3,5% – Teoria, która ma uratować świat

Podziel się:

Zasada 3,5 proc.

Ten – napisany politologicznym żargonem – fragment książki wskazuje słabość kampanii nieudanych. Ale jednocześnie też to, co jest największą siłą tych udanych. We wszystkim chodzi bowiem o to, że o sukcesie lub upadku ruchu oporu najczęściej decyduje zasięg poparcia dla niego i to, czy znajduje ono wyraz w działaniach. Siła jest w liczbach. A kiedy o nie chodzi ruchy obywatelskiego nieposłuszeństwa mają kilka znaczących przewag. Po pierwsze lepiej je widać i łatwiej do nich dołączyć. O ile bowiem przystąpienie do partyzantki wymaga dość dużego zachodu i wiąże się ze znaczącym ryzykiem, to uliczny protest łatwo znaleźć i łatwo do niego dołączyć.

To samo w sobie powoduje, że liczebność ruchów tego rodzaju – szczególnie, kiedy przekroczą pewną skalę – jest znacznie większa. Szacunki Chenoweth mówią, że różnice są zwykle mniej więcej czterokrotne. Co wynika jednak nie tylko z tego, że taki protest łatwiej znaleźć, ale też z tego, że opór obywatelski potrzebuje innych ludzi niż zbrojny, i może czerpać ze znacznie szerszej bazy społecznej. Karabiny trafiają bowiem zwykle w ręce młodych, zdrowych mężczyzn, a nieco rzadziej takich samych kobiet. Natomiast protesty bez przemocy równie chętnie korzystają z pomocy starszych, słabych, chorych, młodych, wszystkich. Sprawność fizyczna oraz umiejętność strzelania nie ma w ich przypadku żadnego znaczenia. Znacznie częściej są protestami masowymi.

Z czego wynika ich kolejna, duża przewaga. Jako ruchy powszechne przyciągają ludzi z różnych sfer i z różnymi kontaktami. A ponieważ nikt nie żyje w próżni, to na przykład lojalności się rozmywają i nawet osoby czynnie zaangażowane w działanie reżimu, mogą nie chcieć otwarcie występować przeciwko protestującym. Jako przykład Chenoweth podaje Serbię. Tam, kiedy masowe protesty odsuwały od władzy Slobodana Miloševicia, chciano wykorzystać policję do ich tłumienia. Wielu funkcjonariuszy odmawiało jednak wykonania rozkazów. Jeden z nich na pytanie o to, dlaczego odmówił strzelania do tłumu, odpowiedział: „wiedziałem, że tam są moje dzieci”.

Praca Chenoweth i Stephen pozwoliła też sformułować zasadę, która stała się dziś jedną z najpopularniejszych idei wykorzystywanych przez ruchy społeczne. To „zasada 3,5%”, która mówi, że żeby ruch osiągnął sukces w forsowaniu społecznej lub politycznej zmiany, musi aktywnie zaangażować 3,5% społeczeństwa. Próg zawieszono na takim poziomie, bo analiza Chenoweth pokazała, że żadna kampania, której udało się przyciągnąć tyle osób, nie przegrała. Zdarzało się nawet, że do sukcesu wystarczało znacznie mniej, ale kiedy było ich 3,5%, stawało się to gwarancją wygranej. Jednocześnie – to ważne, bo tłumaczy przewagę bezkrwawego oporu – progu 3,5% nie przekroczyła żadna zbrojna kampania zorganizowana w latach 1900 – 2006.

Praktyczne zastosowanie

Okazało się więc, że znacznie większym zagrożeniem od karabinów są dla politycznego konsensusu liczby. To w nich jest siła. To one zapewniają potencjał zmiany. „Przekonujące badania Erici Chenoweth, politolożki z Harvardu, potwierdzają, że nieposłuszeństwo obywatelskie jest nie tylko wyborem moralnym, ale też potężnym narzędziem kształtowania światowej polityki – w długim terminie.”, pisał David Robson z BBC. Prof. Chenoweth przekonała jednak nie tylko dziennikarzy, ale też praktyków społecznego działania. „Zasada 3,5%” znalazła się w centrum uwagi ruchów na rzecz ochrony klimatu. Sięgnęli po nią organizatorzy Extinction Rebellion [Rebelii przeciw wymieraniu – tb], którzy z sukcesami organizują kolejne akcje obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Te, jak na przykład wielodniowa okupacja najważniejszych londyńskich mostów i skrzyżowań, zapewniają im widoczność i przyciągają do sprawy kolejnych ludzi. Dzięki temu kryzys klimatyczny został w Wielkiej Brytanii na poważnie wprowadzony do politycznej agendy. Skuteczność działań – pisał na łamach „The Guardian” jeden z inicjatorów ruchu Roger Hallam – nie bierze się znikąd. Wynika z bezpośredniego zastosowania wszystkiego tego, o czym pisały Erica Chenoweth i Maria Stephan. „Dzięki ich przełomowej pracy doszliśmy do wniosku, że jedynym sposobem na pokonanie okopanej władzy politycznej są zakrojone na szeroką skalę kampanie akcji bezpośrednich, które nie sięgają po przemoc.”, pisał. „Strategia jest oparta na trzech obserwacjach. Po pierwsze, że jedynie poprzez zakłócenie, łamanie prawa, możesz zdobyć uwagę, której potrzebujesz. Po drugie, że tylko poświęcenie – gotowość do bycia aresztowanym i pójścia do więzienia – spowoduje, że ludzie wezmą na poważnie to, co mówisz. Po trzecie wreszcie, że tylko poprzez szacunek okazywany sobie samym, ludziom i policji, możemy zmienić serca i umysły naszych przeciwników, co spowoduje, że łatwiej będzie im negocjować z nami.”, dodawał mądrze.

A Erica Chenoweth komentowała ich działania mówiąc, że wiedzą co robią. Wracając do niej trzeba jeszcze koniecznie wspomnieć o jednym postulacie, który pojawił się w wyniku jej badań. Takim, by nauczanie historii przestało skupiać się na zbrojnych powstaniach i doceniło wagę pracy organicznej, u podstaw i kampanii nieposłuszeństwa obywatelskiego. Nie tylko dlatego, że dzisiejsza dysproporcja w nauczaniu o jednym i drugim pokazuje fałszywy obraz dziejów. Także dlatego, że ludzie potrzebują narzędzi, które w razie potrzeby pozwalają zmieniać świat na lepsze.

I o wiele lepiej jest, kiedy wiedzą o tym, że więcej znaczy rozum niż siła.

Tekst pierwotnie ukazał się w “Tygodniku Przegląd”.

Fot. Shutterstock.

1 2
Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!