NIK: na polskich drogach są setki tysięcy wraków, diagności nie dopełniają obowiązków i nie są sprawdzani

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport dotyczący tego, jak działają i jak są nadzorowane stacje kontroli pojazdów w naszym kraju. Raport to długa lista niepokojących statystyk oraz zarzutów odnośnie samochodowych diagnostów oraz starostów powiatowych, którzy nic nie robią.

A jak już nawet robią to tak, żeby nic z tego robienia nie wynikało. – Należy podkreślić, że starostowie nie korzystali z możliwości przeprowadzenia w określonych przypadkach kontroli bez zawiadomienia. Co więcej w pięciu starostwach określano termin rozpoczęcia kontroli, czego nie przewiduje ustawa o Swobodzie Działalności Gospodarczej. W tak zawiadomionych SKP nie można było ocenić pracy diagnostów, bo w dniu kontroli nie przyjechał ani jeden kierowca na badanie – można przeczytać w pokontrolnej informacji, którą zamieszczono na internetowej stronie NIK.

Kilkaset tysięcy wraków

Pierwsza intrygująca statystyka, którą można znaleźć w dokumencie, porównuje nasz kraj z Niemcami. Tam – jak podał NIK za niemieckim KDA – nawet 23 proc. przeglądów technicznych kończy się negatywnie. W Polsce to zaledwie 2 proc. Powód nietrudno odgadnąć. Nasi zachodni sąsiedzi jadą na przegląd, by sprawdzić stan techniczny pojazdu i ewentualne usterki usunąć. My jedziemy spełnić urzędowy obowiązek, zapłacić haracz i podbić pieczątkę. Jednym z efektów jest to, że po polskich drogach jeżdżą auta, które nigdy nie powinny zostać dopuszczone do ruchu. Choć wypada powiedzieć raczej, że są ich setki tysięcy.

O ile nie więcej. NIK szacuje bowiem liczbę samochodów, które nie powinny przejść przeglądu, ale jeżdżą po naszych drogach na kilkaset tysięcy. Ale jednocześnie wskazuje, że wśród około 23 mln samochodów, które jeżdżą po Polsce, prawie co trzeci w ogóle nie ma ważnego badania technicznego. Liczba może więc być jeszcze wyższa. W 2015 roku policja zatrzymała ponad 400 tys. dowodów rejestracyjnych – a trzeba pamiętać, że skontrolowano jedynie niewielką część samochodów. W ponad 100 tys. z tych przypadków samochód nie miał ważnego przeglądu.

Rzecz wpływa na nasze bezpieczeństwo.

Oficjalnie – donosi NIK – stan techniczny samochodów jest przyczyną 0,12 proc. wypadków w Polsce. Jednak, kiedy przyjrzeć się danym z ankiet przeprowadzonych wśród policjantów, to okazuje się, że ci twierdzą, iż jeden na 10 wypadków w Polsce jest spowodowanych przez stan techniczny auta. O tym która liczba jest bliższa prawdy najlepiej przekonuje to, że w Niemczech uważa się, że aż 7 proc. wypadków jest spowodowanych właśnie przez usterki i stan samochodów. A nie chodzi jedynie o wypadki. Do ruchu są dopuszczane także samochody, które nie spełniają norm emisyjnych.

Kontrola NIK wykazała, że stacje kontroli pojazdów emisje mierzą rzadko i nieprawidłowo.

Wśród stacji odwiedzonych przez NIK były zresztą i takie, które nie miały sprzętu pozwalającego sprawdzić, co wydostaje się z rury wydechowej przechodzącego przegląd pojazdu.

Stacje kontroli na wicie, rozumicie

I właśnie stacje kontroli oraz „nadzorujących” je starostów powiatowych wskazano jako winnych takiego stanu rzeczy. Z naciskiem na starostwa, które nie dbają o respektowanie reguł, a jak już nawet udają, że dbają, to robią to zgodnie z dominującą w Polsce kulturą administracyjną. Czyli na tak zwane „wicie, rozumicie”.

Inaczej trudno określić to, że – jak wskazuje Najwyższa Izba Kontroli – „kontrole w SKP przeprowadzały osoby z wykształceniem m. in.: filozoficznym, rolniczo-ogrodniczym, politologicznym, ekonomicznym czy informatycznym.” Ciekawostką, wspomnianą powyżej, są też kontrole zapowiedziane, które powodują, że na stację nie przyjeżdża nikt.

Jednak oprócz ciekawostek NIK przywołuje także interesujące statystyki. 19 z 21 kontrolowanych starostw nie przeprowadzało obowiązkowych corocznych kontroli w ogóle lub robiły to po terminie. W niektórych zaniedbania były tak duże, że diagności unikali weryfikacji od… 17 lat. Nie sprawdzano nawet tych stacji, które dowód podbiły, a wkrótce po tym samochód został zatrzymany przez policję i ta z powodu stanu technicznego tenże dowód odbierała. Jak się zresztą okazało auta, których kierowcom odebrano dowód, bardzo często nie znikały z ruchu drogowego, czym nikt się nie interesował. Tak bardzo, że takie samochody bywały kilkukrotnie zatrzymywane przez policję, co jednak nie niosło ze sobą większych konsekwencji dla ich kierowcy.

18 stacji diagnostycznych – z 63 skontrolowanych – nie miało koniecznego zaświadczenia z Transportowego Dozoru Technicznego. To powinno potwierdzać, że stacja diagnostyczna może być stacją diagnostyczną, bo ma np. odpowiednie wyposażenie. Okazało się zresztą, że 2/3 stacji nie ma kompletnego wyposażenia lub jego część jest niesprawna. Pomimo to żadne starostwo nie zdecydowało się na cofnięcie im zgody na prowadzenie działalności. Problemem nie był nawet brak uprawnień i odpowiedniego doświadczenia ludzi, którzy przeprowadzali badania. Ci często nie mieli zresztą nawet zdanych wymaganych egzaminów, a mimo to otrzymywali uprawnienia diagnosty. A przynajmniej podbijali badania techniczne w dowodach rejestracyjnych.

Tacy „fachowcy” nie mają się jednak czego bać. – Ponad połowa skontrolowanych starostów (13) nie cofnęła uprawnień diagnostom, pomimo stwierdzenia nieprawidłowego przeprowadzania badań, a także pomimo zawiadomień z Policji, ITD lub prokuratury o nieprawidłowym przeprowadzaniu badań. Trzech spośród tych starostów nie zrealizowało powyższego obowiązku nawet wobec diagnostów skazanych w związku z wykonywaniem zawodu, w tym z orzeczonym zakazem wykonywania zawodu diagnosty – można przeczytać w informacji pokontrolnej, która wyjątkowo celnie streściła też to, co ustalono podczas postępowania NIK: „Diagności pomimo ujawnienia w trakcie badań diagnostycznych poważnych usterek dotyczących m.in. układów: hamulcowego, kierowniczego, zawieszenia pojazdu i oświetlenia nie zatrzymywali dowodów rejestracyjnych, co jest ich obowiązkiem. Z kolei starostowie w powyższych sytuacjach nie cofali uprawnień diagnostom, co z kolei jest ich obowiązkiem.”

Cały raport NIK znajdziecie TUTAJ (PDF).

3 komentarze(y)

  1. To jest chore.

  2. Bardzo celnie napisany artykuł.

    Nie chcę wtrącać tu politycznych wątków, ale ciśnie się na usta bardzo medialne hasło – PAŃSTWO TEORETYCZNE, które nie dba o swoich obywateli.

    Chodzi o 2 najważniejsze rzeczy – zdrowie (emisja spalin) i bezpieczeństwo. Na obu nie warto oszczędzać. Chora sytuacja – diagności nie mają szkoleń/uprawnień, a nawet jeśli mają uprawnienia to wykonują swoją pracę tak, że powinny te uprawnienia zostać zabrane.
    Czy ktoś nadal widzi większy sens wykonywania takich przeglądów?

    Chore jest to, że połowa ludzi w tym kraju wie jak to wszystko działało przez te wszystkie lata i nikt z ‚decydentów’ z tym nic nie zrobił. Nie trzeba być Sherlockiem, wystarczy kilka minut pojeździć po dużym mieście albo stanąć przy dużym skrzyżowaniu aby od razu zobaczyć pojazdy nie spełniające norm emisji, z wyciętymi DPF itp. Dotyczy to również wszelkiej maści busów – np. Kraków w kierunku Zakopanego – połowa busów to realnie nawet normy Euro 1 nie spełnia.

    Proste rozwiązanie dla policji lub inspekcji transportu drogowego – wystawić 2 cywilne pojazdy z przenośnymi analizatorami – 1 na skrzyżowaniu lub w miejscu gdzie droga jest pod górkę, drugi kilkaset metrów dalej. Gwarantuję pełne ręce roboty. Budżet też by się wzbogacił.

    W jakim my kraju żyjemy, że pozwalamy bandzie niekompetentnych ludzi w taki sposób tworzyć prawo w taki sposób, że jego przestrzeganie po prostu nie istnieje?

    Jest kilka rozwiązań tej sytuacji… np.:
    – można wprowadzić losowe powtórne szczegółowe kontrole – np. co 20 samochód ląduje na powtórną kontrolę w innej szczegółowo kontrolowanej stacji
    – w dobie taniej elektroniki i wszędobylskiego internetu można niewielkim kosztem zbudować mechanizmy kontroli przeglądów – można wprowadzić monitoring/dokumentację fotograficzną
    – można zmienić prawo i wprowadzić skuteczne mechanizmy kontroli przestrzegania prawa, egzekwowania odpowiedzialności – zarówno firmy jak i osobistej osoby wykonującej przegląd
    – można wprowadzić cykliczne kontrole stacji diagnostycznych (tajemniczy klient)

    Rozwiązań jest wiele, brakuję tylko jak na razie chęci.

    Najsmutniejsze jest to, że koszty społeczne tych zaniedbań są zatrważające.

    Jedyna nadzieja w tym,że rządzący potraktują poważnie raport NIK i wyciągną odpowiednie wnioski, za czym pójdą zdecydowane działania.

    Pozdrawiam,
    Gal

Dodaj komentarz