Dziecko w samochodzie. Zdrowie. Fot. Wendell/Flickr

Prof. David King: Samochody to pojemniki z toksycznym gazem

Samochody to pojemniki z toksycznym gazem – twierdzi prof. David King, profesor chemii fizycznej na Cambridge i były główny doradca naukowy brytyjskiego rządu. Szczególnie narażone na działanie zanieczyszczonego powietrza w autach są dzieci.

Według Kinga – i badań, które przywołuje naukowiec – dzieci dowożone do szkoły samochodami są bardziej narażone na zanieczyszczenia powietrza niż maluchy, które docierają na zajęcia rowerem lub na piechotę. Tak przynajmniej sytuacja wygląda w warunkach brytyjskich. W Polsce o podobnej zależności można mówić poza okresem grzewczym, gdy narażeni jesteśmy wyłącznie na smog uliczny.

Kabina z toksynami

– Nawet jeśli jeździmy bardziej ekologicznym samochodem, do pojazdu przenikają spaliny emitowane przez inne pojazdy – mówi King. W efekcie jazda po ruchliwych drogach wiąże się z ekspozycją na niebezpieczne stężenia toksyn, szczególnie poszkodowane są maluchy. Naukowiec podkreśla, że smog uliczny ma szkodliwy wpływ na rozwijające się płuca. Niedawne badania wskazują, że może również uszkadzać DNA dzieci, a także spowalniać rozwój intelektualny i zdolność do przyswajania wiedzy. – Najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji jest rezygnacja z codziennej jazdy samochodem, tym bardziej że pożytki zdrowotne ze spacerów i jazdy na rowerze przewyższają koszty związane z narażeniem na smog – przekonuje chemik, który jest obecnie doradcą organizacji British Lung Foundation.

Na rowerze zdrowiej nawet w smogu

Według danych szacunkowych smog uliczny przyczynia się do 40 tys. zgonów rocznie na terenie UK. Badania przeprowadzone w ramach CEDAR, projektu partnerskiego kilku brytyjskich uczelni, wykazały, że nawet w warunkach podwyższonych zanieczyszczeń powietrza umiarkowana aktywność fizyczna w plenerze, taka jak spacer czy jazda na rowerze, jest korzystna dla zdrowia. Tylko w przypadku 1 proc. miast monitorowanych przez Światową Organizację Zdrowia pod kątem zanieczyszczeń powietrza poziom skażenia jest tak wysoki, że wysiłek pod gołym niebem może okazać się szkodliwy.

Co znamienne, nawet w Delhi, gdzie stężenia smogu są dziesięciokrotnie wyższe od londyńskich, bilans zdrowotny jest ujemny dopiero w przypadku jazdy na rowerze z częstotliwością pięć godzin tygodniowo. To wynik, który z pewnością nie zadowoli cyklistów – mając jednak na uwadze stan powietrza w stolicy Indii, można uznać go za w pewnym sensie pocieszający.

Eksperyment kopenhaski

Dowodów na to, że powietrze w kabinie samochodu może szkodzić bardziej niż to na zewnątrz, jest znacznie więcej. Pochodzą one nie tylko z metaanaliz czy badań epidemiologicznych, ale również eksperymentalnych. Jedno z pierwszych przeprowadzono w 2001 r. w Kopenhadze. Dwie grupy rowerzystów jeździły po stolicy Danii po cztery godziny w ciągu dwóch dni. Cykliści wyposażeni byli w aparaturę pomiarową rejestrującą stężenie zanieczyszczeń w otaczającym powietrzu. Równocześnie naukowcy prowadzili pomiar toksyn w kabinach samochodów poruszających się na tej samej trasie. Okazało się, że kierowcy i pasażerowie dwuśladów byli narażeni na 2–4 razy wyższe stężenie toksycznych cząstek niż cykliści.

Wartość tę „podbija” prof. Stephen Holgate, ekspert ds. astmy na Southampton University. – Poziom zanieczyszczeń w samochodach jest od 9 do 12 razy wyższy niż na zewnątrz. Dzieci siedzą na tylnych siedzeniach aut, w których często działa nawiew. Zasysa on świeże spaliny emitowane przez okoliczne samochody – nie pozostawia złudzeń Holgate.

Fot. Wendell/Flickr.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o