W Poznaniu i Nowej Hucie są sklepy, które przyjmują zepsute i sprzedają naprawione

Podziel się:

Rocznie każdy z nas produkuje około 250 kilogramów śmieci. Żeby to ograniczyć, trzeba przede wszystkim zmienić swoje podejście do zakupów i do rzeczy, które już posiadamy. Uświadomić sobie, że niekoniecznie musimy mieć wszystko nowe, większe i lepsze. Że nie trzeba wyrzucać czegoś tylko dlatego, że nie mamy czasu zająć się naprawą. Powstaje coraz więcej sklepów, które pokazują, jak można robić zakupy ekologiczniej – z drugiej ręki. I nie chodzi tylko o ubraniowe second-handy.

Kupowanie używanych ubrań jest u nas na porządku dziennym. Nikogo nie dziwi, nie bulwersuje – wręcz przeciwnie, piękna sukienka upolowana za grosze budzi podziw. Od lat działają w Polsce duże sieci “szmateksów”, ale też małe sklepiki z używaną odzieżą. Wiele osób decyduje się na rezygnację z kupowania nowych ubrań w sieciówkach, żeby nie szkodzić środowisku – bo im większy popyt na markowe ciuchy, tym większe emisje z ich produkcji oraz smog związany z transportem ich przez cały świat do Polski.  Do tego dochodzą kwestie etyczne związane ze złym traktowaniem pracowników w szwalniach np. w Bangladeszu.

Jednak coraz więcej inicjatyw zachęca do tego, żeby na kupowanie z drugiej ręki nie patrzeć tylko jako na polowanie na koszulki w second-handach. To może być też wyposażanie domu sprzętem, który komuś przestał służyć. Albo meblami, które odzyskały dawny blask.

Zmiany już widać – przynajmniej w statystykach. Z badań przeprowadzonych na zlecenie Tetra Pak wynika, że aż 70 procent przepytanych kieruje się przy swoich wyborach konsumenckich troską o środowisko. A przecież kupowanie z drugiej ręki to dla środowiska najlepsze rozwiązanie – po pierwsze, produkty, których ktoś już nie potrzebował, nie trafiają na wysypisko. Przedłużamy więc ich życie. Po drugie – nie napędzamy dzięki temu popytu na meble czy sprzęty z wielkich marketów, a więc nie przyczyniamy się do ich zwiększonej produkcji.

Poznański Wieloryb

Naprzeciw idei ekologicznego kupowania wyszedł poznański sklep Wieloryb przy ulicy Dąbrowskiego. Jego założyciele napisali do SmogLabu po tym, kiedy opublikowaliśmy informację na temat szwedzkiego centrum handlowego, sprzedającego jedynie używane rzeczy. 

– Taki sklep  mamy również w Polsce – napisała pani Alicja Janik.  – Sklep Wieloryb to miejsce, w którym można sprzedać, wymienić lub kupić używane przedmioty. Zdarza się też przyjmujemy zepsute i je naprawiamy. Staramy się szerzyć idee zero waste i slow life.

Wieloryb działa od roku – zarówno stacjonarnie w Poznaniu, jak i internetowo, przez portal Allegro. Można tu kupić używane rowery, sprzęt elektroniczny, biżuterię czy zabawki. Do sklepu można oddać także stare dżinsy, które są później przerabiane na kurtki. Takie katany można oczywiście znaleźć w Wielorybie. Część z zysku z ich sprzedaży trafia na konta organizacji zajmujących się ochroną środowiska.

– Uważamy, że większość nadających się do życia przedmiotów przedwcześnie kończy swój żywot na wysypisku – czytamy na stronie Wieloryba.

Czym ich działalność różni się od klasycznego komisu?

Oprócz skupu i sprzedaży używanych przedmiotów, sklep zajmuje się również szkoleniami i kursami, które mają promować ekologiczny styl życia. Cały lokal został wykonany z materiałów, które nie szkodzą środowisku. Nie można dostać tu foliowych siatek – właściciele są na tym punkcie wyczuleni. Nawet w kampanii reklamowej zaznaczali, że foliówka służy nam średnio przez 12 minut, a rocznie zabija ponad milion gatunków morskich. Wieloryb ma również umowy z firmami przetwarzającymi odpady, by docelowo móc samodzielnie odbierać elektrośmieci i przeznaczać je do recyklingu.

Nazwa sklepu też nie jest przypadkowa – założyciele nawiązują do tego, że to właśnie wieloryby bardzo silnie odczuwają skutki działalności człowieka. Zjadają ogromne ilości plastiku, który ląduje w morzach. Poza tym wciąż są celem wielu polowań. Nie są dla nich obojętne również zmiany temperatury wody, przez które zmniejsza się ilość kryla, czyli malutkich skorupiaków, które są dla wielorybów pożywieniem. Według danych Greenpeace rocznie na skutek działalności człowieka ginie 300 tysięcy wielorybów, delfinów i morświnów.

Właściciele poznańskiego sklepu mają nadzieję, że uda im się stworzyć sieć i pojawić także w innych miastach w Polsce.

Meble z Nowej Huty

Krakowski kiermasz Wspólnoty Emaus na osiedlu Willowym w Nowej Hucie trudno porównać do Wieloryba, choć również zajmuje się sprzedażą używanych przedmiotów. Jednocześnie jest miejscem, które pomaga osobom doświadczonym przez los – bezrobotnym i w kryzysie bezdomności.

Wszystkie przekazane Wspólnocie sprzęty czy meble są naprawiane i odnawiane w warsztatach elektrycznym czy stolarskim. Emaus organizuje również przeprowadzki. Dzięki uzyskiwanemu dochodowi dziesięciu członków Wspólnoty ma gdzie mieszkać.

Meble i sprzęty (często vintage!), które można kupić na osiedlu Willowym są niepowtarzalne. Często odmalowane, ozdobione – takie, jakich nie znajdziemy w sieciowych sklepach. Obok retro foteli można tam znaleźć na przykład starą krajalnicę albo pojemnik na narzędzia chirurgiczne. Oprócz odnowionych półek kuchennych da się tam upolować radio Kasprzak albo maszynę do szycia z fabryki braci Pfaffów.

Poza tym na piętrze niepozornego nowohuckiego sklepu sprzedawane są ubrania i książki. Do Emausu można również oddać swoje meble do renowacji.

Krakowska Wspólnota jest częścią międzynarodowego ruchu, który powstał w latach 50. we Francji. Założył go ojciec Piotr – ksiądz, który opiekował się osobami w kryzysie bezdomności. Początkowo podopieczni zajmowali się zbieraniem złomu, a dopiero później renowacją mebli. Do Krakowa ta idea dotarła w 2003 roku.

Obecnie ruch Emaus działa w czterdziestu krajach na pięciu kontynentach.

Zdjęcie:  InnaFelker/Shutterstock

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o