Więzienie za spacer w lesie? “Ta specustawa łamie prawa obywatelskie”

Podziel się:

Nowa specustawa Ministerstwa Rolnictwa, nazwana przez organizacje ekologiczne Lex Ardanowski, przewiduje dotkliwe kary dla każdego, kto przeszkodzi w polowaniach. W efekcie nie będzie można swodobnie spacerować czy uprawiać sportu w lasach. -Wystarczy, że myśliwi nieodpowiednio poinformują o planowanym polowaniu. Niczego nieświadomy człowiek pojedzie do lasu i równie nieświadomie złamie prawo – mówi dr Marcin Urbaniak, prezes Akademickiego Stowarzyszenia Przeciwko Myślistwu Rekreacyjnemu.

Więzienie za spacer w lesie – taka wizja naprawdę jest realna?

Niestety tak. Nowa specustawa ministerstwa rolnictwa wprowadza do ustaw o prawie łowieckim, ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zapisy, które rzeczywistości grożą osobom spacerującym w lesie więzieniem. Mówiąc precyzyjnie – jeśli trwa polowanie redukcyjne i osoba postronna znajdzie się w lesie w jego trakcie, zostanie postawiony jej zarzut utrudniania pracy myśliwym. To podlega karze grzywny albo ograniczenia lub pozbawienia wolności do roku. Jeśli trwa tak zwany odstrzał sanitarny, to ta sama specustawa wprowadza przepis, że znajdując się na terenie trwającego polowania, udaremniamy go lub utrudniamy. W najlżejszym przypadku grozi za to grzywna, a w ciężkim  – ograniczenie wolności do trzech lat. To jest absurdalne i skandaliczne, bo nowe przepisy w niewielkim stopniu  odnoszą się do kwestii sanitarnych, czyli gospodarki łowieckiej związanej z faktycznym zwalczaniem wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF). Skupiają się za to na ściganiu karnym indywidualnych osób i są wymierzone przeciwko organizacjom ekologicznym oraz ruchom antyłowieckim.

To oznacza, że nie będą możliwe nie tylko spacery w lesie w trakcie polowań, ale też protesty, mające je udaremnić.

Tak, ale specustawa idzie  o wiele dalej. Niemożliwe staje się też uprawianie sportu, zbieranie grzybów – jakakolwiek rekreacja na wolnym terenie, gdzie może się odbywać odstrzał. Wystarczy, że myśliwi nieodpowiednio poinformują o planowanym polowaniu. Niczego nieświadomy człowiek pojedzie do lasu i równie nieświadomie złamie prawo. Można powiedzieć, że ta specustawa pozornie walczy z epidemią, a w rzeczywistości skupia się i ingeruje w podstawowe prawa obywatelskie – jak na przykład prawo do przebywania na świeżym powietrzu.

Przez to, że ta specustawa idzie tak daleko, można odwoływać się do wyższych instancji?

Trudno przewidzieć, co stanie się dalej. Została przegłosowana przez Sejm jeszcze w grudniu, teraz trafiła do Senatu. Obrady będą jutro (15.01) i mam nadzieję, że senatorzy wezmą pod uwagę chociażby to, że za uniemożliwianie czy utrudnianie gaszenia pożaru nie przewiduje się pozbawiania wolności, a jedynie grzywnę. Specustawa ma horrendalnie zawyżone kary, więc jest szansa, że nie zostanie w tym kształcie przegłosowana. Natomiast niestety komisje senackie, które obradowały w ubiegłym tygodniu, nie wzięły pod uwagę głosu społecznego. Jeśli Senat przegłosuje specustawę, koalicja Niech Żyją! i inne współpracujące organizacje będą się zastanawiały, co dalej. Na pewno nie będzie można tego tematu zostawić.

Projekt tej specustawy jest projektem poselskim, a więc dopuszcza pominięcie konsultacji społecznych. Ale jakby się jednak odbyły, to co powinno w pierwszej kolejności zostać zmienione albo wykreślone z tego projektu? Jakie poprawki zaproponowałaby strona społeczna?

Na pewno nie powinno się karać ograniczeniem wolności osób, które przez przypadek znalazły się w trakcie polowania w lesie. Ta specustawa powinna skoncentrować się na określeniu restrykcyjnych wymogów bioasekuracji – od dezynfekowania krwi przez myśliwych, aż po konsultacje z weterynarzami. W ogóle powinien zostać wprowadzony wymóg obecności weterynarzy podczas polowań sanitarnych. Na takie kwestie powinien być stawiany nacisk, a nie na polowania z tłumikiem, groźby więzienia czy ingerowanie w prawo własności, o czym jeszcze nie wspomniałem. Specustawa nie daje możliwości odmowy wpuszczenia myśliwych na swój prywatny teren. Czyli jeśli moja ziemia jest wyłączona z obwodu łowieckiego, to przestaje mieć znaczenie, bo myśliwy można i tak na nią wejść i strzelać do zwierząt. To jest jawne łamanie prawa własności. Mówiąc krótko – specustawa nie powinna stwarzać pozoru walki z epidemią, ale realnie z  nią walczyć. Takie powinny być zmiany.  

Z tego, co pan mówi, wyłania się taki obraz – ludzie nie będą mogli korzystać ze wspólnej przestrzeni ani nawet ze swojego terenu w trakcie polowań. Tymczasem myśliwi, jak pokazano w materiale TVN, nadal będą suszyć grzyby czy przetrzymywać jedzenie obok zwłok potencjalnie zakażonych zwierząt, nie przejmując się przepisami.

Zgadza się, dobrze to pani ujęła. Wiele polowań się odbywa tak, że wnętrzności zwierząt są rozrzucone po lesie, a dezynfekcja krwi jest fikcją. Na tym, powtarzam, powinna się koncentrować specustawa. Dodatkowy problem jest taki, że myśliwi dzięki nowym zapisom będą poza kontrolą społeczną. Nie dowiemy się, co się dzieje podczas polowania i czy ustawy o prawie łowieckim albo o ochronie zdrowia zwierząt nie są naruszane.

Turnicki Park Narodowy nie powstaje m.in. przez lobby łowieckie, dopisano do tej pory chronione szakale na listę zwierzyny do ostrzału, pomimo protestów w Krakowie wyznaczono cztery obwody łowieckie. Dlaczego myśliwi w Polsce są grupą uprzywilejowaną?

Polski Związek Łowiecki  to potężne konsorcjum, zarabiające pieniądze na polowaniach rekreacyjnych. Odstrzały komercyjne przynoszą ogromne zastrzyki pieniędzy i przyciągają bogatych ludzi z całej Europy. Do tego dochodzą potężne sumy, jakie są gotowi zapłacić za wymyślne dania na sporządzone np. z żubra. Wokół tego urósł ogromny biznes – mamy w Polsce ośrodki hodowli zwierząt, gdzie w małym ekosystemie hoduje się na przykład bażanty. Tylko po to, żeby przyjechali myśliwi, wypuścili je z klatek i dokonali egzekucji. Środowisko łowieckie łączy osoby wysoko postawione – polityków czy duchownych. Załatwiają swoje interesy, spotykając się podczas swojej ulubionej okrutnej rozrywki. Dorabiają do tego ideologię, całą „kulturę łowiecką”, którą chciano zresztą wpisać do niematerialnego dziedzictwa kulturowego i o to też była awantura. Wszystkie próby przystopowania tej samowoli myśliwych spotykają się z wrogą, agresywną odpowiedzią. Ich działania tłumaczone są tradycją i pseudonaukowym bełkotem.  

Ktoś oprócz myśliwych skorzysta na specustawie?

Głównymi zainteresowanymi są hodowcy trzody chlewnej, która jest źródłem ASF. Wirus przenosi się przez brak bioasekuracji, bo rolnik oszczędza, więc nie utylizuje martwych świń, tylko je zakopuje w lesie. Dziki to zjadają i później są zawirusowane. Ale tego nie roznoszą – wirusa przenoszą myśliwi na butach i oponach, razem z krwią zabitych zwierząt. W zeszłym roku mieliśmy ogniska ASF przy wschodniej granicy, teraz zakażone dziki pojawiają się też po drugiej stronie kraju. To nie zwierzęta przebiegły całą Polskę, to myśliwi! Odpowiadając na pani pytanie – każda forma walki ze środowiskami ekologicznymi chroni biznes przemysłowej hodowli zwierząt konsumpcyjnych, czyli trzody chlewnej, krów i drobiu. Trzeba pamiętać, że jest ona solidarna z hodowlą zwierząt futerkowych. A całe to środowisko działa w zgodzie z myśliwymi. Robi się z tego wielkie koło, wzbogacające się na cierpieniu zwierząt. Oczywiście myśliwi kreują się na specjalistów, którzy walczą z „lewakami” i „ekoterrorystami” i chronią nas przed niebezpiecznymi zagrożeniami, jakimi są dziki czy lisy. Wojują z całą przyrodą, która jest jednym wielkim wrogiem. Najlepiej jest go eksterminować i zabetonować. Tak to działa od lat.

Myśli pan, że jest szansa na taką Polskę, w której nikt nie zabija dla przyjemności?

Jest to możliwe. Hipotetycznie. Jeśli nowa ekipa rządząca powołałaby nowe ministerstwa, które szanowałyby język naukowców, ekologów i klimatologów, konsultowała ze specjalistami swoje projekty, byłaby taka szansa. Nie zapominajmy, że tak chroniona w Polsce hodowla zwierząt powoduje ogromne emisje CO2, bezpośrednio wpływając na kryzys klimatyczno-środowiskowy. Gdyby naukowe argumenty byłyby brane pod uwagę, łatwiejsze byłoby odejście od przemysłowej hodowli zwierząt futerkowych, zwiększenie kontroli związanej z ubojem rytualnym i eksperymentowaniem na zwierzętach, ograniczenie przywilejów myśliwych czy rozwiązanie kwestii cyrków ze zwierzętami i strzelania fajerwerkami. Zmiany muszą być systemowe. Ale żeby na górze nastąpiła zmiana, rządzący muszą być wybrani demokratycznie. A to znaczy, że musi się zmienić sposób myślenia większości polskiego społeczeństwa.  

Dr Marcin Urbaniak – etyk, pracuje w Instytucie Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Jest prezesem Akademickiego Stowarzyszenia Przeciwko Myślistwu Rekreacyjnemu.

Zdjęcie: Randy van Domselaar/ShutterStock

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o