Legionella nie będzie ostatnia. Wirusy i bakterie pokochały globalne ocieplenie

Podziel się:

Zmiana klimatu sprawia, że mieszkańcy Europy zaczynają cierpieć na choroby, które dotychczas występowały tylko w Afryce. – Lekarze muszą przygotować się na walkę z wirusami i bakteriami, z którymi do tej pory nie mieli do czynienia – ostrzegają naukowcy.

Są tak małe, że ich nie widzimy. Nie wiemy nawet, kiedy wnikają do naszych organizmów. Czujemy ich obecność dopiero wtedy, kiedy zaczynamy chorować. I choć sprawiają nam ból, to właśnie my, ludzie, niszcząc przyrodę i zatruwając powietrze, przyczyniamy się do tego, że bakterie i wirusy mają coraz lepsze warunki do rozwoju.

Legionella na ustach i w płucach

Jednym z takich patogenów jest legionella, o której w ostatnich dniach zrobiło się głośno w całej Polsce. Zakażenia bakterią, która występuje w ciepłej wodzie i atakuje układ oddechowy człowieka, zostały stwierdzone w Rzeszowie. Początkowo mowa była jedynie o kilkunastu przypadkach, ale z dnia na dzień ta liczba gwałtownie rosła. Następnie pojawiły się informacje o zgonach pacjentów, u których wykryto legionellę.

Wywołuje tzw. chorobę legionistów, której objawami są m.in. wysoka gorączka, kaszel oraz ból w klatce piersiowej. Człowiek zakaża się legionellą w momencie, kiedy wdycha aerozol wodny, w którym jest bakteria. Legionella najczęściej występuje w akwenach z ciepłą wodą, basenach, fontannach, wannach z hydromasażem oraz wodociągach.

W niedzielę 27 sierpnia media przekazały, że została wykryta także w Małopolsce. Informację podano w atmosferze sensacji. Dramatyzmu sprawie dodał fakt, że zakażona podopieczna domu seniora w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Nie powinno to jednak dziwić. Jak potwierdzają liczne badania, w tym prowadzone przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, najbardziej wrażliwe na zakażenie legionellą są osoby z obniżoną odpornością, a więc starsze oraz ze zdiagnozowanymi chorobami przewlekłymi. To właśnie one szczególnie ciężko przechodzą legionelozę, która może doprowadzić nawet do ich śmierci.

W Rzeszowie źródłem zakażeń legionellą była prawdopodobnie miejska instalacja z ciepłą wodą, w związku z czym przeprowadzono jej dezynfekcję. Prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek zwrócił uwagę na to, o czym od lat mówią naukowcy. Rozwojowi bakterii może sprzyjać zmiana klimatu. Z badań wynika, że legionella lubi ciepło, a jej namnażaniu sprzyja też duża wilgotność oraz intensywne opady deszczu.

W kolejnych latach będzie gorzej

– W najbliższych latach z powodu zmian klimatu przypadków zakażeń legionellą może być coraz więcej – podkreśla w rozmowie ze Smoglabem dr inż. Krzysztof Skotak, kierownik Ośrodka Zintegrowanych Badań Środowiska w Instytucie Ochrony Środowiska – Państwowym Instytucie Badawczym.

– To bakteria wodna, która jest niebezpieczna dla człowieka tylko w pewnych sytuacjach. Nie zakazimy się nią pływając w jeziorze, nawet jeśli napijemy się wody, w której jest legionella. Do zarażenia może natomiast dojść w momencie, kiedy bakteria dostanie się do naszych płuc w efekcie wdychania do nich aerozolu wodnego. Np. w czasie kąpieli pod prysznicem – dodaje naukowiec.

Sytuacja z legionellą jest o tyle niebezpieczna, że w kolejnych latach średnia temperatura powietrza będzie wzrastać. To z kolei oznacza, że czekają nas kolejne fale upałów. A jedną z metod radzenia sobie z nimi jest schładzanie się pod prysznicem, w fontannach czy pod kurtynami wodnymi. – Tymczasem to właśnie w tych miejscach jesteśmy najbardziej narażeni na zakażenie legionellą – mówi Krzysztof Skotak.

Wzrost przypadków legionelozy notowano już lata temu m.in. w Holandii. Latem 2010 roku Holendrzy przez wiele dni musieli mierzyć się z wysokimi temperaturami, a następnie z intensywnymi opadami deszczu. Podobnie było w ostatnich tygodniach w Polsce, gdzie ponad 30-stopniowe upały przeplatały się z gwałtownymi burzami i ulewami.

– To zjawiska, które z powodu zmian klimatu będą występować coraz częściej w całej Europie – mówi dr Krzysztof Skotak. – Z jednej strony mamy coraz bardziej intensywne opady, a z drugiej rośnie średnia temperatura powietrza. Patogeny, które lubią ciepło i wilgoć, będą szybciej rozmnażać się w takich warunkach – dodaje.

Wędrujące strefy klimatyczne

Wraz ze zmianą klimatu przesuwają się strefy klimatyczne. To sprawia, że w Europie zaczynają pojawiać się patogeny, które dotychczas tutaj nie występowały. Przykładem jest wirus Zachodniego Nilu. W ubiegłym roku wywołał na naszym kontynencie ponad tysiąc zakażeń m.in. we Włoszech, Grecji oraz Rumunii. W nowe zakątki świata dociera także wirus dengi, który występuje głównie w krajach afrykańskich.

– Dengę odnotowuje się u mieszkańców krajów europejskich, którzy nie podróżują – zauważa Weronika Michalak, ekspertka Koalicji Klimatycznej i dyrektorka polskiego oddziału międzynarodowej organizacji Health and Environment Alliance (HEAL). – Oznacza to, że dana osoba nie przywiozła choroby z drugiego końca świata, a zarażona została przez wektor (np. komara tygrysiego), który jest w stanie przetrwać już na terenie Europy – dodaje.

– Niestety organizmów, które lubią ciepło oraz wilgoć i mogą przenosić patogeny jest bardzo dużo. Wśród nich można wymienić komary oraz kleszcze. Zmiana klimatu sprawiła, że rokrocznie wzrasta liczba zachorowań na kleszczowe zapalenie mózgu i boreliozę – dodaje Skotak.

Może to oczywiście wynikać z faktu, że medycyna poszła do przodu. Nie bez znaczenia jest fakt, że wykrywalność tych chorób jest większa niż jeszcze kilka lat temu. Mimo to naukowiec nie ma wątpliwości, że przypadków zachorowań jest więcej także z powodu zmiany klimatu. Wszystko dlatego, że w efekcie globalnego ocieplenia mamy łagodne zimy.

– Nie ma dużych mrozów, dlatego kleszcze z łatwością potrafią przetrwać. We wcześniejszych latach dłuższe okresy z bardzo niską temperaturą znacznie zmniejszały przeżywalność kleszczy. Dlatego nie było ich aż tak dużo, jak to jest obserwowane obecnie – dodaje nasz rozmówca.

Koalicja Klimatyczna zaapelowała do przyszłego rządu, żeby wzmocnił profilaktykę przenoszonej przez kleszcze boreliozy.

Legionella nie jest jedyna

Jak bardzo zmiana klimatu wpływa na rozwój patogenów, doskonale pokazuje sprawa globalnego ocieplenia i coraz szybszego topnienia czap lodowych Arktyki i Antarktyki. W efekcie tego zjawiska gwałtownie spada także poziom zasolenia mórz i oceanów, a to z kolei sprzyja rozprzestrzenianiu się wirusów i bakterii w miejsca, gdzie dotychczas ich nie było.

Przykładem jest przecinkowiec vibrio vulnificus, czyli bakteria, która występuje w Bałtyku i może doprowadzić m.in. do zakażenia skóry, a nawet niezwykle niebezpiecznej dla człowieka sepsy. Każdego lata ten patogen przyczynia się do co najmniej kilku zgonów. – Do niedawna w ogóle nie mówiło się o zarażeniach tą bakterią, jednak teraz łączy się jej występowanie ze zmieniającym się klimatem – mówi Weronika Michalak z Koalicji Klimatycznej.

Pojawianie się wirusów i bakterii w nowych miejscach to zdaniem dr Krzysztofa Skotaka ogromne wyzwanie dla służby zdrowia, która będzie musiała wzmocnić nadzór epidemiologiczny. – Ostrzeżeniem była pandemia koronawirusa. Gdybyśmy przed jej wybuchem mieli sprawnie działający system nadzoru epidemiologicznego, zachorowań i zgonów prawdopodobnie byłoby w Polsce mniej. Nauczeni doświadczeniem powinniśmy bardzo skrupulatnie przygotować się na zagrożenia, które niosą niebezpieczne patogeny – dodaje naukowiec.

Uważa, że w związku z prognozowanymi zmianami klimatu będziemy również pilnie potrzebowali więcej specjalistów chorób zakaźnych. Także tych, które obecnie w Polsce nie występują.

Zdjęcie: Shutterstock/Ryszard Filipowicz

Podziel się: