8 mld zł po stronie firm i kierowców, 2 mld zł po stronie nas wszystkich – to koszt kryzysu paliwowego, który do tej pory zapłacili Polacy. Tymczasem eksperci martwią się, że samo leczenie objawów nie przygotuje nas na kolejne kryzysy paliwowe, które na pewno nastąpią. Dlatego proponują konkretne rozwiązania.
Do tej pory jedyną reakcją polskiego rządu na kryzys paliwowy był pakiet „Cena Paliw Niżej”. Rozwiązanie to wprowadzono miesiąc po ataku Izraela i USA na Iran, gdy można było się już spodziewać, że konflikt nie zakończy się szybko.
Obniżenie VAT i akcyzy na paliwo oraz wprowadzenie limitu cen na stacjach nie uchroniło jednak od droższych paliw.
Kryzys paliwowy uderza w firmy
Fundacja Instrat wylicza w nowej analizie, że od 31 marca (moment wprowadzenia CPN) do 15 maja polscy kierowcy zapłacili za droższe paliwa dodatkowe 5,38 mld zł. Nieco ponad 830 mln zł więcej wydali właściciele samochodów prywatnych, a niemal 4 mld zł – przedsiębiorstwa (pozostałe 890 mln zł to wydatki mieszane).
„CPN mocno obniżył ceny dla konsumentów. Mniej pomógł firmom, które korzystają z silników diesla” – informuje Michał Grabka, główny autor analizy.
I tak kierowcy indywidualni posiadający samochód benzynowy płacą za litr paliwa średnio 42 grosze więcej niż przed wojną na Bliskim Wschodzie (7,3 proc. więcej). Jednocześnie za napełnienie służbowego diesla trzeba zapłacić aż o 1,77 zł więcej za litr (36,4 proc. więcej). Z jednej strony odpowiada za to fakt, że diesel bardziej podrożał, z drugiej – że firmy nie korzystają na obniżeniu VAT, bo i tak go odliczają.
Miliardy za kryzys
Instrat podliczył też łączne koszty kryzysu paliwowego dla Polaków.
I tak do niecałych 5,5 mld zł przed CPN należy doliczyć jeszcze kolejne 2,5 mld zł zapłacone przed wprowadzeniem rządowego wsparcia. Łącznie kierowcy i firmy poniosły więc dodatkowe koszty na poziomie 8 mld zł. Do tego należy doliczyć 2 mld zł, bo tyle wynosi szacunkowy spadek dochodów budżetu państwa do połowy maja na skutek wprowadzenia CPN. Łącznie kryzys paliwowy kosztował więc Polaków 10 mld zł.
„Choć pakiet CPN ograniczył wpływ na kierowców i firmy, to i tak ponieśli oni większość tego kosztu” – dodaje Grabka.

Obniżanie cen nie wystarczy
Czy jednak propozycja rządu aby na pewno jest tym, co może przynieść największe korzyści? Eksperci powątpiewają.
„42 grosze więcej na litrze paliwa dla niektórych może się wydawać niewielką różnicą. Może to być jednak zdecydowanie duży kłopot dla mieszkańców miejsc wykluczonych komunikacyjnie, gdzie nie istnieje transport publiczny, a samochód jest niezbędny do funkcjonowania na co dzień” – zauważa dr Katarzyna Iwińska, badaczka w Instytucie Socjologii Collegium Civitas oraz w Łódzkim Instytucie Technologicznym.
W rozmowie ze SmogLabem Iwińska ocenia wprost: polityka obniżenia cen wszystkim po równo jest niewystarczająca. Zamiast tego potrzebne jest ukierunkowane wsparcie do najbardziej potrzebujących. „Gminy mają wiedzę, jak dużym problemem jest u nich wykluczenie transportowe i kto potrzebuje pomocy. Chodzi o celowe wsparcie dla osób naprawdę wykluczonych, które są ubogie energetycznie, wykluczone transportowo i już teraz otrzymują pomoc społeczną” – twierdzi socjolożka.
I dodaje: „Żeby taką pomoc wprowadzić, najpierw trzeba jednak zdać sobie sprawę, że obecny model wsparcia jest niesprawiedliwy. To zresztą uwaga dotycząca tak kryzysu paliwowego, jak i całej transformacji energetycznej: niezbędne jest to, aby przy podejmowaniu działań brać pod uwagę nierówności społeczne.”
Leczymy objawy… i tyle
Działania rządu za niewystarczające uznaje również fundacja Instrat. Skupiony na energetyce think tank zwraca uwagę, że choć rząd wydał na dopłaty do paliw już 2 mld zł, to jednocześnie na zabezpieczenie kraju przed podobnymi wstrząsami w przyszłości nie przeznaczono ani złotówki. „Leczymy objawy i pomagamy poradzić sobie z kosztami tego kryzysu, ale nie przygotowujemy się jeszcze na następne” – martwi się Grabka.
Ekspert Instratu zwraca przy tym uwagę, że nie wiadomo, jak długo potrwa obecny konflikt i jak wpływać będzie na ceny paliw. Wiadomo jednak, że zależność od importu paliw to problem.
„Musimy uniezależnić się od importu ropy i gazu oraz postawić na elektryfikację krajowego transportu. Im więcej aut elektrycznych napędzanych polską energią ze słońca i wiatru, tym pewniejsza będzie cena za przejechany kilometr i więcej pieniędzy zostanie w naszej gospodarce” – uważa Grabka.
Instrat przedstawia też konkretne rozwiązania, które mogą pomóc w ograniczeniu zależności od paliw.
Leasing społeczny i Bilet Polska
Pierwsze z nich to rozwój społecznego leasingu europejskich aut elektrycznych w miesięcznej cenie najmu do 450 zł dla mniej zamożnych gospodarstw. Podobny program, który cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem, wprowadzono już np. we Francji.
Druga propozycja organizacji to „pakiet e-CPN”, czyli obniżki VAT do 8 proc. na ładowanie (w domu i na publicznych stacjach) oraz rozwój sieci stacji ładowania. „Potrzebujemy zachęt dla obywateli i firm, aby trwale przestawić kierowców na prąd i przede wszystkim elektryfikować logistykę” – tłumaczy Instrat.
Ostatnia propozycja to uruchomienie „Biletu Polska” – jednolitego biletu lokalnego i regionalnego na transport publiczny po preferencyjnej stawce. Odpowiednik takiego rozwiązania w Niemczech kosztuje 63 euro, czyli ok. 265 zł.
Jak proponuje Instrat, pieniądze na ten cel można pozyskać z tzw. windfall tax. To podatek od nadmiarowego zysku, który koncerny paliwowe osiągnęły na skutek wojny na Bliskim Wschodzie. Wprowadzenie takiego podatku zapowiada ministerstwo finansów, a informacje o nim pojawiły się już w wykazie prac legislacyjnych na stronie kancelarii premiera. Szacunkowe wpływy z podatku mają wynieść 6 mld zł.
–
Zdjęcie tytułowe: Ministerstwo Energii



