Pożar w Zielonej Górze. Sanepid ostrzega, prezydent wulgarnie o działaczach i politykach

440
0
Podziel się:
Zielona Góra Pożar

Coraz więcej niepokoju wśród mieszkańców, których dotknął pożar składowiska toksycznych odpadów w Zielonej Górze. Ostrzeżenie wydał lokalny sanepid, trwa także przepychanka między urzędującym politykiem a opozycją.

Pożar, o którym usłyszała cała Polska, wybuchł w sobotę 22 lipca. Ogień zajął hale ze składowiskiem toksycznych odpadów. Niebezpieczne śmieci zostały wcześniej porzucone przez byłego najemcę terenu. O sprawie było głośno od kilku lat, ponieważ nie było wiadomo, kto powinien zapłacić za zalegające substancje.

Zgodnie z przepisami utylizacją powinny zająć się w takiej sytuacji organy administracji publicznej. Nie było jednak wiadomo które – czy te samorządowe, czy organy państwowe. Ostatecznie w 2019 r. sąd orzekł, że odpowiedzialność spada na lokalny samorząd. Ten jednak odpadów nie uprzątnął.

Ponad tydzień po wydarzeniu w sprawie wciąż jest wiele niewiadomych. Mieszkańcy, z którymi udało nam się porozmawiać, mówią o braku informacji i niepokoju. Część radnych uważa, że urzędujący prezydent miasta powinien podać się do dymisji. Napiętej sytuacji nie poprawił poniedziałkowy komunikat lokalnego sanepidu oraz emocjonalne wpisy samego prezydenta miasta.

Sanepid „nie zaleca spożywania produktów z ogródków działkowych”. Problemy także z wodą ze studni

Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Gorzowie Wielkopolskim wydała 31 lipca komunikat w sprawie pożaru w Zielonej Górze. Enigmatyczny wpis sanepidu dotyczy spożywania produktów pochodzących z sąsiadujących z pogorzeliskiem ogródków działkowych. Poruszono także kwestię wody pitnej.

  • Lubuski Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny w Gorzowie Wlkp. informuje, że z zasady ostrożności nie zaleca ich spożywania do czasu wyjaśnienia sytuacji i otrzymania wyników badań zleconych przez miasto Zielona Góra — czytamy na oficjalnej stronie.

– Jednocześnie nadmieniam, że  z zasady ostrożności do czasu wyjaśnienia sytuacji i otrzymania wyników badań, nie zalecam spożywania wody z niepublicznych ujęć wody (studni). Należy korzystać ze źródła wody zapewnionego przez miasto/gminę — brzmi dalsza część komunikatu Inspektora Sanitarnego.

Osobne badania zleciły także władze województwa lubuskiego. Na wyniki trzeba będzie poczekać kilka dni. W międzyczasie mieszkańcy na własną rękę próbują sprawdzać jakość powietrza, którym oddychają. – Czy ktoś może polecić miernik skażenia powietrza do użytku domowego? Mimo wielu próśb o całodobowe badania powietrza — brak jakiegokolwiek działania — czytamy na jednej z lokalnych grup dyskusyjnych.

Prezydent Zielonej Góry wulgarnie o działaczach i politykach. Dostało się też dziennikarzom

Dzień przed stanowiskiem sanepidu krótki komunikat wydał prezydent Zielonej Góry — Janusz Kubicki. Poinformował w nim, że do miasta dotarły pierwsze wyniki badań próbek wody pobranej ze studni osób prywatnych z terenów przylegających do obszaru, na którym wybuchł pożar. – Z pierwszych ośmiu (próbek — red.), jakie otrzymaliśmy, żadna nie wykazała obecności wód popożarowych lub skażenia chemicznego związanego z pożarem — napisał Kubicki.

W kolejnym wpisie emocjonalnie, a miejscami wulgarnie, odnosił się do bieżących wydarzeń. Prezydent Kubicki rozpoczął od tego, że niektórzy „zbijają kapitał polityczny na nieszczęściu ludzkim”. – Ilość polityków, pseudo „działaczy”, którzy wypowiadają się na ten temat, jest przeogromna — pisze włodarz Zielonej Góry na profilu w serwisie Facebook. W kolejnym zdaniu pyta, czy tym osobom zależy na mieszkańcach, po czym sam sobie odpowiada.

  • Nie sądzę i jestem wręcz przekonany, że mają ich w przysłowiowej d… – czytamy w emocjonalnym wpisie.

Podobne stwierdzenie pojawia się w tekście jeszcze raz. Dostało się też radnemu z PO — Marcinowi Pabierowskiemu i marszałkini województwa — Elżbiecie Polak (również z PO). Janusz Kubicki sugeruje też, że obecna krytyka i nagłaśnianie sprawy leżą głównie w interesie przyszłych kandydatów w wyborach.

Radni z klubu PO: prezydent Kubicki powinien odejść

– Niewiele po Januszu Kubickim można się spodziewać — odbija piłeczkę Pabierowski zapytany przez SmogLab o słowa prezydenta. Jego zdaniem Kubicki powinien odejść z urzędu prezydenta. – Nie poradził sobie w covidzie, mówiąc „koronościema” (wycofał się z tych słów po tym, jak sam zachorował — red.), nie przejmował się za bardzo katastrofą Odry oraz nie zdał egzaminu odpowiedzialności w kwestii utylizacji odpadów — wylicza Pabierowski.

O komentarz poprosiliśmy także radnego Dariusz Legutkowskiego. W rozmowie z redakcją SmogLabu mówi, że mieszkańcy nie mają dostępu do rzetelnej informacji.

– Nie wierzą władzy, która nie informuje należycie społeczeństwa. Mijają blisko dwa tygodnie i dalej nie wiadomo co robić z warzywami? Czy dzieci mogą się spokojnie bawić na świeżym powietrzu? Jak czyścic domy, elewacje, ogródki, tereny zielone? – stawia pytania Legutkowski.

Również jego zdaniem prezydent Zielonej Góry powinien odejść ze stanowiska. – Prezydent i jego ekipa są winni niedopełnienia obowiązków służbowych. Janusz Kubicki powinien zrezygnować z pełnionej funkcji. Mieszkańcy mu tego nie wybaczą — komentuje Dariusz Legutkowski.

„Boję się tam zabrać dzieci”

Udało nam się porozmawiać z kilkoma mieszkańcami, których skutki pożaru dotknęły bezpośrednio. – Uważam, że nasz prezydent Janusz Kubicki nie zadbał o mieszkańców. Alerty SMS były opóźnione, duża część mieszkańców bliskich dzielnic, takich jak Łężyca, Krępa czy Zawada, wdychało zanieczyszczone powietrze, siedząc na własnych posesjach — mówi nam pan Radosław. Dodaje, że martwi się o członków swojej rodziny, którzy pracują w pobliżu pogorzeliska. – Firma znajduje się na tej samej działce, a ludzie dalej tam pracują — zauważa.

Pokazuje nam także fotografie, które pokazują silną alergię skórną. Pan Radosław mówi nam, że dwa dni po pożarze miał problemy z oddychaniem — wiatr wiał w kierunku jego posesji.

Z kolei pani Joanna podkreśla, że jak dotąd nie odnotowała negatywnych skutków zdrowotnych. – Mam Rodzinny Ogród Działkowy w Przylepie. Nie przebywam tam, dopóki nie zobaczymy wyników badań. Teraz nie wygląda to dobrze. Działka po deszczu jest w kolorze cegły, dziś miały być pobierane próbki — wciąż na to czekamy. Działkowiczka obawia się, że deszcz zmył szkodliwy pył z dachu altany i opadł na glebę. – Wzięliśmy kredyt i postawiliśmy domek, aby móc spędzać tam weekendy z dziećmi. Nacieszyliśmy się miesiąc. Po tym, co tam zobaczyłam, boję się tam zabrać dzieci — mówi rozgoryczona.

Lubuski Alarm Smogowy: czy ktoś wyciągnie wnioski?

Pani Ewa, choć mieszka blisko pożaru, nie odczuła większych dolegliwości. – Mieliśmy niestety możliwość obserwowania pożaru z ogrodu. Mieszkamy na zachód od miejsca zdarzenia i wiejący w ten dzień wiatr zachodni sprawił, że nie dotarł do nas dym. Nasz wodociąg zasilany jest ze studni głębinowej. Obawiamy się, że wszystko jeszcze przed nami — mówi SmogLabowi mieszkanka okolicy pożaru w Przylepie.

  • Lubuskie Centrum Pulmonologii przygotowało badania dla strażaków i osób, które były narażone bezpośrednio na dym z toksycznego pożaru. Można bezpłatnie wykonać badania krwi, RTG klatki piersiowej czy spirometrię.

Remigiusz Krajniak z Lubuskiego Alarmu Smogowego podkreśla, że po katastrofie związanej z pożarem lokalni politycy skupiają się na szukaniu winnego. – Chciałbym się dowiedzieć, gdzie byli przez te wszystkie lata i co zrobili w sprawie? Ile razy zabierali głos, aby zutylizować niebezpiecznie składowisko w Przylepie? – pyta retorycznie lokalny działacz. – Cierpią mieszkańcy. Pytanie, co dalej? Czy ktoś wyciągnie wnioski ze składowania i pożaru odpadów w Przylepie? – dodaje Krajniak.

O komentarz poprosiliśmy samego prezydenta Zielonej Góry. Do momentu zamknięcia tego tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

_

Zdjęcie tytułowe: Alicja Karapka

Podziel się: