Rozwój odnawialnych źródeł energii w Polsce od lat napotyka na poważną barierę. To skomplikowane i długotrwałe procedury administracyjne. Nowy raport Instytutu Reform pokazuje jednak, że sytuacja zaczyna się powoli zmieniać. Czy rzeczywiście wychodzimy z „gąszczu procedur”? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Pojawia się przy tym pytanie: czy, patrząc na rozwój naszej energetyki na tle państw z naszej części Europy, mamy powody do wstydu, czy jednak do dumy?
Przez lata to węgiel był dominującym źródłem energii w Polsce, ale od ponad 10 lat to się zmienia. Ostatnie lata to czas wyraźnego spadku udziału węgla w krajowym miksie na rzecz zielonej energetyki. Jeszcze w 2020 roku udział OZE wynosił w naszym kraju 24 proc. Kilka lat później przekroczył 30 proc. – dane za 2025 rok mówią o 31,4 proc. To spory wzrost, ale mógłby być jeszcze większy, gdyby przeszkodą nie było złe prawo, które hamuje rozwój nowoczesnej energetyki.
Instytut Reform opublikował niedawno raport pt. Inwestycje w OZE: Czy wychodzimy z gąszczu procedur?. Autorzy dokumenty pokazują, że jest sporo problemów, z racji których rozwój zielonej energetyki nie przebiega tak, jak powinien. Nim przejdziemy do raportu, warto zadać pytanie: jak to jest z rozwojem OZE w Polsce?
Aż 31,4 proc. energii z OZE. Czy to powód do radości?
Czy poziom rozwoju zielonej energetyki jest w Polsce na satysfakcjonującym poziomie? Czy mamy powody do dumy, czy raczej do wstydu? Weźmy pod uwagę kraje wschodniej części Europy, które – podobnie jak my – mają za sobą skomplikowaną historię.
– Polska nie ma powodów do wstydu w rozwoju odnawialnych źródeł energii, ale nie ma też powodów do dumy. W latach 2010-2016 rozwinęliśmy energetykę wiatrową na lądzie, dochodząc do poziomu 5,8 GW zainstalowanej mocy – odpowiada Maria Niewitała-Rej, analityczka ds. polityki klimatyczno-energetycznej w Instytucie Reform i główna autorka raportu pytana przez SmogLab.
Spójrzmy na państwa naszego regionu. Litwa – 48 proc. OZE w krajowym miksie energetycznym. Kraj ten jest regionalnym liderem zmian. Nasi sąsiedzi postawili na bardzo agresywną rozbudowę farm wiatrowych (lądowych i morskich), dążąc do pełnej niezależności energetycznej. W ostatnich dwóch latach udział „zielonego prądu” w miksie niemal się podwoił.
Na drugim biegunie są nasi południowi sąsiedzi. W Czechach OZE stanowią niecałe 17 proc. miksu, a na Słowacji 18 proc. Dawna Czechosłowacja wypada słabo nie dlatego, że nie zachodzi tam dekarbonizacja. Zachodzi – tyle tylko, że Czesi i Słowacy po prostu stawiają na atom, który nie jest zaliczany do OZE.
Nie do końca mamy więc z czego się cieszyć. Jak zauważa Niewitała-Rej, impet rozwoju OZE został u nas lata temu zatrzymamy. Przyczyną była polityka, a nawet kwestie ideologiczne, a nie brak pieniędzy czy technologii, które można pozyskać.
– Ustawa odległościowa z 2016 roku znacznie spowolniła rozwój wiatru na lądzie, a jej skutki odczuwamy do dziś w postaci niewystarczającego przyrostu nowych mocy. Tymczasem to ta technologia ma ogromny potencjał w Polsce do produkcji taniej energii – mówi analityczka.
Co tak naprawdę stoi na przeszkodzie?
Szczególnie patrząc właśnie na potencjał wiatru, tracimy szanse na rozwój.
– Optymizmem napawa dynamiczny rozwój energetyki wiatrowej na morzu – zastrzega nasza rozmówczyni. – Wkrótce w naszym systemie pojawi się pierwsza energia z farm morskich, a do 2030 roku zainstalujemy prawie 6 GW takich mocy. Offshore wind będzie trzecim – po PV i lądowej energetyce wiatrowej – największym źródłem produkcji energii z OZE – dodaje.
Raport pokazuje, że największym problem inwestorów są dziś trzy obszary: procedury środowiskowe, planowanie przestrzenne oraz dostęp do sieci energetycznych. To właśnie one decydują o tym, czy budowa farmy wiatrowej lub instalacji fotowoltaicznej potrwa dwa lata, czy nawet pięć lub więcej. Mimo rosnącej presji na rozwój OZE, tempo zmian wciąż jest niewystarczające z uwagi na prawo i związaną z nim przewlekłość procedur.
Według analityczki Instytutu Reform, ostatnie lata pokazały brak systemowego podejścia i spójnej strategii państwowej w zakresie rozwoju OZE. Tu przykładem jest energetyka słoneczna.
– Fotowoltaiczny boom z przełomu 2021 i 2022 roku nie był efektem planu, ale nagłego wzrostu zainteresowania Polaków tymi inwestycjami w wyniku zmiany systemu rozliczania i możliwości uzyskania dotacji – zwraca uwagę Niewitała-Rej.
Za mało miejsca na OZE
Z drugiej strony rozwój mocy z OZE nie jest aż tak powolny. Ten fakt rodzi inny problem, jak sytuacja, kiedy energii jest za dużo, co skutkuje pojawianiem się tzw. ujemnych cen energii, o czym niedawno pisaliśmy. Autorka raportu przypomina, że możliwości przyłączania nowych instalacji OZE do sieci elektroenergetycznej są ograniczone.
– Trudno o nowe moce przyłączeniowe, bo sieć nie rozbudowuje się odpowiednio szybko. Istotną blokadą są długie procesy pozyskiwania pozwoleń, w tym środowiskowych.
Jak dodaje „tego typu sytuacje pokazują, że Polska nie działa według planu zapewniającego zrównoważony rozwój dla wszystkich rodzajów OZE”. – Taki szybki, ale chaotyczny rozwój skutkuje dziś problemami z integracją OZE w systemie – wyjaśnia Niewitała-Rej. – Dowodem na to są coraz częstsze wyłączenia nierynkowe (curtailmenty), czyli ograniczenia produkcji źródeł OZE w momentach, gdy jest ona wyższa niż możliwości jej wykorzystania, magazynowania lub eksportu przy zachowaniu bezpiecznej pracy systemu.
Innym problemem jest nasza gęstość zaludnienia – 120 osób na 1 km2. Jednak nie ona sama stanowi problem. W ciągu ostatnich 20-30 lat rozrosły się wsie i przedmieścia i trend ten postępuje dalej.
– Rozwój energetyki wiatrowej i słonecznej ogranicza też rozproszona zabudowa w Polsce, wynikająca z lat zaniedbań w planowaniu przestrzennym. – zauważa analityczka.
W takiej sytuacji trudno o bezkonfliktowy, a więc szybki rozwój OZE. Dużym wyzwaniem pozostaje więc kwestia akceptacji społecznej, zwłaszcza w przypadku energetyki wiatrowej. W odpowiedzi pojawiły się propozycje dzielenia się korzyściami z mieszkańcami, np. poprzez specjalne fundusze. Problem w tym, że obecne pomysły mogą prowadzić do nierówności – jedni mieszkańcy zyskają więcej, inni mniej, co zamiast budować poparcie, może rodzić konflikty.
Trochę dobrych wieści
W ostatnich miesiącach pojawiło się jednak kilka pozytywnych sygnałów.
– Na szczęście w tym aspekcie widać pierwsze sygnały poprawy. Część proponowanych zmian regulacyjnych idzie w dobrym kierunku – zauważa analityczka.
Jednym z nich jest wprowadzenie tzw. obszarów przyspieszonego rozwoju OZE (OPRO). To specjalne tereny, na których inwestycje mają być realizowane szybciej i łatwiej. Pomocne są także nowe mapy potencjału energetycznego, które pokazują, gdzie najlepiej rozwijać poszczególne technologie – od energetyki wiatrowej po geotermię. Dzięki nim zarówno urzędnicy, jak i inwestorzy mają lepszy dostęp do danych.
Kolejnym krokiem w dobrą stronę jest cyfryzacja procedur środowiskowych. Obecnie wiele dokumentów funkcjonuje jeszcze w formie papierowej, co znacząco wydłuża procesy. Planowane zmiany mają to uprościć, a także zwiększyć finansowanie instytucji odpowiedzialnych za wydawanie decyzji. To ważne, bo jednym z głównych problemów jest dziś brak kadr – urzędy są przeciążone, a liczba spraw rośnie.
Zdjęcie tytułowe: Shutterstock/Shaiith



