Skawina smog

Skawinianie „ukarani” za zaradność w walce o czyste powietrze

Mieszkańcy Skawiny zadeklarowali chęć likwidacji 1200 pieców węglowych i wymiany ich na ogrzewanie bardziej ekologiczne. Dodatkowo zgodzili się pokryć połowę kosztów z własnych środków. Reszta pieniędzy miała pochodzić z budżetu gminy (20 proc.) i dofinansowania z WFOŚiGW (30 proc.) To właśnie ta jednostka rozdziela środki na walkę z niską emisją. Na planach jednak się skończyło, a skawinianie padli „ofiarą” procedur WFOŚiGW. Dla instytucji bowiem „efekt ekologiczny” jest sprawą drugorzędną, a przyznawanie dotacji biorąc jedynie „kryterium ilość wymienianych pieców byłoby mocno niesprawiedliwym postępowaniem(…)”. Niewielkie dofinansowanie co prawda udało się uzyskać. Jednak dopiero z puli dodatkowej. Udało się dzięki temu wymienić 85 pieców.

Skawina to miejscowość sąsiadująca z Krakowem. Choć znajduje się tutaj elektrociepłownia, to mieszkańcy zamiast z centralnego ogrzewania, muszą korzystać z alternatywnych źródeł energii. Często są to popularne „kopciuchy”. Szacuje się, że na terenie gminy może być nieco ponad 5,8 tysiąca kotłów węglowych. To powoduje, że w sezonie grzewczym pojawia się smog, a w konsekwencji mieszkańcy są skazani na oddychanie zanieczyszczonym powietrzem.

Choć miejscowość działania antysmogowe prowadzi od 2015 roku (wtedy przyjęto uchwałę dotyczącą planu gospodarki niskoemisyjnej), to jednak dopiero ten rok przyniósł największe zmiany. Władzom miasta wspólnie ze Skawińskim Alarmem Smogowym udało się wypracować plan działania.

– Udało się wypracować plan, który składa się z czterech elementów. Pierwszym jest wymiana pieców, drugim bieżąca informacja mieszkańców o tym, jaka jest sytuacja związana z zanieczyszczeniem powietrza. Trzeci to edukacja i czwarty element to kontrola. Zakładamy, że w ciągu trzech najbliższych lat uda się skontrolować każdy dom z paleniskiem węglowym w Skawinie. Na cele związane z poprawą jakości powietrza gmina Skawina chce rocznie wydawać ponad 1,5 miliona złotych ze środków własnych – mówi Tomasz Ożóg, zastępca burmistrza Skawiny.

Tymczasem przedstawiciele magistratu wzięli się do pracy i wraz z aktywistami ze Skawińskiego Alarmu Smogowego przekonywali mieszkańców do wymiany pieców. Efekt był imponujący. W sumie skawinianie zadeklarowali chęć wymiany tzw. „kopciuchów” w 1200 gospodarstwach domowych. Dodatkowo mieszkańcy zgodzili się, że pokryją połowę kosztów prac.

– Uważam, że przekonanie takiej ilości osób do wymiany pieców to bardzo dobry wynik. Jeśli zauważymy, że połowę kwoty mieszkańcy chcieli pokryć, ze swoich środków to mamy pełen obraz – mówi Łukasz Kurlit ze Skawińskiego Alarmu Smogowego. Zwraca również uwagę na to, że zachęta w wysokości 50 proc. pokrycia kosztów wymiany pieców okazała się wystarczająca.

– Ludzie zdają sobie sprawę, że 100 proc. dofinansowania jak w Krakowie już się nie powtórzy a już za 5 lat używanie przestarzałych instalacji będzie zabronione, w myśl uchwały antysmogowej dla Małopolski. Musimy pamiętać, że na koniec dnia te pieniądze nie spadają z nieba tylko naszej wspólnej, publicznej kieszeni, a więc również z kieszeni tych, którzy od wielu lat używają ekologicznych źródeł ciepła i nie otrzymali na to finansowego wsparcia. Co innego programy osłonowe dla najuboższych, na których wdrożenie wciąż czekamy – dodaje.

Reszta sumy miała pochodzić z budżetu miasta (20 proc.) oraz z dofinansowania z Wojewódzkiego funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Plan był ambitny. Jeśli udałoby się go zrealizować to, w krótkim czasie można by zlikwidować 20 proc. wszystkich pieców węglowych na terenie gminy. Imponujący wynik.

Skawińscy urzędnicy do sprawy podeszli ostrożnie. Chcieli wysondować czy przy takim wkładzie własnym uda im się dostać dotację. Dlatego we wniosku złożonym do WFOŚiGW poprosili o wsparcie na wymianę 518 kotłów węglowych. Urzędnicy ze Skawiny wyliczyli, że łączna kwota dofinansowania wyniosłaby blisko 1,8 mln złotych.

Jednak diabeł tkwi w szczegółach, a te okazały się na tyle istotne, że gmina dofinansowania z funduszu nie otrzymała.

O co chodzi? Fundusz najwyżej oceniał te gminy, które zaproponowały największy wkład własny. Skawina zadeklarowała udział w wysokości 20 proc. Dla przykładu Zabierzów wykazał go na poziomie 35 proc.

Liczby mogą być jednak mylące. W przypadku Skawiny, połowę kosztów pokryją mieszkańcy. A to już łącznie 70 proc. W przypadku Zabierzowa mieszkańcy dołożą z własnej kieszeni 15 procent. Łącznie da to sumę 50 proc. Efekt jest jednak taki, że Skawina pieniędzy nie otrzyma, a Zabierzów już tak.

Jak przekonują władze Skawiny przy tak dużym projekcie jakim jest wymiana 1200 kotłów, trudno było znaleźć pieniądze na wyższy wkład.

O komentarz do całej sprawy poprosiliśmy WFOŚiGW. “O przyznaniu dofinansowania decyduje wkład własny gminy oraz osiągnięty efekt ekologiczny. Wysokość środków jest ograniczona i jest określona na dany rok kalendarzowy. W przypadku przekroczenia kwoty przeznaczonej na dofinansowanie zadań w złożonych wnioskach, kwota wnioskowana przez poszczególne gminy może zostać obniżona, przy czym pierwszeństwo w przyznawaniu środków uzyskują gminy, których wkład własny będzie najwyższy” – możemy przeczytać w przesłanej do nas odpowiedzi.

W dalszej części pisma możemy znaleźć fragment, że „”Zgodnie z zapisami regulaminu (…), w pierwszej kolejności decyduje wysokość wkładu własnego, następnie efekt ekologiczny. Gdyby fundusz przyznawał dotacje biorąc jako kryterium ilość wymienionych pieców byłoby to mocno niesprawiedliwym postępowaniem, gdyż z dotacji skorzystałby tylko te największe gminy, natomiast te z małą ilością mieszkańców nie miałyby szans na dofinansowanie”.

Fundusz zaznacza też, że w tym roku wpłynęło 81 wniosków. Łączna wnioskowana kwota dofinansowania wynosiła ok. 34 mln złotych. Fundusz jednak na dofinansowania w tym roku przeznaczył 5 mln złotych. Z powodu dużego zainteresowania zdecydowano o dołożeniu dodatkowych 5 mln złotych. Z tej sumy Skawinie – która była 14 na liście rezerwowej – udało się czknąć jedynie nieco ponad 301 tysięcy złotych. To kropla w morzy potrzeb.

Władze Skawiny nie składają jednak broni. W projekcie budżetu na przyszły rok władze gminy zarezerwowały 1,5 mln złotych.

– Cieszy, że problem został nareszcie zauważony, niestety, zadeklarowana kwota na lata następne to prawie połowa mniej niż zakładana przez nas kwota w Programie Walki ze Smogiem. Uda się za nią wymienić około 250 pieców. Gdyby zatem bazować wyłącznie na środkach własnych gminy wymienimy wszystkie piece dopiero za 24 lata – podsumowuje Łukasz Kurlit ze Skawińskiego Alarmu Smogowego.

Tymczasem efekt jest na razie taki, że w Skawinie udało się zlikwidować 254 pieców węglowych: 87 w 2016 roku, a w tym 167. Na tle całej Małopolski to dobry wynik. Jednak wciąż niewystarczający, aby wygrać ze smogiem.

Fot. Łukasz Kurlit/Skawiński Alarm Smogowy.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Ricoqazq Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
qazq
Gość
qazq

A ja może rozpocznę wątek teorio-spiskowy, bo zazwyczaj pod fasadą “urzędniczej głupoty” kryje się jednak czyiś dobrze przemyślany interes.

Czy czasem gmina Skawina i gmina Zabierzów nie miały między sobą jeszcze jakiś innych różnic?
Np. inny desygnowany producent tych pieców, czy wykonawca?

Bo nie zdziwiłbym się gdyby dotacje z funduszu nagle dostawali tylko ci którzy wybrali “prawidłowo” tych do których pieniądze z dotacji popłyną, czyli wykonawców i producentów.

Rico
Gość
Rico

Jeżeli kryterium miał być wkład własny gminy, to można było wziąć od mieszkańców do budżetu miasta 20% w formie zaliczki – darowizny i pokazać wkład gminy na poziomie 40%. To jednak wymagałoby żeby ktoś w UM pomyślał.