Wymieranie gatunków to fakt, ale wymieranie na skalę apokaliptyczną już nie. Nowe badanie pokazuje, że sytuacja jest bardziej złożona, a wcześniejsze modele odstają od rzeczywistości.
O „szóstym wielkim wymieraniu” mówi się od lat. Piąte – kredowe – miało miejsce ok. 66 milionów lat temu. Było efektem uderzenia wielkiej planetoidy w Półwysep Jukatan i serii globalnych kataklizmów oraz długotrwałej zimy, która zatrzymała fotosyntezę.
Tym razem głównym sprawcą ma być człowiek. Wylesianie, urbanizacja, intensywne rolnictwo, emisje i globalny handel gatunkami osłabiają ekosystemy na całym świecie.
W debacie publicznej dominuje obraz gwałtownego kryzysu – milion gatunków zagrożonych wyginięciem, szybkie spadki liczebności populacji, zanik siedlisk. Ten obraz ma solidne podstawy. Dane pokazują wyraźny spadek bioróżnorodności, a tempo zmian w wielu regionach jest alarmujące.
Okazuje się jednak uwagę, że sposób opisywania tego zjawiska może być uproszczony, a narracja o nieuchronnej katastrofie nie do końca oddaje złożoność sytuacji.
Modele wymierania gatunków odstają od rzeczywistości
Ciekawą korektę do tematu wprowadza badanie przeprowadzone przez naukowców z University of Arizona. Z ich ustaleń wynika, że w ostatnich dekadach w wielu grupach roślin i zwierząt tempo wymierania nie tylko nie rośnie, ale nawet spada. Nie oznacza to, że problem wymierania gatunków jest wydumany – po prostu proces jest bardziej skomplikowany, niż dotychczas sądzono.
Tempo obecnej utraty gatunków często jest porównywane z tzw. tempem tła sprzed epoki przemysłowej. Szkopuł w tym, że to drugie to de facto słabo udokumentowane szacunki, oparte na niepełnym zapisie kopalnym i odległych skalach czasowych. W efekcie porównuje się dane nieprecyzyjne i uśrednione ze szczegółowymi, współczesnymi obserwacjami. Dodatkowo – twierdzą autorzy badania – często ignoruje się różnice między dawnymi i obecnymi przyczynami wymierania gatunków.
Podejście zaproponowane przez ekspertów z Arizony opiera się na dokładniejszych danych analizowanych w ramach konkretnych grup taksonomicznych. Badacze przyjrzeli się 912 gatunkom roślin i zwierząt, które wymarły w ciągu ostatnich 500 lat. Wykorzystali do tego celu dane z bazy obejmującej prawie dwa miliony współczesnych i historycznie opisanych gatunków. To jedna z szerzej zakrojonych prób oceny faktycznego tempa wymierania, pozwalająca na znacznie bardziej precyzyjną ocenę zjawiska niż wcześniejsze modele.
W przypadku wielu gatunków tempo wymierania spada
– Odkryliśmy, że przyczyny przeszłych wymierań bardzo różnią się od zagrożeń, z którymi gatunki mierzą się dziś. To sprawia, że trudno jest ekstrapolować dawne wzorce wymierania na przyszłość, bo czynniki napędzające ten proces szybko się zmieniają, zwłaszcza jeśli chodzi o utratę siedlisk i zmiany klimatu – tłumaczy John Wiens, profesor ekologii i biologii ewolucyjnej, współautor badania. – Ku naszemu zaskoczeniu dawne wymierania okazały się słabym i mało wiarygodnym wskaźnikiem ryzyka, na które poszczególne grupy roślin i zwierząt narażone są obecnie – dodaje Kristen Saban, główna autorka badania.
Z ustaleń wynika, że w przypadku niektórych grup – jak stawonogi, kręgowce lądowe czy rośliny – tempo wymierania w ciągu ostatnich lat zmalało. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest fakt, że „wielu ludzi dokłada starań, by zapobiec utracie gatunków” – twierdzi Wiens. Powołuje się on również na inne badania, które dowodzą skuteczności inwestycji w programy ochrony gatunków.
Autorzy zwracają też uwagę, że większość przypadków wymierania dotyczyło gatunków zamieszkujących odległe wyspy, np. Hawaje – najczęściej w efekcie ekspansji gatunków inwazyjnych. W przypadku kontynentów zwykle znikali „mieszkańcy” ekosystemów słodkowodnych.
Innym ciekawym ustaleniem jest brak dowodów na wpływ zmian klimatycznych na wzrost tempa wymierania gatunków w ciągu ostatnich dwustu lat.
Główne zagrożenia dla bioróżnorodności
Badanie ekspertów z Arizony bynajmniej nie odowłuje kryzysu, zmienia jednak perspektywę. Zamiast jednego globalnego trendu mamy do czynienia z mozaiką procesów – od lokalnych katastrof po realne sukcesy ochrony przyrody. Oznacza to, że choć nie ma podstaw do ogłaszania apokalipsy, to jednak złożoność zagrożeń stanowi realne wyzwanie dla polityki środowiskowej. Szczególnie że wiele zjawisk zagrażających przetrwaniu gatunków bezpośrednio dotyka również człowieka. Oto kluczowe powody, dla których wiele zwierząt i roślin walczy dziś o przetrwanie.
- Utrata i degradacja siedlisk
To najważniejszy czynnik napędzający spadek bioróżnorodności. Według raportu IPBES zmiana użytkowania gruntów odpowiada za największą część presji na gatunki. Ekspansja rolnictwa, wylesianie i urbanizacja prowadzą do fragmentacji siedlisk, utrudniając migrację i rozmnażanie. Dane FAO pokazują, że od 1990 r. świat stracił ok. 420 milionów hektarów lasów (178 milionów netto – po uwzględnieniu przyrostu).
- Nadmierna eksploatacja
Do wymierania gatunków przyczynia się również nadmierna eksploatacja – od przełowienia po nielegalny handel dzikimi zwierzętami. Według WWF liczebność monitorowanych populacji kręgowców spadła średnio o 69 proc. od 1970 r., m.in. z powodu eksploatacji. Najgorzej sytuacja wygląda w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach, gdzie średni spadek wyniósł aż 94 proc..
- Zanieczyszczenia
Chemikalia, mikroplastik i nadmiar składników odżywczych zmieniają warunki życia organizmów. UNEP szacuje, że do mórz trafia rocznie ok. 11 mln ton plastiku. Pestycydy i metale ciężkie obniżają zdolność rozrodczą wielu gatunków, a eutrofizacja (wzbogacanie zbiorników wodnych w tzw. pierwiastki biofilne, prowadzący do nadmiernego wzrostu żyzności wód) prowadzi do powstawania martwych stref pozbawionych tlenu.
- Gatunki inwazyjne
Obce gatunki wprowadzane przez człowieka to również jedna z głównych przyczyn wymierań, zwłaszcza na wyspach. Według IUCN odpowiadają za ok. 60 proc. udokumentowanych wyginięć zwierząt. Nowe organizmy konkurują z lokalnymi gatunkami, przenoszą choroby i zmieniają całe ekosystemy – często nieodwracalnie.
- Zakłócenia stabilności ekosystemów
Wymieranie jednego gatunku może uruchomić efekt domina. Przykładowo spadek liczby zapylaczy, takich jak pszczoły, wpływa bezpośrednio na produkcję żywności – nawet 75 proc. upraw zależy od zapylania. Zaburzenia relacji drapieżnik–ofiara czy roślina–zapylacz prowadzą do destabilizacji całych ekosystemów i mogą skutkować tzw. wymieraniem kaskadowym.
- Choroby zakaźne
Patogeny mogą w krótkim czasie zdziesiątkować całe grupy organizmów. Przykładem jest grzyb Batrachochytrium dendrobatidis. Według badania opisanego na łamach „Science” patogen przyczynił się do spadku liczebności populacji co najmniej 501 gatunków płazów w ciągu pół wieku. Jedynie 12 proc. tych gatunków wykazuje objawy regeneracji, a w przypadku 39 proc. proces wymierania postępuje.
- Urbanizacja i infrastruktura
Rozwój miast, dróg i zapór tworzy bariery nie do pokonania dla wielu gatunków. Według OECD infrastruktura liniowa znacząco ogranicza łączność siedlisk. Fragmentacja krajobrazu utrudnia migracje, zmniejsza różnorodność genetyczną i zwiększa ryzyko lokalnych wyginięć.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/RuslanKphoto



