Antysmogowy dom na Podhalu. Nie zanieczyszcza, filtruje pyły i przyciąga turystów [FILM]

Podziel się:

Podczas stawiania domu budowlańcy twierdzili, że na pewno zaraz go porwie halny. Sąsiedzi nie mogli się nadziwić, że drewniana konstrukcja urosła w kilka dni i brakuje w niej komina. Turystów nie zrażają panujące w nim reguły, chroniące energię i czyste powietrze. Antysmogowy dom w Zakopanem to ewenement na mapie Podhala. 

Budynków energooszczędnych, czy domów pasywnych jest w Polsce wiele (a przynajmniej coraz więcej), ale ten przykuł moją uwagę już półtora roku temu. Wydało mi się ciekawe, że w regionie, w którym problem smogu często był spychany na margines, powstaje projekt reklamujący się tym, że jest “antysmogowy”. 

Ale to nie marketing zadecydował o takiej formie projektu Tatra Green House, a potrzeba serca jego pomysłodawcy, Bartłomieja Zubka. Zakopiański inżynier środowiska i pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego jest bohaterem kolejnego odcinka cyklu MOŻNA INACZEJ. Pokazujemy w nim ludzi, inicjatywy i projekty, które idą wbrew utartemu myśleniu, otwierając oczy na inny sposób podejścia do problemów naszej planety w dobie kryzysu klimatycznego.

– Nie liczyliśmy na korzyści reklamowe, budowaliśmy ten dom jako inżynierowie ochrony środowiska, chcąc wykazać się swoją wiedzą praktyczną. Wcześniej jeździliśmy po Polsce, poznając tego typu rozwiązania. Nie było wtedy czasu na myślenie o PR – mówi nam dziś Zubek.

Najpierw zrezygnował z kotła w swoim rodzinnym domu, gdzie o mały włos domownicy nie zatruli się wskutek ulatniania dymu (choć był to piec nie na węgiel, a ekogroszek). Jak mówi, po takim doświadczeniu powiedział stanowcze nie epoce węglowej w swoim życiu. Skoro w “starym” domu udało się ją zakończyć, w nowym projekcie nie widział innego wyjścia, niż zbudowanie go na odnawialnych źródłach energii.

Czym jest antysmogowy dom?

Po pierwsze, nie powoduje emisji. Ogrzewanie elektryczne działa na bazie pompy ciepła powietrze-powietrze, zasilanej przez panele słoneczne umieszczone na dachu. Po drugie, istniejący na zewnątrz smog nie dostaje się do środka, bo powietrze jest filtrowane, zanim się tu dostanie (filtr zatrzymuje pyły zawieszone, a węgiel aktywny zapachy).

Turyści są czasami w szoku, że różnica w jakości powietrza między budynkiem, a tym, co na zewnątrz, może być tak duża. Kochają góry, więc wciąż przyjeżdżają do Zakopanego. Na szczęście, do szlaku mają stąd jakieś dziesięć minut.

– Sąsiedzi się dziwili, że budujemy bez komina, twierdząc, że “przecież zamarzniemy w tym domu”. Albo, że będziemy mieli wielkie rachunki za prąd, zwłaszcza z fotowoltaiką, bo w Zakopanem jest za mało słońca – wspomina nasz bohater.

Tymczasem żaden lokator nie narzekał do tej pory na brak ciepła, a całoroczny koszt rachunków nie przekracza 800 złotych. Do pierwszego domu dołączył drugi (i ostatni, bo Zubek chce zostawić przestrzeń przyrodzie) oraz stacja ładowania aut elektrycznych. Nowszy dom zyskał też poprawki. Wśród nich klimatyzację działającą osobno w każdym pomieszczeniu.

Inspiracja dla całej Polski

Marzeniem Bartłomieja Zubka jest całkowita niezależność od elektrowni węglowych, bo wtedy będzie się czuł “w stu procentach w porządku wobec środowiska”. Być może uda się to zrobić dzięki magazynowi energii w postaci wodoru – taki ma przynajmniej wstępny plan, jeśli na drodze nie staną wyzwania prawne.

Poprzednie marzenia już się spełniają, bo Tatra Green House zaczął spełniać swoją misję, czyli edukację o tym, że budownictwo energooszczędne nie jest jakimś wymysłem, a realną opcją do życia lub prowadzenia biznesu. Z pytaniami piszą zainteresowani z całej Polski. Znajomi naszego bohatera zmieniają nawyki. Ostatnio jedna z koleżanek, która ostatnio prawie zainwestowała w ekogroszek, zmieniła decyzję i kupiła pompę ciepła.

Na koniec naszego spotkania pytam Bartłomieja Zubka, jak daleko jest Podhale od zakończenia swojej epoki węglowej.

– Obawiam się, że to odległa przyszłość. Nawet jeśli ludzie decydują się na energię słoneczną, wciąż zostawiają kotły. Może to zabezpieczenie na ewentualny kataklizm? Mój przykład pokazuje jednak, jak technika poszła do przodu i że raczej nie ma sensu utrzymywania kominów. Nawet jeśli ktoś boi się wielkiej awarii, wystarczy wówczas agregat prądotwórczy – ocenia.

__

Zdjęcie: Zygfryd Turchan

Podziel się: