Cieśnina Ormuz to tylko jeden z punktów, w których może załamać się pozorna stabilność światowego rynku paliw. Nowy raport pokazuje, że problemem nie jest dziś sam dostęp do surowców, lecz uzależnienie ich transportu od kilku newralgicznych tras. Dla Polski i Europy to ostrzeżenie: bez transformacji energetycznej i ograniczania zależności od paliw kopalnych podobne kryzysy będą wracać.
Donald Trump stwierdził ostatnio, że państwa same powinny zadbać o przepustowość Cieśniny Ormuz, a USA w zasadzie jej nie potrzebują. To oczywiście dobra mina do złej gry, bo wysokie ceny paliw uderzają też pośrednio w Stany Zjednoczone.
Niezależnie od tego, jak potoczy się sytuacja na Bliskim Wschodzie, powrót do normalności nie nastąpi szybko. Dzisiejsze ceny paliw to w dużej mierze efekt paniki na rynkach. Jeśli napięcia się utrzymają, czeka nas brutalny test odporności na długotrwały kryzys.
Korytarz żeglugowy od którego zależą ceny paliw
Ponad dwie trzecie morskiego handlu ropą i gazem przechodzi przez kilka kluczowych tras. Najważniejsza z nich to Cieśnina Ormuz – tędy płynie około 25 proc. światowej ropy i ponad 20 proc. LNG. W najwęższym miejscu ma 54 km, ale realny korytarz żeglugowy to zaledwie kilka kilometrów. Część przebiega przez wody Iranu. I nie trzeba jej blokować okrętami – wystarczy groźba rakiet.

Zakłócenie w takim punkcie nie jest lokalne. Natychmiast wywołuje skok cen, chaos logistyczny i globalne napięcia gospodarcze. A na Cieśninie Ormuz się nie kończy. Według raportu „Beyond Securing Supply” opracowanego przez E3G, jest parę innych tego typu miejsc, które pokazuje powyższa mapa.
- Czytaj także: Gaz i ropa w górę. Eksperci o możliwych scenariuszach
Nie tylko Bliski Wschód
– Raport E3G trafnie pokazuje, że bezpieczeństwo energetyczne rozstrzyga się na globalnych szlakach transportowych, ale problem „wąskich gardeł” dotyczy też naszego najbliższego otoczenia – zauważa Zuzanna Nowak, dyrektor zarządzająca w think-tanku The Opportunity Institute for Foreign Affairs.
To na przykład takie miejsca, jak Cieśnina Malakka. Problem z tą wschodnioazjatycką cieśniną jest taki, że leży ona w miejscu, gdzie również może dojść do regionalnych napięć wojskowych. Powodem mogą być lokalne spory terytorialne między Malezją a Indonezją. To tak samo ważne jak Cieśnina Ormuz „wąskie gardło”. Jego blokada oznacza globalny paraliż na rynku paliw kopalnych i nie tylko.
Według E3G, zakłócenia w jednym miejscu mogą mieć szybkie skutki uboczne w innych. Chodzi głównie o zmienność cen i konkurencję o dostępne ładunki. Duże uzależnienie od transportu przez „wąskie gardła” w połączeniu z ograniczoną możliwością zmiany skali popytu stwarza systemowe ryzyko nawet w okresie pozornej obfitości na rynku.
Ryzyko ma trzy warstwy. Pierwsza to fizyczne przerwy w dostawach – wojny, awarie, katastrofy. Druga to „papierowe wąskie gardła”: sankcje, regulacje i ubezpieczenia, które mogą zablokować transport mimo dostępnych alternatyw. Trzecia to klimat.
Kanał Panamski pokazuje to dobitnie. Choć mniej kluczowy niż Ormuz, jest ważny dla transportu LNG między Atlantykiem a Pacyfikiem, zwłaszcza z USA do Azji. Susze ograniczające poziom wody już dziś zmniejszają jego przepustowość. To sygnał ostrzegawczy: globalna logistyka paliw nie jest odporna – ani na konflikty, ani na zmiany klimatu.
Sprawa Polska
Nawet jeśli nie musielibyśmy polegać na globalnych „wąskich gardłach”, i tak jesteśmy częścią globalnej gospodarki. W 2024 roku Polska wydała ok. 112 mld zł na import paliw kopalnych (głównie ropy i gazu). Uzależnienie od importu rośnie – przede wszystkim przez coraz większy udział ropy i jej pochodnych w zużyciu energii.
Na razie nie ma powodów do paniki, choć większość ropy kupujemy od Saudi Aramco. Wzrost cen paliw w Polsce nie wynika z fizycznych braków surowca.
– Aktualna sytuacja to przede wszystkim efekt premii za ryzyko. Nie doszło przecież do fizycznego przerwania ciągłości dostaw do polskich rafinerii – mówi dla SmogLabu Zuzanna Nowak.
– To, co widzimy na stacjach, to nie jest wynik braku paliwa, lecz gwałtownej reakcji globalnych rynków i kursu dolara na napięcia geopolityczne. Można powiedzieć, że system jest stabilny, choć oczywiście nie bez wyzwań. Polska dysponuje odpowiednimi zapasami strategicznymi, które gwarantują bezpieczeństwo energetyczne w perspektywie krótko- i średniookresowej. Dzisiejsze ceny to koszt globalnej niepewności, a nie fizycznego deficytu surowca – uspokaja
To jednak nie znaczy, że problem nie istnieje. Polska nadal jest zależna od importu, a ceny natychmiast reagują na napięcia np. w Zatoce Perskiej.
– Polska, mimo dywersyfikacji, nadal importuje niemal całość surowca, więc importujemy również zmienność cenową. W praktyce oznacza to, że nasza odporność jest wysoka, jeśli chodzi o ciągłość dostaw, ale ograniczona, jeśli chodzi o stabilność cen dla odbiorców. Dopóki pozostajemy gospodarką opartą na imporcie węglowodorów, geopolityka będzie wprost widoczna na stacjach paliw – mówi specjalistka ds. bezpieczeństwa energetycznego.
Nasza odporność
Czy UE i Polska są przygotowane na jednoczesne zakłócenia dostaw?
– Unijne systemy solidarnościowe i nasze krajowe zapasy na obecnie ponad 100 dni to solidna podstawa. Równocześnie jednak, notowany w ostatnich latach wzrost konsumpcji paliw wyprzedza rozwój infrastruktury magazynowej – odpowiada Nowak.
Nasza rozmówczyni wskazuje na problematykę, o której pisze właśnie raport, czyli nie to, że ropy nie ma, a to, jak ją dowieść.
– W sytuacji jednoczesnych zakłóceń w kilku regionach świata same procedury administracyjne nie wystarczą – zauważa nasza rozmówczyni wskazując na kluczowy aspekt, jakim jest fizyczna dostępność mocy magazynowych i sprawność logistyki.
– Warto podkreślić, że bezpieczeństwo energetyczne zwłaszcza w takich momentach to nie tylko kwestia podaży. W warunkach napięć geopolitycznych rośnie znaczenie efektywności zużycia i ograniczania popytu, ponieważ każdy system zapasów ma swoje granice – przestrzega Nowak. – To jest realne wyzwanie dla regulatora i państwa na najbliższe lata: równoległe wzmacnianie infrastruktury i budowanie odporności po stronie popytu – dodaje.
Cieśniny Duńskie, czyli jeszcze jedno wąskie gardło
Osiągnięcie bezpieczeństwa energetycznego nie jest prostą sprawą.
– Ten kryzys to dla nas jasny sygnał, że odporność systemu buduje się latami, tu nie chodzi tylko o dostępność paliwa – mówi Nowak.
Specjalistka wskazuje, jakie należy wyciągnąć wnioski: infrastruktura to podstawa bezpieczeństwa, ponieważ rurociągi, magazyny i porty dają dostęp do rynków, pozwalają wygrać czas i zwiększają elastyczność.
– Równocześnie rozbudowana logistyka i dostępność alternatywnych łańcuchów dostaw dają większą gotowość na zmienność rynków. W tym kontekście dywersyfikacja jest procesem, a nie jednorazową decyzją – musi być rozwijana, zwiększana na każdym etapie łańcucha dostaw – radzi.

To jednak za mało. Na powyższej mapie oznaczony jest obszar Europy – infrastruktury odpowiadającej za odbiór paliw. Do tego w grę wchodzą leżące blisko nas Cieśniny Duńskie. Według Zuzanny Nowak, Bałtyk przestaje pełnić rolę peryferyjną i staje się newralgicznym odcinkiem systemu.
– Cieśniny Duńskie są jego wąskim gardłem – jedynym wejściem, którego zakłócenie bezpośrednio uderzy we wszystkich importerów regionu – zauważa specjalistka.
Dlatego Polska nie może opierać bezpieczeństwa wyłącznie na imporcie. Rosnące zagrożenie sabotażem infrastruktury zwiększa ryzyko. Ważną kwestią powinno być uniezależnianie się od paliw kopalnych
– Transformacja energetyczna ma wymiar bezpieczeństwa – np. rozwój biopaliw czy paliw alternatywnych czy innych technologii energetycznych nieopierających się na importowanych paliwach kopalnych to nie tylko troska o klimat, ale inwestycja w bezpieczeństwo i ograniczanie ryzyka geopolitycznego – radzi Nowak.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/GreenOak



