Pokonuje 700 kilometrów na rowerze, odwiedzając 14 miast i siedem parków narodowych, żeby uświadamiać ludzi, że elektroodpady nie powinny trafiać do “zwykłego” kosza na śmieci. Choć to smutne zjawisko, Dominik Dobrowolski trafia do ludzi po swojemu: przebierając się za lodówkę i rozdając prezenty. – Skoro nie będąc profesjonalnym rowerzystą, mogę przejechać Polskę, to na pewno większość z nas może znaleźć odpowiednie miejsce na pozbycie się swoich urządzeń – mówi inicjator EkoPeletonu.
Cycling Recycling to projekt Dominika Dobrowolskiego, w ramach którego od pięciu lat przesiada się z kajaka na siodełko i w wybranych miejscach Polski zaprasza mieszkańców na ekologiczne spotkania. W ten sposób przejechał już m.in. cały kraj wzdłuż Wisły i Wielką Pętlę Mazurską. Tym razem wybrał wschodnią Polskę i tematykę elektrośmieci. Jak przekonuje nasz rozmówca, mnóstwo elektronicznych urządzeń wciąż trafia do koszy ze zwykłymi odpadami.
Wieloletnie podróże z Lodzią
– Zastanawiałem się, jak w niekonwencjonalny sposób dotrzeć do ludzi, aby im uzmysłowić, czym są elektrośmieci i co należy z nimi zrobić. W swoich działaniach edukacyjnych nie chcę straszyć, karać, ani obrażać, więc stawiam na pozytywne podejście. O ekologii można mówić radośnie, dlatego podczas spotkań towarzyszy mi pluszowa lodówka o imieniu Lodzia – opowiada Dobrowolski.
– Przyznaję, że przez pierwsze lata wsadzałem do Lodzi swoją córkę, która ze mną podróżuje. Później w mediach pojawiały się tytuły: “Ekolog wsadził córkę do lodówki”. Dla niezorientowanych brzmiało to drastycznie, ale na szczęście wystarczyło przeczytać artykuł dalej, żeby zrozumieć, że to animacja, dzięki której córka dociera do ludzi – śmieje się.
Trwająca obecnie wakacyjna kampania Lodzi rozpoczęła się od spotkania z mieszkańcami w Suwałkach, a kończy w sierpniu w Bieszczadach. Dominik wpada na nie na rowerze (tym samym zachęcając też do przyjaznego środowisku podróżowania), edukuje, organizuje zbiórki. Uczestnicy otrzymują w prezencie światełka rowerowe. – Chcę im podziękować czymś, co się kojarzy z tematyką elektroodpadów i rowerami. Mam nadzieję, że dzięki temu zapamiętają nasze spotkanie, a przy okazji sami będą bezpieczniejsi w swoich podróżach – mówi nam ekolog.
Przypomina, czym są PSZOKi
Problem wyrzucania baterii, żarówek i innych elektrośmieci do zwykłych odpadów to nie tylko kwestia marnowania szansy na recykling, ale też potencjalne zagrożenie. Niektóre z nich zawierają bowiem rtęć, która dostaje się do środowiska, w momencie nieodpowiedniego zniszczenia przez użytkownika. Z kolei demontaż lodówki na własną rękę może powodować przedostawanie się freonu do atmosfery. Na terenie polskich gmin działają tak zwane PSZOKi – punkty selektywnego zbierania odpadów komunalnych. To tam powinien trafiać sprzęt elektryczny i elektroniczny, baterie, czy akumulatory.
– Słyszę czasem marudzenie, że przecież i tak wszystko razem trafia do śmieciarki, że sąsiad też nie wyrzuca do PSZOKa, że kosze są daleko od miejsca do zamieszkania. Dlatego też pedałuję przez Polskę, bo skoro ja, nie będąc profesjonalnym rowerzystą, mogę to robić, to na pewno większość z nas może znaleźć odpowiednie miejsce na pozbycie się swoich urządzeń – zaznacza.
Dużo elektrośmieci jest zabieranych przez złomiarzy. W efekcie przewody elektryczne są palone w lasach, czy pod mostami, czyli przy rzekach. Złomiarze w ten sposób pozbywają się tworzywa wokół przewodów, które mogą zanieść do punktu skupu. To się dzieje w całym kraju, dlatego nie wolno nam zostawiać urządzeń przy śmietniku.
Dobrowolski zauważa jednocześnie, że podobnie wygląda sytuacja z odpadami budowlanymi, czy oponami, które są zmorą polskich lasów – właśnie ze względu na nasze lenistwo i brak chęci do znalezienia odpowiedniego kosza. – Trąbię o tym, gdzie tylko możliwe, bo inaczej nigdy nie pozbędziemy się dzikich wysypisk. System jest coraz lepiej przygotowany, ale brakuje motywacji ludziom – żali się.
Ważne są przemyślane zakupy
EkoPeleton jest otwarty, więc na poszczególnych etapach trasy mieszkańcy chętnie dołączają do Dominika na własnych rowerach. Na spotkaniach może nie ma tysięcy ludzi, a raczej dziesiątki, ale ekolog chwali sobie ich otwartość i entuzjazm. Dla niego bardzo ważne jest też nagłaśnianie tematu w lokalnych mediach, co zwykle się udaje, bo projekt jest nieoczywisty i jest realizowany w “sezonie ogórkowym”.
Chociaż misja Dominika nosi nazwę Cycling Recycling, ekolog zaznacza, że recykling to rozwiązanie na ostatnim szczeblu drabiny. Wcześniej możemy pomyśleć o lepszym używaniu naszych urządzeń, ich naprawie, a przede wszystkim zakupie. – Światła LED do mojego domu kupiłem pięć lat temu i dalej świecą. Myślenie o śmieciach zaczyna się już przy zakupie, bo koniec końców ten produkt zamieni się w odpad – podkreśla. – Ale gdy już ten odpad musi powstać, niech będzie łatwy do przetworzenia i trafi tam, gdzie powinien, czyli właśnie do PSZOKa.
__
Zdjęcie: Cycling Recycling