Pierwsze symptomy chorób serca pojawiają się już u dzieci. Rodzice myślą, że to przez fast-foody, ale smog nie jest obojętny

Naukowcy z Uniwerystetu Jagiellońskiego przebadali grupę młodych mieszkańców Krakowa i Lublina. Sprawdzili, jak różnią się wyniki młodzieży żyjącej w smogu od wyników uczniów żyjących w czystszym mieście. Wniosek: krakowianie od dziecka są bardziej podatni na choroby układu sercowo-naczyniowego. O badaniach opowiada prof. Tomasz Guzik z Katedry Chorób Wewnętrznych i Medycyny Wsi.

Panie Profesorze, czy serca krakowian są inne niż serca mieszkańców Lublina?

Serce każdego człowieka jest inne, więc tak na tę sprawę nie patrzmy. Natomiast możemy spojrzeć z innej strony: biorąc pod uwagę to, jaki jest stopień narażenia krakowian na różne czynniki środowiskowe, a jaki u osób mieszkających w obszarach o mniejszym zanieczyszczeniu na przykład nawet w nieodległych małych miastach czy wsiach.

Albo w Lublinie.

Także na przykład w Lublinie, które jest miastem porównywalnym do Krakowa pod względem wielu cech demograficznych, a bardzo znacząco różniącym się średnimi poziomami zanieczyszczenia powietrza. Poziom narażenia na smog przekłada się bezpośrednio na ryzyko sercowo-naczyniowe, funkcję naczyń krwionośnych i serca. Badania medyczne wyraźnie pokazują nam że im mniejsze jest zanieczyszczenie, tym mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia chorób serca. W związku z tym w pewnym sensie można powiedzieć, że krakowianinowi łatwiej złamać serce.

Zwykle o tym narażeniu mówimy w kontekście osób już chorujących albo starszych. A Pańskie badania skupiały się na młodych ludziach, w wieku od 16 do 22 lat. Dlaczego?

Generalnie badaliśmy dysfunkcje naczyń przekładające się na ryzyko sercowo-naczyniowe, czyli przede wszystkim ryzyko wystąpienia zawałów lub udarów (musimy to oddzielić od wad serca, bo to jest zupełnie inny problem, którego nie badaliśmy). I choć choroba niedokrwienna serca dotyczy głównie osób starszych, to ryzyko jej wystąpienia rozpoczyna się w dzieciństwie. Najczęściej lekarz rodzinny czy kardiolog wylicza 10-letnie ryzyko choroby serca i zawału, ale coraz częściej mówi się o ryzyku całego życia. Ono rozpoczyna się wcześnie, już w dzieciństwie. Patrząc z tego punktu widzenia, szczególnie opłaca się interweniować i poprawiać warunki środowiskowe właśnie w młodym wieku. Taka wczesna, prewencja przyniesie długofalowy skutek przy zapobieganiu wystąpieniu zawałów czy udarów w wieku późniejszym. Różnice w takich wczesnych wykładnikach ryzyka u osób młodych pokazaliśmy w naszym badaniu. Nasze badania nie analizowały, czy dzieci w Krakowie mają chore serca, ale to, że zanieczyszczenie wpływa na wskaźniki ryzyka tej choroby w przyszłości. Oczywiście pozostałe czynniki ryzyka jak palenie papierosów itp. znacznie wpłyną na rozwój tego ryzyka, ale zanieczyszczenie stanowi tło, często trudne do modyfikacji. Podsumowując, wyniki można pokusić się o dalekosiężne stwierdzenie, ale zawierające ważne ostrzeżenie – mieszkając w Krakowie, już w wieku 15-17 lat mamy zwiększony poziom ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Wiele badań pokazało, że blaszki miażdżycowe, czyli to, co zamyka naczynia krwionośne i doprowadza do zawału, rozpoczynają się u dzieci, w wieku 5-10 lat. Rodzice przypisują to jedzeniu hamburgerów w McDonaldsie. Ale krakowskie powietrze nie jest tu obojętne.

Jak wyglądało samo badanie?

Ogromną rolę odegrali studenci Collegium Medicum UJ, którzy sami się zgłosili do nas, wiedząc, że się interesujemy tematami smogu i zanieczyszczenia. To oni wpadli na ten pomysł i uzyskali na jego realizację finansowanie w ramach unikalnych Grantów Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego – „Generacja Przyszłości”. Badanie prowadzili w ramach koła studenckiego, pod opieką dr Barbary Jasiewicz-Honkisz z kierowanej przeze mnie Katedry Chorób Wewnętrznych i Medycyny Wsi w Szpitalu im J. Dietla w Krakowie. Poświęcili temu wiele wysiłku, jeździli do Lublina, dzięki współpracy jaką nawiązaliśmy z tamtejszymi kardiologami – między innymi profesorem Wysokińskim. Badanie było prowadzone w wylosowanych szkołach – zarówno w Krakowie, jak i w Lublinie. Przedstawiliśmy rodzicom uczniów możliwość wzięcia udziału w takim badaniu i większość była zainteresowana. Studenci spędzili nad tym ostatnie miesiące na UJ – i opłaciło się! Wynikami bardzo zainteresowali się uczestnicy Europejskiego Kongresu Kardiologicznego – zarówno lekarze jak i dziennikarze. Polskie prace na ten temat stanowiły kluczowy element głównej tematyki Kongresu w Rzymie.

