600-letnia wieś nie chce nowego zbiornika za miliard. “Wszystko się dzieje za naszymi plecami”

Podziel się:
Kąty-Myscowa

Wraca temat kontrowersyjnego zbiornika Kąty-Myscowa, o którego budowie mówi się już ponad sto lat. Aby powstał, trzeba wysiedlić całą wioskę. Zalanych zostanie ponad 400 hektarów cennych przyrodniczo terenów, a jeszcze rok temu koszty budowy szacowano na miliard złotych.

– Nasza dolina jest wyjątkowa. Nie została jeszcze zniszczona przez człowieka. To będzie wielka ingerencja w środowisko. W Myscowej mam dom, konie, gospodarstwo. Oprócz tego, że to mój dom, nie rozumiem dlaczego w XXI w. nie słuchamy naukowców, hydrobiologów. Przecież ta inwestycja nie ma uzasadnienia – mówiła nam jedna z mieszkanek w czerwcu 2021 roku, gdy pojechaliśmy na miejsce. Wtedy pisaliśmy także o kłopotliwej przeprawie samochodowej.

Mieszkańcy, aby dostać się do swoich gospodarstw muszą przejechać po dnie rzeki, o ile jej stan na to pozwala. Lokalne władze nie chcą wybudować mostu tłumacząc to planami budowy zbiornika. I tak od kilkudziesięciu lat. Przeprawa przez rzekę zagraża bezpieczeństwu mieszkańców. W 2013 roku służby ratownicze nie mogły jej pokonać w drodze do pożaru.

– Gospodarstwa liczą wiele sztuk bydła, utrzymują się z tego. Wiek ludzi, którzy wykonują te czynności, to 50–60 lat. Proszę sobie teraz wyobrazić, jeżeli mielibyśmy czekać kolejne 7 do 10 lat na budowę zbiornika, co my po tym czasie mamy robić jako ludzie starsi, w podeszłym wieku. Gdzie, kto do pracy nas przyjmie? Osoby, które zajmują się gospodarstwem w tym momencie, są też i młodsze osoby, nastawiły się na jakiś kierunek w życiu i to jest ich miejsce na ziemi – szczerze mówiła sołtyska Myscowej przed sejmową komisją.

POLECAMY: Zbiornik Kąty-Myscowa. Projekt za miliard sprzed stu lat [REPORTAŻ]

wilsznia
Tu ma powstać zbiornik Kąty-Myscowa fot. Maciej Fijak

Kąty-Myscowa: Sejmowa komisja sprawdza dokumenty

Jak Wody Polskie tłumaczą konieczność zalania urokliwej doliny? Bezpieczeństwem powodziowym, walką z suszą, a dziś także pojawia się nowy argument – stworzenia elektrowni wodnej. Eksperci nie zostawiają jednak na pomyśle suchej nitki wskazując naukowe opracowania, które obalają tezy państwowego inwestora. Według specjalistów budowa byłaby złamaniem prawa polskiego i europejskiego. Chodzi o zniszczenie części Parku Narodowego. Do tego powiat jasielski nie cierpi na brak wody, a prognozy sprzed 20 lat się nie sprawdziły, ponieważ przemysł wodochłonny się nie rozwinął, a wręcz przeciwnie. Nie ma też wzrostu populacji, która by tej wody potrzebowała, zapotrzebowanie ma spadać. Nawet gdyby ta sytuacja się zmieniła to zaangażowani w sprawę eksperci mają już gotowe dwie alternatywy na pobór wody.

A co z najmocniejszą kartą, którą grają Wody Polskie, czyli bezpieczeństwem powodziowym? Według ekspertyz, redukcja wielkiej fali powodziowej w Jaśle może osiągnąć poziom 40 centymetrów. Z kolei redukcja w pozostałych miastach jest jeszcze mniejsza, na poziomie błędu obliczeń. Przypomnijmy, że zasięg potencjalnej ochrony, powstałej dzięki budowie zbiornika dotyczy około 50 domów. Żeby to osiągnąć trzeba wysiedlić 100 innych.

Temat zbiornika wrócił podczas obrad sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Parlamentarzyści poprosili bowiem o przedstawienie aktualnego stanu planowanej inwestycji. Z możliwości wystąpienia przed posłami skorzystali także mieszkańcy i zaangażowani w sprawę specjaliści. Na jakim etapie jest planowana budowa?

– Patrząc na plan postępowań o udzielenie zamówień publicznych Wód Polskich na ten rok to wygląda, że sprawa jest traktowana bardzo poważnie. Mowa o projektach planów przestrzennego zagospodarowania obszaru zbiornika, projekcie budowlanym oraz wycenach nieruchomości. To dość dziwne, że nie ma jeszcze wycen nieruchomości, a jest już podobno plan przesiedleń, choć mieszkańcy go jeszcze nie widzieli – mówi Jacek Engel z Fundacji Greenmind, która prowadzi projekt Obywatele dla Wody. W ramach inicjatywy, razem z lokalnymi mieszkańcami walczą o cenne tereny.

traktor myscowa
Myscowa fot. Maciej Fijak

“Prace trwają”

O zbiornik pytamy bezpośrednio u inwestorów, czyli w państwowych Wodach Polskich oraz w Ministerstwie Infrastruktury, które bezpośrednio nadzoruje tę jednostkę. Wśród działań wykonanych od czasu naszego reportażu Ministerstwo wymienia m.in aktualizację koncepcji rozwiązań technicznych. Mowa także o uzgodnieniach z gminami (plany miejscowe) czy podpisaniu umowy na działania informacyjne w okolicznych gminach. Kolejna umowa dotyczy prac archeologicznych.

– Obecnie trwa opracowywanie dokumentacji przetargowej na wyłonienie wykonawcy projektu budowlanego wraz z uzyskaniem niezbędnych opinii i uzgodnień oraz właściwych decyzji administracyjnych pozwalających na realizację inwestycji. Całkowita wartość inwestycji będzie znana dopiero po zakończeniu postępowania o udzielnie zamówienia publicznego, obecnie zakładane kwoty należy traktować szacunkowo – informuje Szymon Huptyś, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury. W zeszłym roku szacowano, że budowa pochłonie miliard złotych. Patrząc na galopującą inflację oraz odległe terminy realizacji – 2028 rok, możemy spodziewać się dużych wzrostów kosztów.

Tymczasem głos mieszkańców bardzo wyraźnie wybrzmiał na grudniowym posiedzeniu sejmowej Komisja Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. – Sołtyska z Myscowej wskazywała dosyć kategorycznie, że mieszkańcy w większości nigdzie się nie wybierają. Jednak Wody Polskie zamierzają przygotować wszystkie dokumenty, mimo, że nie mają decyzji środowiskowej. Do złożonego przez nich raportu Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Rzeszowie sporządziła kilkanaście stron uwag i zapytań – wskazuje Engel.

Olbrzymie braki w dokumentacji środowiskowej

Redakcja SmogLabu dotarła do kluczowego dokumentu, o którym wspomina Engel. Teoretycznie wykazane uchybienia mogą zdecydować o dalszych losach zbiornika. Chodzi o uwagi do Raportu o oddziaływaniu przedsięwzięcia na środowisko. W kwietniu ub. roku trafił do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie (RDOŚ).

W odpowiedzi na to opracowanie RDOŚ wykazał olbrzymie braki formalne, techniczne i merytoryczne ze strony Wód Polskich. Dokument liczy 42 strony, a liczba wykazanych braków to aż 179 punktów. Co ważne, wiele z nich zostało rozbitych na podpunkty, więc w rzeczywistości braków jest więcej niż punktów na liście, ponieważ jedna pozycja często odpowiada wielu uchybieniom.

Podczas wspomnianej komisji sejmowej sołtyska Myscowej, Małgorzata Mroczka przypominała parlamentarzystom: – Jest to wieś, która ma 600-letnią tradycję. (…) Nasze konsultacje z Wodami Polskimi czy z ministerstwem są praktycznie żadne, ponieważ jak coś się dzieje to za naszymi plecami. Nie mamy dostępu do wielu rzeczy, które już się praktycznie stały. Gdyby nie uprzejmość ludzi, to na pewno nie wiedziałabym nawet o dzisiejszym spotkaniu. Chcę tutaj powiedzieć, że nasza wieś nie dość, że ma taką kilkusetletnią tradycję, to jeszcze jest to miejsce pracy dla wielu osób – mówiła przedstawicielka wybrana przez mieszkańców.

Protest krów happening Cecylii Malik z kolektywem Siostry Rzeki, Fundacji Greenmind i mieszkańców Myscowej przeciwko budowie zbiornika Kąty-Myscowa. Październik 2020 fot. Bogdan Krężel

“Bezprawne podejście”

Wśród uwag RDOŚ znajdziemy m.in. braki w informacjach dotyczących oddziaływania na jakość powietrza. Ponadto brak informacji o zanieczyszczeniu dźwiękiem czy wpływie inwestycji na cenne siedliska. Jedna z najważniejszych uwag jednostki jest tożsama z tym, co od lat mówią mieszkańcy, aktywiści, przyrodnicy i eksperci.

– Należy wykazać, czy istnieją potencjalne inne warianty osiągnięcia porównywalnego stopnia redukcji zagrożenia powodziowego, redukcji skutków suszy, redukcji niedoborów wody pitnej, redukcji niedoborów wody na potrzeby rolnictwa oraz pozostałych skutków wynikających z zakładanych celów budowy zbiornika. W przypadku gdy warianty takie nie istnieją, należy wyjaśnić dlaczego – pisze RDOŚ wytykając braki w dokumentacji.

Co więcej, jeśli takie alternatywy powstaną, to Wody Polskie będą musiały wykazać, że są mniej korzystne niż pierwotna propozycja. Nie tylko pod względem środowiskowym, ale także społecznym i ekonomicznym. Na uzupełnienie dokumentacji Wody Polskie mają czas do końca 2022 roku.

O proceduralnym bezprawiu mówił też Ryszard Babiasz, który również działa z ramienia Fundacji Greenmind. – Cały czas słyszymy, że będzie decyzja środowiskowa, że ludzie mieszkający tam mają w zasadzie się pakować jak najszybciej i że będzie to dla nich lepiej. Natomiast chciałem zwrócić uwagę, że takie podejście jest nie to, że niewłaściwe, ale wręcz bezprawne, ponieważ na obecnym etapie postępowania o wydanie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach mamy sytuację, w której nie było jeszcze udziału społecznego – wskazywał Babiasz, który naukowo zajmuje się środowiskowymi skutkami budowy zbiornika już od 2006 roku.

Miliony na zbiornik Kąty-Myscowa

Od 2018 roku na dokumentację i prace przygotowawcze wydano kilkadziesiąt milionów złotych. Ponad 2,6 miliona zapewnił Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska, jednak największy dopływ gotówki zapewniają pożyczki z Banku Światowego. Jest to ponad 30 milionów złotych. Pieniądze płyną na przykład w ramach projektu ochrony przeciwpowodziowej w dorzeczu Odry i Wisły.

Dlaczego Bank Światowy chce finansować tak kontrowersyjny projekt? – Oni są pragmatyczni. Mają podpisane umowy z wiarygodnym pożyczkobiorcą i nie wnikają w szczegóły, bo nie chcą sobie komplikować życia. Przecież to oczywiste, że projekt, który nie ma znaczenia w ochronie przeciwpowodziowej nie powinien z tego kredytu być finansowany. – mówi nam prezes Fundacji Greenmind.

Jakie działania planuje strona społeczna w tej sprawie? – Jeśli chodzi o postępowania to czekamy na uzupełnienie braków w raporcie o oddziaływaniu na środowisko. Będziemy przygotowywać uwagi do tego raportu. Już przesłaliśmy do RDOŚ jako dowody w sprawie, dwie ekspertyzy dot. roli  przeciwpowodziowej zbiornika i prognozy zapotrzebowania na wodę powiatu jasielskiego. Do Banku Światowego będziemy wnioskować o zaprzestanie finansowania tej bezsensownej megalomańskiej inwestycji – zapewnia nasz rozmówca.

Z kolei Dominika Kościańska-Bomba przekonywała podczas komisji: – Wiemy, dlaczego przyjeżdżają turyści do Beskidu Niskiego – dlatego, że jest naturalny, że tak naprawdę środowisko tutaj nie jest tak bardzo zmienione. Dlatego nie rozumiemy myślenia o tym w taki sposób, że turysta przyjedzie, bo będzie wielki zalew. (…) Co jeszcze chciałabym powiedzieć? To, że cały czas mówi się o tym, że prowadzi się z nami dialog. Takiego dialogu nie ma – wskazywała rozgoryczona mieszkanka Myscowej.

Sprawę zbiornika Kąty-Myscowa nadal będziemy śledzić na łamach SmogLabu.

Zdjęcie tytułowe: Protest krów happening Cecylii Malik z kolektywem Siostry Rzeki, Fundacji Greenmind i mieszkańców Myscowej przeciwko budowie zbiornika Kąty-Myscowa. Październik 2020 fot. Bogdan Krężel

Napisz do autora: [email protected]


SPROSTOWANIE

Po publikacji materiału Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Rzeszowie wysłało sprostowanie do redakcji. Poniżej publikujemy całość pisma. Do treści odniesiemy się w kolejnych materiałach:

Treść sprostowania [PDF]

Podziel się: