COP24: Polski pawilon, czyli jak zostać rubasznym wujkiem szczytu klimatycznego

1394
6
Podziel się:
Polski pawilon COP24 Katowice

Powiedzmy, że jesteśmy na przyjęciu rodzinnym. Atmosfera wspaniała, stół suto zastawiony. Wydaje się, że nic nie zepsuje tej harmonii, ale wtem pojawia się on. Rubaszny wujek. Rubaszny wujek w dyskusję wplata wątki polityczne, żeby potem rzucić seksistowski komentarz odnośnie dekoltu waszej kuzynki, a na końcu upity zasypia pod stołem. Znacie te ciarki wstydu? Właśnie one przeszły przez moje plecy, kiedy odwiedziłem polski pawilon na COP24. I to właśnie moja ojczyzna okazała się tym rubasznym wujkiem.
I serio chciałbym, by było inaczej. Na szczyt dotarłem z pewnym opóźnieniem, dlatego pierwsze relacje z wystąpień polskich polityków i prezentacji rodzimej prezydencji obserwowałem w internecie. Wciąż miałem nadzieję, że nie może być aż tak źle. Słyszałem o instalacji z węgla, prezentacji biżuterii i mydła z tego surowca. Ale może reszta trochę poprawia nasz wizerunek? Otóż nie, wcale nie poprawia.
Przy recepcji wita nas wyświetlająca się na telebimie informacja o sponsorach polskiej obecności na COP. Fundatorami są między innymi spółki energetyczne i węglowe. W swoim pawilonie nasz kraj chce promować swoje piękno, które opiera się między innymi na lasach. Dlatego o nich jest najwięcej. Że jest ich dużo, że produkują dużo tlenu, że Polska zalesia.
Ale po co te drzewa są przede wszystkim? Ano żeby je sciąć. Najpiękniejsze drzewo to drzewo, po którym został jeno pień, i służące na przykład do wystrugania wielkiej rzeźby motocykla. Taka stoi przy samym wejściu.
Idziemy dalej. Na półprzezroczystych ekranach pojawiają się informacje o tym, co fajnego można zrobić z polskimi drzewami. Można z nich zrobić na przykład meble. Polskie meble najlepsze i robimy ich dużo. Do tego informacja, że produkcja mebli z drewna jest  ekologiczna. W sumie pewnie lepiej, niż gdyby produkować je z plastiku, z czegoś w końcu trzeba. Ale jak do ochrony klimatu ma się to, że meble z sieciówki pochodzą z polskiego surowca? To zagadka. Obrazek poniżej. Przepraszam, profesjonalnym operatorem nie jestem, a i ręce trochę mi się chyba od tego trzęsły.


Dobra, to mamy już drewniane meble. Ale w końcu trzeba je gdzieś postawić. W domu. W domu z drewna. W końcu budowa domów z drewna to polska tradycja. A no i przecież zalesiamy, więc jaki w tym problem. Dom trzeba czymś też ogrzać. I na to jest rada – tuba wypełniona peletem, zabronionym przez niektóre uchwały antysmogowe.
Główne danie jednak pozostawiono nam na koniec. Najwięcej uwagi wśród zagranicznych gości skupia ekspozycja, której głównym i jedynym elementem jest polski węgiel. Odpowiada za nią miasto Katowice i widzę ją już nie pierwszy raz. Wcześniej, podczas śląskich festiwali muzycznych, chwalono się głównie biżuterią i kosmetykami z tego surowca. Teraz współorganizator szczytu poszedł jednak na całość. Węgiel mamy pod stopami, bo wypełniona jest nim przeszklona podłoga. Drugie tyle jest go w podłużnych klatkach.


“Polski pawilon, czyli część tego, jak Polski rząd pokazuje ogromny środkowy palec działaniom dla klimatu”


“Denerwujące, w ramach polskiej prezentacji na COP24 można znaleźć między innymi węgiel. Można nawet kupić zrobione z niego mydło i biżuterię. Czy to ironiczne w kontekście walki o niskie zużycie węgla?”
Zagraniczni goście przechodzą przez ekspozycję zaciekawieni i zdeorientowani. Wielu robi zdjęcia i wchodzi w dyskusję z innymi uczestnikami szczytu. Niektórzy mówią o niej z mocno wyczuwalną w głosie ironią.
– Myślę, że to świetny pomysł. Przez lata udawano, że węgla nie ma. Zamiatano problem pod dywan. Wy pokazujecie, że wciąż jest go dużo. Może to będzie impuls, żeby mocniej zabrać się za jego ograniczanie.  Bo to nie jest nasza przeszłość, a teraźniejszość – mówi mi Ellie z UK Youth Climate Coalition, na COP-ie po raz dziesiąty.
– Wydaje mi się, że produkcja nieszkodliwych kosmetyków i biżuterii z węgla to ciekawy pomysł. Ale może to przykrywać problem, którym jest spalanie ogromnych ilości tego surowca. Tym powinniśmy się zająć. Węgiel to nie zabawa. – zauważa Mark z Muzeum Naukowego w Minnesocie.
– Nie potrafię wziąć tego na serio i ciężko mi uwierzyć w to, co widzę. Wiem, że miasto, w którym jesteśmy, jest mocno przywiązane do tradycji górnictwa i zależy od swoich zasobów. Ale nie powinno się promować w taki sposób. – dodaje Eva z niemieckiej Fundacji Róży Luksemburg.
Podsumowując i wracając do metafory z początku tekstu: drogi rubaszny wujku. Jesteś mi bardzo bliski i chciałbym dla ciebie dobrze. Ale czasem i mnie ciężko jest brać cię na serio, a pozostaje jedynie załamać ręce.

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!