Pakistan mierzy się z “drugą falą” katastrofy. Kryzys na dużą skalę

117
0
Podziel się:
Powódź w Pakistanie

Rekordowe powodzie w Pakistanie przyniosły ogromne zniszczenia, całe rzesze ludzi zostały pozbawione dachu nad głową. Wielu straciło dorobek całego życia. W Pakistanie pojawił się teraz nowy problem w postaci chorób zakaźnych.

Ogromna powódź

Tegoroczna powódź w Pakistanie, którą wzmocniło globalne ocieplenie, przyniosła ogromne straty. Około 33 mln osób zostało dotkniętych przez żywioł, który objął jedną trzecią kraju. Co najmniej 7,9 mln osób musiało zostać przesiedlonych, z tego blisko 600 tys. mieszka w tymczasowych obozach dla uchodźców. To ludzie, który śmiało można określić mianem uchodźców klimatycznych.

Dramat milionów ludzi przekłada się także na gospodarkę. Szacuje się, że w wyniku powodzi zginęło ponad 1,1 mln zwierząt gospodarskich, a 3,76 mln hektarów upraw i łąk zostało zatopionych na wiele dni. Powódź odebrała ludziom możliwość zarabiania pieniędzy, bo wiele milionów Pakistańczyków żyje tylko i wyłącznie z rolnictwa. Rolnictwo w Pakistanie ma prawie dwudziestoprocentowy udział w PKB, zupełnie inaczej niż w Europie. U nas rolnictwo stanowi jedynie ułamek PKB. Rolnictwo w Pakistanie jest słabo rozwiniętym sektorem gospodarki, gdzie przeciętna rodzina dysponuje raptem kilkoma hektarami powierzchni ziemi.

Kryzys humanitarny na dużą skalę

Choć minęło już wiele tygodni od wystąpienia powodzi, kraj nadal mierzy się z kryzysem humanitarnym. Problemem jest nie tylko utrata dachu nad głową, ale też brak jedzenia i dostępu do opieki zdrowotnej. „Nie mamy wystarczającej ilości żywności, nie mamy schronienia i koniecznej opieki medycznej”, powiedziała Gerida Birukila, z pakistańskiego oddziału UNICEF w Beludżystanie. Na drodze do udzielania jakiejkolwiek pomocy utrudnia zniszczona przez nagłe powodzie infrastruktura. „Drogi i mosty zostały zmyte”, dodała Birukila.

W Pakistanie teraz brakuje niemal wszystkiego. „Nie ma schronienia… ludzie nie mają nawet ubrań”, kontynuowała Birukila. „Jedna pani poprosiła mnie: ‘Proszę, daj mi jakieś ubranie, uciekłam dwa tygodnie temu’. Ona wciąż nosi tę samą suknię, którą miała na sobie dwa tygodnie temu, bo nie może się przebrać. Po prostu chodzisz z tym, co masz na plecach”.

Potrzeba ogromnej, wielowymiarowej pomocy. ONZ niedawno wystosowała apel o pomoc dla ofiar powodzi. Potrzebne jest ponad 800 mln dolarów pomocy, a do tej pory udało się uzyskać ledwie część tej sumy. Jak podaje ONZ, w ciągu ostatnich dni, tempo udzielania wsparcia wyhamowało.

Druga fala – epidemia

A pomoc ta jest absolutnie niezbędna. Cztery miesiące po tym, jak rozpoczął się sezon monsunowych deszczy w Pakistanie, woda, zamieniła się w szkodliwą dla zdrowia zupę, w której rozwijają się takie choroby jak malaria, cholera i denga. ONZ ostrzegła przed “drugą falą” katastrofy, z ryzykiem, że zgony z powodu chorób przenoszonych przez wodę i niedożywienie przewyższą 1717 ofiar utonięć i porażenia prądem w pierwszej fali katastrofy. Wały przeciwpowodziowe są w stanie powstrzymać wodę, ale nie choroby takie jak malaria.

W wielu miejscach woda nie opadła jeszcze. Aamir Hussain stoi na dachu swojego domu w południowym Pakistanie, obserwując otaczające go wody powodziowe. Woda wydziela nieprzyjemny zapach. Gdy nadchodzi zmierzch w zatopionej wiosce Hussaina w dystrykcie Dadu w prowincji Sindh, pojawia się robactwo. Wraz z nim ryzyko, że robactwo w postaci komarów zarazi jego żonę i dwójkę dzieci. „Komary bardzo gryzą i chorujemy od tego”, mówił 25-latek, stojąc na dachu swojego ceglanego domu, z którego obramowuje podwórko zalane wstrętnym, uderzającym w nozdrza błotem.

Jego brat, z którym dzieli domostwo, zszedł z dachu wcześnie, by za pożyczoną gotówkę leczyć swoje chore dzieci w szpitalu. Dom, w którym mieszkają, jest słabo chroniony przed insektami. Bracia nie mają pieniędzy, by dobrze zabezpieczyć pokoje przed komarami „Niektóre z naszych siatek są teraz podarte, więc jesteśmy zaniepokojeni”, powiedział Hussain, którego będący jeszcze w wieku niemowlęcym syn zachorował. Kilka dni temu pakistańskie ministerstwo zdrowia zatwierdziło zakup 6 mln moskitier.

Dramat rodzin

Minister ds. zmian klimatycznych Sherry Rehman powiedziała niedawno, że ponad 20 mln ludzi jest nadal w potrzebie “z przyszłością, która jest całkowicie niepewna”. Osiem milionów z nich wymaga “pilnych usług medycznych”, powiedziała.

W Pakistanie jest wiele kobiet, które straciły swoje dzieci z powodu chorób. Wśród nich jest 35-letnia Zahida Mallah, która jest w rozpaczy. W ponurym obozie na południe od Dadu, poza miastem Hyderabad, wyjaśniła, że jest w żałobie po swoich dwóch dwumiesięcznych synach. Jeden zmarł w dniu wizyty dziennikarzy AFP, drugi około dwóch tygodni wcześniej w osobnym obozie. Jak powiedziała, zabiło ich “przeziębienie”, po tym, jak spali pod gołym niebem. Dopiero gdy było już za późno na pomoc, zaoferowano jej namiot. „Po prostu ciągle błądzimy”, ubolewała.

Większość pacjentów to dzieci

W zaniedbanej klinice pogotowia ratunkowego lekarz leczy niereagującą na zewnętrzne bodźce siedmioletnią Kashaf, pacjentkę z podejrzeniem malarii. Dziecko leży na brudnych prześcieradłach, z naręczem leków u stóp. „Może to klęska żywiołowa, a może jesteśmy poddawanie próbie przez Boga, ale cokolwiek to jest, to my jesteśmy ofiarami”, powiedział jej ojciec, 20-letni Dildar Mastoi. W pół zamkniętych oczach jego córki źrenice cofnęły się. Nie rozpoznaje już swoich rodziców – lekarze twierdzą, że gorączka wpłynęła na jej mózg.

Młodzi rodziece Kashaf już dwukrotnie uciekali przed wzbierającą wodą, nim osiedlili się w obozie. W obozie pobierają wodę do picia ze studni, która jak podejrzewają, jest skażona przez wody powodziowe. „Od wczesnego wieczoru do świtu, przez całą noc, komary przytłaczają “, powiedziała matka Kashaf, 19-letnia Bashiran Mastoi. „Kiedy zbliża się noc, zaczynamy się martwić” Życie w obozie jest niezmiernie żałosne”, powiedziała czuwając na łóżku chorego dziecka. Lekarz Manzoor Shahani powiedział, że nastąpił “wzrost” zachorowań na malarię, choroby gastryczne i dengę. Jak dodał, “większość pacjentów to dzieci i kobiety w ciąży”.

“Ukryta gorączka”

Pakistan od wielu lat zmaga się z biedą, słabo rozwiniętą infrastrukturą i brakiem zaawansowanych systemów ostrzegania przed klęskami żywiołowymi. W obliczu takiej sytuacji pomoc sporadycznie dociera na te zdewastowane tereny, a prawdziwa liczba potrzebujących nie została jeszcze poznana. Lekarze i urzędnicy podają sprzeczne dane, starając się zrozumieć skalę tego zjawiska. Na przykład w Dadu oficjalna liczba ofiar śmiertelnych malarii wynosi zaledwie 23, ale wszyscy zgadzają się, że prawdziwa liczba z pewnością jest znacznie wyższa. Jak przekazuje WHO, do końca sierpnia zgłoszono 3,4 mln przypadków malarii. W całym 2021 roku było to 2,6 mln. Ta liczba będzie jeszcze większa, bo większość przypadków, to efekt powodzi. Tylko 16 października, i tylko w samym Beludżystanie potwierdzono 1527 przypadków malarii, a w ciągu ostatnich 15 dni prawie 64 tys.

„To jest zniszczenie, którego rząd nie jest w stanie ogarnąć”, powiedział Faheem Soomro, lokalny inspektor sanitarny, który przy stole w sali konferencyjnej podlicza nowych pacjentów. Połowa testów na malarię wychodzi pozytywnie, a w większości domów są podejrzane przypadki. Nieleczona malaria może szybko stać się śmiertelna, a taka sytuacja ma miejsce w odciętych obszarach Sindh. Soomro opisuje ją jako “ukrytą gorączkę”. Ma ona niejasne objawy grypopodobne – pasożyt przenoszony przez komary dostaje się do wątroby i krwiobiegu. W ciężkich przypadkach powoduje obrzęk mózgu. Do tego dochodzą takie choroby jak denga, na którą od początku roku zachorowało już ponad 25 tys. osób. 74 proc przypadków miało miejsce we wrześniu.

Ofiary z nieswojej winy

Pakistan to piąty najludniejszy kraj na świecie. Państwo to jest odpowiedzialne za zaledwie 0,8 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych. Przeciętny Pakistańczyk emituje ośmiokrotnie mniej CO2 niż Europejczyk. Jak na ironię, jest jednym z najbardziej poszkodowanych przez ocieplający się klimat. W Johi, działacz społeczny Ali Pervez ubolewa nad tym, jak najbardziej poszkodowani Pakistańczycy nie są w stanie opowiedzieć się za sprawiedliwością klimatyczną. „Są całkowicie nieświadomi”, powiedział Pervez. Działacz zwrócił także uwagę, że w jego kraju nie ma wysokiej jakości edukacji. Nie ma możliwości, by ludzie mogli być świadomi zagrożeń.

Podziel się: