Zupa rybna w Odrze. Nowa inwestycja budzi obawy

272
0
Podziel się:
odra

Działalność elektrowni gazowej, która powstaje w Nowym Czarnowie, może zaszkodzić Odrze – alarmują przedstawiciele Towarzystwa na Rzecz Ziemi. Rzeka została mocno poturbowana podczas ubiegłorocznej katastrofy ekologicznej. Społecznicy zauważają, że w efekcie funkcjonowania nowych bloków energetycznych, do Odry popłynie podgrzana woda pochłodnicza. W konsekwencji może dojść do zmniejszenia się ilości tlenu w rzece, co z kolei zagrozi dobrostanowi ryb. Prawdopodobne jest również ich „zasysanie” do systemów chłodniczych elektrowni, gdzie następnie zginą.

Latem 2022 roku Odrę i jej dopływy dotknęła katastrofa ekologiczna na niespotykaną wcześniej w Polsce skalę. Na odcinku kilkuset kilometrów masowo wymierały ryby i inne organizmy wodne. Wśród nich były m.in. małże, a także ślimaki. Z Odry oraz z jej dopływów wyłowiono co najmniej 350 ton zatrutych ryb. Z tego ponad 70 procent na terenie Polski. Jednak według części naukowców faktyczne straty w ichtiofaunie były dwu–, a nawet trzykrotnie większe. Szacunki wskazują nawet na 1000 ton martwych ryb, jak również na wyginięcie aż 80 proc. organizmów, które odpowiadają za oczyszczanie rzeki. Dlaczego o tym wspominamy? Nie tylko z tego powodu, że to wnioski, płynące z niedawno opublikowanego raportu Najwyższej Izby Kontroli. Główna przyczyna jest zupełnie inna: ludzka działalność znów potencjalnie zagraża Odrze.

Eksperci nie mają wątpliwości, że do katastrofy ekologicznej na tej rzece przyczynił się właśnie człowiek. To ludzka działalność sprawiła, że Odra została zanieczyszczona. Trudno się zatem dziwić, że każda nowa inwestycja, która teoretycznie może wpłynąć na pogorszenie się stanu rzeki, budzi wśród społeczników ogromne obawy. Z ich powodu bacznie przyglądają się oni sprawie dwóch bloków gazowo–parowych. Powstają one w sąsiedztwie elektrowni Dolna Odra w Nowym Czarnowie (woj. zachodniopomorskie). W przyszłości mają zastąpić te zasilane węglem. Cztery wygaszono (kocioł jednego z nich pełni już tylko funkcję wytwornicy pary), cztery wciąż działają. Zgodnie z zapowiedziami PGE Polskiej Grupy Energetycznej, elektrownia gazowa ma być najnowocześniejszą w Polsce. Towarzystwo na Rzecz Ziemi przeanalizowało jej potencjalny wpływ na Odrę. Wnioski nie napawają optymizmem.

Zupa rybna

Zacznijmy od tego, że bloki gazowo–parowe potrzebują schładzania. W tym celu z Odry pobierana będzie woda. Z dokumentacji inwestora wynika, że mowa nawet o 749 mln m3 rocznie. Do momentu wygaszenia, wciąż trzeba będzie również schładzać bloki węglowe. Ekolodzy szacują, że w efekcie do całej elektrowni trafi rocznie co najmniej 1,3 mld m3 wody z poturbowanej przez katastrofę ekologiczną Odry. Co prawda, popłynie ona z powrotem do rzeki. Będzie miała jednak o 8–10 st. C wyższą temperaturę niż przed pobraniem w celach chłodniczych.

– Taka sytuacja – szczególnie przy niskich przepływach wody w Odrze – może sprawić, że w rzece będzie mniej tlenu. Prawdopodobne jest również, że wzrosną trujące właściwości ścieków, które nią płyną. To wszystko zagrozi dobrostanowi ryb – ostrzega w rozmowie ze SmogLabem Robert Wawręty z Towarzystwa na Rzecz Ziemi. Szczególnie groźne będą dla nich różnice temperatur pomiędzy wodą pobieraną na cele chłodzenia bloków energetycznych a podgrzaną wodą pochłodniczą, zrzucaną z powrotem do rzeki. Może wówczas dochodzić do śnięcia ryb w wyniku szoku termicznego. Ekspert zauważa, że takie sytuacje incydentalnie miały miejsce w przypadku Wisły, na przykład w okolicach elektrowni Połaniec i Kozienice.

Kwestia chronionych gatunków

PGE zapewnia, że temperatura wody, która będzie z powrotem trafiać do Odry, nie przekroczy 35 stopni Celsjusza. Czyli maksymalnej wartości, którą przewiduje prawo. Spółka przekonuje ponadto, że woda nie będzie pobierana cały czas.

– Przy mniejszej wydajności pracy jednostek wytwórczych, zapotrzebowanie na wodę również będzie mniejsze. Natomiast w czasie postoju woda do chłodzenia nie będzie pobierana – zapewnia Konrad Mróz, przedstawiciel PGE. Nie uspokaja to jednak społeczników. – Przepisy zezwalają na odstępstwa w zakresie dopuszczalnej temperatury wody pochłodniczej – zauważa Robert Wawręty.

Chłodzenie bloków wiąże się również z innymi zagrożeniami dla Odry. W trakcie corocznego dryfu, czyli w okresie od kwietnia do lipca, wraz z wodą mogą być „zasysane” larwy ryb i młodociany narybek. Takie niebezpieczeństwo dotyczy m.in. bolenia oraz kiełba białopłetwego. To gatunki chronione w ramach obszaru Natura 2000 Dolna Odra.

– Im więcej wody będzie pobierane z rzeki, tym więcej będzie ginęło organizmów – przestrzega nasz rozmówca. Jednak spółka PGE przekonuje, że wprowadziła szereg rozwiązań, które mają zapobiegać takim sytuacjom.

– Zastosowano m.in. system krat. Pierwsza krata posiada oczka o wymiarach 50 × 50 mm. Ma ona za zadanie oddzielić większe zanieczyszczenia – typu konary czy odpady – od pobieranej wody. Kolejna krata ma już oczka o wymiarach 3 × 3 mm. Pozwoli na zatrzymanie zupełnie małych organizmów – zapewniają przedstawiciele PGE. Twierdzą, że dzięki takiemu systemowi larwy i narybek nie będą zasysane.

dolna odra power plant
To w sąsiedztwie elektrowni Dolna Odra mają powstać nowe bloki gazowo – parowe. Zdjęcie: Shutterstock/Sky View Studio

Dolna Odra i obawy ekspertów

Zapewnienia spółki nie przekonują jednak ekspertów z Towarzystwa na Rzecz Ziemi.

– Inwestor opisuje rzeczywistość, która nie istnieje i żadnej elektrowni na świecie nie udało się dotychczas rozwiązać tego typu problemów. Można je co najwyżej zminimalizować poprzez ograniczenie mocy elektrowni, a co za tym idzie ilości pobieranych wód na cele chłodzenia w okresie dryfu larw ryb i młodego narybku. W Polsce przypada on na okres pomiędzy kwietniem a lipcem. Czasem obejmuje również sierpień – podkreśla Wawręty. Opisuje, jak dochodzi do śmierci ryb.

– Giną na sitach, jak również w pompach – w wyniku zmiany ciśnienia. Spółka PGE o nich nie wspomina, jak również o filtrach, które powinny znajdować się tuż przed kondensatorami. Tam resztki larw giną wskutek uszkodzeń mechanicznych. Nawet jeżeli dziwnym trafem przetrwają jakieś niedobitki, to ostatecznie unicestwi je szok termiczny w samych skraplaczach. Po przejściu całego systemu chłodzenia na końcu wychodzi zupa rybna – przekonuje nasz rozmówca.

„Przewlekła choroba wodna”

Ekspertów z Towarzystwa na Rzecz Ziemi niepokoi również plan wykorzystywania w elektrowni biocydów. Czyli substancji chemicznych, które ich zdaniem są niebezpieczne dla środowiska wodnego.

– Spółka wskazała m.in. na chęć zastosowania podchlorynu sodu. Wykorzystuje się go w elektrowniach, bo przeciwdziała osadzaniu się mikroorganizmów w systemach chłodniczych. Prawdopodobnie w tym samym celu będzie potrzebny w nowych blokach gazowo–parowych. Po spełnieniu swojej funkcji podchloryn wraz z wodą pochłodniczą trafi do rzeki. Dozowany w znacznych ilościach, może stanowić zagrożenie dla organizmów wodnych – przekonuje Wawręty. W tym przypadku spółka rozwiała jednak wątpliwości i zapewniła, że ten konkretny biocyd nie będzie wykorzystywany w „otwartym systemie chłodzenia”, tylko m.in. w celu „korekcji wody na cele przeciwpożarowe”. – To pozytywna informacja. Na razie pozostaje nam wierzyć inwestorowi na słowo – komentuje ekspert.

Drugi biocyd, który może być używany w nowej elektrowni, nosi nazwę: DBNPA 2,2-Dibromo-3-nitrilopropionamide.

– Wiemy, że jest on stosowany w amerykańskich elektrowniach, ale w przypadku polskich jako Towarzystwo spotykamy się z nim pierwszy raz. Z tego, co udało się nam ustalić, jest substancją dużo groźniejszą niż podchloryn sodu. Należy do grupy biocydów nieutleniających i według Europejskiej Agencji Chemikaliów (ECHA) zalicza się do kategorii zagrożeń: „ostre i powodujące przewlekłą chorobę wodną”. Może to oznaczać, że z trudem ulega biodegradacji w wodzie, co w konsekwencji wydłuża jego negatywne oddziaływanie na ryby – dodaje Wawręty.

Stanowisko PGE ws. DBNPA

PGE zapewnia, że we wniosku o wydanie pozwolenia zintegrowanego dla inwestycji, DBNPA wskazano jedynie jako „przykładowy” biocyd. Spółka twierdzi, że nie będzie on służyć w elektrowni.

– W instalacji będą stosowane ogólnie dostępne na rynku preparaty, dopuszczone do obrotu na rynku unijnym. Postępowanie z powyższymi preparatami będzie zgodne z ich kartami charakterystyki – zapewnia Konrad Mróz z PGE. Tymczasem Robert Wawręty przekonuje, że DBNPA wymieniono we wniosku jako biocyd, który ma być stosowany na terenie elektrowni, a nie jako przykładowa substancja.

– Z pełnym zadowoleniem przyjmujemy jednak informację o możliwości rezygnacji z planów jego użycia. Bo tak można odczytywać stanowisko inwestora – kwituje nasz rozmówca.

Z informacji, jakie przekazała nam spółka PGE, wynika, że bloki gazowo–parowe nadal powstają. Wytwarzany przez nie prąd ma popłynąć do odbiorców w przyszłym roku – to z kolei doniesienia medialne.

Eksperci podkreślają, że zrzut gorącej wody do rzeki ma fatalny wpływ na ryby. Na zdjęciu elektrownia w Kozienicach. Shutterstock/Lukasz Engel

Nie tylko Dolna Odra

Nie od dziś wiadomo, że działalność elektrowni termicznych z otwartym układem chłodzenia negatywnie wpływa na rzeki. Zrzut gorących wód pochłodniczych sprawia, że temperatura np. Narwi latem podnosi się dodatkowo o 2,5 st. C. – Tymczasem każdy wzrost o 1 st. C jest dla ryb katastrofalny w skutkach – komentuje dla SmogLabu Katarzyna Wiekiera z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

– W efekcie dochodzi do zmniejszenia się ilości rozpuszczonego w wodzie tlenu. Konsekwencje to: zmiany cyklu płciowego i terminu rozrodu ryb, wzrost ich wrażliwości na toksyny, niedobory źródeł pożywienia i zmniejszenie populacji. Wyższa temperatura sprzyja także pojawianiu się obcych i inwazyjnych gatunków ryb i bezkręgowców, w tym pasożytów – dodaje Wiekiera. Podgrzanie wody zwiększa również ryzyko zakwitu glonów. Przypomnijmy, że to właśnie w ciepłej (i zasolonej) wodzie Odry masowo zakwitły tzw. złote algi, które następnie wydzieliły szkodliwe dla ryb toksyny. Co istotne, już same zmiany klimatu sprawiają, że podnosi się temperatura wody w rzekach. – Elektrownie dolewają oliwy do ognia – dodaje nasza rozmówczyni.

Drugi problem to zasysanie narybku i larw, które ma miejsce podczas pobierania wody z rzek do chłodzenia bloków energetycznych. – Z badań wiemy, że w systemach chłodzenia elektrowni Kozienice, w Połańcu i w Ostrołęce B, ginie aż 10 gatunków, objętych ochroną: ścisłą lub częściową. Mowa o gatunkach chronionych w ramach sieci Natura 2000 lub mających według IUCN [Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody — przyp. red.] status ga­tunków krytycznie lub silnie zagrożonych. Problem zasysania narybku dotyczy zwłaszcza Ostrołęki B, gdzie ginie nawet do 30 procent wszystkich rybich larw, dryfujących Narwią – przekonuje Katarzyna Wiekiera.

Jak już pisaliśmy na łamach SmogLabu, trudno o dobre rozwiązanie tego problemu. Naukowcy wskazują, że można by pójść w ślady Stanów Zjednoczonych, które zakazały budowy bloków energetycznych z otwartymi systemami chłodzenia. Obecnie istniejące, po upłynięciu okresu ich trwałości, nie będą mogły dalej działać. W Polsce na razie na taką zmianę przepisów się nie zapowiada.

Odra: niepatrzenie na środowisko już odbija się czkawką

Jest jeszcze trzeci aspekt całej sprawy, na który zwróciła uwagę Wiekiera. Dotyczy nie tylko rzek i organizmów, które w nich żyją, ale również bezpośrednio ludzi, a także… samych elektrowni. Mowa o deficycie wody, który w okresach suszy zaczyna być poważnym problemem również w naszym kraju. Jak podkreśla Wiekiera, nikt w Polsce nie myśli o energetyce w tym kontekście.

– W przypadku pogłębiającego się problemu suszy coraz trudniej będzie poradzić sobie z niedoborem wód, które są wykorzystywane do chłodzenia bloków energetycznych. Dwanaście istniejących obecnie w Polsce elektrowni z otwartym obiegiem chłodzenia wykorzystuje rocznie około 6 mld m3 wody. Znamy przypadek, kiedy przez trudności z chłodzeniem – w trzecim kwartale 2022 roku – elektrownia gazowa w Stalowej Woli ograniczyła swoje moce do jednego procenta. Można również przytoczyć historię z 2015 roku. Wtedy z kolei elektrownia Kozienice musiała ograniczyć produkcję energii w związku z obniżonym stanem wody w Wiśle – zauważa przedstawicielka Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Wygląda więc na to, że szkodliwa dla środowiska działalność człowieka zaczyna odbijać się czkawką: ludziom i biznesowi. Także temu energetycznemu. Sytuacja wygląda bowiem następująco: zmiany klimatyczne gwałtownie postępują, ponieważ człowiek niszczy środowisko. Efektem jest wysychanie polskich rzek. W konsekwencji problemy mają zarówno ryby, jak i ludzie oraz elektrownie. Koło się zamyka.

_

Zdjęcie: Dariusz Gorajski / Shutterstock.com [Zdjęcie z sierpnia 2022 roku]

Podziel się: