Prof. Grzegorz Grzywaczewski: To, co wytworzył człowiek, wydaje nam się bardziej cenne niż natura

Podziel się:

Co pan myśli o współczesnym świecie?

Globalnie? Czy lokalnie?

Zacznijmy od „globalnie”.

We współczesnym świecie mamy pewien kłopot z ochroną przyrody. Na tyle intensywnie i inwazyjnie wpływamy na różne ekosystemy, że doprowadzamy do wyginięcia niektórych gatunków. Powodujemy, że część z nich jest zagrożona. Zajmuję się tym od trzydziestu lat i widzę niepokojące sygnały, że wcale nie idziemy ku dobremu. Jest gorzej. Może też jestem nieobiektywny, bo patrzę przez pryzmat spraw, którymi sam się zajmuję. Ale muszę przyznać jednocześnie, że z wielu doniesień ze świata bije optymizm. Do Nowej Zelandii nie można wjechać, wwożąc obce dla tamtejszej przyrody gatunki. W publikacji „Hope is a bison” ze Stanów Zjednoczonych, autorzy podają bizona jako przykład sukcesu w ochronie przyrody i proponują, żeby nawet stał się ssakiem narodowym USA.

Albo taki żuraw krzykliwy, który właściwie wyginął, a teraz powołano specjalny instytut zajmujący się restytucją tego bardzo zagrożonego gatunku. Jego pracownicy przebierają się za żurawie, żeby nie przyzwyczajały się do widoku człowieka, a następnie na motolotni prowadzą te żurawie aby wskazać im trasy wędrówki i miejsca, gdzie mogą zimować.

To są piękne przykłady, które pokazują, że gdzieniegdzie na świecie ochrona przyrody jest czymś istotnym.

Tego podejścia brakuje u nas?

To jest właśnie ta perspektywa lokalna. Jednym z pozytywów, jakie mogę wymienić jest to, że parki narodowe i zespoły parków krajobrazowych, a także lasy państwowe i inne instytucje, edukują młodych ludzi. Dla przykładu mamy na Lubelszczyźnie dwa takie parki narodowe – Poleski i Roztoczański – i widzę, że dzieci i młodzież, która uczestniczy w zajęciach dydaktycznych, ma większą wrażliwość. Młodzi ludzie wiedzą, między innymi co to jest żółw, a co to jest konik polski, jakie gatunki ptaków są chronione, jaką funkcję spełniają drzewa. Są też podejmowane bardzo ważne inicjatywy ochrony różnych gatunków i ich siedlisk przez organizacje pozarządowe, np. ochrona bociana białego czy dubelta.

A negatywy?

Przez lata pracy widzę, że ochrona przyrody jest postrzegana w Polsce jako pewien rodzaj utrudnienia w funkcjonowaniu instytucji czy w inwestowaniu. A przecież ona nie jest żadnym utrudnieniem. Tak, jak rodzic ma obowiązek wychowywać swoje dziecko, tak samo państwo ma obowiązek chronić środowisko. Im bardziej zróżnicowany ekosystem w gatunki i siedliska, tym bardziej stabilny. Można to porównać do tego, co jemy – jeśli by pani jadła codziennie na obiad to samo niezwykle wykwintne danie, po tygodniach i miesiącach jedzenia w końcu by stało się szkodliwe dla Pani organizmu. Żeby się dobrze odżywiać, potrzebujemy zróżnicowanej diety. Mam wrażenie, że w Polsce wciąż tego nie rozumiemy i nie doceniamy wartości przyrody. Pamiętam, jak jeden z radnych lubelskiego sejmiku wojewódzkiego zgłosił wniosek, żeby sejmik złagodził zakazy panujące w niektórych parka krajobrazowych. I sejmik się na to zgodził.

Mi się zawsze wydawało, że formy ochrony przyrody są wspólnym dobrem, a przez to dbać o ich zachowanie. Okazuje się, że nie wszyscy tak myślą.

A myślenie o zakazach w parku krajobrazowym czy narodowym jako o czymś złym prowadzi do sytuacji, przez którą pewnie się dziś na tym wywiadzie spotykamy.

Do planów budowy kopalni węgla kamiennego „Karolina” tuż przy Poleskim Parku Narodowym.

Cała historia zaczęła się w 2014 roku. Do rady naukowej PPN, której jestem członkiem, przyszło pismo dotyczące planowanych odwiertów poszukiwawczych niedaleko parku. W 2016 roku został zaproszony przedstawiciel Global Mineral Prospects , czyli australijskiej firmy-córki Balamary i zaczął opowiadać o planach budowy kopalni i eksploatacji węgla. Nie mogłem w to uwierzyć. Jeśli popatrzy pani na mapkę zrobioną przez głównego geologa kraju, nie będzie miała pani żadnych podejrzeń. Koncesja idzie między miejscowościami, tak, jakby nikomu miała nie szkodzić. Ale ja ją naniosłem na mapę PPN. Okazało się, że w polu koncesyjnym znajduje się część parku narodowego. Bagna Bubnów i Staw są w centralnej części pola węglowego, które się nazywa Sawin.

Czyli koncesja jest już wydana?

Musimy pamiętać, że są dwa rodzaje koncesji – poszukiwawcza i wydobywcza. Na razie mówimy o poszukiwawczej, ale bez niej nie ma szans na wydobywczą. To jest pierwszy krok. To nie jest więc tak, że jakiś Grzywaczewski robi problem i informuje dziennikarzy. Po prostu mam świadomość, że jak zostanie wydana koncesja wydobywcza, to choćby dziesięciu najlepszych dziennikarzy z całego świata tu sprowadzić, to nic nie wskórają. Koncesji wydobywczej się nie cofa. Gdyby Skarb Państwa się z niej wycofał, musiałby płacić ogromne odszkodowania.

Dlatego zaczął pan starania, żeby rada naukowa PPN zabrała głos w sprawie.

Rada naukowa jest ciałem, które ma doradzać dyrektorowi parku narodowego w podejmowaniu decyzji. Jest niezależna, więc nie jest tak, że po zajęciu stanowiska mogę stracić pracę. Myślałem, że zabiorę głos, wszyscy mnie poprą i ustalimy nasze stanowisko. Ale tak się nie stało. Przypomniałem członkom, że mówimy o terenie, który jest chroniony najważniejszymi formami ochrony przyrody: mamy tu park narodowy, rezerwaty, Naturę 2000, parki krajobrazowe, chronione gatunki roślin, zwierząt, grzybów. Mamy też międzynarodową ochronę, bo jest obszar Konwencji Ramsarskiej, a także rezerwat UNESCO. Mówiłem: popatrzcie, co się tu dzieje, jak to możliwe, że główny geolog wydaje pozwolenie na odwierty, powinniśmy grzmieć! Nikt mnie nie poparł. Dwa lata trwało Radzie zabieranie stanowiska. W 2018 roku wysłaliśmy je w końcu do Ministra Środowiska. I co się stało? Nic. Wokół tej sprawy panuje dziwna zmowa milczenia.

Ale czy budowa kopalni w takim miejscu jest w ogóle zgodna z prawem?

To ciekawe, ale jest. Mamy w Polsce konflikt prawny – na powierzchni działa prawo ochrony przyrody, a pod powierzchnią działa górnicze i geologiczne. I które jest ważniejsze? Rozstrzygnięcie tego wymaga dobrej woli i zaangażowania ministra środowiska.

Powiedzmy, co taka kopalnia może zrobić parkowi. Jak zagraża przyrodzie?

Mówimy tutaj o bardzo delikatnym środowisku, czyli torfowiskach niskich. Ich powstanie wiąże się z lodowcem, który był tu 10-12 tysięcy lat temu. Jak się pojawiał czy wycofywał, powodował różne deniwelacje terenu, w których zatrzymała się woda i zaczęła się odkładać martwa materia w postaci torfu. Torfowisko niskie jest jak gąbka nasiąknięta wodą. Woda się nie przelewa, ani nie jest jej za mało. Jeśli w naczyniu, gdzie leży gąbka, zrobimy dziurkę, to z czasem woda ucieknie, a gąbka zrobi się sucha. W drugą stronę – jak  naczynie będzie za głębokie, to gąbka będzie zalana. Właśnie to zrobi kopalnia z tą naszą „gąbką”. Najbardziej opłacalną metodą eksploatacji węgla kamiennego w naszych warunkach jest metoda „na zawał”. Czyli rabujemy, co jest pod powierzchnią i się wycofujemy.

Metr wydobytego węgla to 0,7-0,8 metra osiadania gruntu na powierzchni. Jeśli pod Bagnami Staw i Bubnów, rzeczywiście są ok. 3 metry węgla, to grunt osiądzie o jakieś 2,5 metra. Wtedy struktura torfowiska zostanie zaburzona i w konsekwencji zdegradowana na zawsze.

Dlaczego torfowiska są tak cenne?

Bo nie mamy ich w Polsce za wiele. Największe torfowiska tego typu są w Dolinie Biebrzy, a zaraz po Biebrzy jesteśmy my na Polesiu. Co nam dają? Na przykład to, że Bagno Bubnów i Staw są oznaczone przez Główny Instytut Geologiczny jako obszar ochrony wód podziemnych. To niezwykle ważne, szczególnie, że jest coraz więcej okresów suchych. Na Lubelszczyźnie mamy od Doliny Włodawki po Tomaszów Lubelski wielki zbiornik wód podziemnych, oznaczony jako GZWP 407- ogromny obszar, gdzie w skałach wapiennych jest zmagazynowana woda pitna. Kiedy wchodzimy na te tereny z kopalnią, zaburzamy układ geologiczny i tracimy strategiczne zasoby wody pitnej.

Torfowiska przyczyniają się też do zmniejszania emisji CO2, więc wpływają również pozytywnie na zmiany klimatu.

Tak, dlatego mają znaczenie globalne.

W torfowiskach mamy dwutlenek węgla magazynowany od tysięcy lat, pomagają go zatrzymywać i – jak pani powiedziała – ograniczać emisje.

Dlaczego w Polsce ich nie doceniamy?

Bo torfowisko nie jest Tatrami. W góry pojedziemy, pójdziemy na spacer, będą piękne widoki. A na torfowisko nie wejdziemy, a jak się do niego zbliżymy na wiosnę i w lecie, to zaraz obok nas pojawią się chmary owadów, które tam żyją. Bagno w ogóle ma złą estymę. We wszystkich baśniach i opowieściach, które słyszymy przez całe życie jest opisywane jako złe i niebezpieczne. Nikt nie pamięta, jak bardzo jest ważne dla naszej przyrody i dla nas samych.

Nie ma szans na jakieś rozwiązanie pośrednie – żeby wykopać ten węgiel, ale zachować torfowiska?

Przedstawiciele firmy mówią, że jak grunt się osiądzie, to zrobi się zbiornik wodny, więc pojawi się więcej ptaków. Ale nie w tym rzecz. W torfowisku może być maksymalnie 10 cm wody, żeby została zachowana jego delikatna struktura i cała martwa oraz żywa roślinność. Jeśli raz tę strukturę naruszymy, torfowisko nigdy się nie odbuduje. Stracimy je bezpowrotnie, a żaden zbiornik nie zapewni nam tego, co zapewniają bagna. Nie da się pogodzić wydobywania węgla i ochrony torfowisk. W dyskusjach na ten temat często podkreślam, że jakby ktoś ogłosił, że chce wydobywać jakieś złoża pod Wawelem, a w konsekwencji zamek się zapadnie, to wszyscy byliby oburzeni i zrobiłaby się afera na całą Polskę. A Wawel – z całym szacunkiem to naszego dziedzictwa narodowego – to pikuś w porównaniu z torfowiskami – ma kilka wieków, a bagna na Polesiu mają 10-12 tysięcy lat. To, co wytworzył człowiek, wydaje nam się bardziej cenne niż natura.

Mnie zaskakuje, co zresztą już kiedyś panu mówiłam, ogólnoświatowe odchodzenie od węgla i budowy nowych kopalni. A w Polsce jest na odwrót.

Ja bym powiedział tak – stali nie wytopimy z gazu. Do niektórych rzeczy ten węgiel jest potrzebny. Nie jestem w tym temacie specjalistą, patrzę z perspektywy ochroniarza przyrody. Więc o ile nie jestem stuprocentowym przeciwnikiem kopalń, to nie zgadzam się na niszczenie przyrody przez eksploatację złóż. Teraz jest czas na zmiany, opracowanie technologii, które pozwolą zrezygnować z wykopywania węgla. Ale to nie jest kwestia pstryknięcia palcem albo zamknięcia nagle wszystkich zakładów. W Bogdance pracuje pięć tysięcy ludzi, jakby pani poszła pod kopalnię i zaczęła protestować, żeby ją zamknąć, to ludzie by panią zjedli. Jest jeszcze druga strona medalu – Bogdanka przynajmniej nie podchodzi pod granice PPN, nie idzie nawet w tym kierunku. Jest taka niepisana zasada, że nigdy tego nie zrobi. „Karolina” jest poważnym zagrożeniem dla przyrody, na co się nie mogę zgodzić.

1 2
Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o