“Gdy człowiek z zamkniętego pudełka wyjdzie na zieleń, to już tak łatwo nie odpuści”

Podziel się:

Kiedy myślę o artystach polskiej sceny muzycznej, którzy od lat niezłomnie opowiadają w swojej twórczości o przyrodzie, na pierwszy plan wysuwa się m.in. Włodek Dembowski. Wskazuje na to już sam pseudonim – Paprodziad oraz nazwa jego zespołu – Łąki Łan, którego członkowie występują przebrani w kostiumy adekwatne do ich ról: motyla, czy zająca. Choć nie są w czołówce radiowych hitów, na ich koncerty przychodzą tłumy, a ich lider szczerze opowiada w mediach o tym, jak chodzi boso, zabiera ludzi na dzikie spacery i oddala się od krzywdzącego dla planety systemu.

“Jak miałem sześć lat krzyczałem i wzywałem milicję, gdy ktoś deptał mrówki. Kiedyś na Woodstocku w czasie koncertu zniszczyłem kosiarkę do trawy, jako symbol technologii, która niszczy przyrodę. Teraz nie niszczę niczego na koncertach tylko mówię o tym, co można budować. Niszczy się łatwo, a trudniej buduje” – mówi Dembowski w naszej rozmowie.

Karolina Gawlik: Od początku mieliście taki plan, by Łąki Łan mówił o przyrodzie?

Włodek Dembowski (Paprodziad): To wynikało ze źródeł inspiracji, które zawsze we mnie kiełkowały. W jednym z pierwszych tekstów znajdziesz wers: “wyjścia plan z między ścian na zielony łąki łan” i stąd też nazwa zespołu – pragnienia ucieczki z betonowej dżungli do natury. Nawet jeśli jest to tylko wyjście z blokowiska do parku, czy najbliższego lasu. Później wszystko zaczęło się wokół tego kręcić, a z czasem ewoluowało, przyciągając coraz nowsze inspiracje i wiedzę. Był taki etap, że chłopaki z zespołu sugerowali żebym może pisał o czymś innym niż wskazuje nasza nazwa, bo gdyby Budka Suflera pisała tylko o budce suflera to byłoby dziwne. A u nas ciągle tylko o listkach, robakach, drzewach…. Uparcie jednak twierdziłem, że to tak naprawdę metafora na podstawie której można o wszystkim mówić, a ten język łąkowy jest nam potrzebny, żeby budować tożsamość i nasz specyficzny charakter.

Każdy w nas nosi je w sobie

Coś się zmieniło od tego czasu?

Zmieniło się to, że występująca w naszej twórczości trawa nawiązywała również do tej trawy, którą się pali, bo byłem jej dużym fanem, ale z czasem zdobywania nowej wiedzy zacząłem się tak zmieniać, że postawiłem na czystą filozofię przyrody, czystą formą poszukiwania tego, co ona do nas mówi, jak możemy przez nią wpływać na siebie, swoje zdrowie i środowisko, w którym żyjemy.

Jak zmienia się świat jednostki, gdy zaczyna go odbierać metaforą przyrody?

Pobudza ona w nas zapomniane, uśpione ciałka zieleni – komórki, które pamiętają, że jesteśmy częścią przyrody, a nie oderwanymi, osobnymi bytami, mogącymi sobie robić, co im się podoba. Każdy z nas nosi je w sobie na dnie i przez takie delikatne, bajkowe metafory może bezurazowo dotykać tych miejsc, gdzie w nas drzemią. Czasami powrót do tych zakamarków może wywoływać dyskomfort, ale dzięki baśniowości proces staje się delikatniejszy.

Dlaczego dyskomfort?

Bo tak naprawdę chodzi o to, że nasza cywilizacja bardzo oddaliła się od przyrody. Co prawda są przesłanki, że próbuje do niej wracać, ale często w sposób nieudolny i pod publiczkę.

Coraz więcej tematów ekologicznych pojawia się w twórczości znanych artystów. Pod publiczkę?

Staram się unikać jakichkolwiek ocen i osądów. Powiem tyle, że moda, która zwraca uwagę na przyrodę, jest fajna, bo to ważny temat, a można szerzej trafiać do ludzi i zarażać swoim patrzeniem na rzeczywistość. Oczywiście dużo większy wydźwięk ma to wtedy, gdy jest spójne z osobą, która do tego namawia, stoi w zgodzie z jej działalnością i wprowadzanymi przez nią zmianami, a nie stanowi reklamy wywołanej chęcią ocieplenia-ozieleniania sobie wizerunku. Ale to już każdy wewnątrz siebie obserwuje i rozważa te owoce. Ja się staram żyć jak najbardziej zgodnie z tym, o czym mówię.

