Przez tydzień ograniczaliśmy plastik. Efekt? Zdumiewający

2988
7
Podziel się:

Postanowiliśmy sprawdzić, czy bycie “less waste” jest trudne. Przeprowadziliśmy więc dwutygodniowy test na sobie samych. Przez pierwszy tydzień zrobiliśmy klasyczne zakupy w dużym markecie. Staraliśmy się nie zwracać uwagi na to, w co i jak zapakowane są produkty. W drugim tygodniu ograniczyliśmy opakowania z tworzyw sztucznych do minimum. Musimy przyznać, że efekt eksperymentu zrobił na nas wrażenie.

Zaczęliśmy od niebieskiego pudełka. Stanęło na blacie w kuchni. Założyliśmy, że wrzucimy tam każdy kawałek plastiku, jaki zużyjemy podczas naszego eksperymentu.

Pierwsze testowe zakupy nazwaliśmy “plastikowymi”. Nie wymagały wielkich przygotowań, nie wzięliśmy ze sobą żadnej torby, a warzywa i owoce pakowaliśmy tak, jak sugerują markety – w jednorazowe foliówki. Nieważne, w jakim supermarkecie robiliśmy zakupy. Wszędzie sytuacja wygląda tak samo.

Kupiliśmy tygodniowy zapas jedzenia dla dwojga. Nie jemy mięsa, więc do koszyka trafiły głównie warzywa i nabiał.

I pieczywo, które w sklepie trudno kupić inaczej niż w plastiku. Tak jak tu:

Albo tu:

Na dziale warzywnym mogliśmy skorzystać z bogatego asortymentu bio. Oczywiście, całego w plastiku.

Kupiliśmy: kilka serów, pieczywo, kefir, mleko roślinne, wege parówki, tofu, owoce i warzywa na wagę, makaron sojowy, musli, pieczywo, śmietanę, mrożoną mieszankę do kompotu. Przy kasie musieliśmy dobrać dwie siatki, bo nie wzięliśmy swoich. Po rozpakowaniu zakupy wyglądały tak:

Do tygodnia bez plastiku musieliśmy się już przygotować.

W ramach walki z plastikowymi śmieciami przyjrzeliśmy się naszej łazience. Zamieniliśmy szczoteczki do zębów na bambusowe. Mydło kupiliśmy w tekturowym opakowaniu, a waciki w plastikowym worku zastąpiliśmy chusteczkami bawełnianymi w kartoniku (można też uszyć własne wielorazowe waciki używając starej bawełnianej koszulki). Szampon z tego w butelce zamieniliśmy na taki w kostce. W łazience w plastiku została tylko pasta do zębów, krem do twarzy, dezodorant i tusz do rzęs. Plastikowe butelki z dozownikami po chemii domowej umyślimy, żeby móc użyć je ponownie. Przed Wielkanocą do mycia podłóg wykorzystaliśmy ocet i olejek (więcej o tym sposobie TUTAJ).

Przy okazji pod zlewem w kuchni, gdzie na szczęście mamy sporo miejsca, ustawiliśmy pięć kubłów – osobny na bio, papier, tworzywa sztuczne, szkło i zmieszane.

To jednak poboczne sprawy. Najwięcej uwagi poświęciliśmy odpowiedzialnym zakupom.

Wyposażyliśmy się w woreczki uszyte z firanek, do których mogliśmy zapakować warzywa czy rzeczy na wagę. Wzięliśmy też ze sobą wielorazowe torby, żeby nie musieć kupować siatek. Staraliśmy się wybierać rzeczy niezapakowane w plastik. Założyliśmy sobie jednak, że robimy zakupy w tym samym markecie, co poprzednio. Bo, oczywiście,  możemy kupić tofu na wagę w jednym sklepie, dobre owoce i warzywa na targu w innym punkcie Krakowa, a potem jeszcze sery tam, gdzie pakują je w papier. Czasami, poza eksperymentem, organizujemy takie wyprawy. Ale tym razem założyliśmy,  że nie mamy całego dnia na polowanie i chcemy zrobić “bezplastikowe” zakupy szybko, w najbliższym supermarkecie.

Okazało się, że można w nim kupić sporo rzeczy na wagę – orzechy, kasze, makarony pełnoziarniste czy sojowe.

Na warzywnym też znaleźliśmy spory wybór – na wagę vs. opakowane:

Największe rozczarowanie przeżyliśmy na dziale z rzeczami wege, gdzie niemal wszystko było zapakowane w plastik. Pożegnaliśmy się z wege parówkami, tofu znaleźliśmy w kartonie z tetrapaku. Nie jest to idealne rozwiązanie, ale wrzuciliśmy je do koszyka. Było o 5 zł droższe od tego w plastiku.

Sera nie kupiliśmy żadnego – poza fetą w kartoniku. Nawet te pokrojone na miejscu były zawinięte w folię. Problem pojawił się też przy śmietanie i jogurcie. Tej pierwszej nie znaleźliśmy w lepszym opakowaniu, więc odpuściliśmy. Na szczęście jogurt grecki i smakowe można kupić w słoikach. Są droższe niż klasyczne, o około 3-4 zł, ale postanowiliśmy się poświęcić dla wyższej sprawy.

Zrezygnowaliśmy też z puszek, choć na co dzień będzie nam trudno. Na szczęście udało się znaleźć kukurydzę i cieciorkę w szklanym opakowaniu. Zamiast pomidorów w puszce kupiliśmy passatę w butelce. Sok z cytryn, który lubimy dodawać do wody w bidonie, znaleźliśmy w szklanym opakowaniu na dziale ze zdrową żywnością – tydzień wcześniej kupiliśmy taki w plastikowej buteleczce. Różnica w cenie  nie była znacząca.

Żeby zapakować pieczywo, znaleźliśmy papierowe torebki (niestety, były sklejone z małym kawałkiem folii) – mamy nauczkę na przyszłość, żeby wyposażyć się jeszcze w specjalne worki wielorazowe na chleb. Nie kupiliśmy gotowych bułek do wypieku. Upiekliśmy je sami, używając specjalnej mąki (w papierowym opakowaniu) i drożdży.

W efekcie zrobiliśmy takie zakupy:

Ze wszystkich tych rzeczy w plastiku była jedynie pasta do zębów i musli. Myśleliśmy, że będzie po prostu nasypane do pudełka, ale w środku znaleźliśmy dodatkowy worek, zabezpieczający płatki.

Po tych zakupach opróżniliśmy nasze wypełnione po brzegi pudełko na odpady plastikowe. Dni mijały, a plastiku nie przybywało – mamy teraz za to pełną szafkę słoiczków na pasty i przetwory.

Po dwóch tygodniach porównaliśmy zawartość pudełka po pierwszej fazie testu i po drugiej.

Tak wyglądały nasze śmieci po zakupach plastikowych:

Przyznamy się – pod koniec tygodnia przestawały się już mieścić w pudełku. Tym większe było nasze zdziwienie, kiedy wysypaliśmy śmieci z drugiej fazy testu.

Jest tu tylko paczka po czekoladzie i napoju (chwila słabości, w pozostałe dni nosiliśmy ze sobą wodę w bidonach), opakowanie kawy (zalegała w szafce jeszcze przed testem) i wege szynki (która w międzyczasie przyszła do nas ze sklepu internetowego), a także woreczek po chlebie z piekarni i siatka, w której dostaliśmy od koleżanki pamiątki z jej podróży. Te śmieci zajęły jedynie dno pudełka.

Czego nauczyliśmy się po tym teście?

Po pierwsze, żeby zawsze brać swoją siatkę na zakupy.

Po drugie, że woreczki z firanki są kapitalną sprawą.

Po trzecie, że na wagę można kupić nawet makaron i jest on tańszy od większości makaronów w plastiku.

Po czwarte, że nawet w łazience można mieć mniej plastiku przy niewielkim wysiłku.

Po piąte, że nie każde warzywo musi być osobno zapakowane.

Po szóste,  że często łatwo jest znaleźć zamienniki ulubionych produktów w szklanych lub papierowych opakowaniach.

Po siódme, że niestety, nie wszystko możemy kupić, jeśli chcemy zrezygnować z plastiku.

Ale, oczywiście, nie popadajmy w przesadę. Trudno byłoby wyeliminować plastik całkowicie. Warto jednak spróbować go ograniczyć.

Zdjęcie: ITTIGallery/Shutterstock

Autorzy testu: Katarzyna Kojzar i Marcel Wandas

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!

7
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
JolaPapetSłomkaKatarzyna KojzarDominika Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ola
Gość
Ola

Też do pewnego czasu byłam przekonana do artykułów na wagę, jednak wiele z tych artykułów jest wątpliwej daty ważności. Pracownicy marketów w wyniku braku czasu dorzucają “świeższy” towar do tego “starszego”, efektem tego towar ten się nigdy nie terminuje. Kolejnym minusem są mole spożywcze, które w wyniku braku szczelnego zamknięcia są bardzo często przenoszone do naszych domów. Nie wspominając już o środkach higienicznych, które w przypadku artykułów na wagę są bardzo wątpliwe. Też jestem za ograniczaniem plastiku, ale uważam, że przede wszystkim to producenci powinni się postarać o lepsze opakowania tym samym nie zawyżając przy tym katastrofalnie cen o kilka… Czytaj więcej »

Dominika
Gość
Dominika

A ja mam pytanie dotyczące puszek: dlaczego z nich w ramach tego eksperymentu zrezygnowaliście?

Katarzyna Kojzar
Admin

Bo uznaliśmy, że jednocześnie spróbujemy kupić jak najwięcej rzeczy w opakowaniach, które potem sami będziemy mogli użyć. Żeby było “less waste”, nawet tego recyklingowanego. Do słoika napakowaliśmy już domowego hummusu, do puszki nie moglibyśmy tego zrobić 🙂

Papet
Gość
Papet

Puszki świetnie służą jako doniczki! Przykładowo kiedy kupujemy zioła w tych malutkich doniczkach, jak bazylia czy mięta, najczęściej roślinka zmarnieje jeśli zostawimy ją w oryginalnym opakowaniu, a puszka (na przykład po kawie) świetnie się sprawdza. Można też wtedy rozdzielić roślinę na kilka puszek, tak żeby nie obrywać wciąż tylko jednej, żeby miały czas się zregenerować.

Słomka
Gość
Słomka

ale bzdury….aż żal czytać

Słomka
Gość
Słomka

żal…..

Jola
Gość
Jola

Co to znaczy ” less waste”? Fajnie byłoby w Polsce używać słów polskich.