bezpłatna komunikacja publiczna. Fot. Michael Day

Niemiecki rząd planuje wypróbować bezpłatną komunikację publiczną w pięciu miastach

Niemcy zapowiadają, że w pięciu miastach, które mają problemy ze spełnieniem unijnych norm dotyczących jakości powietrza, będą chcieli wypróbować wprowadzenie bezpłatnej komunikacji publicznej. Eksperyment ma się rozpocząć najpóźniej pod koniec tego roku, ale budzi kontrowersje.

Rozważamy wprowadzenie bezpłatnego transportu publicznego, by ograniczyć liczbę prywatnych samochodów”, napisało troje ministrów rządu Angeli Merkel do unijnego komisarza środowiska Karmenu Velli. „Efektywna walka z zanieczyszczeniem powietrza bez żadnych zbędnych opóźnień jest priorytetem naszego rządu”, można przeczytać w liście sygnowanym między innymi przez minister środowiska Barbarę Hendricks. Wyłożono w nim, jak Niemcy planują poprawić jakość powietrza w swoich miastach i wyliczono między innymi rozwój stref czystego transportu, zwiększanie liczby niskoemisyjnych autobusów oraz promowanie wypożyczalni samochodów.

Największym echem odbiła się jednak informacja o planowanej próbie wprowadzenia bezpłatnego transportu publicznego w pięciu miastach: Bonn, Essen, Herrenbergu, Reutlingen i Mannheim. Napisała o tym znacząca cześć najważniejszych światowych mediów, jednak – jak następnego dnia wyjaśniał rząd w odpowiedzi na te publikacje – projekt jest na razie w fazie pomysłu i nie zostanie wprowadzony bez zgody samorządów, które o sprawie dowiedziały się niedawno i zareagowały bez wielkiego entuzjazmu.

„To nie jest jeszcze nawet etap planowania”, komentowała rzeczniczka Bonn. Problemem dla samorządów są przede wszystkim finanse. Obecnie firmy przewozowe w niemieckich miastach w około 50 proc. pokrywają swoje koszty z przychodów z biletów. Brak wpływów w połączeniu ze zwiększonych zapotrzebowaniem, które najprawdopodobniej byłoby wynikiem, likwidacji biletów, byłby dla nich dużym obciążeniem. „Musimy wiedzieć, kto za to zapłaci”, mówił Helmut Dedy ze Związku Miast Niemieckich. Podkreślano też, że problemem może być uzupełnienie taboru.

„W tym wypadku nie ma oczywiście sensu używanie autobusów wyposażonych w silniki diesla. Tymczasem nie znam producenta, który w tak krótkim czasie dostarczy konieczną liczbę pojazdów elektrycznych”, komentowała rzeczniczka prasowa Bonn. Mimo wątpliwości pomysł jest jednak poważny i może być realizowany. Pytaniem pozostaje to, w jak wielu i których miastach.

Transport zbiorowy jest u naszego zachodniego sąsiada coraz popularniejszy. Od 20 lat regularnie rośnie liczba odbywanych podróży. W 2017 roku było ich 10,3 mld.

Fot. Michael Day/Flickr.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o