Kluczowe hasło dla ekologii – niezależność

Tematy dotyczące Ziemi pojawiają się w wystarczającym wymiarze w sztuce rozrywkowej?

Nie odpowiem ci na to pytanie, bo ja raczej żyję w równoległej rzeczywistości i ta, o której mówisz, nie za bardzo mnie interesuje; nie tracę swojej energii i uwagi, potrzebnych do tego, by robić swoje. Natomiast wierzę, że liczy się nie ilość, lecz jakość.

Życie w zgodzie z tym, o czym śpiewasz, przychodzi ci z łatwością?

Z wyzwaniami też, bo bardzo mocno wdepnęliśmy w ten system i ja także w nim jestem. Widzę jednak, że jedyną drogą jest się od niego uniezależnić. Moim zdaniem to kluczowe hasło dla ekologii w tych czasach – niezależność.

O jakiej niezależności mówisz?

Zacznę od tego, że dojście do tej niezależności umożliwia wzrost świadomości. Za wzrostem świadomości idzie wzrost odpowiedzialności – jesteśmy w stanie brać odpowiedzialność za to, co robimy, czym dzielimy się z ludźmi, jaki ślad węglowy, ale i energetyczny zostawiamy. Chodzi mi nie tylko o ekologię stricte przyrodniczą, ale również ekologię myśli i ducha. To bardzo istotne kwestie, bo jeśli nie zaczniemy naprawiać siebie od środka, to zawsze będziemy mieli na zewnątrz to samo. Jakie człowiek ma wnętrze, takie widzi zewnętrze. A skoro wszystko jest fraktalem, tak samo można spojrzeć na naszą cywilizację. A więc warto byłoby zacząć naprawiać przyrodę od naprawiania siebie.

Niestety, mam wrażenie, że władcy światowi czy wpływowe grupy, którzy dbają o nasze bezpieczeństwo, dobrobyt i rzekomo planetę robią wszystko, żeby ten wzrost świadomości odbywał się tylko na komfortowych dla nich polach. Boją się, że cywilizacja podatkowo-niewolniczo-korporacyjna, która rozrosła się tak mocno na Ziemi, upadnie. Wzrost świadomości pasuje im zatem jedynie w wymiarze symbolicznym i kontrolowanym, bo inaczej zagrażałby systemowi.

Sączy się agresja i strach

Przykład?

Jedna z najbardziej ekologicznych książek, jakie czytałem – “Anastazja” – w piękny sposób inspiruje ludzi do tego, by wracali do natury, nawiązywali relacje z Bogiem, który przez nią mówi, zwiększali szacunek do jej najdrobniejszych plonów i szacunek do siebie nawzajem. Jednak z jakiegoś powodu to wiedza bardzo niepopularna w głównym nurcie, wręcz coraz bardziej schowana – w Rosji, skąd się wywodzi, czy w Niemczech, które przecież starają się o wizerunek bardzo ekologicznego kraju, przodującego w tym temacie. Zastanawiam się, dlaczego rządom czy kościołowi tak bardzo na tym zależy. I przypominam sobie, jak w starożytnym Egipcie kapłani manipulowali wiedzą, np. o zaćmieniach słońca, żeby sterować społeczeństwem. Może współcześni kapłani też manipulują wiedzą w temacie ekologii czy zdrowia.

Skąd te obawy?

Przyjrzyjmy się chociaż tematowi zatrucia jedzenia. Badania kaszy w marketach wykazują znaczące stężenia glifosatu i innych herbicydów, czyli jesteśmy na każdym kroku podtruwani. Z mediów głównego nurtu sączy się trochę treści ekologicznych, ale pozostała większość to jednak padlina dla duszy. Agresja, strach, patologie… bardzo nieekologiczne myśli. Pytanie, co tak naprawdę dla naszego bezpieczeństwa i zdrowia dzieje się słusznego, a co jest tylko złudzeniem.

Czemu twoim zdaniem ten system nie służy człowiekowi? 

Czemu? Bo rozwija się na “jedną nóżkę”. Stawia na technologię i naukę, a duchowość jest tylko pozorną, plastikową, telewizyjno-śniadaniową wydmuszką. Mam wrażenie że “system”, gdyby mógł, znów chętnie spaliłby wiedźmy i szamanów na stosach. Choć w tych czasach robi się to poprzez przylepianie takim jednostkom łatki szarlatana albo płaskoziemcy tudzież blokuje kanał w social mediach.

