Walczą z politykami w sądzie o czyste powietrze dla Małopolski [SYLWETKI]

501
0
Podziel się:

Po tym jak radni sejmiku województwa zdemontowali lokalną uchwałę antysmogową – dwadzieścia osób z całej Małopolski wzięło sprawy w swoje ręce. Idą do sądu walczyć o prawo do czystego powietrza. Dla siebie, swoich rodzin i swoich biznesów.

Agata Wojtowicz od lat prowadzi w centrum Zakopanego biuro turystyczne Tour & Travel Poland. Jest także prezeską Tatrzańskiej Izby Gospodarczej. – Dlaczego zdecydowałam się na złożenie skargi? To jest wyraz ogromnego niezadowolenia. W moim przypadku jest to podwójne niezadowolenie. Po pierwsze czuje się oszukana. Myślę, że nie tylko ja. Większość świadomych przedsiębiorców z naszego regionu podpisałaby się pod tą skargą. Przez trujące powietrze mamy mniej klientów i mniej zarabiamy. Ale pieniądze pieniędzmi, natomiast po drugiej stronie jest poczucie odpowiedzialności.

Zachęcamy turystów, ofertą i usługami, do przyjazdu pod Tatry. W domyśle ten turysta ma na uwadze to, że wyjeżdża ze swojej zasmogowanej miejscowości do czystych gór. I do zdrowego powietrza. To tworzy ogromny dysonans. Zapraszamy ich, a świadczymy usługę, która jest skażona tym, że nie odpoczywają w czystej atmosferze. Przecież są takie momenty w zimie, że w ogóle nie otwieramy okien. I wtedy do biura przychodzą turyści, nawet po zwykłą informację: – jak mamy aktywnie spędzić czas? – pytają. A ja wtedy muszę powiedzieć, że dziś to zalecam górną część miasta, bo czym wyżej tym będzie czystsze powietrze. Wabimy atrakcjami, a z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że nie zawsze będą mogli skorzystać z tych atrakcji. Coraz więcej naszych turystów jest świadomych.

Pytają: dlaczego wy pobieracie opłatę miejską? Przecież jednym z jej elementów jest gwarancja oddychania czystym powietrzem.

Turyści też mają prawo do czystego powietrza

Czuję, że zrobiliśmy wszystko: wymieniliśmy media, ogrzewanie, staliśmy się ekologiczni, tworzymy jak najlepsze warunki wypoczynku nie tylko w czystej atmosferze i powietrzu, ale także w czystym otoczeniu. Każdy miał na to siedem lat. I w tej chwili w twarz śmieją się sąsiedzi, którzy przez te siedem lat nie kiwnęli palcem w bucie, aby cokolwiek zrobić! I teraz po decyzji sejmiku ten śmiech rozbrzmiewa jeszcze mocniej. To jest także oszustwo władzy względem przedsiębiorców, którzy z turystyki żyją i którzy przygotowali się do tej zmiany.

Ta zmiana miała wpłynąć na lepszą sprzedaż oferty. Na to, że turyści będą wypoczywali w czystej atmosferze. Stąd jest ta skarga – czujemy się po prostu oszukani. Już w 2017 r. w badaniach robionych przez Małopolską Organizację Turystyczną wyszło na co narzekają odwiedzający zimą Podhale turyści. Po pierwsze narzekają najbardziej na Zakopiankę. A po drugie: smród i zanieczyszczone powietrze. W Krakowie przecież czyste powietrze weszło do oferty turystycznej. Jeżeli turysta nam komunikuje, że to jest rzecz, która mu przeszkadza – to jak my mamy być obojętni? Dlatego od 2017 r. rośnie w siłę grupa bardzo świadomych przedsiębiorców, którzy chcą zmieniać rzeczywistość i robią ze swojej strony wszystko, aby ją zmieniać. Teraz, po decyzji radnych sejmiku, niektórzy pytają – po co my to robiliśmy?

Agata Wojtowicz walczy o prawo do czystego powietrza dla siebie i turystów odwiedzających Zakopane, fot. Maciej Fijak

W Rabce leczą drogi oddechowe. „Tam się nie da oddychać”

Turyści? Razi ich to, co wpada do pokoju po otwarciu okna. A teraz ten smród jeszcze usankcjonowano wydłużając okres działania kopciuchów. Jakie były nadzieje względem tych przepisów? Już panu mówię. To miał być sygnał społeczny i gospodarczy: tworzymy nową jakość. Oprócz minusów zdrowotnych jesteśmy też dotknięci gospodarczo.

Czas na wymianę był tak długi, było tak dużo środków na ten cel… to nie było tak, że zostawało się z niczym. Jakie mam oczekiwania? Bardzo proste. Wyobrażam sobie, że sąd rozstrzygnie powrót do pierwotnego terminu i powie, że należy go natychmiast wprowadzić. Nie chcemy już czekać, chcemy zrobić kolejne kroki do przodu. Każdy wie, że w tych kopciuchach można spalać przecież wszystko. I to się dzieje na naszych oczach! Tam się spala kilogramy śmieci, plastiki i inne rzeczy. I powiem więcej. Zapisy, które miały wejść w życie od 1 stycznia 2023 r. to była absolutna podstawa od której jedynie zaczynaliśmy. Nie chcemy czekać kolejnych lat.

Usankcjonowano smród wydłużając okres działania kopciuchów.

Jeszcze jakiś przykład? Proszę bardzo. Dzieci jeżdżą na zimowiska do Rabki Zdroju – to przecież uzdrowisko. Pojechałam raz i więcej nie zorganizowałam tam wyjazdu – nie dało się wysiąść z samochodu. Sumienie nie pozwoliło mi zabierać tam dzieci. I teraz uwaga! Dzieci, które przyjeżdżają na leczenie! Nie na wypoczynek! A tam nie da się oddychać. Od tego czasu nie robię tam żadnych wyjazdów bo przecież to totalne oszustwo. Tam choroby górnych dróg oddechowych mają być leczone – przecież to jest nie do uwierzenia, to kuriozum. Nie lepiej jest w innych miejscowościach. Bukowina, Białka, Kościelisko, Szaflary. Wszędzie fatalna jakość powietrza. Zimą modlimy się o wiatr. Nie wyobrażam sobie, żeby sąd nie uwzględnił naszej skargi. Po prostu nie ma innej opcji.

„Dwa kolejne lata palenia dziadostwem”

Bartłomiej Zubek mówi, że jest zwykłym człowiekiem, który dba o swoją okolicę. Prowadzi jednak niezwykłe gospodarstwo turystyczne. – Mieszkamy tu od pięciu pokoleń. Dlaczego zdecydowałem się na skargę? Z dbałości o tą ziemię. Do tego nie lubię, jak mi kopcą pod nosem. Wychowano mnie tak, aby nie szkodzić innym. A to, że inni mimo dostępnej techniki jadą po najniższych kosztach – to nie jest w porządku. Można zrobić instalacje już za normalne pieniądze. Nie są to jakieś abstrakcyjne kwoty za pompy ciepła i fotowoltaikę. Przedsiębiorcy żyją z turystyki, jakiejś strasznej biedy nie ma. Można to uporządkować. To niezrozumiałe, że ludzie wciąż palą śmieciami. Nawet nie mówię o węglu, ale do tego dochodzą jeszcze śmieci.

Czy to odstrasza turystów? Tak. Natomiast sporo ludzi jest nieświadomych tego problemu. Bardzo liczyłem na to, że pętla na szyi kopciuchów zacznie się zaciskać z początkiem roku i siłą rzeczy sytuacja się zmieni. Natomiast przy tej zmianie… to kolejne dwa lata „gratis” palenia dziadostwem. Energia droga, ale węgiel też drogi. Jeśli ktoś zainwestował wcześniej, to w tym momencie jest jak pączek w maśle. Nie musi zwracać uwagi na energię elektryczną. Moje oczekiwania? Nie liczę, że to się szybko zmieni. Jak władza postawi sobie jakiś cel to będzie do niego uparcie dążyć. Odwlekanie tych terminów wiąże się z różnymi korzyściami politycznymi. Może jednak będą zastanawiać się, także przy kolejnych działaniach, że ludzie już patrzą im na ręce. Nie jest to wszystkim zupełnie obojętne.

Co tu widać? Nasze niewielkie gospodarstwo turystyczne. Raczej takie miejsce przyjazne dla środowiska. Na parceli spokojnie zmieściłoby się więcej domków, ale stoją tylko dwa. To odróżnia obiekt od okolicy. Nie wszystko w Zakopanem musi być napakowane na jednej działce.

Za rachunki kilkaset złotych rocznie

Wszyscy się dziwią, że teren jest niezabudowany o tak dużej powierzchni w środku miasta. Że to nie jest psikus reklamowy. Nie mamy zapędów budowlanych. Jesteśmy przywiązani do poszanowania do przyrody, minimalizujemy nasz wpływ na nią. Działka ma ponad 90 proc. powierzchni zielonych. Domki środowisku nie przeszkadzają.

Energię pozyskują z fotowoltaiki, ciepło z pomp ciepła. Mamy magazyn energii. Instalacja jest częściowo autonomiczna. Potrzeby krytyczne domu – na przykład oświetlenie – czerpie z energii gromadzonej za dnia. Mamy rekuperację – czyli wentylację z odzyskiem ciepła. Powietrze się filtruje, a ciepło zostaje. Dwa metry kwadratowe pomieszczenia i można zmieścić wszystko. Bez składów opału, bez całego brudu. Większością da się sterować z telefonu. Ile płacę za rachunki? Kilkaset złotych rocznie. Mowa o ogrzewaniu, ciepłej wodzie i prądzie. Próbujemy różnych sposobami bronić się z jednej strony przed podwyżkami cen, a z drugiej chcemy dawać przykład, że da się takie instalacje zrobić i to nie jakimś kosmicznym kosztem.

Co dalej? Trzymam kciuki za pozostałych, którzy skargę złożyli. Mam nadzieję, że nasz przykład będzie rezonował na zewnątrz. Nie chcemy, aby nasze dzieci żyły w takich warunkach. Da się to zrobić lepiej, po co się truć?

Bartłomiej Zubek walczy o prawo do czystego powietrza, a sam stara się gościć turystów z poszanowaniem przyrody. Fot. Maciej Fijak

Pierwsza zima na Podhalu? „Ciężki szok”

Julia Berbeka do Kościeliska przeprowadziła się z Gdyni prawie dekadę temu. Ma trójkę dzieci. Zawodowo pracuje w branży graficznej oraz jako rękodzielniczka, a gdy odpoczywa od ekranu komputera to stara się iść w góry. Lata temu wybudowaliśmy nasz dom – nie jest pasywny, ale jest nisko-energochłonny. Za pół roku rachunek za prąd wyszedł nas cztery stówki, a budowa wyszła nas w cenie średniego mieszkania w Warszawie. Ekologia jest dla mnie bardzo ważna.

Pierwsza zima na Podhalu? Ciężki szok. I ludzie oczywiście mówili: Co ty gadasz? Tutaj nie ma smogu. To przecież zapach Zakopanego.

Boli to, że powiat tatrzański, gmina Zakopane i Kościelisko, to obok Sopotu jedne z najbogatszych jednostek terytorialnych w kraju. Czerpiemy z tej natury, polegamy na niej – to nasze być albo nie być. A i tak mamy to za nic, nie dbamy o nią. Dla mnie to woła o pomstę do nieba. Chcemy się porównywać do kurortów alpejskich, ceny mamy już zresztą porównywalne, taksa klimatyczna jest pobierana a standard usług, to czym witamy turystów – moim zdaniem jest to do zaskarżenia.

„Sygnał ostrzegawczy dla reszty sejmików”

Skąd zainteresowanie tematem? Jeszcze przed wielkimi falami smogu w 2016 r. zaangażowałam się w walkę o czyste powietrze. Na fali tego świadomość niebezpieczeństwa poszła w mainstream. Gdy w 2017 przyjęto uchwałę antysmogową – wiwatowaliśmy. Czekaliśmy na nowe przepisy antysmogowe jak na zbawienie. Wtedy 2023 rok wydawał się kosmicznym momentem, ale wiadomo – czas leci szybko. I co? No i klops. We wrześniu totalna załamka. Odpuściłam walkę o czyste powietrze bo byłam przekonana, że sprawa jest załatwiona. Że wszyscy chcą się pozbyć smogu, wymiany pieców idą do przodu. W momencie kiedy okazało się, że zostaje to totalnie podważone i zmienione, mimo gigantycznego poparcia dla tego, aby uchwała weszła w życie, to zagotowało się we mnie. Czujemy się oszukani.

Jak dzieci? Syn jest w domu, dzisiaj miał atak krtaniowy. Wszystkie dzieciaki chorują na infekcje dróg oddechowych. Czuć różnice między sezonem letnim a zimowym. Ogrzewanie to jedna rzecz, ale latem problem też występuje, bo ogrzewana opałem jest także woda. Pali się zresztą czym popadnie. Wieczorami ludzie odpalają ciepłą wodę. W powietrzu czuć i widać czym opalają piece. No nie da się wysuszyć prania na zewnątrz, nie mówiąc o otwarciu okna. Mam nadzieję, że okres dopuszczalności kopciuchów zostanie skrócony. Jest to także sygnał ostrzegawczy dla reszty sejmików.

„Radni sejmiku zachowują się jak dzieci”

Moje nadzieje? Że Małopolska poniesie konsekwencje łagodzenia tych przepisów. Jeśli już to trzeba je przecież zaostrzać, a nie łagodzić. Szczególnie w dobie niedoboru węgla i przy cenach surowców. Przecież te piece pozaklasowe zużywają dużo więcej węgla, są nieefektywne. Rozumiem, że te działania to ochrona gmin, które nie zrobiły nic, albo prawie nic w sprawie wymiany kopciuchów. I co teraz? Damy im znowu czas? A jak nie wyjdzie to jeszcze więcej czasu? Możemy bawić się w kotka i myszkę, ale czas tych rozwiązań musi się skończyć.

Czy mam przekaz do rządzących? Tak. Czuję się traktowana przez nich niepoważnie. Jak rodzic i dziecko: jeszcze 5 minut, jeszcze 5 minut! I doskonale wiem, że dam jeszcze to 5 minut i nic z tego nie będzie. Trzeba powiedzieć jasno, że nie – nie ma za 5 minut. Chcemy zmiany teraz, był na to odpowiedni czas. Przykro mi, że radni sejmiku zachowują się jak dzieci. Potrzebujemy czystego powietrza na wczoraj!

Julia Berbeka czuje się przez polityków traktowana jak dziecko. Jej zdaniem „trzeba jasno powiedzieć 'nie'”, fot. Maciej Fijak

„Polacy nie lubią być kontrolowani”

Piotr Kaczor pracuje w branży IT i mieszka w gminie Zabierzów pod Krakowem. – Czasem słyszę , że jestem przyjezdnym i przywiozłem problemy z miasta a jak mi się nie podoba oddychanie „rzekomo” rakotwórczym powietrzem to mogę sobie do tego miasta wrócić. Sęk w tym, że miłość do zieleni i przyrody z tego miasta mnie właśnie wygoniła. Na tym etapie wymiany kotłów zderzamy się z najbardziej odpornymi na zmianę osobnikami. Pojawia się teza, że przecież dziadkowie palili byle czym i żyli. Tak było od zawsze, więc dlaczego mielibyśmy coś zmieniać?

Niestety wszyscy ludzie, a Polacy szczególnie – nie lubią być kontrolowani. Wywalczyliśmy sobie przecież wolność.

Ale z tego samego powodu jako naród – nie słuchamy i nie godzimy się na rzeczy które są – być może konieczne – ale jednak trudne. Niestety w takiej sytuacji jedyne co może zadziałać to wstyd lub wysokie i nieuniknione kary. Popatrzmy na to co stało się na drogach. Po zaostrzeniu kar ludzie zatrzymują się przed pasami, bardziej uważają na limity prędkości, jeżdżą „na zamek” – w efekcie spadły statystyki śmiertelności na drogach a tak jazda jak i bycie pieszym stały się dla wszystkich mniej stresujące. To przykład na to, że gdy są kary to przepisy zaczynają działać i wszyscy – ale to absolutnie wszyscy – na tym korzystają. Po dobroci jednak jakoś to w Polsce nie wychodziło, argumenty trafiały w próżnię. Podobnie w przypadku smogu – kontrole palenisk w domach i przedsiębiorstwach pomagają nam wszystkim żyć lepiej. Łamiesz prawo? Płacisz.

Kontrola paleniska? Nie ma problemu. Ale dopiero w maju

Kiedyś zapytałem w gminie – co robicie i dlaczego nie mamy straży gminnej? Usłyszałem, że ludzie mówili na spotkaniach, że nie chcą kontroli a więc straży nie ma. No ale bądźmy szczerzy; kto dobrowolnie powie, że chce być kontrolowany? To tak nie działa. Gmina musi czasem podejmować trudne decyzje. Wybieramy rządzących nie po to by trwali na stołkach w nieskończoność, lecz by pracowali dla nas wszystkich i pracowali nad warunkami w jakich i my, i oni żyjemy. Nawet, a może szczególnie, jeśli wymaga to pewnych wyrzeczeń.

Głosy o konieczności zmiany tak nieudolnych włodarzy stają się głośniejsze niż ich zwolenników, powstają nowe fundacje, mieszkańcy zaczynają się jednoczyć i mówią „sprawdzam”. Kolejny przykład absurdów? Proszę bardzo. Gdy kilka lat temu zwróciłem się do organów ochrony środowiska o kontrolę, już 9 stycznia otrzymałem odpowiedź, że już skończyły się środki na ten cel. Na samym początku roku! I że środki być może pojawią się… w drugim kwartale. Czyli po sezonie grzewczym. Co my mamy kontrolować w maju?

Dlaczego podpisałem się pod skargą? Rozumiem sytuację w kraju i na świecie w jakiej ta decyzja zapadła. Dobrze jednak wiemy, że zapadła ona jako ulga dla władzy. Nie ma nikogo kto wierzyłby w to, że plan był do zrealizowania w założonym czasie, bo i działania są i były niewspółmierne do potrzeb a wsparcie ułomne. Podpisałem się bowiem każda komórka w ciele mojej rodziny, sąsiadów i mnie samego płaci swoim zdrowiem za wygodę urzędników i każdą kolejną ich wymówkę.

Czy wygramy? „Jeśli nie spróbujemy to się nie dowiemy”

Bo przesuwanie terminów odsuwa odpowiedzialność i rozliczalność od nich. To krótkofalowe, płytkie i – nie ukrywajmy, durne myślenie. Jakie są tego efekty? Ludzie przestają się przejmować wymianą kotłów nawet jeśli mają na to pieniądze. Bo przecież za rok, za dwa też przesuną znów terminy i nikt ich nie skontroluje, a nawet jeśli to kara będzie śmieszna. Wydajemy ogromne pieniądze na jakieś podłe igrzyska których nikt nie chce zamiast przeznaczyć te fundusze na prawdziwy problem przez który ludzie chorują. W Brzeziu pod Zabierzowem normy są przekraczane nawet kilkunastokrotnie. Ja po prostu chciałbym, abyśmy mogli oddychać pełną piersią i delektować się tym co mamy. Czy to w Brzeziu, czy jakiejkolwiek innej miejscowości.

Czy wygramy? Jeśli nie spróbujemy to się nie przekonamy, ale czasy gdy z pokorą godzimy się na nic nierobienie i negowanie rzeczywistości na szczęście minęły.

Piotra Kaczora irytuje, że wydajemy ogromne pieniądze na jakieś podłe igrzyska których nikt nie chce zamiast przeznaczyć te fundusze na prawdziwy problem przez który ludzie chorują, fot. Maciej Fijak

Długa lista zarzutów. Kiedy rozstrzygnięcie?

Na początku marca 2023 roku 20 osób z całej Małopolski zaskarżyło zmianę terminu obowiązywania uchwały antysmogowej dla województwa. Mieszkańcy postawili szereg zarzutów. M.in. naruszenie art. 5 Konstytucji RP. Według ustawy zasadniczej wszystkie organy władzy publicznej powinny chronić środowisko, zapewniać bezpieczeństwo ekologiczne i przeciwdziałać negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska. Małopolanie zarzucają także naruszenie zapisów Programu Ochrony Powietrza, który opierał się na założeniu, że w 2023 r. nie będzie pozaklasowych kotłów w Małopolsce. To wiąże się z naruszeniem przepisów prawa unijnego, które obliguje do uchwalania takich programów. Uchwała jest zdaniem skarżących sprzeczna z celem unijnych dyrektyw.

To jednak nie wszystko. Na długiej liście jest także nieprawidłowe rozpatrzenie uwag w ramach konsultacji społecznych poprzedzających demontaż uchwały i brak uzasadnienia do podjętej zmiany. Nie wyjaśnia celów: gospodarczych, finansowych, społecznych i prawnych przyjęcia nowych przepisów.

Pełnomocnicy skarżących szacują, że sąd sprawą zajmie się najpóźniej we wrześniu.

Czytaj więcej o demontażu uchwały antysmogowej dla Małopolski: Sejmik bierze na siebie odpowiedzialność za zgony w sezonie smogowym. Kopciuchy zostają do maja 2024

Podziel się: