Tomasz Borejza. Fot. Jakub Włodek

Cztery najważniejsze nagłówki mijającego tygodnia

Od dłuższego czasu w informacjach i rozmowach, które nas otaczają, dominują afery, taśmy i twitterowe wpisy, których autorką okazuje się być piątkowa noc. Że o aferach jest dużo, to pewnie dobrze, bo złodziejstwo i łapówkarstwo trzeba piętnować, a kto ma to robić, jak nie media.

Rzecz jednak w tym, że gdzieś w tych aferach umykają i giną rozmowy, które dla naszej przyszłości są ważne nie dlatego, że ktoś wziął łapówkę. Ale są ważne po prostu dlatego, że są ważne.

Najważniejsza z nich jest dziś chyba kwestia tego, skąd będziemy mieć prąd. A o tym w ubiegłym tygodniu mówiło się bardzo wiele, choć na pierwsze strony przebiło się bardzo niewiele.

Gdybyście więc przegapili te informacje, to w ciągu ubiegłego tygodnia:

Prezydent Duda zadeklarował, że fundament bezpieczeństwa energetycznego i surowcowego kraju to energetyka oparta o węgiel;

dowiedzieliśmy się, że w tym roku zaimportujemy rekordową ilość węgla, przede wszystkim z Rosji.

Ogłoszono wyniki pierwszej aukcji energii dla farm wiatrowych i okazało się, że te zapewnią nam prąd nawet połowę taniej niż nowe elektrownie węglowe. I to przy wykorzystaniu technologii, która w Europie powoli wychodzi z użycia, ale u nas trwa, bo prawo uniemożliwia modernizację;

ministerstwo energii zapowiedziało, że ze względów politycznych wycofuje się z lądowej energetyki wiatrowej i nie tylko nie będzie nowych wiatraków, ale istniejące trafią na złom.

Powyższe wiadomości są ważne nie dlatego, że kogoś nagrano lub ktoś wziął łapówkę. Są istotne dlatego, że bardzo możliwe jest to, że te decyzje w długiej perspektywie wpłyną na nasze życie znacznie bardziej niż większość głośnych afer. I nawet nie dlatego, że stopi się lód na Grenlandii, chociaż ten się stopi, a Jędrak mówi, że zdecydowanie nie będzie to nic wesołego. Dlatego, że polskie firmy w perspektywie lat kilkunastu mogą z tego powodu płacić za prąd znacznie więcej niż na przykład te zlokalizowane w Niemczech. Co oznacza nie tylko ich mniejszą konkurencyjność, ale i to, że nasze wypłaty będą szły na pokrycie różnic w cenach energii.

I wiele, wiele innych mniejszych i większych problemów.

Być może jest oczywiście tak, że to ministerstwo ma rację i dostrzega rzeczy, których reszta świata nie widzi. Szkoda jednak wielka, że tak ważne decyzje są podejmowane zupełnie poza publiczną dyskusją. Ale dziwić się temu specjalnie nie można, bo sami się z tej dyskusji wycofujemy, pozwalając, by rozmowę zdominowały sprawy może i ważne, ale przede wszystkim bieżące.

A poniżej – gdybyście przegapili – zestaw ważnych nagłówków, czasami ubranych w twitty, z ubiegłego tygodnia:

Polityka energetyczna do 2040 roku.

2 komentarze(y)

  1. To taka teoria spiskowa, ale patrząc na to wygaszanie wiatraków, a zamiast tego nacisk na węgiel jako jedyne źródło energii i importowanie węgla z Rosji – to wygląda trochę tak jakby ktoś chciał uzależnić nasz kraj od Rosji

  2. Pytanie czy mamy pełne dane dotyczące kosztów energii wyprodukowanej przez elektrownie węglowe i elektrownie wiatrowe.
    Chodzi mi o to, czy równice w cenach przypadkiem nie są związane z regulacją rynku typu podatki i koszty limitów CO2, oraz dopłat i dotacji do wiatraków.
    Jeżeli nie mamy tutaj uwzględnionych powyższych to za przeproszeniem gówno prawda.
    Niestety tak to jest jak się ocenia tylko po nagłówkach, prawda?

Dodaj komentarz