Przykro, że ludzie muszą żyć w takich warunkach

– Kiedy jedzie się przez takie miejscowości, robi się po prostu smutno, że ludzie muszą żyć w takich warunkach. W Krakowie to się rozkłada na większą liczbę osób, że tak powiem – współcierpimy. A kiedy jedziesz przez mniejsze miejscowości, widzisz ekstremalne stężenia, robi ci się po prostu przykro. Tym bardziej, że w niektórych jest po kilkanaście domów, wszyscy się znają, i sami to sobie robią. Dziwne uczucie – mówi dr Jakub Bartyzel z krakowskiej AGH, który był jednym z autorów raportu „Mobilne pomiary stężeń pyłów zawieszonych w obrębie Krakowa, Podhala oraz Górnego Śląska”.

Przed badaniami mobilnymi miałeś przekonanie, że za Krakowem można złapać oddech.

Miałem. Wydawało mi się, że jeżeli chcę uchronić rodzinę przed smogiem, to wystarczy, że wyjadę kilkadziesiąt kilometrów za Kraków i będzie ok. Wynikało to z faktu, że Kraków stawiano na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o zanieczyszczenie powietrza. To wpajało przekonanie, myśl, że wszędzie poza miastem jest lepiej. Tymczasem okazuje się, że tak nie jest.

Bywa, że poza Krakowem jest jeszcze gorzej.

Co myślisz po badaniach?

Po badaniach mobilnych i tych, które są teraz prowadzone z Radiem Kraków, widać, że stolica Małopolski na tle innych miejscowości województwa, mogłaby uchodzić za ostoję czystego powietrza. Oczywiście przesadzam, bo ostoją może być jedynie „na tle”, ale jest faktem, że w mieście stężenia zanieczyszczeń utrzymują się przez dłuższy czas na stałych poziomach. W mniejszych miejscowościach wahania są dużo większe niż w Krakowie. Co więcej, jeśli mówimy o Małopolsce to średnie dobowe stężenia pyłów zawieszonych w mniejszych miejscowościach są często wyższe niż w Krakowie. Powodem jest to, że emitory są wszędzie wokół.

Czyli nie wyjeżdżać? Raczej zapraszać po oddech.

Tak źle i tak niedobrze. Tym bardziej, że również w Krakowie są osiedla starych domów jednorodzinnych i gdyby tam dokonywać pomiarów, wahania i średnie byłyby znacznie wyższe. Jednak problem, za sprawą dużej powierzchni miasta, jest mniejszy. W mieście mamy mniejsze zagęszczenie pieców węglowych w porównaniu z małymi miejscowościami. Tego samego nie da się powiedzieć, na przykład, o śląskich miasteczkach. W nich obserwujemy dużo bardziej ekstremalne wartości stężeń zanieczyszczeń. W Krakowie jest źle, ale generalnie dosyć stabilnie.

Tutaj trzeba by zapytać specjalisty z dziedziny medycyny, która sytuacja jest bardziej niekorzystna dla ludzkiego zdrowia.

krakow

Czy powietrze stale złe, ale mniej złe, czy narażenie na ekstrema?

O to, czy gorsze jest średnie i w miarę stabilne 150 ug pyłu na m3 powietrza, czy sytuacja – takich jest na Śląsku wiele – gdzie średnie dobowe stężenie zanieczyszczeń jest nieco niższe niż w Krakowie, ale za to ekstrema są o wiele wyższe. Kiedy bez specjalnego nałożenia się niekorzystnych warunków meteorologicznych poziom średniogodzinny stężenia PM10 często dochodzi do 600 ug/m3.

Gdzie tak jest?

Na przykład w Rybniku i Zabrzu.

Różnice w wynikach pomiarów to też rezultat nieco innej metodologii oraz możliwości ustawienia pyłomierzy. W Krakowie WIOŚ stara się mierzyć w punktach oddalonych od pojedynczych domów. W mniejszych miejscowościach jest tak gęsto, że nie da się od nich uciec. Wystarczy kilka domów, gdzie ktoś dołoży do pieca i odczyty robią się jak w Pekinie?

Prawo wymaga od WIOŚ zachowania określonych parametrów przy instalacji stacji monitoringu. Na przykład, stacja w Kurdwanowie jest stacją tak zwanego tła miejskiego i jej rolą jest pokazywać stężenia na szerokim obszarze miasta. Sztuką jest znaleźć takie miejsca, które są reprezentatywne dla jego dużej powierzchni. Inspektorat robi w tym wypadku naprawdę dobrą robotę. Przy czym z jednej strony chodzi tutaj o zachowanie metodologii. Lecz z drugiej strony pojawiają się zarzuty wobec WIOŚ, że nie mierzy się najgorszych miejsc. W końcu oprócz miejsc reprezentatywnych są też tzw. hotspoty, w których sytuacja jest znacznie gorsza.

info_003

Mnie się wydaje, że jedno i drugie ma sens. Wynik tła i reprezentatywne dane są ważne. Ale ważna jest też znajomość ekstremów. Człowiek wchodzi przecież w te hotspoty i nimi oddycha.

Na Zachodzie są prowadzone projekty, które mają określić indywidualne narażenie. Osobę zaopatrza się w czujnik stężeń zanieczyszczeń z którym porusza się cały czas. Można wtedy określić na przykład, jaką drogą najlepiej przemieszczać się do pracy. Byłem niedawno na konferencji we Włoszech. Pokazywano tam portal, który pozwalał wpisać skąd dokąd chcemy się przemieścić, a on korzystając z rozmaitych danych oraz prognoz, wybierał nam trasę, która pozwoli zminimalizować narażenie na zanieczyszczenia. Takie projekty już działają.

Dlatego podobały mi się te mobilne badania. Pokazały, jak źle bywa i gdzie. Brakowało skali?

Zdarzało się, że wartości mierzone przekroczyły założone przez nas przed pomiarami progi detekcji. W trakcie pomiarów staraliśmy się zrobić coś w rodzaju zdjęcia atmosfery pod kątem zanieczyszczeń powietrza. Przyrząd pomiarowy był umieszczony w samochodzie i tym samochodem przejeżdżaliśmy przez różne lokalizacje. Chodziło o to, by pokazać, jak wygląda sytuacja pomiędzy stacjami WIOŚ i poza miastem, gdzie tych stacji nie ma. Rozszerzyliśmy obraz na otoczenie Krakowa, oraz Podhale i Śląsk. Chcieliśmy również pokazać, co powoduje, że w danych miejscach jest powietrze jest gorszej jakości.

Co?

Głównymi czynnikami jest topografia terenu, wielkość emisji i meteorologia. Jeżeli nałożą się warunki meteorologiczne, miejscowość w której dokonujemy pomiarów leży w kotlinie i z większości kominów wydobywa się czarny dym, bo ludzie opalają domy złej jakości węglem, to odczyty potrafią być ekstremalnie wysokie.

rybnik

A gdzie jest lepiej? Gdzie w takim razie można uciec?

Tam gdzie nie ma zbyt wielu sąsiadów palących paliwami stałymi w złej jakości piecach. Ale też na wszystkie wypiętrzone formy terenu. Im wyżej tym lepiej. Nawet w warunkach silnych inwersji obserwowaliśmy, że jest wysokość, powyżej której stężenia pyłów zawieszonych spadają do bardzo niskich wartości, wyjeżdża się ponad smog. Było to widać zwłaszcza na Podhalu.

Uważasz, że można zrobić dziś na Podhalu coś, co nazywa się „zieloną szkołą”?

To jest problem. Myślę, że trzeba by je organizować powyżej Zakopanego.

Jak wysoko trzeba wyjść?

Podczas naszych pomiarów charakterystyczną wysokością było około 900 metrów n.p.m. Poziomy stężeń potrafiły spaść z kilkuset mikrogramów na metr sześcienny do zaledwie kilku. Ale były też miejsca, które nas totalnie zaskoczyły.

Na przykład Skała, gdzie wartości w czasie obu przejazdów były ekstremalne.

Fot. Piotr Gałuszka/Fotkazdrona.com
Fot. Piotr Gałuszka/Fotkazdrona.com

Mnie Skała kojarzy się z Jurą, świetnym kefirem i wypadem za miasto po tlen.

Dokładnie. Do tego nie ma tam żadnej kotliny, ukształtowanie terenu nie jest szczególnie niekorzystne, a mimo to odczyty były niezwykle wysokie. Być może powodem jest wyjątkowo wysoki poziom emisji lokalnych. Trzeba to jeszcze sprawdzić. Przekonamy się o tym, kiedy pyłomierz Radia Kraków zostanie zainstalowany w Skale. Nasze odczyty są chwilowe, natomiast teraz będzie można policzyć średnie dobowe w różnych warunkach pogodowych.

Ciekawe jest również to, co pokazują pomiary Radia Kraków w innych miejscowościach. Widać wyraźnie, że poziomy zanieczyszczenia rosną od godziny 18. Może to wynikać z dwóch rzeczy. Tego, że ludzie wracają z pracy i zaczynają grzać. Ale również, o tej porze mogą się zaczynać tworzyć warunki inwersyjne.

Co myślałeś, kiedy dokonywaliście odczytów?

Kiedy jedzie się przez takie miejscowości, robi się po prostu smutno, że ludzie muszą żyć w takich warunkach. W Krakowie to się rozkłada na większą liczbę osób, że tak powiem – współcierpimy. A kiedy jedziesz przez mniejsze miejscowości, widzisz ekstremalne stężenia, robi ci się po prostu przykro. Tym bardziej, że w niektórych jest po kilkanaście domów, wszyscy się znają, i sami to sobie robią. Dziwne uczucie.

Jakie były reakcje?

Ludzie byli zdziwieni, że u nich jest tak źle.

W Krakowie pewnie też, bo okazało się, że to nie Aleje są miejscem, gdzie jest najgorzej.

Rzeczywiście są miejsca gdzie pomiary chwilowe pokazywały wyższe wartości niż pyłomierz WIOŚ na alei Krasińskiego, np. na Klinach, w Bronowicach, wszędzie tam, gdzie jest dużo domów jednorodzinnych. Mimo to przewaga Krakowa jest tutaj wyraźna. Być może mentalność jest nieco inna. Kiedy widzimy czarny dym unoszący się z komina, zgłaszamy to do straży miejskiej – ta reaguje. W mniejszych miejscowościach, gdzie wszyscy się znają, nie ma żadnej reakcji. Wszyscy wiedzą, jak jest, ale nikt nie zwraca uwagi, bo każdy postępuje podobnie. Ojciec palił butelki, dziad palił butelki, to palą butelki – oczywiście to przenośnia.

Co można zrobić, żeby było lepiej?

W Krakowie czy w Małopolsce?

I tu i tu.

To trzeba rozgraniczyć. W małych miejscowościach sytuacja jest jasna. Jeżeli jest wysokie stężenie pyłów zawieszonych, wynika to niemal na pewno z niskiej emisji. Nie ma dużego ruchu pojazdów, nie ma przemysłu, wiadomo, że chodzi o spalanie złej jakości węgla i śmieci, oraz kotły złej jakości. Sprawa jest prosta. Trzeba to rozwiązać.

Rozwiązaniem jest określenie norm dla paliw oraz kotłów. Jak wymagających? Dobre pytanie.

Kraków?

Dopóki nie uzyskamy konsensusu, co do tego, jaki jest udział poszczególnych źródeł zanieczyszczeń, to zawsze będzie konflikt o to, na co warto przeznaczać pieniądze, co zmieniać. Prawdą jest, że wszystkie typy emiterów mają znaczenie i działanie w każdym kierunku przyniesie efekt. Jednak potrzebujemy dokładnie określić poszczególny udział źródeł emisji w ogólnym zanieczyszczeniu powietrza w Krakowie, by móc ograniczone środki rozdysponować odpowiednio do skali problemu.

Z drugiej strony na przykład działania związane z ruchem komunikacyjnym nie są zbyt kosztowne. To zrobił Berlin. Pracuje nad tym Paryż. Ograniczenie możliwości wjazdu do centrów dla samochodów, które emitują dużo zanieczyszczeń, to nie jest kosztowny dla miasta. Będzie bolał ludzi, którzy posiadają takie samochody, ale nie wymaga wielkich nakładów ze wspólnego budżetu.

Tutaj rzecz ma się chyba tak, że niezależnie od procentów, trzeba działać wielotorowo.

Widziałem kiedyś badania z Niemiec, w których emisję mierzono bezpośrednio za samochodami. Okazało się, że przy wyeliminowaniu niewielkiego odsetka pojazdów, które najbardziej zanieczyszczają powietrze, spadek emisji był rzędu kilkudziesięciu procent. Pozbycie się „ogona”, kilku procent najgorszych trucicieli, ma ogromny, bardzo pozytywny efekt. Teraz w Polsce gołym okiem widać samochody, które nie powinny przejść badania technicznego. Jednak nikt na to nie reaguje – policja, straż miejska, nikt. Wiele można zdziałać nawet bez wprowadzania nowych przepisów. Wystarczy egzekwować te, które już są. Przecież policja (dawniej Inspekcja Transportu Drogowego) może mierzyć emisję z rury wydechowej. A jeżeli już takie auto znajdzie, to należałoby się przyjrzeć miejscu, gdzie dokonano przeglądu, bo coś ewidentnie nie gra.

***

Dr Jakub Bartyzel – Akademia Górniczo-Hutnicza im. S. Staszica w Krakowie, Wydział Fizyki i Informatyki Stosowanej, Katedra Zastosowań Fizyki Jądrowej, Zespół Fizyki Środowiska. Współautor badań oraz raportu „Mobilne pomiary stężeń pyłów zawieszonych w obrębie Krakowa, Podhala oraz Górnego Śląska”.

Creative Commons License
This work is licensed under a Creative Commons Attribution 4.0 International License.

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Przykro, że ludzie muszą żyć w takich warunkach"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
M
Gość

„zdjęcia atmosfery pod KĄTEM…” kąt, nie konto 😉

Ryszard Baka
Gość

Zapraszam do Rybnej; tu nie trzeba dokonywac pomiarów mobilnym pyłomierzem, można wykroić nożem ,,cegiełke’ powietrza i zabrać do laboratoriumcelem dalszej obróbki.

Kzimierz
Gość

Przede wszystkim trzeba zrobić dużą ogólnokrajową kampanię informacyjną / edukacyjną o źródłach i skutkach problemu. Trzeba nauczyć ludzi palić w piecach od góry (w tych w których się da). To chyba najtańszy i najszybszy sposób żeby poprawić obecną sytuację.

wpDiscuz