Udostępnij

Politolog po referendum w Krakowie: samochód skutecznym narzędziem w rękach populistów

05.06.2026

Prezydent Krakowa został odwołany w referendum, a wokół tej decyzji spotkały się bardzo różne grupy niezadowolonych mieszkańców. Dr Łukasz Drozda w rozmowie ze SmogLabem tłumaczy, dlaczego miejska polityka coraz częściej staje się polem ostrego konfliktu, jak populizm wykorzystuje codzienne lęki i dlaczego skuteczny sprzeciw wobec władz może połączyć kierowców, lokalną opozycję, rozczarowanych wyborców i środowiska podatne na teorie spiskowe.

Maciej Fijak, SmogLab.pl: Prezydent Krakowa stracił stanowisko w referendum, a głównym powodem, który podawali ankietowani, było wprowadzenie strefy czystego transportu, mimo że mieszkańcy są z jej przepisów zwolnieni. Jak to możliwe?

Dr Łukasz Drozda, urbanista, politolog, Wydział Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji UW, autor książki „Miejskie strachy. Miasto 15-minutowe, 5G i inne potwory”: Gdybyśmy mogli rzeczywiście zakładać, że ludzie podejmują decyzje idealnie racjonalnie – tak jak przyjmuje się to w teoretycznym modelu „homo economicus” – i że tak samo postępują na płaszczyźnie wyborczej…

Wiadomo, że to tylko iluzja, która nie znajduje miejsca w rzeczywistości społecznej. Samochód jest bardzo skutecznym narzędziem w rękach populistów i tak też się dzieje w kontekście Krakowa. Współcześnie cała polityka – nie tylko w Polsce – wykonuje zwrot populistyczny. Warto przy tym pamiętać, że populizm to nie tylko puste określenie, którym częstujemy kogoś, kogo nie lubimy. To albo ideologia, albo technika stosowana przez zwolenników różnych ideologii.

Polega na próbie prezentowania się jako obrońca interesu zwykłych, „normalnych” ludzi. W społeczeństwie powszechnie zmotoryzowanym samochód jest traktowany jako coś oczywistego. Dlatego zachęty do ograniczania korzystania z aut przedstawia się cynicznie jako atak elit wymierzony w zwykłych ludzi.

A dlaczego to samo nie działa w przypadku innych grup – innych użytkowników ruchu? Dlaczego np. piesi nie domagają się tego samego, nie podnoszą, że ich swoboda przemieszczania się jest atakowana, choć muszą schodzić do przejść podziemnych albo brakuje przejść dla pieszych? Albo pasażerowie komunikacji miejskiej dlaczego nie próbują kogoś odwołać z powodu tłoku w tramwaju?

Samochód pełni specyficzną funkcję we współczesnym społeczeństwie. Konflikty wokół transportu są jednymi z najbardziej polaryzujących – i to wokół aut te napięcia w przestrzeni są zdecydowanie największe. Motoryzacja indywidualna wiąże się na przykład z nieporównywalnie wyższym poziomem agresji drogowej. Dlatego z samochodami zmagamy się bardziej niż z ruchem tramwajowym czy pieszym. Wyjaśnienie tego na czym polega wyjątkowość auta mogłoby zresztą pochłonąć nawet wiele godzin, na co raczej nie znajdziemy miejsca w krótkiej rozmowie.

„Rządźcie tym miastem, jak chcecie, ale do mojego samochodu nie ruszajcie”

Europejski Kolektyw Analityczny Res Futura w swojej analizie o tym, dlaczego odwołano prezydenta, napisał właśnie o strefie czystego transportu. „Strefę wprowadzono w lipcu 2025 roku, czyli niedługo przed referendum. W warstwie merytorycznej była to typowa europejska regulacja ekologiczna (…) W warstwie politycznej była jednak aktem zerwania pewnej niepisanej umowy między polskim mieszczaninem a władzą lokalną – umowy, która brzmiała mniej więcej tak: »Rządźcie tym miastem, jak chcecie, ale do mojego samochodu nie ruszajcie«”.

Dalej autorzy analizy piszą: Archetypem był mężczyzna w średnim wieku, mieszkaniec krakowskich peryferii, który kilkuletnim autem dojeżdża do pracy, na przykład do Wieliczki. Taki człowiek nie ma w swojej polityce wielu „czerwonych linii”, jest tolerancyjny wobec większości decyzji władz lokalnych, o ile nie dotyczą go bezpośrednio. Strefa przekroczyła tę linię; powiedziała mu, że jego samochód, w który włożył 30 tysięcy oszczędności sześć lat temu, jest legalnie nieużyteczny w centrum miasta – czytamy. (…) Temat aktywizuje mężczyzn znacznie bardziej niż kobiety, proporcje zaangażowania to mniej więcej 78 do 22 procent. Podobnie aktywizuje raczej wyborców starszych niż młodszych.

Czy to oznacza, że każdemu polskiemu politykowi, który „podniesie rękę na samochody”, ta ręka zostanie odrąbana? Oprócz strefy było też wydłużenie godzin płatnego parkowania w Krakowie i zmiana cennika, choć gdy wejdziemy w szczegóły to cena pierwszej godziny dla mieszkańców się nie zmieniła, różnica to jakieś 3 złote na dwóch kolejnych godzinach, a zasady dotyczyły głównie przyjezdnych.

Nie wiem, czy zaryzykowałbym aż tak radykalną tezę, że każdemu polskiemu politykowi ręka zostanie odrąbana, jeżeli podejmie działania z gatunku tych, które opisałeś. Mogą one być szczególnie problematyczne w przypadku dużego ośrodka miejskiego, którego skala powoduje, że liczba potencjalnie sprzecznych interesów i związanych z nimi stron staje się bardzo duża. Kraków jest miejscem, gdzie istniało bardzo wiele czynników, które złożyły się na to, że wydarzenia potoczyły się tak, jak się potoczyły. To miasto, gdzie istnieje bardzo silna opozycja. Silniejsza niż w innych polskich miastach, gdzie głównie jest to PiS, za którym ciągnie się szereg tak negatywnych skojarzeń, że nie potrafi przejmować władzy w żadnym mieście wojewódzkim, nawet w stolicach najbardziej prawicowych województw – Rzeszowie, Lublinie czy Białymstoku.

W Krakowie istnieją też silne, lokalne środowiska polityczne. Co najmniej dwa: współpracownicy byłego prezydenta Jacka Majchrowskiego oraz Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały, który ma do dyspozycji bogate środki finansowe. Do tego dochodzi PiS, jeszcze bardziej skrajne odłamy prawicy, a także Partia Razem. Jedynie Nowa Lewica jest koalicjantem rządzącej Koalicji Obywatelskiej. Wreszcie: Kraków to też miejsce, gdzie istnieją niezależne media lokalne, których nie jest w stanie kontrolować administracja lokalna.

Jest zatem sporo elementów, które złożyły się na to, że referendum mogło się udać akurat w tym mieście. To również miasto na tyle duże, że ma wpływ na politykę ogólnopolską. Czasem spotykam się z opinią, że media ogólnopolskie nie były tym tematem zainteresowane. Nie zgadzam się z nią, bo sam wielokrotnie dostawałem zaproszenia do rozmów o tej materii.

To jednocześnie temat dość problematyczny, nawet jeśli SCT nie jest związane z politykami klimatycznymi, a próbą ograniczenia emisji tlenku azotu, to i tak sprzeciw wobec zielonej polityki odgrywa tu rolę mobilizującą elektorat. To także miało odzwierciedlenie za granicą, gdzie z podobnych przyczyn protestowano przeciwko wizjom miast piętnastominutowych czy LEZ, odpowiedników polskiego SCT.

Dr Łukasz Drozda: Kraków ma silne tradycje w ruchach popierających teorie spiskowe

Zresztą sprawa krakowskiego referendum także poza granice Polski. Politico przypomina sondaż, o którym mówiłem – wskazujący jako powód strefę czystego transportu – i pisze, że choć mieszkańcy są zwolnieni z zasad, strefę udaje się przedstawić jako nadmierne obciążenie dla tak zwanych zwykłych obywateli. I że to nic nowego – odzwierciedla szerszy trend europejski. Podawany jest przykład Madrytu, gdzie na tej fali centrolewicowa poprzedniczka przegrała z centroprawicowym następcą, obiecującym likwidację takiej strefy, choć ostatecznie ją utrzymał. Jest też mowa o tym, że pakiet działań ograniczających ruch samochodowy i budowa nowych ścieżek rowerowych przyczyniły się do ogromnych strat Zielonych i partii centrolewicowych w wyborach europejskich w 2024 roku. Więc może po prostu trzeba porzucić tę ideę i zacząć projektować miasta pod samochody?

Kraków pod pewnymi względami był „pierwszym” miastem, które na serio wprowadziło SCT. Sam słyszałem wypowiedź wiceprezydenta Katowic Bogumiła Sobuli, który tłumaczył, że w jego mieście wybrano wariant warszawski. Inne samorządy widzą, to co stało się w Krakowie i boją się powtórki protestów u siebie.

Poza tym, w Krakowie, oprócz silnej opozycji, środowisk powiązanych z dwoma głównymi ugrupowaniami – skrajnie prawicowym PiS i centroprawicową KO –  działał też np. ruch przeciwników sieci 5G.

Ta koalicja mogła zawrzeć wszystkie osoby – od zwolenników progresywnej polityki miejskiej, ale niezwiązanych z urzędem miasta, mniej i bardziej umiarkowanych, ale wkurzonych na ograniczenia wjazdu samochodem, po ekstremistów głoszących zaawansowane teorie spiskowe. Uważam, że to pozwoliło przekroczyć próg frekwencyjny.

To było 170 tys. osób?

Nie chce powiedzieć, że w Krakowie jest 170 tys. zwolenników teorii spiskowych, bo to właśnie tak szeroki front. Chociaż, o czym mało się poza tym miastem słyszało, nawet lokalna KO wystawiła kiedyś jako konkurentkę dla Majchrowskiego niejaką Martę Patenę, która skończyła potem w ruchu sprzeciwu wobec 5G.

Res Futura pisze też, że „wnioski z tej sytuacji są jednoznacznie negatywne dla każdej ze stron. Strona opowiadająca się za odwołaniem miała lepiej „zaprogramowaną” kampanię niż strona broniąca prezydenta w momencie eskalacji, nie dlatego, że była lepiej finansowana, i nie dlatego, że miała charyzmatycznego lidera, ale dlatego, że mówiła społeczeństwu i politykom językiem, który do nich trafiał. Wszystkie tematy, które generowały zainteresowanie: strefa czystego transportu, zadłużenie miasta, kolesiostwo, opóźnione inwestycje, problemy z planem ogólnym były tematami ekonomicznymi i administracyjnymi, a nie tożsamościowymi. To była rozmowa, w której wyborca dowolnego segmentu mógł znaleźć coś dla siebie: konserwatysta widział kolesiostwo, liberał – nieskuteczność, lewica – wykluczenie, centrysta – marnotrawstwo. Każdy widział swoje”. Czy się z tym zgadzasz? I czy to recepta dla innych miast, które myślą o podobnym kroku?

Z politologicznego punktu widzenia jest to pewne odwrócenie znanej teorii o partiach typu „catch all”. Tak określano na przełomie wieków ugrupowania polityczne formułujące przekaz, który ma zniechęcać jak najmniej ludzi, a możliwie szeroko „łapać” wyborców.

Dzisiaj istnieje wiele równoległych kanałów, przede wszystkim internet, liczne profile w mediach społecznościowych, a nie pojedyncze programy telewizyjne czy wielkie gazety, których redaktorzy mogli tonować niektóre głosy. Można zatem z sukcesem poprowadzić kampanię sprzeciwu, która obejmuje zarówno delikatny, jak i całkiem ekstremalny sprzeciw wobec władzy.

To sprowadza nas do tego, że władze miasta nie powinny podejmować żadnych działań, które przełamują status quo.

Być może nie da się tak łatwo prowadzić skutecznej polityki zgodnej z ustaleniami konsensusu naukowego, gdy możemy masowo generować dezinformację przy użyciu tzw. AI. To nie jest jednak argument za tym, żeby przestać dostrzegać realnie istniejące problemy środowiskowe w miastach.

Zmiany w organizacji ruchu, rozwiązania transportowe w innych miastach na całym świecie – czy zawsze kończy się to awanturą, większą lub mniejszą? Mam wrażenie, że w wielu miastach europejskich, a czasem amerykańskich, władze starają się gruntownie uzasadniać taką decyzję. Operują językiem korzyści, a nie tylko językiem zakazów. Moje dwa ulubione przykłady to bramki wjazdowe do Oslo – z opłat po prostu buduje się i remontuje dużą liczbę dróg, inwestuje w transport zbiorowy, wszyscy „karnie” płacą i mają z tego korzyść; to jeden z lepiej rozwiniętych systemów transportowych na świecie. Drugi przykład to strefa zmniejszonego ruchu na Manhattanie w Nowym Jorku, która niedawno miała swoją rocznicę. Czytałem raport – ponad stustronicowy, w którym szczegółowo wyliczono korzyści: od wpływów, dzięki którym remontowane jest metro, przez mniejszy hałas i mniej ofiar śmiertelnych na drogach, po szybsze przemieszczanie się samochodem po tym rejonie. Może w Polsce brakuje właśnie takiej nuty profesjonalizmu w uzasadnianiu tych decyzji, albo robi się to „na oślep”, a mieszkańcy tak naprawdę nie znają uzasadnienia.

Należy zwrócić uwagę na przynajmniej dwie grupy: osoby wybierane w wyborach powszechnych oraz te, które pracują w administracji publicznej na innych stanowiskach. Tym drugim nierzadko nie brakuje kompetencji, tylko politycznej siły przebicia. Nie powiedziałbym, że nie mamy wiedzy eksperckiej, nawet jeśli można lepiej komunikować niektóre rozwiązania.

Nie jesteśmy też, jak wydaje się niektórym, wyspą nieracjonalności pośród lepiej funkcjonujących systemów polityk miejskich. Kraków, gdzie wprowadzenie SCT doprowadziło do fizycznych ataków na infrastrukturę drogową, jedynie powielił to, co wcześniej działo się chociażby w Wielkiej Brytanii, gdzie również demolowano urządzenia związane z systemami LEZ. A spadającej popularności liberalnego prezydenta z centroprawicowej partii trudno nie powiązać z tym, że w niedawnych wyborach samorządowych we Francji, tej samej z której wywodzi się koncepcja miast piętnastominutowych, również kolejny raz wzrosło poparcie dla prawicowych ekstremistów, także w dużych miastach.

Zdjęcie tytułowe: Bogusław Świerzowski / UMK

Autor

Maciej Fijak

Udostępnij

Zobacz także

Wspierają nas

Partnerzy portalu

Partner cyklu "Miasta Przyszłości"

Partner cyklu "Żyj wolniej"

Partner naukowy

Bartosz Kwiatkowski

Dyrektor Frank Bold, absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezes Polskiego Instytutu Praw Człowieka i Biznesu, ekspert prawny polskich i międzynarodowych organizacji pozarządowych.

Patrycja Satora

Menedżerka organizacji pozarządowych z ponad 15 letnim stażem – doświadczona koordynatorka projektów, specjalistka ds. kontaktów z kluczowymi klientami, menadżerka ds. rozwoju oraz PR i Public Affairs.

Joanna Urbaniec

Dziennikarka, fotografik, działaczka społeczna. Od 2010 związana z grupą medialną Polska Press, publikuje m.in. w Gazecie Krakowskiej i Dzienniku Polskim. Absolwentka Krakowskiej Szkoła Filmowej, laureatka nagród filmowych, dwukrotnie wyróżniona nagrodą Dziennikarz Małopolski.

Przemysław Błaszczyk

Dziennikarz i reporter z 15-letnim doświadczeniem. Obecnie reporter radia RMF MAXX specjalizujący się w tematach miejskich i lokalnych. Od kilku lat aktywnie angażujący się także w tematykę ochrony środowiska.

Hubert Bułgajewski

Ekspert ds. zmian klimatu, specjalizujący się dziedzinie problematyki regionu arktycznego. Współpracował z redakcjami „Ziemia na rozdrożu” i „Nauka o klimacie”. Autor wielu tekstów poświęconych problemom środowiskowym na świecie i globalnemu ociepleniu. Od 2013 roku prowadzi bloga pt. ” Arktyczny Lód”, na którym znajdują się raporty poświęcone zmianom zachodzącym w Arktyce.

Jacek Baraniak

Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku Ochrony Środowiska jako specjalista ds. ekologii i ochrony szaty roślinnej. Członek Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i Klubu Przyrodników oraz administrator grupy facebookowej Antropogeniczne zmiany klimatu i środowiska naturalnego i prowadzący blog „Klimat Ziemi”.

Martyna Jabłońska

Koordynatorka projektu, specjalistka Google Ads. Zajmuje się administacyjną stroną organizacji, współpracą pomiędzy organizacjami, grantami, tłumaczeniami, reklamą.

Przemysław Ćwik

Dziennikarz, autor, redaktor. Pisze przede wszystkim o zdrowiu. Publikował m.in. w Onet.pl i Coolturze.

Karolina Gawlik

Dziennikarka i trenerka komunikacji, publikowała m.in. w Onecie i „Gazecie Krakowskiej”. W tekstach i filmach opowiada o Ziemi i jej mieszkańcach. Autorka krótkiego dokumentu „Świat do naprawy”, cyklu na YT „Można Inaczej” i Kręgów Pieśni „Cztery Żywioły”. Łączy naukowe i duchowe podejście do zagadnień kryzysu klimatycznego.

Jakub Jędrak

Członek Polskiego Alarmu Smogowego i Warszawy Bez Smogu. Z wykształcenia fizyk, zajmuje się przede wszystkim popularyzacją wiedzy na temat wpływu zanieczyszczeń powietrza na zdrowie ludzkie.

Klaudia Urban

Zastępczyni redaktora naczelnego SmogLabu. Z wykształcenia mgr ochrony środowiska. Z portalem związana od 2021 roku. Wcześniej redaktorka Odpowiedzialnego Inwestora. Pisze głownie o zdrowiu, żywności, lasach, gospodarce odpadami i zielonych inwestycjach.

Maciej Fijak

Redaktor naczelny SmogLabu. Z portalem związany od 2021 r. Autor kilkuset artykułów, krakus, działacz społeczny. Pisze o zrównoważonych miastach, zaangażowanym społeczeństwie i ekologii.

Sebastian Medoń

Z wykształcenia socjolog. Interesuje się klimatem, powietrzem i energetyką – widzianymi z różnych perspektyw. Dla SmogLabu śledzi bieżące wydarzenia, przede wszystkim ze świata nauki.

Tomasz Borejza

Współzałożyciel SmogLabu. Dziennikarz naukowy. Wcześniej/czasami także m.in. w: Onet.pl, Przekroju, Tygodniku Przegląd, Coolturze, prasie lokalnej oraz branżowej.