W końcu zaczęło padać. Od kilku dni przez Polskę przetaczają się fronty atmosferyczne, które przynoszą długo wyczekiwany deszcz. Jednak opady to nie tylko zbawienie dla rolników i przyrody. Przynoszą również wytchnienie dla naszego komfortu życia i przede wszystkim zdrowia. Alergie, suche powietrze i spaliny samochodowe to niezbyt dobre połączenie dla naszego organizmu.
Tegoroczna wiosna, choć jeszcze się nie skończyła, niewątpliwie będzie jedną z najsuchszych w historii pomiarów.
– Początek wiosny w Polsce, charakteryzuje wyraźny deficyt opadów, niekiedy na poziomie kilkunastu procent normy dla wielolecia. Taka sytuacja niesie ze sobą szereg konsekwencji dla mieszkańców naszego kraju – mówi dr Tymoteusz Sawiński, adiunkt z Zakładu Klimatologii i Ochrony Atmosfery na Uniwersytecie Wrocławskim (UWr), pytany przez SmogLab.
Te konsekwencje już są widoczne – rolnicy liczą straty, a dodatkowo pojawiły się przymrozki. Według analiz IMGW w ciągu kilku wiosennych tygodni wystąpiły wszystkie rodzaje suszy, także ta dotycząca zasobów wód podziemnych. Na szczęście sytuacja zaczęła się zmieniać, ponieważ przez Polskę przechodzą fronty z opadami. Nie zlikwidują one całkowicie suszy, ale z pewnością ją złagodzą i… oczyszczą powietrze.
Męcząca alergia
Problem alergii związanej z pyleniem w ostatnich latach narasta, czego przyczyną są zmiany klimatyczne. Rośliny pylą wcześniej z powodu wyższych temperatur, a długie przerwy w opadach dodatkowo pogarszają sytuację.

Suche powietrze sprzyja roznoszeniu się pyłków roślin. Brak opadów powoduje, że pyłki nie są usuwane z powietrza, a wiejący wiatr dodatkowo roznosi je na duże odległości. Jeśli jesteś uczulony/na, to warto zapoznać się z kalendarzem pylenia roślin.
W mieście gorzej niż w lesie
Suche powietrze to poważny problem dla alergików. Jak się jednak okazuje, znacznie lepiej przebywać w lesie niż w centrum zanieczyszczonego miasta.
Badania przeprowadzone w latach 2006–2008 przez naukowców z Uniwersytetu Jagiellońskiego (UJ) pokazują, że zanieczyszczone powietrze ma wpływ na alergie. Co więcej, z tym problemem zmagają się nie tylko dorośli, ale także dzieci.
– Udało nam się powtórzyć te badania 10 lat później, w 2018-2019 roku i porównać wyniki badań. Okazało się, że znacznie zmniejszył się odsetek dzieci i młodzieży szkolnej chorujących na astmę oskrzelową, a tych mieszkających w Krakowie, również na alergiczny nieżyt nosa – stwierdziła w wywiadzie ze SmogLabem prof. Ewa Czarnobilska z UJ.
Kierująca Zakładem Alergologii Klinicznej i Środowiskowej UJ prof. Czarnobilska powiedziała, że przyczyną spadku liczby problemów alergicznych u dzieci był spadek zanieczyszczenia powietrza pyłami zawieszonymi.
Suche powietrze nam szkodzi
Choć z roku na rok widać pewną poprawę jakości powietrza, polskie miasta nadal pozostają zanieczyszczone. Obecność suchego powietrza tylko pogarsza ten problem.
– Było nie dość, że bezopadowo, to jeszcze dość chłodno, więc deszcz nie usuwał zanieczyszczeń pyłowych emitowanych przez wciąż liczne w naszym kraju „kopciuchy” – mówi nam dr Sawiński z Wydziału Nauk o Ziemi i Kształtowania Środowiska na UWr. – Nie usuwał również zanieczyszczeń emitowanych z innych źródeł, np. z ruchu pojazdów. Usuwanie unoszących się w powietrzu cząstek przez opad deszczu jest również ważne dla alergików – opad usuwa również alergenne pyłki roślin – dodaje.
Deszcz skutecznie usuwa z powietrza zanieczyszczenia, w tym pyły wydostające się z kominów. Nawet śnieg zimą jest czynnikiem oczyszczającym atmosferę. Poniższy wykres pokazuje to na przykładzie Wrocławia:

– Proces usuwania cząstek zanieczyszczeń przez opad nazywamy „wymywaniem”, bądź z angielska „scavengingiem” – chodzi tu o przechwytywanie cząstek zanieczyszczeń przez cząstki opadu i usuwanie ich w ten sposób z powietrza atmosferycznego – tłumaczy dr Sawiński.
Wykres pokazuje, że poranne opady śniegu zmniejszyły poziom zanieczyszczeń w powietrzu. W kwietniu tego roku było sporo zimnych dni, dlatego podczas suchej i chłodnej pogody ludzie nadal palili w piecach.
Prawie jak w Bagdadzie
Problem braku opadów narasta w ostatnich latach. Dochodzi do tego także problem silnego wiatru. W ostatnich latach nieodłącznym elementem krajobrazu stały się burze pyłowe obserwowane na polach w okresie wiosennym. Miasta również nie są od tego wolne.

Powyższy wykres pokazuje zależność między stężeniem pyłów PM10 i PM2.5 a prędkością wiatru. Ponieważ okresy suchej pogody w przyszłości będą się wydłużać, problem może narastać.
– W warunkach suchej pogody pył mineralny gromadzący się naturalnie na wszystkich powierzchniach nie jest związany przez wilgoć. W efekcie podmuchy wiatru mogą go dość swobodnie unosić (proces ten nazywamy „resuspensją”), wpływając na wzrost stężeń pyłu zawieszonego w powietrzu – mówi nam dr Sawiński. – Zjawisko to dotyczy przede wszystkim pyłu dość grubych frakcji, bo taki zazwyczaj zalega na podłożu – dodaje.
Letni smog
Według wrocławskiego naukowca opady korzystne wpływają na nasze zdrowie i komfort życia, oczyszczając w pewnym stopniu powietrze. A nawet latem brak opadów dla mieszkańców miast może okazać się szkodliwy.
– W warunkach lata, zwłaszcza w obszarach z dużym ruchem samochodowym, gdzie mamy duża emisje tlenków azotu, połączenie słońca i obecności tlenków azotu powoduje powstanie ozonu troposferycznego/przyziemnego – zauważa dr Sawiński.
– Powstaje on w wyniku reakcji fotochemicznej (stąd związki ze słoneczną pogodą), w obecności tak zwanych prekursorów ozonu (są to między innymi właśnie tlenki azotu). Ozon znamy przede wszystkim z tak zwanej warstwy ozonowej, znajdującej się w stratosferze i chroniącej nas przed szkodliwym promieniowaniem UV – wyjaśnia.
Jak tłumaczy dalej nasz rozmówca, jeśli ozon pojawia się przy powierzchni ziemi, to może szkodzić zwierzętom, roślinom i ludziom.
– Tworzy tak zwany smog letni, smog fotochemiczny, smog typu Los Angeles – mówi naukowiec.
Przed nami lato
Teraz pada deszcz, więc problem został zażegnany, ale lato coraz bliżej.
– Jeśli taka sytuacja się utrzyma również w półroczu ciepłym, zarówno nas – ludzi, jak i środowisko przyrodnicze czekają ciężkie chwile – susza, brak wody w rzekach. Ryzyko powtórki odrzańskiej katastrofy ekologicznej. Dla mieszkańców miast brak wody w środowisku miejskim – i tak mającym niewielką zdolność do gromadzenia wody, czyli jej retencji – również będzie przyczyną dyskomfortu, a nawet zagrożeń – ostrzega Sawiński.
Naukowiec wyjaśnia, że naturalnymi rezerwuarami wody i wilgoci w mieście są nie tylko rzeki, rzeczki, jeziora, oczka wodne czy fontanny. Taką funkcję pełnią również gleba i roślinność.
– Ponieważ parująca w upalne dni woda wychładza w pewnym stopniu powietrze (parowanie to proces pochłaniający energię, powoduje więc spadek temperatury powietrza), jej brak spowoduje, że letnie upały w betonowych centrach miast będą jeszcze dokuczliwsze – zwraca uwagę Sawiński.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/T.Vyc



