Babie lato na razie się skończyło, ale – jak zwraca uwagę prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego – jesienne opady są równie ważne jak letnie, które poprzedzają zbiory płodów rolnych. Chodzi o ilość wody w glebie, której jest mało, co widać w wielu miejscach Polski. Mimo że mamy środek jesieni, z powodu suszy w Załucznem i Pieniążkowicach w Małopolsce ogłoszono sztab kryzysowy.
Susze w Polsce to nic nowego, jednak pojawiają się coraz częściej. Od ponad 10 lat żyjemy w stanie permanentnej suszy, która tylko okresowo słabnie. Opady, które pojawiły się w trzeciej dekadzie października, poprawią sytuację, ale tylko nieznacznie. Ten problem mogą rozwiązać dopiero długotrwałe opady.
To konsekwencja globalnego ocieplenia – żyjemy w cieplejszym klimacie. Wraz z przesuwaniem się stref klimatycznych w kierunku biegunów zmieniają się wzorce opadowe, a my odczuwamy skutki tych zmian. To już nie tylko Afryka – także w Polsce wysychają studnie. Przykładem jest Małopolska. W gminie Czarny Dunajec przestały działać przydomowe studnie, z których korzysta 1600 mieszkańców. To właśnie tam ogłoszono sztab kryzysowy.
Jesienna posucha
Wrzesień był cieplejszy niż maj. W maju średnia temperatura wyniosła 14 st. C – o 0,7 st. C więcej niż wynosiła norma z lat 1991–2020. We wrześniu średnia temperatura wyniosła 14,9 st. C. To daje do myślenia. Wrzesień był o 1,1 st. C cieplejszy od średniej wieloletniej. Październik oczywiście okaże się chłodniejszy, bo położenie Słońca na nieboskłonie i długość dnia robią swoje. Zapowiada się jednak jako jeden z cieplejszych październików w historii pomiarów. A to wcale nie jest dobra wiadomość.

– Sytuacja hydrologiczna w Polsce nadal pozostaje niekorzystna. Pomimo okresowo występujących opadów deszczu w wielu regionach kraju utrzymuje się susza hydrologiczna, a na licznych stacjach obserwujemy przepływy poniżej średniego niskiego przepływu z wielolecia – przekazuje nam Agnieszka Prasek, rzeczniczka IMGW.
Powyższa mapa przedstawia stan na 22 października. Rzeki oznaczone na czarno to te, w których przepływ wody jest niski. SNQ, o którym mówi rzeczniczka, to średni z najniższych rocznych przepływów z wielolecia – gdy rzeka spada poniżej tej wartości, mówimy o niżówce. Stan wody niski utrzymuje się na 65 proc. wszystkich stacji pomiarowych.
Susza całoroczna
Obecna sytuacja nie jest wyłącznie efektem tego, co działo się we wrześniu, który był ciepły i niezbyt wilgotny – miesięczna suma opadów wyniosła 84,5 proc. normy. Przyczyną nie jest też tylko październik, lecz cały rok, począwszy od skrajnie suchego stycznia.
– Aktualna sytuacja hydrometeorologiczna w Polsce, czyli generalnie panująca długotrwała i głęboka susza, jest przede wszystkim skutkiem bardzo niskich sum opadów praktycznie przez cały bieżący rok kalendarzowy – zauważa pytany przez SmogLab dr hab. inż. Bartłomiej Rzonca, prof. UJ.
Styczeń, wbrew temu, co mogłoby się wydawać, był wyjątkowo suchym miesiącem. Spadło wtedy jedynie 47,4 proc. normy. Śnieg po prostu spadł, a następnie dzięki długotrwałym mrozom leżał niemal w niezmienionej postaci. Podobnie było w lutym. Stąd nasze błędne wyobrażenie o ciężkiej zimie.
– Niemal we wszystkich miesiącach odnotowano na większości obszarów Polski sumy opadów zdecydowanie poniżej średniej wieloletniej. Mamy więc susze, czyli znaczący deficyt wody – dodaje prof. Rzonca.
Krótkie opady nie wystarczą
Obecne opady deszczu nie wystarczą, a widok kałuż na leśnych drogach może być mylący.

Dlaczego kałuże mogą być mylące? Bo potrzeba wielu dni z opadami, aby gleba była wilgotna także na większej głębokości. Poniższe zestawienie map pokazuje, że od sierpnia sytuacja pozostaje niemal niezmieniona. Chodzi właśnie o głębszą warstwę gleby, a nie tylko o to, co znajduje się na powierzchni, jak widać na powyższym zdjęciu.

– Problem ma charakter długotrwały i dotyczy wielu zlewni zarówno w dorzeczu Wisły, jak i Odry. Utrzymujące się ostrzeżenia przed suszą hydrologiczną wskazują, że dotychczasowe opady nie doprowadziły do trwałej poprawy sytuacji – zwraca uwagę Prasek.
Mapy pokazują więc fatalny obraz sytuacji hydrologicznej, która obejmuje niemal całą Polskę.
– Należy podkreślić, że nawet intensywniejsze, ale krótkotrwałe opady nie oznaczają zakończenia suszy hydrologicznej. Mogą powodować przejściowe wzrosty stanów wody, jednak trwała poprawa sytuacji wymaga regularnych, odpowiednio rozłożonych w czasie opadów, które pozwolą na stopniową odbudowę zasobów wodnych – mówi rzeczniczka IMGW.
Jesienne opady pomagają w odbudowie zasobów wodnych
Przez większość października mieliśmy babie lato. Teraz wielu z nas zapewne narzeka, że ciepłe dni się skończyły, bo pogoda się zmieniła. Jednak jesienne deszcze zawsze były nieodłącznym elementem polskiej pogody i są nam potrzebne.
Zwłaszcza gdy spojrzymy na to, co dzieje się na południu Polski.
– W południowej części Polski susza jest obecnie bardzo silnie odczuwalna. Wszystkie zbiorniki zaporowe na rzekach karpackich są praktycznie puste. W mediach krąży wiele zdjęć odsłoniętych fragmentów dna zbiorników – mówi prof. Rzonca.
Ostatnio coraz częściej mówi się o suszy hydrogeologicznej.
– Mamy zatem do czynienia z bardzo silną suszą hydrologiczną, która stopniowo przechodzi również w suszę hydrogeologiczną. Oznacza to znaczące uszczuplenie rezerw wód podziemnych, skutkujące na przykład obniżeniem zwierciadła wód podziemnych na wielu obszarach lub redukcją ciśnienia hydrostatycznego w głębokich zbiornikach wód podziemnych – wyjaśnia naukowiec.
Wielu z nas może się wydawać, że nie ma powodu, by przejmować się brakiem deszczu w październiku, skoro plony zostały już zebrane. Nie chodzi jednak o plony.
– W tym kontekście należy również podkreślić, że opady jesienne są także bardzo ważne. Nie chodzi tu o bieżące podtrzymywanie wegetacji, które o tej porze roku ma już mniejsze znaczenie, lecz przede wszystkim o uzupełnienie wilgoci glebowej, a zwłaszcza o zasilenie poziomów wodonośnych w całym kraju – tłumaczy prof. UJ. – Umożliwiłoby to przynajmniej częściową odbudowę rezerw i zasobów wód podziemnych, niezbędnych w kolejnych latach zarówno do podtrzymywania przepływów w ciekach, jak i do bieżącego wykorzystania w rolnictwie oraz na potrzeby komunalne – dodaje.
Będzie padać więcej?
Obecne opady to za mało, ale być może w kolejnych tygodniach listopada zacznie padać więcej.
– W perspektywie kolejnych miesięcy trudno obecnie wskazać jednoznaczny sygnał szybkiej i trwałej poprawy sytuacji hydrologicznej. Według eksperymentalnych prognoz długoterminowych IMGW-PIB w listopadzie i grudniu miesięczne sumy opadów na przeważającym obszarze kraju powinny kształtować się w zakresie normy wieloletniej – przekazuje Prasek. – W styczniu pojawia się natomiast możliwość opadów powyżej normy, szczególnie na południu Polski – dodaje.
Rzeczniczka podkreśla jednak, że prognozy sezonowe obarczone są znaczną niepewnością, a opady mieszczące się w normie nie muszą wystarczyć do szybkiej odbudowy zasobów wodnych po długotrwałym okresie niedoborów.
’
Zdjęcie tytułowe: Hubert Bułgajewski



