Udostępnij

Co pokazały ujemne ceny prądu? Ekspert: marnujemy potencjał Polski

09.04.2026

Podczas wielkanocnego weekendu w naszym kraju odnotowano ujemne ceny energii elektrycznej. Brzmi to jak błąd systemu albo prezent od losu. W rzeczywistości jednak to zjawisko czysto ekonomiczne i techniczne, wynikające ze specyfiki współczesnej energetyki. Kluczowy jest rosnący udział OZE w miksie energetycznym, który sprawia, że czasami energii na rynku jest więcej niż potrzeba. Pojawia się więc pytanie: czy w przyszłości prąd może być darmowy?

Mimo opieszałości części polityków transformacja energetyczna w Polsce idzie pełną parą. Widać to nie tylko we wzroście udziału OZE w miksie, ale także w tym, że odnawialne źródła potrafią już okresowo zastępować węgiel. Obecnie odpowiadają za około jedną trzecią produkcji energii. Nadal dominują węgiel, ropa i gaz, ale coraz częściej zdarzają się dni, gdy OZE stają się realną konkurencją dla paliw kopalnych — nawet zimą.

Nadpodaż energii elektrycznej

Czasem jest po prostu tak, że zdolności do generacji energii z OZE są tak duże, że mamy do czynienia z jej nadpodażą. Innymi słowy – energii na rynku jest więcej, niż potrzeba. Tak było ostatnio 5 i 6 kwietnia, w czasie Wielkanocy.

Źródło: EnergiaTrendy.

W samą Wielkanoc udział OZE w produkcji energii według danych EnergyCharts.info wyniósł 43 proc. W poniedziałek wielkanocny było to już 56 proc. Powyższa grafika pokazuje udział poszczególnych źródeł w polskim miksie energetycznym. Święta były słoneczne, wiec tym razem to panele słoneczne królowały, zapewniając 31,4 proc. udziału w generacji mocy.

Z kolei Jakub Wiech w swoim wpisie zwraca uwagę, że na niewielki udział węgla.

Tu warto przypomnieć, że w 2025 roku udział węgla krajowym miksie energetycznym to nieco ponad 50 proc. Na początku kwietnia (15 tydzień roku), a więc też w czasie Wielkanocy, udział węgla spadł do 38,7 proc.

Ceny prądu pod progiem

Choć udział OZE w miksie energetycznym nie wyniósł 100 proc. to ze względu na bardzo dobre warunki atmosferyczne godzinowa moc generacji energii była duża. Wraz ze stale pracującymi blokami w elektrowniach węglowych doprowadziło to do nadpodaży. Stąd pojawienie się sytuacji „ujemnych cen energii”.

– Kluczem do ujemnych cen energii jest elastyczność systemu – a raczej jej brak. Mimo przymusowych wyłączeń energii z wiatru i słońca oraz eksportu, w sieci wciąż działały bloki węglowe i gazowe – bo kogeneracja, regulacja częstotliwości i długi czas rozruchu sprawiają, że prościej trzymać je na minimalnej mocy za dnia niż wyłączać. Stąd niskie ceny w ciągu dnia i wysokie wieczorem – wyjaśnia dla SmogLabu Kajetan Nowak, Specjalista ds. modelowania energetycznego w Fundacji Instrat.

Czym są owe ujemne ceny energii, a dokładnie prądu? To sytuacja, w której producent energii elektrycznej musi dopłacać do jej produkcji, a ten, kto ją w tym czasie kupuje, aby ją zużyć (lub odsprzedać dalej), otrzymuje wynagrodzenie. W ubiegłym roku, dokładnie 13 kwietnia, na Towarowej Giełdzie Energii przez 8 godzin z rzędu prąd sprzedawany był po cenach ujemnych, w tym przez 3 godziny po rekordowej stawce minus 500 zł/MWh.

Weekendy, zwłaszcza okresy świąteczne, sprzyjają takim sytuacjom. Ludzie wtedy nie pracują, nie pracuje większość fabryk i innych zakładów. Mieszkańcy przebywają poza domem, a Wielkanoc czy majówka to okres często ładnej, ciepłej pogody. Wtedy popyt na prąd jest mały, pogoda sprzyja OZE, a jednocześnie elektrownie węglowe muszą działać.

Z tego powodu w tym roku pobity został nowy rekord ujemnych cen – 5 kwietnia cena wyniosła -761 zł/MWh (między godz. 13:30 a 13:45). Rekord przetrwał zaledwie 24 godziny. 6 kwietnia rynkowa cena energii (RCE), zaraportowana przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne, spadła do -791 zł/MWh (kwadrans między 13:45 a 14:00).

Co to dla nas oznacza?

Co w praktyce oznacza taka sytuacja? Wiele zależy od tego, jak płacimy rachunki za prąd. Zwykły odbiorca, który płaci „normalnie”, nie odczuje tego, bo opłaca klasyczny, miesięczny rachunek. Różnicę poczują za posiadacze taryfy dynamicznej. U podstaw jej działania są właśnie ceny giełdowe, które zmieniają się z godziny na godzinę.

– To szansa dla magazynów energii — zarabiają na różnicach cen, a na ujemnych cenach podwójnie. Uruchomiony właśnie magazyn w Łozienicy (pierwszy tego rodzaju magazyn energii Polsce, bazujący na olbrzymich modułach bateryjnych od Tesli – red.) to krok w dobrym kierunku, choć wciąż kropla w morzu potrzeb – zauważa Nowak.

Ujemne ceny energii, w obecnej fazie rozwoju systemu, rodzą też problemy. Jak wspomnieliśmy, ten, kto produkuje energię, musi dopłacać do każdej megawatogodziny (MWh) wprowadzonej do sieci. Jeśli elektrownia nie zaprzestanie produkcji, realnie traci pieniądze za sam fakt działania. Dla dużych firm energetycznych oznacza to wymierne straty w przychodach, które trudno odrobić w godzinach standardowych cen.

Dochodzi do „klęski urodzaju”. Portal WNP.pl zwraca uwagę na problem techniczny elektrowni konwencjonalnych (węglowych). Bloki te mają tzw. minimum techniczne – nie mogą pracować poniżej pewnej mocy, a ich całkowite wyłączenie i ponowny rozruch są niezwykle kosztowne, czasochłonne i ryzykowne dla infrastruktury.

Droga do stabilności

Należy mieć na uwadze, że wbrew obiegowej opinii elektrownie węglowe nie zawsze tracą na ujemnych cenach. Kluczowe jest to, czy wcześniej sprzedały energię w kontraktach. Jeśli tak, mogą zarobić nawet wtedy, gdy nie produkują prądu. Przykładowo: elektrownia sprzedaje energię z wyprzedzeniem po stałej cenie, a gdy na rynku pojawiają się ceny ujemne, odkupuje tę samą energię taniej (a właściwie z dopłatą). W efekcie nie musi produkować prądu, a mimo to zwiększa zysk.

Do tego dochodzą dodatkowe przychody, np. za gotowość do zmniejszenia produkcji, co jeszcze bardziej zwiększa opłacalność. W praktyce oznacza to, że elektrownia może więcej zarobić na „nieprodukowaniu” energii, niż na jej wytwarzaniu.

Za ujemne ceny płacą głównie producenci OZE bez elastyczności, spółki obrotu z nadwyżkami energii oraz część elektrowni bez kontraktów. To zjawisko pokazuje, że system energetyczny jest niedostosowany do dużej produkcji z fotowoltaiki – w słoneczne dni prądu jest po prostu za dużo, a odbiorcy nie zawsze potrafią to wykorzystać.

– Paradoksalnie, więcej OZE może zmniejszyć dobowe wahania cen – wiatr wieje też po zmroku, co ogranicza potrzebę trzymania bloków cieplnych w gotowości. Polska jednak konsekwentnie marnuje swój potencjał wiatru na lądzie – uważa specjalista.

Ujemne ceny – prąd za darmo?

Prawdopodobnie dla wielu z nas ujemne ceny energii to wizja świata, w którym prąd jest za darmo. W końcu nie płacimy przecież za wiatr ani za świecące miliony kilometrów od nas Słońce. Rzeczywistość jest niestety dużo bardziej złożona. Przede wszystkim sam fakt istnienia ujemnych cen energii nie jest czymś, co było docelowym założeniem transformacji energetycznej. Warto pamiętać, że produkcja energii elektrycznej — niezależnie od źródła — kosztuje.

– Symbolicznych rachunków za prąd nie należy się spodziewać – transformacja kosztuje – mówi Nowak. Nasz rozmówca powołuje się na raport Instrat „Sieci na miarę”. – Racjonalny rozwój OZE może obniżyć jednostkowe koszty produkcji energii o kilka–kilkanaście procent. Opóźnienie tego procesu oznacza większe koszty dla nas wszystkich.

Ktoś musi postawić wiatraki, serwisować je, modernizować i naprawiać linie przesyłowe. Wciąż będziemy płacić rachunki za prąd, ale stopniowo odchodząc od prądu bazującego na spalaniu paliw kopalnych – będzie zdecydowanie taniej w porównaniu do scenariusza, w którym wciąż opieramy się na węglu.

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Agnes Kantharuk

Autor

Hubert Bułgajewski

Ekspert ds. zmian klimatu, specjalizujący się dziedzinie problematyki regionu arktycznego. Współpracujący od lat z redakcjami „Ziemia na rozdrożu” i „Nauka o klimacie”. Autor wielu tekstów poświęconych problemom środowiskowym na świecie i globalnemu ociepleniu. Od 2013 roku prowadzi bloga pt. ” Arktyczny Lód”, na którym znajdują się raporty poświęcone zmianom zachodzącym w Arktyce.

Udostępnij

Zobacz także

Wspierają nas

Partnerzy portalu

Partner cyklu "Miasta Przyszłości"

Partner cyklu "Żyj wolniej"

Partner naukowy

Bartosz Kwiatkowski

Dyrektor Frank Bold, absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezes Polskiego Instytutu Praw Człowieka i Biznesu, ekspert prawny polskich i międzynarodowych organizacji pozarządowych.

Patrycja Satora

Menedżerka organizacji pozarządowych z ponad 15 letnim stażem – doświadczona koordynatorka projektów, specjalistka ds. kontaktów z kluczowymi klientami, menadżerka ds. rozwoju oraz PR i Public Affairs.

Joanna Urbaniec

Dziennikarka, fotografik, działaczka społeczna. Od 2010 związana z grupą medialną Polska Press, publikuje m.in. w Gazecie Krakowskiej i Dzienniku Polskim. Absolwentka Krakowskiej Szkoła Filmowej, laureatka nagród filmowych, dwukrotnie wyróżniona nagrodą Dziennikarz Małopolski.

Przemysław Błaszczyk

Dziennikarz i reporter z 15-letnim doświadczeniem. Obecnie reporter radia RMF MAXX specjalizujący się w tematach miejskich i lokalnych. Od kilku lat aktywnie angażujący się także w tematykę ochrony środowiska.

Hubert Bułgajewski

Ekspert ds. zmian klimatu, specjalizujący się dziedzinie problematyki regionu arktycznego. Współpracował z redakcjami „Ziemia na rozdrożu” i „Nauka o klimacie”. Autor wielu tekstów poświęconych problemom środowiskowym na świecie i globalnemu ociepleniu. Od 2013 roku prowadzi bloga pt. ” Arktyczny Lód”, na którym znajdują się raporty poświęcone zmianom zachodzącym w Arktyce.

Jacek Baraniak

Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Ochrony Środowiska jako specjalista ds. ekologii i ochrony szaty roślinnej. Członek Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i Klubu Przyrodników oraz administrator grupy facebookowej Antropogeniczne zmiany klimatu i środowiska naturalnego i prowadzący blog „Klimat Ziemi”.

Martyna Jabłońska

Koordynatorka projektu, specjalistka Google Ads. Zajmuje się administacyjną stroną organizacji, współpracą pomiędzy organizacjami, grantami, tłumaczeniami, reklamą.

Przemysław Ćwik

Dziennikarz, autor, redaktor. Pisze przede wszystkim o zdrowiu. Publikował m.in. w Onet.pl i Coolturze.

Karolina Gawlik

Dziennikarka i trenerka komunikacji, publikowała m.in. w Onecie i „Gazecie Krakowskiej”. W tekstach i filmach opowiada o Ziemi i jej mieszkańcach. Autorka krótkiego dokumentu „Świat do naprawy”, cyklu na YT „Można Inaczej” i Kręgów Pieśni „Cztery Żywioły”. Łączy naukowe i duchowe podejście do zagadnień kryzysu klimatycznego.

Jakub Jędrak

Członek Polskiego Alarmu Smogowego i Warszawy Bez Smogu. Z wykształcenia fizyk, zajmuje się przede wszystkim popularyzacją wiedzy na temat wpływu zanieczyszczeń powietrza na zdrowie ludzkie.

Klaudia Urban

Zastępczyni redaktora naczelnego SmogLabu. Z wykształcenia mgr ochrony środowiska. Z portalem związana od 2021 roku. Wcześniej redaktorka Odpowiedzialnego Inwestora. Pisze głownie o zdrowiu, żywności, lasach, gospodarce odpadami i zielonych inwestycjach.

Maciej Fijak

Redaktor naczelny SmogLabu. Z portalem związany od 2021 r. Autor kilkuset artykułów, krakus, działacz społeczny. Pisze o zrównoważonych miastach, zaangażowanym społeczeństwie i ekologii.

Sebastian Medoń

Z wykształcenia socjolog. Interesuje się klimatem, powietrzem i energetyką – widzianymi z różnych perspektyw. Dla SmogLabu śledzi bieżące wydarzenia, przede wszystkim ze świata nauki.

Tomasz Borejza

Współzałożyciel SmogLabu. Dziennikarz naukowy. Wcześniej/czasami także m.in. w: Onet.pl, Przekroju, Tygodniku Przegląd, Coolturze, prasie lokalnej oraz branżowej.