Wyspy ciepła: 30 stopni w cieniu, 44 na betonie, 53 w zamkniętym aucie

Gorąco prawie jak w piekle. Prawie, bo jak w piekle to dopiero podobno ma być. Do tego czwartek, czyli prawie piątek, a w piątek – nawet jeżeli tylko prawie – na poważną robotę szans nie ma. Wymyśliłem sobie więc dziś robotę niepoważną. Niepoważną, ale mam nadzieję, że ciekawą i choć trochę pouczającą. Otóż dzień rozpocząłem od zaopatrzenia się w butelkę wody mineralnej, kapelusz słomkowy i wizytę w supermarkecie budowlanym, gdzie nabyłem dwa termometry. Jeden klasyczny – duży, do mierzenia temperatury zewnętrznej. Drugi podobny, ale lodówkowy, który miał nad klasycznym tę przewagę, że posiadał haczyk do wieszania, więc był bardziej uniwersalny … Czytaj dalej Wyspy ciepła: 30 stopni w cieniu, 44 na betonie, 53 w zamkniętym aucie