„Praca drzew to miliardy oszczędności dla miast”. [WYWIAD]

77
0
Podziel się:
warszawska wola

Drzewa w miastach wykonują pracę, którą można wycenić – przekonuje dr inż. Marzena Suchocka z SGGW w Warszawie. Naukowczyni opracowała metodę obliczania wartości tej pracy. Skorzystała z tego Warszawa. Okazało się, że „praca” drzew w stolicy jest warta przynajmniej 170 milionów złotych rocznie.

Maciej Fijak, SmogLab.pl: Dlaczego Pani robi na złość miastom?
dr inż. Marzena Suchocka, Katedra Architektury Krajobrazu, SGGW w Warszawie: Nie! Ja miastom pomagam!

MF: To może być duży kłopot dla miast, jeżeli okaże się ile warte są ich drzewa.

MS: Wycena usług ekosystemowych robiona dla Biura Ochrony Środowiska (Urząd Miasta Warszawy – red.) była robiona z powodu wymogów prawnych. Miasto ma strategię redukcji emisji dwutlenku węgla. Miasto wymieniło piece, zabroniło palić w kominkach, ale są jeszcze drzewa. One oczyszczają powietrze, a Warszawa ma ich 9 milionów i władze chciały wiedzieć jakiego rzędu jest to praca. Jaka jest jej ilość i wartość. W związku z tym otrzymały taką informację i może w swoją strategię wpisać sobie drzewa, że jest to majątek trwały miasta, który na to miasto pracuje.

MF: Czy to rzeczywiście jest 170 milionów złotych rocznie dla całej Warszawy? Państwo zrobili badania jedynie na wycinku miasta, na warszawskiej Woli – skąd zatem te dane?

MS: Chcieliśmy zrobić próbę, żeby się zorientować w ogóle jaki jest rząd wielkości. To jest oczywiście przybliżony szacunek wynikający ze średniej. Natomiast przymierzamy się do zrobienia algorytmu. Tworzymy go w ten sposób, że mamy przykładowo 250 “poletek doświadczalnych”, na których wyceniamy usługi ekosystemowe. Więc ta próba z całej Warszawy będzie bardzo duża. Po opracowaniu statystycznym będziemy wiedzieć ile pracy wykonuje drzewo danej wielkości.

Drzewa w miastach: „Miliardy złotych oszczędności”

MF: Usługi ekosystemowe mogą brzmieć dla nas trochę egzotycznie. Co to właściwie jest?

MS: To jest praca drzewa. Czyli w jaki sposób drzewa wpływają korzystnie na środowisko w którym ludzie żyją i na samych ludzi. Część tych usług możemy wyliczać, na przykład wszystko co związane z oczyszczaniem powietrza, redukcją CO2 czy redukcją pyłów zawieszonych. To są wartości liczone w tonach dla całego miasta. To są też korzyści związane z małą retencją. Bo przecież żeby odprowadzać wodę trzeba wybudować system rur o odpowiedniej średnicy, które potem trzeba remontować. Ta sama praca, którą wykonują drzewa retencjonujące wodę to są miliardy złotych oszczędności w skali miasta.

MF: Jeżeli dobrze rozumiem są to pieniądze, których nie musimy wydać dzięki temu, że te drzewa w mieście mamy.

MS: Tak. Rozmawiamy o szarej i zielonej infrastrukturze. Wszystkie rury, drogi, budynki to jest szara infrastruktura, a zielona infrastruktura to właśnie drzewa. My w tej chwili inżynieryjnie podchodzimy do jednej i drugiej. Obie mają swoje parametry. I usługi ekosystemowe to nic innego jak parametry zielonej infrastruktury.

Oprócz wymienionych wcześniej oszczędności są inne, na przykład związane z temperaturą. Obniżenie temperatury w mieście przez drzewa, a robią to niezwykle skutecznie, zmniejsza pobór energii. Czyli unikamy emisji CO2 i mniej zużywamy energii na chłodzenie.

Poza tym mamy cały zestaw usług ekosystemowych, które obecnie nie są wyceniane. To jest kwestia życia lub śmierci. Na przykład stres, który zabija, ludzie przedwcześnie umierają. Jego redukcja poprzez obniżenie ciśnienia krwi, mniejszy poziom lęku, depresji – to wszystko przekłada się na nasze zdrowie, życie, na nasz komfort. Na dobrostan ogólnie.

30 tys. złotych za odtworzenie średniego dębu

MF: Czy w Polsce taka wycena wartości drzew była do tej pory wykonywana? Jak wypadamy w porównaniu z innymi miastami na świecie?

MS: W tym kontekście ciągle jesteśmy czarną dziurą. Generalnie na świecie, jest to absolutnie naturalna sprawa, że ten “asset”, czyli zasób, jest wyceniany. Proszę jednak rozróżnić dwie rzeczy, bo to jest często mylone. Usługi ekosystemowe i wartość odtworzeniowa drzew. Usługi to coroczna praca drzewa, im większe drzewo tym większa praca. Wartość odtworzeniowa to kwota jaką trzeba zapłacić, aby drzewo odtworzyć. Jest ona wielokrotnie większa niż roczna wartość wykonywanej pracy.

MF: Może Pani pokazać to na jakimś przykładzie?

MS: Na przykład dąb średniej wielkości. Jego wartość odtworzeniowa to 30 000 złotych, a wartość rocznych usług to około 200-300 złotych.

Wracając do zasobu miast – to właśnie ta wartość odtworzeniowa. Już w 1905 roku w Stanach powstała pierwsza metoda badania tej wartości. To bardzo dużo lat. Każde państwo ma swoją metodę badania wartości odtworzeniowej i używa tego. Wielka Brytania ma metodę CAVAT, która jest absolutną podstawą jakiegokolwiek gospodarowania drzewami. Nie ma żonglowania stawkami opłat w zależności od decyzji administracyjnych. Nie. Drzewo ma jedną wartość. Wartość odtworzeniową.

U nas też jest metoda obliczania tej wartości. Została opublikowana w 2009 roku, jestem jej współautorką. W 2020 r. zwaloryzowałam stawki, bo wszystko podrożało. Jest ona używana podczas kwestii roszczeń sądowych. Na jej bazie sądy dokonują rozstrzygnięć. Mamy szereg wyroków w tym NSA, który uwzględnia tę metodę.

Ta metoda działa tylko w całości. Podczas prac nad Ustawą o ochronie przyrody chcieliśmy sprzedać metodę ministerstwu. Natomiast nasza metoda została tak potwornie rozmontowana, że nie ma nic wspólnego z pierwotnymi założeniami.

dr inż. Marzena Suchocka
Dr inż. Marzena Suchocka

Pomocne narzędzie dla miast

MF: Skąd wiadomo jaka jest wartość odtworzenia wyciętego drzewa?

MS: Odtwarzamy drzewo do jakiegoś gabarytu. Kupujemy, sadzimy i pielęgnujemy. To jest wartość tego drzewa. Do tego dochodzą współczynniki: gatunkowy i wzrostu. Całość jest urealniania o lokalizację, czyli im trudniejsze warunki tym droższe drzewo i o kondycję – im słabsza kondycja tym tańsze drzewo.

Więc z jednej strony mamy wartość odtworzeniową, a z drugiej usługi ekosystemowe. Tymi usługami możemy sobie modelować jakość życia w mieście. A wartością odtworzeniową – zarządzać drzewami.

MF: Byłoby to pomocne narzędzie dla miast, żeby zważyć inwestycje szare, twarde z kosztami jakie ponoszą niszcząc podczas tych inwestycji drzewa. Tych kosztów często nie bierze się pod uwagę.

MS: Tak, miasta chcą to robić. Są zapytania z Wrocławia, Białegostoku, z kilku miast. Tym bardziej, że to jest wszystko w prawie. 48 paragraf kodeksu cywilnego mówi, że wartością trwałą jest droga, budynek i drzewo od momentu posadzenia. Jest to umocowane w prawie.

MF: Patrząc jednak na wszechobecne wycinki mam wrażenie, że jest to dosyć wybiórczo traktowane.

MS: Tak, jak wszystko w tym kraju. Jak uda się uniknąć to unikamy. Ale samorządy dochodzą do wniosku, że ta wiedza to jednak jest dla nich korzyść, a nie obciążenie.

„Informować władze o oczekiwaniach”

MF: Nie bez powodu pytałem dlaczego robi Pani na złość władzom miast. Społeczniczka z Krakowa, Paulina Poniewska złożyła projekt w ramach Budżetu Obywatelskiego. Jest on bliźniaczy do Pani warszawskiego projektu na Woli. Zarząd Zieleni Miejskiej w Krakowie projekt jednak odrzucił, podważając sens takiego badania. Autorka projektu odwołała się od decyzji i finalnie był on poddany pod głosowanie. ZZM chciał wcześniej podwoić koszty zwiększając zakres badania o klasy ryzyka i wiek drzew.

MS: To jest bzdura absolutna. To nie jest tak. Ryzyko nie jest nam potrzebne, to nie o tym jest ten projekt. Nawet ryzykowne drzewo jest wartością, ale stwarza też ryzyko. To jest jednak zupełnie co innego. Wiek jest w tych założeniach projektu uwzględniony – mamy drzewa młode, średnie i dojrzałe. Te argumenty ZZM były dziwne i nie na temat. Jeżeli taki projekt byłby zrealizowany to Kraków miałby pierwszą przymiarkę do wyceny usług ekosystemowych.

MF: Co mogą robić mieszkańcy, aby przekonywać władze do większej troski o drzewa?

MS: Wspomniał pan o budżetach partycypacyjnych, bardzo cenię sobie to narzędzie. Na początku działania tych budżetów były to dziwne akcje, nie zawsze dobre. W tej chwili są one bardzo w punkt i to jest niesamowite narzędzie edukacyjne. Społecznicy muszą się dowiedzieć co jest fajne, co niefajne, co działa, co nie działa, co jest potrzebne. Sami się tego dowiadują, informują o tym samorządy, naciskają na nie. Tak jak pan mówił – mieszkanka złożyła protest, bo ma rację. Dzięki temu samorząd też będzie mógł się czegoś nowego dowiedzieć. Jesteśmy tylko ludźmi, uczymy się od siebie nawzajem. To co najcenniejsze w obecnych czasach to fakt, że działamy razem i rozmawiamy. Więc po prostu, różnymi narzędziami jakie mają mieszkańcy, nawet jeśli jest to pikieta pod urzędem miasta – informować władze o swoich oczekiwaniach.

Zdjęcie: Park Moczydło na warszawskiej Woli, fot. Fotokon/Shutterstock

Tagidrzewa
Podziel się: