Powstał nowy Alarm Smogowy. Będzie walczył o jakość powietrza w śląskim Poraju

Podziel się:

Poraj to niewielka gmina w województwie śląskim. 20 minut samochodem od Częstochowy, nad zalewem na Warcie, wśród lasów. Karina Krupska-Brysiak przeprowadziła się tam kilka lat temu. – Okazało się, że nie jest tak różowo. Kupiłam oczyszczacz powietrza, który zaczął pokazywać takie pomiary smogu, że się złapałam za głowę – mówi w rozmowie ze SmogLabem. W kwietniu oficjalnie założyła Porajski Alarm Smogowy.

Dlaczego chcesz zająć się smogiem w Poraju?

Karina Krupska-Brysiak: Przeprowadziłam się do wsi w gminie Poraj pięć lat temu. Wcześnie mieszkałam w Irlandii, więc  nawet nie wiedziałam o istnieniu smogu! W Polsce wybrałam piękne miejsce – okolice Jury, dookoła zieleń, lasy. Bajka. Później okazało się, że nie jest tak różowo. Kupiłam oczyszczacz powietrza, który zaczął pokazywać takie pomiary smogu, że się złapałam za głowę. Wiedziałam, że jest źle, bo to przecież widać i czuć. Ale nie spodziewałam się, że jest aż tak źle. Kwestia powietrza zaczęła się u mnie przeradzać w obsesję, zgłaszałam do gminy, jak widziałam, że sąsiad kopci, ale nikt nie reagował. Stąd frustracja.

I stąd Porajski Alarm.

Na razie jestem w nim sama, założyłam fanpejdż na Facebooku, ale powoli zbiera polubienia. Jest ciężko, ale jestem zdeterminowana.

Jak poważny jest problem smogu w gminie?

Nie mogę podać liczb, bo nie mamy tutaj żadnych czujników. Jest jeden prywatny czujnik Airly, ale często jest nieaktywny, więc możliwe, że właściciel odłącza go z gniazdka. O takich czujnikach, które rozstawia GIOŚ, możemy pomarzyć – najbliższe są w Złotym Potoku i Częstochowie, kilkadziesiąt kilometrów od nas. Denerwuje mnie, jak widzę w telewizji mapy Polski z informacją, że jest piękna pogoda i czyste powietrza, a u nas taki odór, jakby się wchodziło do koksowni, a nie na podwórko. Gmina na jakiekolwiek zgłoszenia nie reaguje, pani, która ma się zajmować smogiem, każe dzwonić na policję. Rozmawiałam o tym z kilkoma mieszkańcami gminy. Mówili, że zgłaszali kopcenie na policję, ale wszystko trafia w próżnię. Zaczęłam się wczytywać w ustawy, w artykuły na ten temat. Wynika z nich jedno – jeśli nie ma straży gminnej albo wiejskiej, smog nie istnieje. Zaczęłam więc naciskać na gminę, ale jak już przyjechali na kontrolę, to w godzinach pracy, kiedy sąsiadów nie było w domu. Jeszcze urzędniczka zajechała pod moją bramę, żeby mi powiedzieć, że nikogo nie zastała. W końcu uznałam, że muszę poprosić Alarm Smogowy o pomoc, bo sama tutaj nic nie zdziałam.

Ale skoro mieszkańcy zgłaszają, to świadomość problemu jest chyba duża.

Niestety nie, to było tylko kilka osób. Inni, nawet młodzi, z małymi dziećmi, nie zdają sobie sprawy z powagi problemu. Usłyszałam już, że przecież węglem pali się od zawsze i nigdy nie było smogu. Niektórzy wykorzystują podkłady kolejowe. Było nawet zgłoszenie do gminy ze zdjęciem i informacją, że jeden z mieszkańców w ten sposób ogrzewa dom. Pani z gminy powiedziała, że zdjęcie jest zrobione latem, a już jest sezon grzewczy, więc sprawa jest nieaktualna. I że sąsiad sobie pewnie płotek z tego zrobił. A ja nie widzę na jego podwórku płotków, widzę dym z komina. Kolejna sytuacja – poprosiłam w urzędzie gminy, żeby zamieścili na stronie informację o zakazie spalania odpadów zielonych na ogniskach. Jak się kończy u nas sezon grzewczy, zaczyna się sezon na spalanie odpadów zielonych w ogniskach. W efekcie smog mamy od jesieni do lata. Ludzie nie wiedzą, że nie wolno tego robić, na stronie urzędu w zakładce „jakość powietrza” jest tylko definicja smogu. Więc skąd mają wiedzieć? Nawet przygotowałam taki tekst informacyjny, wystarczyłoby go opublikować. Na reakcję urzędu czekam od czterech tygodni.  

Gmina prowadzi jakieś kontrole pieców?

Nie ma żadnej inwentaryzacji kotłów. Nie ma też informacji, z kim rozmawiać o smogu, urząd nie planuje utworzenia straży gminnej. W ubiegłym roku było tylko osiem kontroli pieców pod kątem nieprzestrzegania uchwały antysmogowej i 10 pod kątem spalania odpadów. W związku z nowym Programem Ochrony Powietrza gmina ma wydać 37 milionów na walkę ze smogiem – tyle wyliczył nam urząd marszałkowski. Tylko z czym będziemy walczyć, skoro nikt nie zna skali? Kotły, które mają powyżej 10 lat, mają być zlikwidowane do końca 2021. Ale nikt nie wie, ile pieców jest do wymiany i jaka naprawdę jest jakość powietrza. To mnie przeraża. Ta bierność mnie najbardziej smuci i frustruje.

Jaki masz plan działania?

Na początek rozwieszanie plakatów, rozsyłanie ulotek. Na razie hamuje mnie epidemia, zacznę działać dopiero, jak minie. Co więcej? Mimo wszystko liczę na współpracę z gminą, bo ten problem będzie najłatwiej rozwiązać wspólnymi siłami.

Rozważałaś kiedyś wyprowadzkę?

Tak, myślałam nad tym. Tylko dokąd?

_

Działania Porajskiego Alarmu Smogowego można śledzić na Facebooku.

Zdjęcie: Jezioro Porajskie/ Martynak/ Wikimedia Commons

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!