Brać odpowiedzialność za siebie

Na szczęście, każdy może pracować sam nad sobą, uzdrawiać swoje wnętrze, by stawać się lepszymi komórkami w tym wielkim organizmie.

Konsument buduje popyt, więc im bardziej wzrośnie świadomość ludzka, tym bardziej może wymusić zmiany na tych, którzy znajdują się na samym szczycie piramidy. Obawiam się jednak, że ten trend jest podlewany tam, gdzie ten szczyt tego potrzebuje. Farmacja rozwija się jak szalona, a zielarze nie mogą mówić o tym, co leczą zioła. Takich kruczków prawnych, odpychających nas od prawdy, jest więcej. Poczułem to kiedyś bardzo mocno kiedy po raz pierwszy zobaczyłem billboard banku o ekopożyczce.

Zobaczenie tego wszystkiego jest bardzo ważnym procesem, w którym możemy się odbić i złapać jeszcze większą motywację, by wziąć się do roboty nad sobą, brać odpowiedzialność za siebie, wychodzić ze strefy komfortu i nie liczyć, że pomoże nam rząd, czy firma. Będziemy żyć ekologicznie kiedy wszyscy z osobna zaczniemy mądrze zarządzać swoim mikro środowiskiem.

Jak ty sam nim zarządzasz?

Właśnie dlatego interesuję się permakulturą, o której także nie mówi się wiele w mainstreamie i to w czasach, w których prawie cała żywność jest w rękach korporacji. Mówienie głośno o permakulturze, w moim odczuciu, jest jedną z najważniejszych, najbardziej potrzebnych kwestii w temacie współczesnej ekologii. Na razie jest bardzo niszowa, wręcz niepożądana. A przecież żyjemy w takim okresie rozwoju cywilizacji, że naprawdę w łatwy sposób moglibyśmy zadbać o dobre jedzenie i wodę dla każdego, gdyby ogromne fundusze nie były kierowane w inne dziedziny, chociażby kolonizowanie kosmosu.

Czy ludzie na szczytach chodzą do lasu?

Jak wziąć sprawy w swoje ręce?

Każdy ma swój sposób i etap życia, w którym dochodzi do takiego momentu dojrzewania lub jest zmuszony przez życie, by coś dojrzał. Choroby, problemy w związkach, długotrwała depresja… to są nasi najlepsi nauczyciele i motywatorzy do tego, by się zmieniać. W środowisku, które nas zatruwa, nawet w sposób niewidoczny, pozornie bezpieczny, nie da się długo wytrzymać. Może to kwestia dwóch pokoleń, ale w pewnym momencie musi odbić się czkawką. Trzeba więc czekać na odpowiedni moment, kiedy jakiś człowiek obok poczuje gotowość do zmiany i będzie szukał do niej narzędzi.

Czy takim najprostszym narzędziem jest… spacer? Pytam, bo na festiwalach zabierasz ludzi na spacery. Na dodatek bose i dzikie.

Staram się dywersyfikować sposoby docierania do ludzi. Spacery to jeden z moich ulubionych sposobów spędzania czasu, szukania inspiracji, uziemiania się, wyrzucania z siebie wszystkich zanieczyszczeń. Widzę, że to też działa na innych, kiedy nagle wychodzą ze swoich zamkniętych pudełek, biurowych, mieszkaniowych, czy szkolnych i sobie przypominają, że istnieje przyroda, z którą można obcować na dziko i wesoło. Coś się wówczas zaczyna. Ciałko zieleni, zakurzone i odłożone na najdalszą półeczkę w naszej duchowej piwnicy, widzi światełko w tunelu. A jak człowiek poczuje krew, to już tak łatwo nie odpuści! Do tego dostanie od nas fajną zabawę z przesłaniem na koncercie albo z bajki, którą ostatnio napisałem (“Nowe przygody krasnoludków” – red.). Wszystkimi armatami i działami, jakie jestem w stanie wytworzyć, bombarduję ludzi pozytywnymi “myślokształtami”.

Krzyczałem, gdy ktoś deptał mrówki

Czyli wolisz pozytywne myślokształty niż mówienie o kryzysie klimatycznym?

Straszenie i zmuszanie do czegokolwiek zawsze ma efekt odwrotny, a biorąc pod uwagę historię ludzkości, która pokazuje, że władcy zawsze oszukują i manipulują, nie jest to moja ścieżka. Ciekawy jestem, czy ludzie na szczytach chodzą do lasu, przytulają się z ludźmi, czy są otwarci. Jeżeli tak, mógłbym uwierzyć w ich czyste intencje, ale na razie czuję ciemną stronę mocy.

Nie zawsze byłeś taki pokojowy, bo za młodu na osiedlu dorobiłeś się miana Ligii Ochrony Przyrody i nie było wcale z tobą łatwo.

Krzyczałem na całą mordę i wzywałem milicję, jak miałem sześć lat, gdy ktoś deptał mrówki. Było tak, przyznaję… Kiedyś na Woodstocku w czasie koncertu zniszczyłem kosiarkę do trawy, jako symbol technologii, która niszczy przyrodę. Teraz nie niszczę niczego na koncertach tylko mówię o tym, co można budować. Fakt, że muszę w sobie uspokajać tego wilka, który czasem się odzywa. Bo nawet, jeśli w moim odczuciu wilk atakuje w dobrej sprawie, wciąż karmi negatywną wibrację. Niszczy się łatwo, a trudniej buduje.

Nie marnować energii na konflikt

To już teraz nie grozi ci łatka ekoterrorysty.

No nie wiem, bo wiedza, o której mówię głośno, na przykład totalna biologia, zakrawa dla wielu o terroryzm. Spotkałem się z komentarzami na moich social mediach, że takie osoby jak ja, powinny trafiać do więzienia albo nawet gorzej. Dlatego myślę, że dla niektórych mogę być ekoterroystą albo po prostu, psychopatą. Ale jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził.

Występujecie w strojach owadów, łazisz boso, przytulasz się do drzew… nie obawiasz się,  że ludzie traktują to wszystko jako kabaret, a nie realny przekaz?

Nie da się robić na poważnie albo na smutno tak ważnych rzeczy! Poczucie humoru i dystans do rzeczywistości to podstawa egzystencji. Nie wyobrażam sobie, żeby poruszać się w tym natłoku spraw bez poczucia humoru. Dlatego często pozwalam sobie na przerywanie swoich wywodów sucharami. Ta pozytywna interferencja ze sobą, drugą osobą, drzewem jest dla mnie najważniejsza. Nawet jeśli ta druga osoba się ze mną nie zgadza, zależy mi na tym, żeby takie spotkanie dla obu stron skończyło się bez marnotrawienia energii na nieprzyjemny konflikt, Nie stawiam sobie za zadanie przekonywanie na siłę do mojego poglądu. Moją misją jest jedynie dzielenie się wiedzą, która zmieniła życie moje i innych ludzi wokół na lepsze. Widzę, jak wychodzą z najgłębszych życiowych czeluści i dokonują coraz wspanialszych rzeczy – i dla siebie, i dla świata.

Wystarczą trzy, cztery pokolenia

Zbliżamy się do końca, a ja nie jestem pewna, czy mi wystarczy odpowiedzi na to, jak się zabrać do roboty.

Myślę, że powinny być organizowane panele, szkolenia czy webinary z osobami, którym udało się odejść od systemu. Takich osób jest coraz więcej, o różnych motywacjach i z różnych środowisk, przy czym nie zawsze są to osoby uważane za normalne. Możemy się wzajemnie zarażać tą siłą. Wiadomo, że nie da się całkowicie wyjść z systemu, bo to za daleko zaszło, ale proces odwracania może potrwać krócej niż nam się wydaje – może wystarczą trzy, cztery pokolenia, żeby naprawić tę sytuację? Wystarczy spojrzeć, jak przyroda przejmuje miasto w strefach, gdzie człowiek przestał się pokazywać. Wcale niewiele trzeba, tylko że jako ludzie jesteśmy leniwi, uparci, a do tego brakuje dostępu do odpowiedniej wiedzy.

Puenta tej rozmowy to?

Wiedza wyzwala, a miłość leczy. Odwieczna tajemnica wszechrzeczy. Po wiedzę zapraszam do takich pozycji jak właśnie “Anastazja”, “Radykalne wybaczanie”, “Siła czy moc”, “Przeskok ewolucyjny” „Człowiek przyszłości”. Tam znajdziemy też narzędzia do tego, jak pracować z tą drugą częścią – miłością, akceptacją, wdzięcznością. Tę drogę zawsze można zacząć. Nie pękać na robocie i otwierać się na to, że wszystko jest możliwe.

Podziel się: