Czy w mieście codzienne spacery mogą być rakotwórcze a wychowanie dziecka zwiększa ryzyko chorób? Czym naprawdę oddychamy w miastach i jak spaliny samochodowe wpływają na nasze zdrowie? Na te pytania odpowiedział niedawno prof. Michał Krzyżanowski, epidemiolog środowiskowy, przez lata współpracujący ze Światową Organizacją Zdrowia.
Większość z nas nauczyła się już patrzeć z niepokojem na dymiące kominy starych kamienic. „Kopciuchy” stały się symbolem walki o czyste powietrze, a świadomość szkodliwości spalania węgla czy śmieci jest dziś powszechna. Jednak gdy mowa o transporcie, nasza czujność drastycznie spada.
Choć zapach spalin towarzyszy nam na każdym kroku w centrum miasta, wielu z nas traktuje go jako nieodłączny, niemal neutralny element wielkomiejskiego krajobrazu. Tymczasem nauka nie pozostawia złudzeń: to, co wydobywa się z rur wydechowych, to toksyczny koktajl, który niszczy nas od środka – od pierwszych dni życia aż po późną starość.
Pułapka niewidzialności
Jednym z największych problemów w walce o czyste powietrze w miastach jest fakt, że nowoczesne spaliny są często… niewidoczne.
Współczesne systemy filtracji, choć coraz doskonalsze, nie są w stanie w pełni wyeliminować emisji szkodliwych substancji. To, że nie widzimy czarnej chmury za autobusem czy samochodem osobowym, nie oznacza, że powietrze jest bezpieczne. W rzeczywistości wdychamy mieszankę gazów i mikroskopijnych cząsteczek, które bez trudu przenikają przez bariery ochronne naszego organizmu
– W mieście w dużym stopniu jesteśmy narażeni na spaliny, jeżeli mieszkamy bardzo blisko dróg o bardzo intensywnym ruchu. Ryzyko chorób jest większe niż u osób, które mieszkają gdzieś w dalszej odległości w zielonych terenach – mówi prof. Krzyżanowski w rozmowie na kanale REPOspolita.
Wpływ spalin na nasze zdrowie jest znacznie szerszy, niż mogłoby się wydawać. To nie tylko kwestia „kaszlu” czy chwilowego dyskomfortu. Lista schorzeń, których ryzyko drastycznie rośnie pod wpływem zanieczyszczeń komunikacyjnych, jest przerażająco długa:
– Czytaj więcej: Miało być o zdrowiu, wyszła polityczna awantura. Co dalej z SCT? [OPINIA]
Dzieci – najbardziej bezbronne ofiary
Dzieci, których organizmy wciąż się rozwijają, są szczególnie podatne na toksyczne działanie środowiska. Życie w miastach, gdzie natężenie ruchu jest ogromne, staje się dla nich „prostą drogą” do problemów zdrowotnych w przyszłości.
– Niektóre dzieci będą miały zwiększone ryzyko zachorowania na astmę, częstsze choroby układu oddechowego, na które można patrzeć jako przeziębienie czy drobną grypę. Ale zamiast mieć tą grypę raz w roku, będą miały pięć razy w roku. Może przekształcić się ona w zapalenie płuc. Rozwój układu oddechowego jest spowolniony. Te dzieci będą miały słabszą sprawność wentylacyjną jak już dorosną. – alarmuje prof. Krzyżanowski
Choć nie każde dziecko zachoruje – bo odporność jest kwestią indywidualną – statystyka jest nieubłagana. Ryzyko rośnie proporcjonalnie do stopnia narażenia. Każdy spacer wzdłuż ruchliwej ulicy to kolejna dawka substancji, które mogą rzutować na całe dorosłe życie młodego człowieka. – Dzieci powinny być pod specjalną ochroną. Ich organizmy się ciągle rozwijają. Jeżeli się okaże, że rozwijają się wolniej na skutek zanieczyszczenia powietrza , to osiągną w wieku dorosłym słabsze parametry zdrowotne. Skutkiem tego ich całe życie jest narażone – ostrzega naukowiec.
Czy Strefa Czystego Transportu jest rozwiązaniem?
W obliczu twardych danych medycznych, dyskusja o Strefach Czystego Transportu przestaje być debatą o „wolności kierowców”, a staje się debatą o prawie do życia i zdrowia. Czy można powiedzieć, że SCT ratuje nam życie?
– W pewnym stopniu tak, ale oczywiście to będzie zależało, jak ta strefa będzie wprowadzana i na ile będzie skuteczna. Czy rzeczywiście ludzie będą woleli przesiąść się na transport publiczny czy zapłacą te 10 zł i będą jeździli po mieście – komentuje prof. Krzyżanowski. Skłonienie społeczeństwa do zrezygnowania z własnej wygody jest najtrudniejszym elementem w układance.
– To jest kwestia kija i marchewki. To jest kwestia zakazów ale też stworzenia możliwości. Jeżeli nie będzie ścieżek rowerowych , jeżeli nie będzie dostępnego i wygodnego transportu publicznego, to ludzie będą myśleli, że nie mają alternatywy. Więc to jest zawsze system naczyń połączonych – komentuje prof Krzyżanowski.
Prekursorką obecnej ULEZ (Ultra Strefy Czystego Transportu) w Londynie była płatna strefa ograniczenia ruchu drogowego (Congestion Charging Zone) w 2003. Jej nadrzędnym celem była walka z zakorkowanymi ulicami. Dopiero później zaczęto patrzeć na problem z perspektywy zanieczyszczeń.
– Paradoksalnie osoby siedzące w samochodzie w korku są narażone w bardzo dużym stopniu. Jeżeli odwozimy dziecko samochodem do szkoły, zamiast pozwolić mu pójść małymi uliczkami, to nie dość tego, że ograniczamy zdrowe poruszanie się, fizyczny ruch to narażamy dziecko na spaliny w miejscu w którym są wytwarzane. Paradoksalnie jest to szkodliwe dla kierowców i pasażerów samochodów w największym stopniu – zaznacza profesor.
SCT nie jest magicznym przyciskiem, który natychmiast oczyści powietrze, ale jest niezbędnym narzędziem do redukcji najbardziej toksycznych frakcji zanieczyszczeń. Jest jednym z narzędzi, które powinno być z czasem ulepszane. Skoro wiemy, że każde 10 mikrogramów pyłów mniej to o kilkanaście procent mniejsze ryzyko zachorowania na raka, to walka o każdą jednostkę czystszego powietrza jest warta podjęcia.
„Zmniejszenie umieralności po dwóch latach”
Spaliny, które czujemy, jadąc rowerem przez miasto, to nie tylko nieprzyjemny zapach. To sygnał alarmowy wysyłany przez nasz organizm, który wdycha toksyczną chmurę. Świadomość, że życie w takim środowisku „musi się kiedyś odbić na zdrowiu”, znajduje pełne potwierdzenie w badaniach epidemiologicznych. – Badania amerykańskie wykazały, że już po 2 latach w stosunku do obniżenia się zanieczyszczenia następuje zmniejszenie umieralności. – dodaje prof Krzyżanowski.
Wprowadzenie Stref Czystego Transportu to krok w stronę miast, w których spacer czy jazda do pracy nie będą kojarzyły się z ryzykiem zawału, astmy czy nowotworu. To inwestycja w rozwój umysłowy naszych dzieci i godną starość bez demencji.
–
Zdjęcie tytułowe: Stan Baranski