Czyli wybraliście grupę uczniów w obu miastach, zdobyliście zgody ich rodziców i co dalej?

Najpierw przeprowadziliśmy szczegółową ankietę, potem oceniliśmy czynniki ryzyka – to można zrobić zarówno przez wywiad, jak i przez pomiary biomarkerów we krwi. Bio-markery to czynniki, które możemy zmierzyć we krwi, wskazujące na dysfunkcję naczyń lub zwiększone ryzyko. Badania te ściśle wiążą się z innymi  prowadzonymi w naszej Katedrze, przez dr med. Grzegorza Osmendę i dr med. Grzegorza Wilka. Analizują, jak rozkurczają się naczynia u osób w zależności od narażeń środowiskowych i czynników ryzyka sercowo-naczyniowego. Kiedy naczynia zaczynają się gorzej rozkurczać, to sygnał, że coś jest nie tak. To jeszcze nie choroba, ta dysfunkcja nie wymaga leczenia zgodnie z wytycznymi, ale z punktu widzenia naukowego wiemy, że poprzedza rozwój blaszek miażdżycowych. Czyli, jak mówiłem, bezpośredniej przyczyny zawałów. Ale powinna w mojej opinii stanowić o podjęciu intensywnych wysiłków prewencyjnych.

Jak wyglądały wyniki w Krakowie, a jak w Lubinie? Krakowska młodzież miała gorszy stan zdrowia?

Trudno mówić o stanie zdrowia, bo, co istotne, zarówno uczniowie w Krakowie i w Lublinie byli zdrowi. Wyniki badań, które uzyskaliśmy z krwi były w granicach normy u większości badanych. Natomiast poziomy markerów mogących świadczyć o przyszłym ryzyku sercowo-naczyniowym, ciśnienia tętniczego i stanach zapalnych wykazywały skłonność do powolnego zwiększania się. Za pomocą statystyki można wykazać, że choć w obu grupach generalnie wyniki były w granicach normy, to były znamiennie wyższe w Krakowie. Nie alarmujmy, że dzieci powinny być leczone już. Nie zidentyfikowaliśmy osób, które wymagają leczenia. Ale możemy powiedzieć, że w Krakowie czynniki ryzyka choroby niedokrwiennej zaczynały się pojawiać, podczas gdy w Lublinie ich jeszcze nie było.

To jest rzeczywiście tak, że w czasie alarmów smogowych, nasze naczynia krwionośne działają gorzej?

Potwierdzono to w  ramach badań prowadzonych już w Krakowie przez lekarzy Szpitala im J Dietla i Collegium Medicum UJ – panią doktor Barbarę Jasiewicz-Honkisz i pana doktora Grzegorza Osmendę. Przebadali osoby bez istotnych zaburzeń sercowo-naczyniowych dwukrotnie: najpierw, kiedy były niższe stężenia, a potem w czasie wysokich. Analizowali zdolność naczyń do rozkurczu o której już wspominałem. Z zanieczyszczenia – brano pod uwagę nie tylko pyły PM 10 i PM2,5, ale też związki siarki i azotu. Okazuje się, że kiedy stężenie poszczególnych składowych smogu było duże, funkcja naczyń pogarszała się o 20-30 proc. w stosunku do okresów niskich stężeń. To badanie pokazuje jasno, że różnica jest odczuwalna. Można porównać, że w okresie zanieczyszczenia krakowianie mają takie upośledzenie funkcji naczyń, jakie było dotychczas opisywane po wypaleniu papierosów.

Co robić w takim razie? Zabierać swoje dzieci i uciekać z Krakowa?

Oczywiście, że lepiej nie być narażonym na zanieczyszczenie. Jednak nasze myślenie powinno być inne – musimy zmienić środowisko. To jest możliwe. Trzeba działać, wpływać na świadomość mieszkańców i osób, które decydują o źródłach zanieczyszczeń. To jest rozwiązanie , lepsze niż przeniesienie Krakowa do innego miasta. Bo ja się na taki scenariusz nie piszę!

Myślimy tak samo. Chociaż martwię się o swoje zdrowie, to też nie chcę wyjeżdżać.

Dlatego nie wolno w ten sposób myśleć. Należy wyjeżdżać na weekendy, w czasie wakacji starać się jechać tam, gdzie jest mniejsze zanieczyszczenie. Polska jest generalnie czerwonym obszarem na mapie zanieczyszczenia, jednak analizując szczegółowo i u nas możemy znaleźć zielone obszary, które pozwolą naszym płucom i sercom odpocząć. Apelowałbym jednak, żeby nie uciekać z Krakowa na stałe. Nie możemy podporządkować życia pod smog, ale trzeba go po prostu opanować.

 

Prof. Tomasz Guzik – specjalista w zakresie chorób wewnętrznych i alergologii. Jest kierownikiem Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych Medycyny Wsi Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz ordynatorem I Oddziału Chorób Wewnętrznych w szpitalu im. Dietla w Krakowie. Laureat wielu nagród naukowych, w tym tzw. „polskiego Nobla” przyznawanego przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej.

 

 

Fot. camerazn/Flickr

Dodaj komentarz