Pisanie, że smog nie szkodzi, szkodzi zdrowiu publicznemu

Niektórzy twierdzą, że smogu nie trzeba się obawiać – w takim tonie wypowiadali się ostatnio nawet dwaj ministrowie obecnego rządu.

Dużo dałbym za to, by była to prawda. Niestety, szkodliwość zanieczyszczeń powietrza dla zdrowia jest faktem, a nie opinią organizacji pozarządowych czy też propagandą „ekooszołomów”. Zarówno Światowa Organizacja Zdrowia, jak i poważne agencje rządowe w USA (US EPA) i Kanadzie (Health Canada), a także różne towarzystwa medyczne mówią jasno: drobne pyły, dwutlenek azotu i ozon są przyczyną pojawiania się m. in. chorób układu krążenia, układu oddechowego, a nawet układu nerwowego, oraz przedwczesnych zgonów. Zanieczyszczenie powietrza negatywnie wpływa także na rozwój płodu – konsekwencje ekspozycji prenatalnej to m. in. niższa waga urodzeniowa, zwiększone ryzyko wcześniactwa, ale też niższa inteligencja dzieci. I nie są to bynajmniej czyjeś subiektywne opinie, ale wnioski wyciągnięte na podstawie wyników tysięcy badań naukowych opublikowanych w ostatnich dekadach.

(Informacje na temat wpływ zanieczyszczeń na zdrowie znajdziecie TUTAJ (PDF).

Jednak w artykułach pisanych przez „smogowych negacjonistów” możemy przeczytać np.: „Nawet w najbardziej smogowy dzień spacer po parku, z dala od zabudowań, nie stanowi dla naszego zdrowia większego zagrożenia.” Jest to bardzo ciekawa teza. Przypomnijmy, że w czasie Wielkiego Smogu Londyńskiego z roku 1952, w ciągu zaledwie paru niewątpliwie „bardzo smogowych dni” zmarło ok. 4 tys. osób więcej niż zazwyczaj (cały epizod kosztował życie ok. 12 tys. osób).

W przypadku epizodów smogowych bardzo wysokie stężenia zanieczyszczeń występują na znacznych obszarach, np. całego miasta, albo dużego fragmentu doliny czy kotliny. W takiej sytuacji stężenia zanieczyszczeń także w parku mogą być ekstremalnie wysokie. Obecność parku, rzeki, czy nawet lasu nie ma tu nic do rzeczy.

Stwierdzenie, że narażenie na wysokie stężenia zanieczyszczeń pyłowych „nie stanowi dla naszego zdrowia większego zagrożenia” jest w jawnej sprzeczności z wynikami licznych badań naukowych dotyczących wpływu ekspozycji krótkoterminowej. Dla osób z pewnych grup (np. dla osób starszych) narażenie na wysokie stężenia zanieczyszczeń powietrza znacząco zwiększa ryzyko zgonu. Pomijam już takie „drobiazgi”, jak wymagające hospitalizacji zaostrzenia astmy czy przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (dwukrotny wzrost liczby tego typu zdarzeń zaobserwowano m. in. w Wojskowym Instytucie Medycznych w Warszawie, podczas epizodu smogowego w styczniu bieżącego roku).

Tezy o braku szkodliwości zanieczyszczeń powietrza są też sprzeczne z danymi i zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia. Stanowią celową (najprawdopodobniej), a potencjalnie bardzo groźną w skutkach dezinformację.

Warto również skomentować takie stwierdzenie: „Pozostawanie w domu całymi dniami, z powodu smogu, mija się z celem, ponieważ nasze domy wcale nie są szczelne, inaczej byśmy się udusili.”

Faktycznie, i warto też pamiętać, że zbytnie uszczelnienie domu czy mieszkania może grozić zaczadzeniem (jeśli używamy piecyka gazowego, kotła na węgiel czy drewno lub podobnych urządzeń grzewczych). Jednak to, że zanieczyszczenia po pewnym czasie przenikają do domów i mieszkań pokazuje tak naprawdę jedynie wagę problemu: nie mamy się gdzie schronić przed tym zagrożeniem. To bardzo istotna różnica w porównaniu z innym źródła zanieczyszczenia powietrza wewnątrz pomieszczeń, którym jest palenie tytoniu. Jednak jeśli nie wietrzymy, to przez pewien – nieraz dość długi czas stężenia wewnątrz utrzymują się na niższym poziomie niż na zewnątrz. Możemy przekonać się o tym, jeśli zgodnie z zaleceniem autorów będziemy posługiwać się własnym nosem, ale dużo lepiej użyć dobrego pyłomierzem. W dodatku, przebywanie na zewnątrz wiąże się często ze zwiększoną aktywnością fizyczną, co sprawia, że do naszego organizmu dostaje się więcej zanieczyszczeń. Może warto więc jednak zostać w domu?

„… a jeśli nawet troszkę szkodzi, to i tak papierosy szkodzą dużo bardziej”

Na przykład, możemy znaleźć taką oto przestrogę: „Bez paniki. O wiele poważniejsze dla naszego zdrowia jest palenie papierosów oraz przebywania w pobliżu osób wydychających w naszym kierunku dymek. Pomyślmy o tym następnym razem, gdy w mediach znów będą nas straszyć smogiem.”

Tego typu tezy to wyraźne nawiązanie do (nie)sławnej już wypowiedzi Ministra Zdrowia, Konstantego Radziwiłła (komentarz do słów Ministra Radziwiłła znajdziecie TUTAJ).

Można bez większego trudu znajdzie wiele argumentów przeciwko tego typu manipulacji.

Przede wszystkim, nie każdy z nas jest też czynnym lub biernym palaczem, a oddychamy wszyscy. W dodatku, w ostatnich latach bierne narażenie polskiego społeczeństwa na dym tytoniowy jest na szczęście dużo mniejsze niż kiedyś, a to dzięki restrykcyjnym ograniczeniom dotyczącym palenia w miejscach publicznych. I bardzo dobrze! Podobną drogę powinniśmy przejść, jeśli chodzi o zanieczyszczenia powietrza!

Oddajmy sprawiedliwość faktom. Dym tytoniowy jest niewątpliwie bardzo istotnym czynnikiem ryzyka wielu chorób, a palenie papierosów wciąż pozostaje jednym z podstawowych problemów z dziedziny zdrowia publicznego (podobnie jak narażenie na zanieczyszczenia powietrza).

Warto jednak przypomnieć że narażenie na dym tytoniowy wiąże się z występowaniem praktycznie tych samych skutków zdrowotnych, co narażenie na „smog”! (Nie powinno nas to specjalnie dziwić, bo wiele z długiej listy szkodliwych substancji występujących w dymie tytoniowym znajduje się także w zanieczyszczonym powietrzu.)

W szczególności, badania prowadzone m. in. w Krakowie pokazują, że ekspozycja ciężarnych matek na krakowskie powietrze przekłada się na ubytek wagi urodzeniowej i inteligencji ich dzieci porównywalny do tego, jaki powoduje palenie przez matkę w czasie ciąży nawet 10 papierosów dziennie! Między innymi dlatego o odpowiednie zmiany w prawie ochrony środowiska apelowali nie tylko „ekolodzy”, ale też osoby należące do krakowskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka (potocznie ruch pro-life).

Co jest więc większym zagrożeniem dla zdrowia publicznego, „smog”, czy papierosy? To źle postawione pytanie, podobnie jak to, czy gorsze są choroby zakaźne wywoływane przez wirusy, czy może te wywoływane przez bakterie?

Papierosom przypisuje się 2-3 razy więcej przedwczesnych zgonów niż zanieczyszczeniu powietrza (w zależności od metodyki szacunków, patrz np. TUTAJ. Nie znaczy to jednak, że można zignorować wpływ zanieczyszczeń powietrza na podwyższenie umieralności.

Dym tytoniowy jest też dalej najważniejszym czynnikiem ryzyka jeśli chodzi o pojawianie się nowych przypadków przewlekłej obturacyjnej choroby płuc i raka płuca.

Przypomnijmy jednak dla porządku, że w 2013 r. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) sklasyfikowała pył zawieszony jako substancję o udowodnionym działaniu rakotwórczym (grupa I), zaś rok wcześniej za kancerogenne zostały też uznane spaliny emitowane przez silniki Diesla.

Szacuje się że w skali całego świata wpływowi zanieczyszczenia powietrza można było przypisać ok. 15% zgonów z powodu raka płuca (dane Światowej Organizacji Zdrowia). A w Polsce? Tak naprawdę nie wiemy, bo w porównaniu z krajami zachodniej Europy lub USA, gdzie prowadzi się odpowiednie badania epidemiologiczne, pył zawieszony w Polsce zawiera znacznie więcej substancji o działaniu kancerogennym. Nie wiadomo więc, czy można przenosić na polski grunt wyniki badań wykonanych gdzie indziej (patrz TUTAJ).

To ile „fajek” wypalasz, drogi Czytelniku/Czytelniczko, nie paląc wcale papierosów? To zależy, gdzie mieszkasz, ile zużywasz powietrza (czyli od masy ciała, ale też od tego jak aktywny/a fizycznie jesteś), i wreszcie: jak dokonujemy tego porównania. Umówmy się więc, że przeliczymy ilości jednej tylko substancji – wdychanego z powietrzem benzo[a]pirenu, na równoważną liczbę papierosów, którą musiała by wypalić osoba dorosła o przeciętnej aktywności fizycznej, by dostarczyć do organizmu taką samą ilość tej substancji. Otrzymamy od kilkuset do nawet 3 tysięcy papierosów rocznie! (w zależności od miejscowości i danego roku). W dodatku, całkiem za darmo, i bez konieczności oglądania okropnych obrazków na paczce.

Fot. Tomasz Wełna

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Pisanie, że smog nie szkodzi, szkodzi zdrowiu publicznemu"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
trackback

[…] Pisanie, że smog nie szkodzi, szkodzi zdrowiu publicznemu […]

Mama1
Gość

Zanieczyszczone powietrze jest szczególnie niebezpieczne dla małych dzieci, a zwłaszcza jeszcze tych nienarodzonych. I na to trzeba kłaść największy nacisk. Znalazłam niedawno artykuł, który szczegółowo omawia ten problem: http://blog.dedietrich.pl/wplyw-zanieczyszczen-powietrza-na-zdrowie-plodu-i-malego-dziecka/

wpDiscuz