Fake news Izby Sprzedawców Węgla. Krytykując walkę ze smogiem, powołuje się na raport z błędami

Podziel się:

Izba Gospodarcza Sprzedawców Polskiego Węgla twierdzi, że działania antysmogowe prowadzone w Krakowie okazały się nieskuteczne i niepotrzebne. Jednak opracowanie, na które powołuje się Izba, zawiera bardzo poważne błędy i nieprawdziwe dane.

  • Przedstawiciele Izby znów krytykują rozwiązania antysmogowe wprowadzone w Krakowie. Twierdzą, że zakaz stosowania paliw stałych był zbyt radykalnym krokiem, a pieniądze wydane na likwidację palenisk mogły być przeznaczone na dotacje do kotłów spalających węgiel lub drewno, ale spełniających unijną dyrektywę Ecodesign.
  • Izba opiera się na raporcie autorstwa dr hab. inż. Pawła Bogacza, profesora Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Niestety, wartość merytoryczna tego opracowania jest bardzo wątpliwa – zawiera ono rażące błędy metodologiczne i prezentuje fałszywe dane. Na przykład, jeden i ten sam wykres używany jest do opisu stężeń dwóch zupełnie różnych substancji albo też stężenia jednej substancji, ale w dwóch różnych miastach.
  • Prawdziwe dane mówią natomiast zupełnie co innego, niż stara się nam wmówić Izba: w ostatnich latach spadek poziomu zanieczyszczeń w Krakowie jest szybszy niż w reszcie województwa małopolskiego.
  • To, że jakość powietrza w Krakowie wciąż nie jest dobra, pokazuje tylko, jak potrzebne są dalsze działania: ograniczenie emisji zanieczyszczeń z transportu i przemysłu, likwidacja kilku tysięcy wciąż działających w Krakowie palenisk oraz wymiana kotłów w gminach otaczających Kraków.

2 kwietnia na portalu wnp.pl ukazał się artykuł pt. „Węgiel a walka ze smogiem. Miasta z węglem osiągnęły lepsze efekty od Krakowa”. Artykuł ten to w gruncie rzeczy zestawienie wypowiedzi i opinii Łukasza Horbacza, prezesa zarządu Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla.

Łukasz Horbacz powołuje się na raport „Analiza poziomu stężenia pyłów typu PM10, PM2,5 oraz benzo(a)pirenu w głównych miastach Województwa Małopolskiego”, którego autorem jest dr hab. inż. Paweł Bogacz, profesor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

W największym skrócie: Łukasz Horbacz twierdzi, że zarówno w Krakowie, jak i w pozostałych analizowanych miastach (Nowy Targ, Tarnów, Trzebinia, Skawina, Sucha Beskidzka i Zakopane) w ostatnich latach nastąpiła bardzo podobna poprawa jakości powietrza. I to pomimo faktu, że Kraków wprowadził zakaz ogrzewania paliwami stałymi i wydał na wymianę kotłów około 300 milionów złotych, a pozostałe miasta niczego takiego nie zrobiły. Czy warto było zatem podejmować w Krakowie tak restrykcyjne działania antysmogowe?

Czytaj także: “Atak węgla w czasach zarazy”. Prof. Kleczkowski odpowiada Izbie Sprzedawców Węgla

Podobne stwierdzenia możemy znaleźć w poście na profilu Izby na facebooku:

„Kraków od kilku lat nieskutecznie walczy ze smogiem. Mimo wydanych milionów i całkowitego zakazu ogrzewania paliwami stałymi badania pokazują, że efekty tej walki są nie lepsze, niż w innych miastach Małopolski, w których nie wprowadzono bardzo kosztownych zakazów.”

Logicznie myślący człowiek mógłby w tym miejscu odpowiedzieć, że być może bez tych radykalnych działań jakość powietrza w Krakowie poprawiłaby się w mniejszym stopniu albo wcale. I że w takim razie może jednak warto było wydać te 300 milionów.

Sęk jednak w tym, że raport dr Bogacza, na który powołuje się Izba i jej prezes, jest bardzo nierzetelny: opiera się na niewłaściwej metodologii i zawiera fałszywe dane liczbowe. Przyjrzyjmy się tym błędom po kolei.

Niepoprawna metodologia, czyli jak wprowadzić w błąd osoby mniej biegłe w temacie

Jakość powietrza w analizowanych miastach porównywana jest przez dr Bogacza na podstawie stężeń pyłów PM 2,5 i PM 10 oraz stężeniach benzo(a)pirenu (B(a)P), mierzonych na stacjach monitoringu powietrza podlegających Inspektoratowi Ochrony Środowiska. Jest to właściwe podejście.

Problem jednak w tym, że o ile mniejsze miejscowości mają zwykle jedną taką stację, to Kraków ma ich wiele. Czy powinniśmy zatem wybrać jedną z nich, czy może wziąć średnią ze stężeń mierzonych przez wszystkie krakowskie stacje?

Tu muszę niestety zrobić małą dygresję, choć pewnie większość z Państwa doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co będę się starał wyjaśnić.

Istnieją różne rodzaje stacji monitoringu jakości powietrza: komunikacyjne, przemysłowe i tła miejskiego. Już same nazwy wyjaśniają prawie wszystko.

Stacja komunikacyjna to taka, która ma mierzyć wpływ transportu kołowego na jakość powietrza, więc siłą rzeczy znajduje się bardzo blisko ulicy o dużym natężeniu ruchu. Stacja przemysłowa powinna być umiejscowiona w pobliżu zakładu lub zakładów przemysłowych.

A stacja tła miejskiego? Jej zadaniem jest pomiar typowego, charakterystycznego dla większości obszaru danego miasta poziomu zanieczyszczeń. Położona jest więc na przykład w środku dużego blokowiska (Ursynów w Warszawie, Kurdwanów w Krakowie), albo wśród domów jednorodzinnych, byle nie za blisko kominów i koniecznie w miejscu, które nie leży ani blisko ruchliwych ulic, ani zakładów przemysłowych.

Jasne, że w rzeczywistości stacja danego typu w mniejszym lub większym stopniu „zbiera” zanieczyszczenia ze wszystkich źródeł. Na przykład komunikacyjna będzie też rejestrować zanieczyszczenia z domowych lub fabrycznych kominów. Ale jeśli porównujemy ze sobą dwa różne miasta, musimy porównywać stacje tego samego typu.

Jeśli chcemy – tak jak dr Bogacz – badać wpływ ogrzewania na jakość powietrza, to jasne jest, że powinniśmy porównywać wyniki ze stacji tła miejskiego, najlepiej jeszcze w sezonie grzewczym a nie przez cały rok.

Jeśli takich stacji jest w mieście kilka, to należy policzyć średnią z wyników pokazywanych przez każdą z nich. Gdybyśmy porównywali zanieczyszczenia z transportu, to oczywiście wybralibyśmy stacje komunikacyjne. Ale wtedy patrzylibyśmy także (a raczej: przede wszystkim) na stężenia dwutlenku azotu, nie tylko pyłu czy benzo(a)pirenu.

Jest to tak oczywiste, że aż mi głupio o tym wszystkim pisać. Niestety muszę, bo dr Bogacz nie przestrzega tych elementarnych zasad. Jako miarę zanieczyszczenia powietrza we wszystkich analizowanych miastach wziął stężenia pyłu i BaP mierzone na stacjach tła miejskiego. Nie za bardzo mógł zresztą postąpić inaczej – zwykle w każdym z tych miast jest tylko jedna stacja, właśnie tła miejskiego.

Natomiast w Krakowie wybór padł na jedną z ośmiu stacji – tę na Alei Krasińskiego. Jest to stacja komunikacyjna, co oznacza, że poza dymem z kominów mierzy też – przez cały rok – pył podnoszony z jezdni przez samochody, i ten, który wylatuje z rur wydechowych. Dla osób nieznających Krakowa: stacja, o której mowa, znajduje się w „kanionie ulicznym” przy głównej, bardzo ruchliwej arterii przecinającej miasto w kierunku północ-południe.

Średnie roczne stężenia PM 10 czy PM 2,5 mierzone przez stację na Alei Krasińskiego są sporo wyższe niż stężenia tych samych substancji mierzone na stacjach tła miejskiego, takich jak np. stacja na os. Swoszowice, na Kurdwanowie czy na os. Piastów (nie każda stacja tła mierzy PM 2,5, ale każda mierzy PM 10). Ba, są wyższe niż na jakiejkolwiek innej krakowskiej stacji. Można to łatwo sprawdzić na stronie Małopolskiego WIOŚ.

Są także wyższe niż stężenia pyłu w pozostałych analizowanych w raporcie miastach. Dr Bogacz stwierdza:

Poziomy zanieczyszczeń pyłem typu PM 10 w Krakowie, tak w układzie średniomiesięcznym, jak średniorocznym, wciąż (za rok 2019) pozostają jako najwyższe wśród badanych miast.

Jak Państwo widzą, jest to oczywista manipulacja – nie w Krakowie, tylko na tej jednej stacji w Krakowie, i to w dodatku tej stacji, która pokazuje najwyższe stężenia pyłu! Gdyby postąpić poprawnie i policzyć średnią z krakowskich stacji tła miejskiego, to różnice między Krakowem a pozostałymi miastami okazują się dużo mniejsze. W dodatku wychodzi na to, że Kraków bynajmniej nie jest bardziej zanieczyszczonym miastem niż na przykład Nowy Targ.

No i co bardzo ważne – działania antysmogowe, jakie wprowadzono w Krakowie, dotyczyły tylko urządzeń grzewczych – pieców, kotłów, kominków. W żaden sposób nie mogą zatem zmniejszać emisji zanieczyszczeń, za którą odpowiadają samochody. Jeśli więc ktoś chciałby pokazać, że walka ze smogiem okazała się w Krakowie mało skuteczna, wybór stacji pomiarowej na Alei Krasińskiego byłby optymalny.

Nieprawdziwe dane

Niestety, raport zawiera jeszcze inne poważne błędy. Zacznijmy jednak od „drobiazgu”. Rysunek 4. „Średniomiesięczne stężenia pyłu typu PM 2,5 w analizowanych miastach ” zawiera chyba błąd – czy wykresy dla Tarnowa i dla Krakowa nie są przypadkiem identyczne? Ok, to mogła być pomyłka. Jak wiadomo, błędów nie robi tylko ten, kto nic nie robi.

Dalej jednak błędy są znacznie grubsze i trudniejsze do wyjaśnienia niewłaściwym skopiowaniem danych. Chodzi mi tu o Rysunki 5 i 6 z raportu dr Bogacza, przedstawiające roczne i miesięczne stężenia benzo(a)pirenu (B(a)P).

B(a)P to rakotwórczy, mutagenny i ogólnie mocno szkodliwy związek chemiczny należący do licznej rodziny wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych (WWA). Głównym, a właściwie dominującym źródłem emisji B(a)P jest w Polsce spalanie paliw stałych: węgla i drewna, a także odpadów z tworzyw sztucznych w domowych piecach i kotłach. B(a)P jest więc bardzo dobrym, (lepszym niż pył PM 10 czy PM 2,5) wskaźnikiem dla zanieczyszczeń powietrza związanych z ogrzewaniem naszych domów za pomocą paliw stałych.

Problem jednak tkwi w przytaczanych przez dr Bogacza liczbach. Zacznijmy od rysunku 5: „Średnioroczne stężenia benzo(a)pirenu w analizowanych miastach województwa małopolskiego w latach 2014-2019”.

Od razu widać, że pokazane tam stężenia BaP średnioroczne są o wiele za wysokie. Każdy, kto się na poważnie zajmuje w Polsce smogiem (czy to jako aktywista, czy naukowiec) wie, że rekordowe, najwyższe w Polsce średnioroczne stężenia B(a)P są rzędu 20 ng/m³ (nanogramów na metr sześcienny), a w ostatnich latach (poza 2017) wynoszą kilkanaście ng/m³. „Liderami” w tej „konkurencji” są miasta takie jak np. Opoczno, Nowa Ruda, Sucha Beskidzka, a w rekordowym 2017 były to Brzeszcze, które zanotowały 22,7 ng/m³. A tu mamy nawet prawie 30 ng/m³ dla Zakopanego, i prawie 50 ng/m³ w Nowym Targu. Dziwna sprawa.

Drugi problem: we wszystkich miastach poza Krakowem średnioroczne stężenie B(a)P w roku 2019 jest kilkukrotnie mniejsze niż w 2018! Bardzo wysokie wartości w latach 2014-2018 i nagle bach! Gwałtowny spadek. To jeszcze dziwniejsze, niż wysokie wartości stężeń B(a)P.

Tym bardziej że dla pyłu PM 10 takiej różnicy między rokiem 2018 a 2019 nie ma. A przecież B(a)P występuje głównie związany w pyle. Co się więc stało? Tak bardzo poprawiła się jakość opału? Wymieniono stare urządzenia grzewcze na nowoczesne, które lepiej, pełniej czyściej spalają węgiel i nie produkują tyle B(a)P? Byłaby to wspaniała wiadomość.

Niestety, wytłumaczenie obu wątpliwości jest równie banalne, co brutalne: te dane są nieprawdziwe. Na przykład, w Nowym Targu w roku 2017 stężenie B(a)P było równe nie 49,3 ng/m³, ale ponad 3 razy mniej: 14,6 ng/m³ (to i tak bardzo dużo, bo norma to 1 ng/m³). Podobnie, w tym samym roku w Tarnowie powinno być 3,8 ng/m³, a nie 25,6 ng/m³. To samo stosuje się do innych danych z lat 2018-2019 z pozostałych miast poza Krakowem, co mogą Państwo sprawdzić sami na stronie małopolskiego WIOŚ (w zakładce „dane aktualne” i „pomiary manualne”).

A Kraków? Co ciekawe, dla stacji na al. Krasińskiego dane dla stężeń B(a)P są dostępne tylko za rok 2019! Skąd więc autor wziął prezentowane w raporcie wyniki dla lat wcześniejszych?

Te błędy są bardzo poważne. Świadczą co najmniej o niestaranności i jednocześnie (z powodów, które wyjaśniłem wyżej) o brakach w elementarnej wiedzy autora opracowania na temat stanu powietrza w Polsce. Bo pomylić się można, ale jeśli ma się pojęcie, o czym się pisze, to łatwiej się zorientować w pomyłce. Średnie stężenie roczne B(a)P powyżej 20-25 ng/m³ powinno włączyć dzwonek alarmowy – pewnie się pomyliśmy. A tu nic…

Recykling wykresów i grafik

Ale dalej jest jeszcze gorzej. Popatrzmy na rysunek 6.: „Średniomiesięczne stężenia benzo(a)pirenu w analizowanych miastach województwa małopolskiego w latach 2016-2019 ”

Znowu, stężenia B(a)P są w ogromnej większości przypadków znacznie wyższe niż w rzeczywistości, co łatwo można sprawdzić, odwołując się do danych małopolskiego WIOŚ. A jeśli uważnie przyjrzymy się wykresowi stężeń B(a)P dla Nowego Targu, zobaczymy, że to ten sam wykres, co dla Krakowa. Co jeszcze bardziej zabawne, jest to też praktycznie ten sam wykres, który na rys. 2 opisywał średnie stężenia miesięczne pyłu PM 10 dla Nowego Targu! Tylko jednostki na osiach zostały zmienione i usunięto czerwoną linię oznaczającą normę dla stężenia pyłu PM 10. Jedynie wykresy dla roku 2019 są różne, dla pozostałych lat wyglądają na zupełnie identyczne.

Trochę jak w starym kawale o Związku Radzieckim, a konkretnie o prawdomówności i rzetelności radzieckiej agencji informacyjnej TASS. Tym mówiącym, że nie w Moskwie, a w Leningradzie, nie samochody, a rowery, i nie rozdają, a kradną. Po za tym wszystko się zgadza…

Jeśli ktoś z Państwa lubi łamigłówki typu „znajdź dziesięć szczegółów, którymi różnią się te obrazki” to dla rozrywki w ramach kwarantanny mogą Państwo poszukać, czy nie ma jeszcze innych przykładów na wielokrotne użycie przez dr Bogacza jednego wykresu – lub jego fragmentu – w kilku różnych rolach.

Naprawdę trudno poważnie traktować jakiekolwiek wnioski czy stwierdzenia, które bazują na wynikach takiego raportu.

1 2
Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!