Dzieci oddychają spalinami z aut. Można temu zaradzić

437
0
Podziel się:

Tak zwana niska emisja z pieców zatruwa polskie powietrze w czasie sezonu grzewczego. W odróżnieniu od niej, drogowe emisje szkodliwych gazów niszczą nam zdrowie przez cały rok. Jest to szczególnie nasilone w szczytach komunikacyjnych, czyli okresach wzmożonego ruchu ulicznego. Badania pokazują, że trujących substancji wokół nas wyraźnie przybywa po wakacjach i po weekendzie, zwłaszcza w porannym i popołudniowym szczycie. Istnieją jednak sprawdzone sposoby, jak to zmienić.

Nowa kampania edukacyjna “Czym oddycha twoja ulica?” wspierana przez działające w tym obszarze organizacje (Rodzice dla klimatu, Clean Cities Campaign, HEAL Polska, Polski Alarm Smogowy, Europejskie Centrum Czystego Powietrza, Profeina) przypomina, że stan powietrza w miastach pogarsza się wraz z powrotami z wakacji.

Uczniowie wdychają smog komunikacyjny

Najmłodsi codziennie w drodze do szkoły i przedszkola wdychają spaliny z samochodów. Organizacje zabiegają o bezpieczne, zdrową i przyjazną przestrzeń wokół szkół. W maju zorganizowano akcję pt. „Ulice dla dzieci”, która uświadamiała, jak ważne jest oddanie dzieciom miejsca wokół placówek. Dlaczego sprawa ma taką wagę?

Niezależnie prowadzone pomiary z Warszawy i Wrocławia wykazują, że stężenie toksycznych tlenków azotu (NO2) wyraźnie rośnie w dni nauki w placówkach oświatowych. Jedynym rokiem, gdy na stacji pomiarowej w centrum Warszawy polskie normy NO2 nie zostały przekroczone był 2020 r. Wtedy ruch samochodowy wyraźnie się zmniejszył z powodu pandemii.

Źródło: Raport: Wyniki pomiarów stacjonarnych jakości powietrza i pomiarów ruchu drogowego przy szkołach w sezonie grzewczym i pozagrzewczym (2023) WAWER; Europejskie Centrum Czystego Powietrza dla Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego.

W otoczeniu każdej ruchliwej drogi rozprzestrzeniają się zanieczyszczenia ze spalin samochodowych. Zły stan powietrza to jedno z podstawowych źródeł problemów zdrowotnych Polaków. Szacuje się, że trujące tlenki azotu, z których znaczna część pochodzi z transportu drogowego, tylko w 10 największych miastach Polski przyczyniają się do 1380 przedwczesnych zgonów rocznie, a u dzieci zanieczyszczenia powodują alergie i utrudniają prawidłowy rozwój. Spora grupa Polaków nadal bagatelizuje zanieczyszczenie powietrza spalinami i przyjmuje je za coś oczywistego.

Dlatego kampania „Czym oddycha twoja ulica” ma uświadomić, że samochodów na ulicach jest dużo więcej i pojawiają się korki w tzw. szczytach komunikacyjnych. Tym samym to czym i ile jeździmy ma wpływ na zdrowie nas wszystkich.

Główne przyczyny smogu komunikacyjnego w miastach to:

– wysoki średni wiek pojazdów,

– duża liczba samochodów przypadająca na 1000 mieszkańców,

– duża liczba podróży odbywanych w ciągu dnia i zły stan techniczny pojazdów.

Mamy na to sposoby

W godzinach porannych i popołudniowych NO2  osiąga wartości nawet dwukrotnie wyższe, niż w południe czy wieczorem. Pokazuje to istotne powiązanie pomiędzy godzinami szczytu w ruchu samochodowym – w tym przypadku chodzi też o dowożenie uczniów do i ze szkoły przez rodziców – a pogorszeniem się stanu powietrza. Raport pt. Wyniki pomiarów stacjonarnych jakości powietrza i pomiarów ruchu drogowego przy szkołach w sezonie grzewczym i pozagrzewczym (2023) WAWER pokazuje to dobitnie.

– Dla mnie – jako matki małych dzieci (…) wnioski płynące z raportu są porażające. Prawie 7,5 tysiąca pojazdów silnikowych przejeżdża średnio tylko w ciągu dnia pod oknami budynków, w których małe dzieci spędzają większość swojego życia – mówi Kamila Kadzidłowska, działająca w ruchu Rodzice dla Klimatu.

Dodaje, że smog komunikacyjny ma fatalny wpływ na neurorozwój dzieci.

– Największe stężenia tlenków azotu odnotowujemy w czasie szczytów komunikacyjnych, czyli kiedy jedziemy do pracy czy odwozimy dzieci do szkoły. Jedną z najbardziej narażonych grup na skutki zanieczyszczeń transportowych są dzieci – zauważa Łukasz Adamkiewicz, prezes Europejskiego Centrum Czystego Powietrza.

Natężony ruch drogowy to większe zanieczyszczenie powietrza

Jak zauważa GIOŚ, na znacznym obszarze województwa mazowieckiego stężenia średnioroczne NO2 nie przekraczały 20 μg/m3, zaś w centrum Warszawy w rejonie w rejonie głównych dróg, te wartości wzrastały nawet do 115 μg/m3.

– Nasza analiza pokazuje jednoznacznie: spadek natężenia ruchu drogowego przekłada się na niższe emisje NO2. Lub jeszcze prościej – im mniej osób będzie poruszało się po Warszawie samochodem, który spala benzynę lub olej napędowy, tym czystsze będzie powietrze, którym oddychają mieszkańcy stolicy – ocenia Nina Bąk, koordynatorka Clean Cities Campaign w Polsce.

Smog komunikacyjny a zdrowie dzieci i dorosłych

Wpływ zanieczyszczeń komunikacyjnych szkodzi kondycji mieszkańców polskich miast, ponieważ przekraczane są normy wyznaczające bezpieczną granicę dla zdrowia ludzkiego. Najpoważniejszym skutkiem regularnej ekspozycji na podwyższone stężenia np. dwutlenku azotu (NO2) jest przedwczesna śmierć.

– Smog komunikacyjny, w przeciwieństwie do londyńskiego, nie podbija pierwszych stron gazet, mimo że towarzyszy nam przez cały rok – zauważa Jacek Karaczun z HEAL Polska. – Samochody, zwłaszcza te z silnikami diesla i z niskimi normami EURO, w wielu miastach odpowiadają za większość emisji szkodliwego dla zdrowia dwutlenku azotu.

Jak tłumaczy Karaczun, NO2 może przyczyniać się do rozwoju wielu chorób układu oddechowego i krążeniowego. Może też wpływać na wzrost umieralności z tego powodu. Ponadto grupy wrażliwe, takie jak osoby starsze czy dzieci, narażone są na inne poważne skutki zdrowotne.

– Dysponujemy setkami ogólnodostępnych badań naukowych dokumentujących zagrożenia zdrowotne związane z oddychaniem zanieczyszczeniami z rur wydechowych samochodów – komentuje Weronika Michalak, dyrektorka HEAL Polska.

Co robić, żeby chronić dzieci?

– Z pomiarów wiemy, że zanieczyszczenie powietrza tlenkami azotu spada wraz z odległością od ulicy i poruszających się samochodów. Oznacza to, że im bliżej podjeżdżamy samochodem, by podwieźć dziecko do szkoły, tym bardziej szkodzimy wszystkim dzieciom spalinami z naszego pojazdu. Widok kilkudziesięciu samochodów podjeżdżających pod szkoły każdego ranka stał się normalny. Może więc warto rozważyć jakiś sposób chronienia uczniów przed spalinami z pojazdów? – mówi rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego, Piotr Siergiej.

Istnieją sprawdzone sposoby, aby poprawić jakość powietrza spowodowaną wpływem transportu. Przykładem mogą być europejskie miasta, które postawiły sobie za cel walkę z dominacją transportu indywidualnego opartego na starej flocie pojazdów. Ich działania w ciągu kilku lat poprawiły stan powietrza. W Polsce również możemy tego dokonać poprzez decyzje zarówno na poziomie osobistym, jak i systemowym.

– Zmiana świadomości człowieka, który np. odwozi dziecko do szkoły samochodem, nie wydarzy się w ciągu kilku miesięcy. Wydarzy się zapewne w ciągu kilku lat. Dlatego nad zmianą świadomości trzeba pracować i liczyć na to, że to w końcu zadziała – zauważa Piotr Siergiej.

Zdaniem rzecznika PAS-u, teraz najszybciej zadziała nie zmiana świadomości, ale konkretny zestaw przepisów. Takich, które zapewnią, że samochody w konkretnych godzinach nie podjadą do szkoły bliżej, niż np. 100 m. – Widziałem zdjęcia z innych państw, w których w określonych godzinach ustawia się bariery na ulicy. Samochody po prostu się przy nich zatrzymują, a potem dziecko jest doprowadzane do szkoły przez jej pracownika. Taką regulację można pewnie włączyć stosunkowo szybko – mówi Siergiej.

-Nie tylko spaliny nas trują – dodaje Karaczun. – Szkodzi nam również pył powstający ze ścierania się opon czy klocków hamulcowych. Dlatego należy sięgać po dostępne rozwiązania, które ograniczą emisje pochodzenia komunikacyjnego: rozwój transportu publicznego, strefy czystego transportu, szkolne ulice.

Zdjęcie tytułowe: Tricky_Shark/Shutterstock

Podziel się: