Znaczna część Wenecji zniknie za nieco ponad 100 lat. Plac św. Marka, wszystkie ulice, nabrzeża i okoliczne wyspy znikną pod wodą, jeśli świat będzie ocieplał się w takim tempie, jak dotychczas. My też nie jesteśmy bezpieczni. Prof. Jacek Piskozub z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk nie ma dobrych wieści. Stracimy Żuławy Wiślane, część Gdańska i wszystkie bałtyckie plaże.
Topniejące lodowce oraz rozszerzalność termiczna oceanów na Ziemi powodują, że poziom światowego oceanu rośnie. Średnie tempo wzrostu wynosi blisko 4 mm rocznie i od lat przyspiesza. W obliczu postępującego wzrostu poziomu mórz wszystkie miasta portowe i wiele innych nisko położonych miejsc na świecie jest zagrożonych zalaniem.
- Czytaj także: Tak Grecja traci swoje plaże. 250 km w 30 lat
Wenecja zniknie już za 125 lat
Wenecja – jedno z najbardziej urzekających miast na świecie, perła włoskiej i światowej architektury, może zniknąć za 125 lat. Nowe badanie nie pozostawia złudzeń i ukazuje alarmujące dla tego miasta prognozy.
Jak to będzie wyglądać? Do 2150 roku nawet 65 proc. Wenecji oraz pozostałych obszarów lądowych w strefie Laguny Weneckiej zostanie zalanych. Efekt badań przeprowadzonych przez włoskich naukowców z Narodowego Instytutu Geofizyki i Wulkanologii ilustrują poniższe mapy.

Roczne tempo wzrostu poziomu wód Morza Adriatyckiego ma wynieść od 4,2 do 5 mm rocznie. Dane opierają się na statystykach zebranych przez weneckie centrum pływowe w ciągu ostatnich 20 lat. Naukowcy połączyli je z danymi satelitarnymi dotyczącymi osiadania gruntu zarejestrowanymi w latach 2008-2023.
Wszystkie ulice, place, w tym słynny Plac Św. Marka zostaną całkowicie zalane do 2150 roku. Zalane zostaną też praktycznie wszystkie wyspy tworzące Lagunę Wenecką, m.in. Sant’Erasmo, pokryta ogrodami, drzewami i niewielką zabudową wyspa położona na wschód od starego miasta Wenecji. Wybrzeże na zachodzie także zostanie zalane wraz z częścią lotniska Marco Polo. W 2150 roku lotnisko to nie będzie już mogło funkcjonować.
Jeszcze przed 2100 rokiem poziom morza wzrośnie nawet o 60 cm, co postawi los Wenecji pod znakiem zapytania.
– Wyniki naszego badania podkreślają wpływ antropogenicznych zmian klimatu na Lagunę Wenecką. Rosnący poziom mórz, napędzany emisjami CO₂ ze spalania paliw kopalnych, łączy się z lokalnym osiadaniem, pogarszanym przez urbanizację i eksploatację zasobów podziemnych – powiedział Tommaso Alberti, jeden z autorów badań INGV.
Polska jest w niewiele lepszej sytuacji. Znikną Żuławy i część Gdańska
Wielu z nas może się wydawać, że zmiany klimatyczne dotykają ludzie mieszkających daleko stąd. Tak więc – jak można sądzić – nie musimy się martwić rosnącym poziomem morza. Czy rzeczywiście możemy czuć się bezpieczni? Zapytaliśmy o to oceanologa, prof. Jacka Piskozuba z sopockiego Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk.
– Oceany i morza to naczynia połączone. I chociaż dokładna wartość tego, ile lokalnie podniesie się poziom morza, zależy w pewnym stopniu od zmian prądów morskich i tego jak daleko dane miejsce jest od rejonów, gdzie topią się lodowce, to wyniki modelowania pokazują, że na południowym wybrzeżu Bałtyku wzrost poziomu morza będzie praktycznie taki sak jak średni globalny – stwierdza prof. Piskozub.

Najbardziej zagrożone są Żuławy. I, jak w przypadku Wenecji – wcale nie tylko dlatego, że są nisko położone.
– To samo pokazują pomiary wzrostu poziomu morza prowadzone od XIX w. Z tym, że wschodnia część naszego wybrzeża, np. rejon Zatoki Gdańskiej, w tym Żuławy, dodatkowo obniża się o 1-2 mm rocznie w wyniku naturalnych ruchów geologicznych oraz kompaktyfikacji [ubijania się – przyp. red.] osadów delty Wisły, co wiemy choćby z porównania trendów wzrostu poziomu morza w Gdańsku z wartościami z Kołobrzegu czy Świnoujścia – zauważa oceanolog.
Jeszcze w tym stuleciu zaczniemy tonąć
Symulacje pokazują, że do końca tego wieku historyczna część Gdańska może ucierpieć. Szczególnie ze względu na silne sztormy. A te w przyszłości będą silniejsze. Długi Targ być może już za kilkanaście lat będzie doświadczał tego, czego doświadcza wenecki Plac Św. Marka. Prof. Piskozub nie przekazuje pocieszających wieści.
– Mamy zatem tempo wzrostu poziomu morza podobne do średniego światowego, a w niektórych rejonach nawet większe. W połączeniu z faktem, że duża część Żuław już jest poniżej poziomu morza, a miejscowości nadmorskie, takie jak Gdańsk, mają dzielnice leżące mniej niż dwa metry nad poziomem morza, spowoduje to poważne problemy jeszcze w tym wieku, w którym globalny wzrost poziomu morza od czasów przedprzemysłowych może wynieść około metra (jedna czwarta tego już nastąpiła). W połączeniu z typowymi dla wielu sztormów spiętrzeniami [cofkami – przyp. red] także około metra, zagrozić to może wielu miejscowościom nadmorskim i praktycznie całym Żuławom – ostrzega naukowiec.
Musimy działać już teraz
Mocno już tę zmianę klimatu rozpędziliśmy, a ten rozpędzony pociąg trudno jest zatrzymać. Potrzebne są działania adaptacyjne, jak budowa zapór. Włosi w 2003 roku zaczęli realizować projekt o nazwie MOSE. System podwodnych zapór wart 8 mld dolarów spełnia swoje funkcje. Problem w tym, że przy takiej skali ocieplającego się klimatu to nie wystarczy. Włosi będą musieli ten projekt znacznie rozwinąć. A my?
– Należy już teraz wdrożyć działania zaradcze oraz planować bardziej radykalne na następne dekady. Na przykład należy podwyższać wały przeciwpowodziowe na Żuławach. Powinno się także podwyższać nabrzeża w portach o przynajmniej tyle, o ile już podniósł się poziom morza, a najlepiej o więcej (przy ich remontach prawie nigdy się tego nie robi) – odpowiada SmogLabowi prof. Piskozub.
Choć w ciągu najbliższych kilkunastu lat nie powinno się jeszcze nic wielkiego stać, to – jak zauważa sopocki oceanolog, już teraz należy podjąć zdecydowane działania.
– Trzeba też rozpocząć prace koncepcyjne nad długofalowymi rozwiązaniami. Na przykład nad wrotami powodziowymi w ujściu Wisły Martwej i Śmiałej w Gdańsku, co pozwoliłoby miastu przetrwać duże sztormy, gdy poziom morza podniesie się już nawet o metr. Prawdopodobnie nie będą potrzebne przed połową stulecia, ale byłoby bardzo źle, gdyby nie zbudowano ich, zanim po raz pierwszy okażą się niezbędne dla uratowania miasta przed powodzią morską – podsumowuje nasz rozmówca.
- Czytaj także: Ulica Długa w Gdańsku i część Gdyni pod wodą. Taki wzrost poziomu mórz przewidują klimatolodzy
–
Zdjęcie tytułowe: Istvan Csak/Shutterstock