Polak, który mieszka w jaskini. „Bliskość z naturą zmienia wszystko” [NASZ FILM]

514
0
Podziel się:

Codzienne wschody i zachody słońca, prąd z małego panelu słonecznego oraz wnętrze podyktowane przez kształt i kolor skały. Porządny spacer po wodę i do sklepu, zasłona na owady, co funkcjonuje jako kinowy projektor. W nowym odcinku „Można Inaczej” jesteśmy na Teneryfie i sprawdzamy, jak współczesnemu człowiekowi żyje się w jaskini. 

W cyklu MOŻNA INACZEJ pokazujemy ludzi, inicjatywy i projekty, które idą wbrew utartemu myśleniu. Otwieramy oczy na inny sposób podejścia do problemów naszej planety w dobie kryzysu klimatycznego i zanieczyszczenia powietrza. Odwiedzaliśmy już mieszkańców tipi, antysmogowego domu, rajskiego ogrodu, lecz jeszcze nie jaskini…

A jaskinia to dom ekologiczny, jak mało który – masz ciągły kontakt z naturą (bo nie masz drzwi), musisz być bardzo uważny na zasoby (inaczej bierze się prysznic, gdy każdą butelkę wody wnosisz sam na szczyt góry), potrzebujesz dogadać się z okolicznymi zwierzakami, za to nie potrzebujesz wielu przedmiotów. 

Dla jednych życie w jaskini to rezygnacja z wygody i strefy komfortu. Dla innych – jak w przypadku naszego rozmówcy – źródło spokoju, codzienny plac zabaw i lekcja przyjaźni z przyrodą, która wynagradza każdy pozorny trud. 

Z Tychów do jaskini

O Zdzichu Rabendzie, autorze bloga „Takie tam z tripa”, dowiedzieliśmy się w trakcie pobytu na Teneryfie. Dla mnie nasze spotkanie obaliło stereotyp, że mieszkasz w jaskini gdy jesteś w kryzysie materialnym albo chcesz za wszelką cenę odrzucić normalne życie*. Niekonwencjonalny wybór bohatera naszego filmu był świadomy i pozwolił mu jeszcze głębiej zrozumieć swoje miejsce w świecie. 

Pochodzi z Tychów, jest podróżnikiem, storytellerem, organizatorem wydarzeń i wypraw. Ostatnio swoją uwagę poświęca głównie trosce o dom i ogród, choć nie wie, jak długo tu zostanie. Mówiąc o jaskini „dom”, dokładnie to ma na myśli, bo znajduje tu bezpieczeństwo i spełnienie. Wśród sąsiadów wielu Polaków; są zgrani, solidarni, wspólnie celebrują życie w harmonii ze skałami i oceanem.  

Oprócz dyktafonu i notatnika, zawsze w podróży mam ze sobą instrument. Dyktafon rejestruje rozmówcę, a instrument okoliczną przyrodę i zwierzęta. W trakcie spotkania ze Zdzichem Rabendą, samica sokoła karmiąca młode, przyniosła takie słowa: „Mama mówi, popatrz wokół – wieje wiatr, leci sokół. Wszystko tutaj już gotowe, miłujące i spokoje.”

Reszta doświadczeń w filmie na YouTube. Gościnnie za kamerą Timur Taran.

*cokolwiek to znaczy

Podziel się: