„Odwołać katastrofę”. Szczepionka na dezinformacje i manipulacje

1140
0
Podziel się:

– Znakomita książka. Interesuję się tematem już jakiś czas i nie czytałem jak dotąd pozycji, która tak całościowo i przejrzyście wyjaśniałaby czym jest tzw. „kryzys planetarny”. A już na pewno nie takiej, która odnosi się przy tym do realiów Polski, przenosząc abstrakcyjne zjawiska i liczby na bardzo konkretne sprawy dotyczące nas wszystkich – pisze jeden z czytelników o „Odwołać katastrofę”.

Tomasz Borejza odwiedził dziewięcioro z najlepszych polskich specjalistów zajmujących się m. in. żywnością, klimatem i wodą, by zapytać, w jakim stanie jest środowisko naturalne. Czy rzeczywiści grozi nam katastrofa? Co ona możne oznaczać dla Polski. I czy możemy, coś zrobić, by ją „odwołać”?

Przede wszystkim tutaj – w Polsce.

Efektem jest książka „Odwołać katastrofę”, która jest świetną odtrutką na obecne w Internecie dezinformacje i manipulacje. Ludzie nie mają wpływu na zmianę klimatu? Susze w Polsce nie zależą od nas? Co tak naprawdę jemy i skąd się to bierze? Jakie znaczenie mają ginące owady?

Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce.

Użytkownicy Lubimy Czytać oceniają ją na 8,5/10.

Książkę „Odwołać katastrofę” można zamówić m. in. na Allegro oraz w Bonito, Empiku i sklepie Wydawnictwa Znak. E-book znajdziecie na przykład na Woblinku.

Wstęp: Jak ludzie w Czarnobylu

Dwa lata temu na portalu Onet.pl opublikowałem artykuł o Davidzie Attenborough wieszczącym, że doprowadzimy do załamania środowiska na Ziemi – w zaledwie kilka godzin tekst przeczytało trzysta tysięcy internautów. Byłem zaskoczony, bo na ogół myśli się, że takie sprawy większości Polaków nie interesują. Tymczasem zaciekawiło ich, jak słynny brytyjski przyrodnik opowiadał o tym, że jesteśmy dziś niczym ludzie w Czarnobylu – kroczymy w kierunku katastrofy. Gdy Attenborough patrzy na to, co robimy ze środowiskiem, ma przed oczami kontrolerów z elektrowni jądrowej, w której w 1986 roku doszło do wybuchu reaktora. Inżynierowie czarnobylskiej elektrowni nie znali słabych punktów ani ograniczeń systemu, a mimo to kręcili kontrolkami i testowali jego możliwości. Robili to bez należnego szacunku oraz zrozumienia ryzyka, które się z tym wiązało. I kiedy w końcu przekroczyli granicę wytrzymałości reaktora, doszło do wybuchu i katastrofy.

Takie osoby jak David Attenborough mówią, że jako ludzkość zachowujemy się podobnie jak tamci inżynierowie. Z tą tylko różnicą, że naszym reaktorem jest cała planeta – przestająca radzić sobie ze śmieciami i zanieczyszczeniami, którymi ją obciążamy. Tak jest na całym świecie, więc nie ma powodu, by skutki tych działań nie dotknęły także Polski. Rzadko o tym myślimy, bo to sprawa, którą ogląda się z perspektywy globu.

Czytamy więc o „lodowcach zagłady”, zmieniających się prądach oceanicznych i ginących „płucach świata”. Ale co to znaczy dla nas – ludzi mieszkających w Polsce? Mało kto to wie. Tym bardziej że eksperci i media na poziom codziennego doświadczenia schodzą w tym wypadku głównie wtedy, kiedy dzieje się coś spektakularnie złego. Takiego jak Odra, umierająca na naszych oczach, o której jednak zapominamy równie szybko, jak szybko się nią zainteresowaliśmy. Albo kiedy za pomocą przykładów przemawiających do wyobraźni próbuje się nam tłumaczyć, że żadnego zagrożenia nie ma, bo ostrzeganie o zmianach to głównie metoda zarabiania pieniędzy. Tak jak wtedy, kiedy Łukasz Warzecha wrzuca do sieci kolejne zdjęcie ulicy zaśnieżonej w zimie, by spytać, gdzie to globalne ocieplenie? Albo gdy Janusz Korwin-Mikke w studiu telewizyjnym wrzuca do szklanki kostkę lodu, by pokazać, że kiedy ta się roztapia, poziom wody wcale nie rośnie, i w ten sposób dowieść, że kiedy stopią się lądolody Antarktydy, nie podniosą się także morza. To oczywiście ładne obrazki przemawiające do wyobraźni. Ale tylko dlatego, że ich odbiorcy nie dostrzegają, w jaki sposób są manipulowani.

Przez kilka ostatnich miesięcy odwiedziłem dziewięcioro z najlepszych polskich specjalistów, by opowiedzieli o tym, co robimy ze środowiskiem i jak może się to na nas odbić. Liczba ta nie była przypadkowa, bo za przewodnika wziąłem sobie koncepcję granic planetarnych. To pojęcie stworzone przez naukowców – przede wszystkim Johana Rockströma i Willa Steffena, których wspierał między innymi noblista Paul Crutzen – skupionych wokół sztokholmskiego Centrum Badań nad Odpornością Ziemi (ang. Stockholm Resilience Centre), którzy kilkanaście lat temu postanowili sprawdzić, jak wielkim obciążeniem dla środowiska się staliśmy.

By to zrobić, przyjrzeli się kluczowym systemom naszej planety i uznali, że mają one dziewięć granic. Wśród nich są stan klimatu, mórz i oceanów, ilość śmieci i chemii, które wpuszczamy do środowiska, a także to, czy wciąż mamy wystarczająco dużo czystej wody oraz warstwę ozonową. Koncepcję granic planetarnych uznano za jedną z najważniejszych idei współczesnej nauki. Przez kolejne lata do projektu dołączyły setki badaczy, którzy sprawdzają, jak bardzo każdy z systemów Ziemi jest obciążony – kiedy jego stan zaczyna być dla nas „ryzykiem”, a kiedy może „pęknąć” i doprowadzić do katastrofy. Dotąd ustalono, że – w różnym stopniu – przekroczyliśmy już pięć granic. Część, jak tę związaną z ziemskim klimatem, trochę. Niektóre bardzo.

Każdego z moich rozmówców zapytałem o to, co dzieje się ze światem w ich dziedzinie. Przez kilka miesięcy słuchałem o tym, w jakim stanie są polskie rzeki, jeziora i Bałtyk, a także ryby żyjące w tych wodach. Rozmówcy opowiedzieli mi, dlaczego w żywności jest tyle antybiotyków i pestycydów. Wyjaśnili, co zrobiły z rolnictwem nawozy sztuczne. Czego spodziewać się po cieplejszym klimacie. A także co dla Polaków może oznaczać przekroczenie punktów krytycznych planety i to, że na drugim końcu świata stopią się lądolody, spłonie las deszczowy lub oceany uwolnią zmagazynowane gazy cieplarniane. I czy katastroficzne wizje, które znamy z popularnych filmów i seriali, są prawdziwe. Moi rozmówcy mówili, dlaczego produkujemy tak dużo śmieci i czy nasze życie musi polegać na sprzedawaniu czasu, którego mamy zbyt mało, by zarobić na rzeczy, których nie potrzebujemy? Czy potrzebujemy komarów? I czy pszczoła miodna to na pewno ten owad, od którego zależymy najbardziej?

Ale przede wszystkim pokazali, co kryzys, do którego zmierzamy bardzo pewnym krokiem, będzie oznaczać dla nas, Polaków.

I co trzeba z tym zrobić.

Tomasz Borejza. Fot. Michał Lichtański.

Spis Treści

Granica I. Wielkie wymieranie
Owady znikają. Bez nich nie przetrwamy
Rozmowa z prof. Piotrem Skubałą

Granica II. Żywność
Jeżeli całkowicie uprzemysłowimy wytwarzanie żywności,
to w końcu zaczniemy umierać z głodu

Rozmowa z prof. Pauliną Kramarz

Granica III. Woda
Zniszczyliśmy mokradła
Rozmowa z prof. Wiktorem Kotowskim

Granica IV. Zmiana klimatu
Nie lubię czynić zła, kiedy nie jest to konieczne
Rozmowa z Marcinem Popkiewiczem

Granica V. Punkty krytyczne
To się nie ma prawa zdarzyć – myślimy – bo jeszcze nigdy się nie zdarzyło
Rozmowa z prof. Szymonem Malinowskim

Granica VI. Morza i oceany
Za trzydzieści lat w Bałtyku może nie być śledzi
Rozmowa z prof. Jackiem Piskozubem

Granica VII. Powietrze
To jak w piosence Metalliki. Coś, czego nie powinno być
Rozmowa z Jakubem Jędrakiem

Granica VIII. Śmieci
Ekonomia ma alternatywę dla tego, co jest teraz
Rozmowa z dr. Maciejem Grodzickim

Granica IX. Ozon
My teraz wymyślamy przyszłość. Stać nas na bycie ambitnymi
Rozmowa z prof. Ewą Bińczyk

***

Książkę „Odwołać katastrofę” można zamówić m. in. na Allegro oraz w Bonito, Empiku i sklepie Wydawnictwa Znak. E-book znajdziecie na przykład na Woblinku.

Podziel się: