozwinąć sieć ciepłowniczą. Teraz nadwyżkę ciepła z elektrowni sprzedajemy do Krakowa.

Ludzie pytają tak jak ty, czy wierzysz, że się zmieni.

Wierzysz?

Wierzę, że zmieni się świadomość ludzi. Pamiętam, jak w Skawinie, kiedy byłem dzieckiem, paliliśmy śmieci za domem albo wywoziło się je do lasu lub zakopywało, bo nie było odbioru odpadów. Jak teraz sobie o tym przypominam, to myślę: rany jakim byliśmy trzecim światem.

Teraz trzeba dokonać takiej zmiany w myśleniu o powietrzu.

Megafon

Ambona to świetny pomysł. Ale wiem, że macie inne?

Za pośrednictwem kościoła chcieliśmy dotrzeć do ludzi, do których w sieci byśmy nie dotarli. Teraz chcemy skorzystać z budżetu obywatelskiego. Chcielibyśmy przy wjeździe do Skawiny ustawić tablicę i informować o stanie powietrza w mieście, drugą na rynku. Oprócz tego rozmawialiśmy z nauczycielami, sami zaproponowali, że można by takie tablice, tanie, ręcznie uzupełniane przez dyżurnych czy woźnych, umieścić przy wejściu do szkół, co oprócz informacji wiązałoby się z wykształceniem proekologicznych postaw u dzieci. Uważam, że to rozwiązanie genialne w swej prostocie. Czytałem też o smogu w Londynie. Tam przez megafony ostrzegano ludzi, żeby wyjeżdżali poza miasto. Pomyślałem, że w tym całym szumie informacyjnym wszystko ginie – informacji jest za dużo. Megafony dotrą gdzie trzeba i chcemy z tego skorzystać. Myślę, że ludzie zaczną się przynajmniej zastanawiać, kiedy usłyszą informację, opartą o zalecenia WHO, że powietrze jest złe i nie powinni wychodzić z domu. Mam nadzieję, że zapytają się wtedy lekarza. Chciałbym też, żeby lekarze się w to włączyli.

Kiedy będziecie jeździć z megafonem?

Zobaczymy. Nie chcemy, żeby to wyglądało na jakiś popis. Ludzie już pytają, co będę z tego miał…

Trzeba się na to uodpornić.

Tak, tylko to jest straszna informacja. Jak ktoś się tym nie interesuje i nagle dowiaduje, to jest szok. Tym bardziej, że Skawina już miała jedną katastrofę ekologiczną – hutę aluminium. I ludzie pytają, ale jak to? Znowu my? Dlaczego? To musi być fatum. Nie chcemy tym ludzi zbytnio zmęczyć.

Mnie się ten megafon szalenie podoba, bo moim zdaniem powinny to robić lokalne władze.

Informować trzeba tak, żeby dotarło do zainteresowanych. Zobacz, że jak przyjeżdża cyrk, to wszyscy o tym wiedzą w jakieś dwie godziny, bo jeździ samochód i ogłasza to przez głośnik – a zatem „chcieć to móc”. To musi dać efekt. To tak jak mówiłem o zarządzaniu śmieciami. Wielu ludzi w naszym wieku nie wyrzuci plastikowej torebki byle gdzie, bo takich rzeczy się po prostu nie robi. Nasi rodzice nie mieli podobnej blokady. Myślę, że podobnie powinno być ze smogiem.

Musimy o tym mówić, wyrobić dobrą postawę, także u naszych dzieci.

Postawy zmienia się trudno.

Nikt już się nie dziwi, że kupując samochód, płaci więcej, bo musi w nim być katalizator. A jak chodzi o piece, to ludzie się dziwią. Kiedy staliśmy przed kościołem, to ktoś zaczął mówić, że on ma nowy piec i kto mu da pieniądze na wymianę. Z tłumu padło pytanie: a pan to się nie truje tym kotłem? Czemu ktoś ma panu coś dawać? Ja wtedy pomyślałem: no właśnie. To taka podwójna moralność. Kowalski mówi, że no dobrze, zmienię ten piec, jak mi dacie pieniądze i zrobicie, ale gdzie tu mówić o proekologicznej postawie lub świadomości problemu? Oczywiście najbiedniejszych trzeba wspierać w tej materii, to nasza społeczna odpowiedzialność, ale nie możemy nie wprowadzać zmian, bo jak często słyszę, „one uderzą w najuboższych”. A smog w nich niby nie uderza? To musimy zmienić. Nie spodziewam się od razu spektakularnych sukcesów, ale trzeba sobie zadać pytanie, co będzie jeżeli nie zaczniemy działać? Jeżeli nie będziemy nic robić, to nigdy się nic nie zmieni.

***

Łukasz Kurlit wraz z Markiem Jarzębińskim postanowili zainicjować działalność Skawińskiego Alarmu Smogowego. Kiedy zorientowali się, że Marcin Hałat zrobił to wcześniej – połączyli siły i zaczęli działać razem.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz