Rośnie eksport pestycydów zakazanych w UE. Część substancji wraca do Europy w formie produktów rolnych i pasz. Wciąż brakuje regulacji, które mogą ograniczyć to zjawisko.
Pestycydy w rolnictwie to konieczność – ale wymagająca nadzoru. Wiele środków ochrony roślin okazało się szkodliwych dla środowiska i wycofanych z obrotu. Przynajmniej w Unii Europejskiej, gdzie regulacje dotyczące „agrochemii” należą do najbardziej rygorystycznych na świecie.
Unia jednak niekoniecznie przejmuje się tym, co dzieje się poza jej granicami. Mimo planowanego zakazu kraje UE nie tylko eksportują toksyczne pestycydy, ale dodatkowo zwiększają ich sprzedaż. „Dzięki” wielkim umowom handlowym – jak ta z Mercosur czy Indiami – na nasze stoły może trafiać coraz więcej zakazanych chemikaliów.
Najwięcej toksycznych pestycydów trafia do USA, Brazylii i na Ukrainę
W 2024 r. europejskie koncerny chemiczne zgłosiły eksport prawie 122 tys. ton pestycydów zakazanych do użytku na terenie UE. To o około 50 proc. więcej niż w 2018 r. (81,6 tys. ton). Skąd ta zwyżka? W ostatnich latach na „czarną listę” trafiło kilkadziesiąt pestycydów stosowanych dotychczas w unijnym rolnictwie. Z powodu unijnych zakazów koncerny musiały więc poszukać nowych rynków zbytu.
Związki uznane za zbyt szkodliwe, by opryskiwać nimi europejskie pola, zostały jednak wysłane w świat. 75 różnych substancji czynnych – o 83 proc. więcej niż w 2018 r. (41) – trafiło do takich krajów, jak Stany Zjednoczone, Brazylia, Argentyna, Ukraina, Indie, Chiny czy Maroko. Największym eksporterem są Niemcy, a konkretnie koncern BASF, który zgłosił wywóz 33,6 tys. ton szkodliwych pestycydów – trzykrotnie więcej niż jego najbliższy konkurent.
Jeszcze bardziej niepokoi fakt, że do naszych wschodnich sąsiadów trafiło ponad 12 tys. ton szkodliwych substancji – cztery razy więcej niż do Chin. Głównymi dostawcami pestycydów na Ukrainę były niemieckie firmy Bayer i BASF oraz szwajcarska Syngenta.

Szczegółowe dane – z rozbiciem na konkretne substancje, ich przeznaczenie, kraje i koncerny – można znaleźć w pliku udostępnionym przez GreenPeace.
10 najgroźniejszych pestycydów „eksportowych” UE
Zakazane w UE pestycydy trafiają na wszystkie kontynenty z wyjątkiem Antarktydy. Zasięg ich oddziaływania jest więc globalny. Skromnym pocieszeniem jest fakt, że nie ma wśród nich substancji z kategorii trwałych zanieczyszczeń organicznych.
Niestety w zestawieniu można znaleźć środki, które wykazują podwyższoną zdolność do bioakumulacji, np. fipronil, który odkłada się w organizmach ryb i bezkręgowców czy trifluralina, która „niechętnie” rozkłada się w glebie. Poza wymienionymi chemikaliami do najgroźniejszych substancji z europejskiego menu należą m.in.:
- 1,3-dichloropropen – fumigant glebowy stosowany do zwalczania nicieni w uprawach warzyw i owoców. Podejrzewany o działanie rakotwórcze. Może zanieczyszczać wody gruntowe.
- Chloropiryfos – insektycyd stosowany w uprawach owoców, warzyw i zbóż. Neurotoksyczny dla ludzkiego płodu. Może zaburzać funkcje poznawcze i rozwój mózgu.
- Cyjamid – pestycyd i regulator wzrostu. Może powodować silne podrażnienia skóry i układu oddechowego, a przy długotrwałej ekspozycji również inne problemy zdrowotne.
- Epoksykonazol – fungicyd stosowany w uprawach zbóż. Zaburza gospodarkę hormonalną i rozwój płodu.
- Glufosynat amonowy – herbicyd zakazany w UE ze względu na toksyczność dla układu nerwowego oraz możliwy wpływ na płodność i rozwój płodu.
- Karbendazym – fungicyd stosowany m.in. w uprawach zbóż, owoców i warzyw. Szkodliwy dla płodu, może działać mutagennie. Długo utrzymuje się w środowisku.
- Mankozeb – popularny fungicyd stosowany m.in. . w uprawach ziemniaków i owoców. Jego metabolit zaburza funkcjonowanie układu hormonalnego i tarczycy.
- Pikoksystrobina – fungicyd używany w ochronie zbóż i roślin oleistych. Badania wskazują na jego wysoką toksyczność dla organizmów wodnych i możliwe skutki długoterminowe dla ekosystemów.
- Tiametoksam – insektycyd z grupy neonikotynoidów. Szkodliwy dla pszczół i innych zapylaczy.
- Tiram – fungicyd i zaprawa nasienna stosowana w ochronie zbóż i warzyw. Toksyczny dla organizmów wodnych, zagraża również zdrowiu ludzi.
Podwójny standard w regulacji pestycydów
Skala problemu po raz pierwszy została nagłośniona sześć lat temu. We wrześniu 2020 r. Unearthed, zespół dziennikarzy śledczych finansowany przez Green Peace i szwajcarska organizacja pozarządowa Public Eye opublikowały raport z kompleksowymi danymi na temat wywozu pestycydów i mapą przedstawiającą kierunki eksportowe. Niedługo później Komisja Europejska opracowała dokument zatytułowany „Chemicals Strategy for Sustainability”, który określiła jako jedno z kluczowych zobowiązań europejskiego Zielonego Ładu.
Strategia przewidywała m.in. stopniową eliminacją najbardziej szkodliwych substancji chemicznych z produktów codziennego użytku, wzmocnienie ochrony zdrowia ludzi i środowiska, uproszczenia systemu oceny ryzyka i wycofywania PFAS (tzw. wieczne chemikalia) tam, gdzie nie są absolutnie niezbędne. Dodatkowo KE zobowiązała się do zakończenia podwójnego standardu w zakresie traktowania toksycznych substancji – czyli zezwalania na ich produkcję i eksport do krajów o słabszych regulacjach. Jak dotąd nic takiego się nie stało, a podwójny standard działa najlepsze.
– Komisja Europejska ugięła się pod presją przemysłu, pozwalając, by „toksyczny handel” się rozwijał, zamiast zakończyć go zgodnie z obietnicą. Każde dodatkowe opóźnienie to nie tylko zaniedbanie, to zdrada praw człowieka i praw środowiskowych – stwierdziła Angeliki Lyssimachou, toksykolog z Pesticide Action Network Europe, w wypowiedzi dla The Guardian.
Inaczej sprawę widzą koncerny chemiczne. – W wielu krajach o niskich i średnich dochodach pojawiają się obawy, że próby narzucania zasad UE przez podmioty zewnętrzne mogą pomijać realia miejscowego rolnictwa. Uważamy, że każde państwo powinno mieć swobodę podejmowania własnych decyzji opartych na nauce – powiedział rzecznik Syngenty cytowany przez Green Peace.
Toksyczny bumerang: pestycydy wyjeżdżają, ale wracają
Sugestia, że importerzy z Kenii czy Wietnamu kierują się nauką – w szczególności o zdrowiu i środowisku – składając zamówienia u agrochemicznych gigantów jest cokolwiek zabawna. W państwach afrykańskich czy azjatyckich politykę pestycydową współtworzy agrobiznes, a tamtejsze instytucje mają znacznie mniej do powiedzenia niż ich odpowiedniki w Europie. Najbardziej cierpią na tym rolnicy.
Aktywiści z RPA od lat alarmują, że osoby zatrudnione przy opryskach często pracują bez odpowiednich procedur bezpieczeństwa i realnej ochrony zdrowia. – Pracownicy rolni używają najbardziej niebezpiecznych pestycydów bez właściwych zabezpieczeń czy protokołów bezpieczeństwa – mówi Kara Mackay z organizacji Women on Farms Project w rozmowie z Unearthed i Public Eye.
Skutki eksportu dotykają również konsumentów z UE. Pestycydy sprzedawane za granicę mogą wracać na Stary Kontynent z importowaną żywnością – w kawie, kakao, warzywach, owocach tropikalnych czy paszach dla zwierząt. Ten mechanizm określany jest mianem „toksycznego bumerangu”. W globalnym systemie handlu żywnością granice regulacyjne okazują się znacznie bardziej przepuszczalne, niż zakładali europejscy regulatorzy.
Badania pokazują, że pozostałości pestycydów zakazanych w UE są obecne w wielu produktach z importu. Zwykle mieszczą się one w dopuszczalnych limitach, ale małe dawki toksyn z wielu różnych produktów mogą kumulować się w organizmie i wchodzić we wzajemne interakcje o trudnych do przewidzenia skutkach zdrowotnych. Europejscy konsumenci muszą liczyć się z tym zagrożeniem. Co najmniej dopóty, dopóki UE nie zakaże produkcji i eksportu toksycznych związków. Ale nawet wtedy żywność nie będzie całkiem bezpieczna – bo koncerny mogą przenieść produkcję poza Stary Kontynent.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Dusan Petkovic



