LNG budzi obawy. W tle zagrożenie metanem i klimat

Podziel się:

W latach 2019-21 cena gazu w Europie wzrosła o 400 proc. Agresja Rosji i traktowanie dostaw jako nacisku politycznego zmusza do szukania nowych kierunków. Jednocześnie Stary Kontynent stoi przed wyborem, czy rozwijać inwestycje oparte na gazie, czy szukać innych rozwiązań. Na zagrożenia związane z pierwszą drogą wskazywali eksperci podczas organizowanych przez Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot webinarium „Polska w gazowej pułapce” oraz briefingu „LNG: płynna droga do katastrofy klimatycznej”.

LNG to gaz kopalny schłodzony do temperatury -162 st. C, aby można go było transportować na dalekie odległości. Następnie przekształca się go z powrotem w postać gazową. Taki gaz zasila energetykę, działalność przemysłową i gospodarstwa domowe. Jest to paliwo szkodliwe dla środowiska ze względu na proces wydobycia i transportu. Metan, czyli główny składnik gazu kopalnego stanowi również ogromne zagrożenie dla klimatu.

Emisje z energetyki trują. Są przy tym najłatwiejsze do ograniczenia

Według IPCC to właśnie metan spowodował 25 proc. globalnego ocieplenia w ostatnich dekadach. W ciągu 20 lat wpływ metanu na klimat jest około 86 razy silniejszy, niż dwutlenku węgla. Według Programu Środowiskowego ONZ (UNEP) emisje metanu ze wszystkich źródeł muszą zostać zmniejszone o 40-45 proc. do 2030 r. Wszystko po to, żeby osiągnąć najmniej kosztowną ścieżkę ograniczenia wzrostu temperatury na Ziemi do 1,5 st. C. Raport IPCC wzywa do natychmiastowej redukcji emisji gazów cieplarnianych, z naciskiem na metan. Oznacza to konieczność całkowitej zmiany obecnych systemów energetycznych.

Czytaj także: Naukowcy alarmują: stężenie metanu w atmosferze rośnie niepokojąco szybko

– Długoterminowe wykorzystywanie gazu kopalnego jest zbrodnią w kontekście kryzysu klimatycznego i przeczy celom Porozumienia Paryskiego. Zamiast rozbudowy infrastruktury LNG, Europa powinna wykorzystać obecny moment presji na odejście od rosyjskich węglowodorów, by raz na zawsze odejść od paliw kopalnych. Metan ulatnia się w całym łańcuchu dostaw gazu, a proces chłodzenia i transportu tego paliwa wymaga dużych ilości energii i powoduje zanieczyszczenie środowiska. Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) mówi jasno, że jeżeli chcemy osiągnąć do 2050 r. zerowe emisje netto, nie mogą powstać żadne nowe projekty wydobywcze paliw kopalnych – mówi Nawojka Ciborska reprezentująca ruch społeczny Gastivists Polska.

Relacja między metanem a sektorem gazowym jest oczywista. Roczne światowe emisje metanu wynoszą 580 Mt, z czego około 60 proc. ma pochodzenie antropogeniczne, czyli jest związane z działalnością człowieka. Za emisje antropogeniczne najbardziej odpowiedzialne są kolejno: rolnictwo, przemysł naftowy i składowanie odpadów.

Wycieki metanu pod lupą

Cały sektor paliw kopalnych jest obarczony wyciekami metanu. Sektor energetyczny rocznie emituje go ok. 129 Mt metanu. Jest on emitowany od momentu wydobycia surowców, przez cały proces produkcji i rafinacji. Także w przypadku LNG, metan ucieczkowy uwalnia się na etapie skraplania, regazyfikacji oraz transportu rurociągami czy statkami. Te emisje są również na etapie dystrybucji w stacjach czy tłoczniach gazu, aż po etap konsumpcji, czyli w elektrowniach gazowych lub naszych domach.

– IEA oszacowała, że ok. 40 mln ton metanu rocznie emitowane jest z samych działających elektrowni węgla i przewyższa łączny wpływ na klimat żeglugi oraz lotnictwa – wyjaśnia Diana Maciąga, koordynatorka ds. Klimatu i Energii Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot i ekspertka Koalicji Klimatycznej.

Dotąd trudno było zlokalizować emisje metanu. W tej chwili dzięki technologiom, m.in. satelitom, można je wykrywać. W Polsce niewiele mówi się o tym, jak bardzo energetyka gazowa wpływa na klimat w porównaniu z węglową. Emisje są niewidoczne. Dodatkowo ciągle pokutuje mit, że spalanie gazu ziemnego jest mniej emisyjne niż spalanie węgla.

– Rzeczywiście, jeśli mówimy o samym spalaniu gazu do CO2, to jest tych emisji mniej niż podczas spalania węgla. Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę emisje metanu w całym łańcuchu dostaw i produkcyjnym, okazuje się, że wpływ spalania gazu ziemnego jest wręcz większy i gorszy niż spalania węgla. Nie mówię oczywiście tego po to, żeby bronić węgla – wyjaśniła ekspertka.

LNG a wycieki

Przykładami są współczynniki wycieku, które zostały zbadane dzięki pomiarom w USA. IEA wskazuje, że wycieki metanu z sektora energetycznego są aż o 70 proc. wyższe, niż wynika z oficjalnych, raportowanych danych. Dane te są więc znacznie zaniżone.

Cały temat wycieków metanu zapoczątkował utworzenie się kampanii Cut Methane EU. Inicjatywa zrzesza grupę ekspertów, którzy jeżdżą po Europie i nagrywają wycieki metanu z różnych instalacji związanych  z gazem ziemnym. Wykryli ponad 400 miejsc wycieków, co zapewne jest kroplą w morzu. Metody, którymi się posługują, nie pozwalają określić ilości tego metanu, tylko sam fakt wycieku.

W ciągu roku pojawili się w 11 krajach, w tym także w Polsce i odnotowali wycieki: w terminalu LNG w Świnoujściu, gdzie odnotowali wyciek z komina wentylacji awaryjnej oraz wycieki wzdłuż rurociągu Jamalskiego i w tłoczni gazu w Szamotułach – następowały tu ciągłe emisje z kilku awaryjnych otworów wentylacyjnych.

LNG a gaz łupkowy

LNG wspiera gaz łupkowy. Co w tym złego? Obie formy wydobycia gazu (konwencjonalne i szczelinowanie hydrauliczne) są szkodliwe dla środowiska. Kupując LNG z USA, Europa w coraz większym stopniu wspiera produkcję gazu łupkowego ze szczelinowania hydraulicznego. Ta metoda wydobycia gazu jest niszczycielska, wodochłonna i wywołuje trzęsienia ziemi. Dodatkowo prowadzi do znacznych emisji metanu i uwalniania substancji chemicznych do powietrza i wody, zagrażając środowisku oraz lokalnym społecznościom.

Zróżnicowanie źródeł LNG oznacza po prostu przekierowanie zależności od jednego kraju na uzależnienie od innego producenta paliw kopalnych. Dlaczego mówi się, że LNG nie rozwiąże kryzysu, a wręcz opóźni transformację energetyczną? „Obecny boom na infrastrukturę LNG nie zaowocuje dostawami gazu w najbliższej przyszłości i nie przyczyni się do rozwiązania obecnego kryzysu energetycznego wywołanego rosyjską agresją na Ukrainę” – wyjaśniono w briefingu.

Gaz skroplony (LNG) przedmiotem greenwashingu

– W Polsce nikt się tymi problemami nie zajmuje. W tej chwili ze względu na wojnę nastąpił ogromny boom na LNG, również u nas – dodała Diana Maciąga.

Sam proces skroplenia i regazyfikacji LNG powoduje emisje, podczas gdy sektor paliwowy przedstawia ten typ transportu gazu jako praktycznie zeroemisyjny. Np. dlatego, że w przyszłości ma być tu wykorzystywane system carbon capture and storage (CCS), czyli proces wychwytu m.in. CO2 i CH4.Wychwycić można zaledwie ok. 10 proc. emisji. Dlatego właśnie stwierdza się, że jest to greenwashingowy zabieg.

Zdaniem Diany Maciągi dzieje się to, przed czym niedawno ostrzegał Sekretarz Generalny ONZ. Branża LNG cynicznie wykorzystuje wojnę, by przeforsować budowę nowej, niepotrzebnej infrastruktury i zapewnić sobie zyski na dekady.

– Przykładem może być terminal regazyfikacyjny typu FSRU na Zatoce Gdańskiej, który dziś istnieje tylko na papierze, ale już planowana jest jego rozbudowa i to do przepustowości znacznie większej, niż terminalu LNG w Świnoujściu – dodała.

Jak wyjaśniła, uzasadnieniem budowy ma być pomoc  Czechom, Słowacji i Ukrainie. W praktyce odchodzenie od gazu z Rosji to potrzeba najbliższych miesięcy, a nie lat, zanim FSRU powstanie.

Wielkie inwestycje mijają się z celem

Terminal FSRU planowany w Gdańsku miałby gigantyczną przepustowość 12 mln m3 gazu rocznie, a Polska jest tylko jednym z krajów rozważających taką inwestycje.

– IEA raportuje, że w 2020 r. import ropy i gazu do UE przyczynił się do emisji ekwiwalentu 250 Mt CO2, co przewyższyło emisję CO2 z 56 elektrowni węglowych. Samo pozyskanie gazu z Rosji do UE wynosiło rocznie ok. 155 mln m3 gazu wylicza Maciąga. – Wyobraźmy sobie, że zastąpienie tego wolumenu 1:1, głównie dzięki LNG, wymaga wielkich projektów inwestycyjnych, tworzenia nowych terminali LNG i zupełnie nowych łańcuchów dostaw.

Już teraz na terenie UE powstają i są rozbudowywane 4 terminale i 16 nowych gazociągów. Planuje się kolejne 62 gazociągi i 26 terminali, w tym ten FSRU w Polsce. To wszystko nawet bez uwzględnienia planów jednostek, terminali pływających i regazyfikacyjnych LNG ogłoszonych już po wybuchu wojny w Ukrainie.

– Mówi się o 15 kolejnych wielkich projektach związanych z przesyłaniem gazu. Każdy z tych elementów infrastruktury jest kolejnym potencjalnym źródłem emisji metanu – dodaje ekspertka Koalicji Klimatycznej.

Naukowcy z IPCC mówią, że uniknięcie emisji metanu jest w tej chwili najszybszą i najefektywniejszą drogą do powstrzymania globalnego ocieplenia. Należy zwrócić uwagę właśnie na sektor energetyczny. Przy obecnej technologii sektor ten może ograniczyć emisje o ponad 70 proc. – w zasadzie bez kosztów netto. Czy LNG jest dobrą alternatywą dla konwencjonalnego gazu?

– Nie można pozwolić, aby krótkoterminowe obawy o dostawy energii sprawiły, że Polska i Europa ugrzęzną w długoterminowych, kosztownych umowach i budowie niepotrzebnej infrastruktury do odbioru LNG. Odejście od rosyjskiego gazu jest konieczne i pilne, aby pomóc w zakończeniu wojny w Ukrainie, jednak eksperci wykazali, że można to osiągnąć bez nowych inwestycji w paliwa kopalne – apeluje Diana Maciąga.

Działania międzynarodowe na rzecz ograniczenia emisji metanu

Był to najważniejszy temat podczas ubiegłorocznego COP26 w Glasgow. 112 krajów przyłączyło się do inicjatywy ograniczenia metanu o 30 proc. do 2030 r. Dotyczy to wspólnego celu, a nie każdego państwa z osobna. Niestety, bardzo ważni emitenci metanu, tj. Chiny i Rosja nie przyłączyli się to tego planu. Co ważne, to właśnie Rosja odpowiada za największe wycieki metanu z infrastruktury.

IPCC nawołuje do zmniejszenia emisji o 34 proc. do 2030 r. Z kolei Global Methane Assessment mówi o konieczności zwiększenia ambicji o redukcję na poziomie minimum 40 proc. w tej dekadzie.

Czytaj także: Analiza: Bardziej opłaca się przejść z węgla bezpośrednio na OZE, niż poprzez gaz

Raportowanie wycieków. Odejście od rosyjskiego gazu to konieczność, która pomoże zakończyć wojnę

Europejskie organizacje, m.in. Deutsche Umwelthilfe, przeprowadziły badanie podejścia największych spółek gazowych do powstrzymania wycieków metanu. Autorzy ankiety chcieli odpowiedzi na pytania: co poszczególne firmy z branży robią żeby zapobiec wyciekom, co wiedzą na ten temat i jakie mają do tego podejście. Kwestionariusz wysłano do 51 przedsiębiorstw, z czego tylko 12 wysłało odpowiedzi. Z polskich firm odpowiedzi nie udzieliło PGNiG oraz PKN Orlen.

Orlen buduje elektrownie gazową Ostrołęka C. Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot w kontranalizie zarzuciło Orlenowi, że w raporcie OOŚ (ocena oddziaływania na środowisko) nie uwzględnia się wpływu wycieków metanu na klimat.

Orlen w odpowiedzi użył kilku często powielanych mitów. Jak mówi Maciąga, w narracji spółki dominuje postawa, że elektrownia nie odpowiada w żaden sposób za emisje metanu w łańcuchu dostaw. Teoretycznie można stwierdzić, że jest niskoemisyjna.

– Prawda jest taka: jako że elektrownia korzysta z tego paliwa, jest współodpowiedzialna za emisje powstające podczas wydobycia i transportu gazu. Można więc powiedzieć, że umywa ręce od wpływu metanu na środowisko. Nie można mówić, że energetyka gazowa jest niskoemisyjna, bo na etapie spalania gazu powstaje mniej gazów cieplarnianych. Biorąc pod uwagę wpływ emisji metanu i emisji z samego jego spalania, jest to zwyczajnie nieprawdziwe.

Druga sprawa dotyczy twierdzeń Orlenu, że kwestia metanu nie jest kluczowym problemem w zakresie ochrony środowiska. Zdaniem specjalistki nie jest to prawda.

Ruszyło Międzynarodowe Obserwatorium Emisji Metanu oraz wiele innych inicjatyw, do których firmy mogą zgłaszać się dobrowolnie i ograniczać swoje emisje. – Wbrew temu co twierdziła spółka, metodologia raportowania emisji metanu istnieje. Teraz nie ma takiego wymogu prawnego, ale nie oznacza to, że firmy mogą umywać ręce – dodała ekspertka.

Bomby węglowe i broń masowego rażenia

Projekty dotyczące wydobycia paliw kopalnych na świecie to „bomby węglowe”. Naukowcy prześledzili plany spółek paliwowych w zakresie eksploatacji istniejących oraz otwierania nowych złóż paliw kopalnych. Wśród nich sklasyfikowali tzw. „bomby węglowe”, czyli projekty, których emisje podczas spalania paliw wynoszą ponad 1 Gt ekwiwalentu CO2. Tych projektów-bomb jest 425. Nie brano przy tym pod uwagę wycieków metanu podczas wydobycia ani projektów transportowych. Naukowcy ci pokazali, że projekty „bomb” powodują dwukrotne przekroczenie pewnego ważnego progu. Jakiego? Progu dopuszczalnych emisji umożliwiającego utrzymanie globalnego ocieplenia na poziomie poniżej 1,5 st. C. Badacze apelują o rozbrojenie „bomb węglowych”. Tym bardziej, że 40 proc. z nich to projekty, które jeszcze nie ruszyły.

– Paliwa kopalne stają się dzisiaj bronią masowego rażenia. Mogą one doprowadzić do całkowitej katastrofy. Jak powiedział sekretarz generalny ONZ, w tej chwili wszystkie nowe inwestycje w paliwa kopalne to jest moralne i ekonomiczne szaleństwo – dodała ekspertka.

Według Diany Maciągi, zamiast marnować lata, a później importować szkodliwe dla klimatu, drogie paliwo z drugiego końca świata, pieniądze te należy inwestować tu i teraz. W co? W zmniejszenie zużycia gazu, czyli programy termomodernizacji, pompy ciepła i lokalną infrastrukturę energii odnawialnej.

Czytaj także: Unia zakazuje kotłów gazowych? Sprawa jest bardziej złożona

Zdjęcie tytułowe: Mike Mareen/Shutterstock

Podziel się: