Maska przeciwgazowa. Fot. Sarah Kaye

WIOŚ po pożarach wysypisk mierzy gazy bojowe. Jak ich nie ma, to ogłasza, że jest ok

– WIOŚ użył urządzenia służąco de facto do wykrywania gazów bojowych, lub substancji których można jako gazy bojowe użyć. I stwierdził, że tego typu związków tam nie znaleziono, więc możemy spać spokojnie. Tego nie wymyśliłby nawet Bareja. Można to ciągnąć dalej, ad absurdum, na przykład: szkoda że nie użyto licznika Geigera. Okazało by się (surprise, surprise) że nie ma podwyższonego poziomu promieniowania jonizującego, czyli nie ma skażenia radioaktywnego. Jakaż ulga! – pisze Jakub Jędrak o pomiarach prowadzonych po pożarze składowiska odpadów w Skawinie. Poniżej cały tekst. 

Do długiej listy polskich miejscowości, w których paliły się składowiska odpadów, dołączyła ostatnio Skawina.

Jakby sam fakt, że doszło do kolejnego takiego pożaru, był mało bulwersujący, to dodatkowo mamy jeszcze dającą do myślenia postawę Wydziału Inspekcji Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. W komunikacie Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego możemy przeczytać, że zastępczyni Naczelnika owego Wydziału „zreferowała podjęte działania (m. in. dokonanie pomiarów jakości powietrza specjalistycznym sprzętem z użyciem skanera RAPID PLUS, pobranie próbek wody z rzeki Skawinka) i zapewniła, że spektrometr nie wykazał obecności substancji niebezpiecznych na poziomie skanowania.”

Czyli było co prawda trochę śmierdzącego dymu, ale wszystko w porządku – odpowiednie służby czuwają, trzymają rękę na pulsie i ogólnie, robią co do nich należy. Skoro tak, to nic tylko się cieszyć, i można spać spokojnie, czyż nie? Jak się Państwo zapewne domyślają, nie jest niestety aż tak różowo. Choć wczoraj redaktor Borejza komentował już tę wypowiedź, to warto do niej wrócić.

O tym, co może zmierzyć ów tajemniczy skaner RAPID PLUS – za chwilę. Na razie przyjrzyjmy się temu, co na pewno, lub z dużym prawdopodobieństwem trafiło do powietrza w wyniku tego pożaru.

Proszę wybaczyć, że piszę o rzeczach oczywistych, ale najwyraźniej dla niektórych urzędników nie są one wcale oczywiste. Przy każdym tego typu pożarze gołym okiem widać gęsty dym – wiadomo więc bez żadnych pomiarów, że stężenia pyłu zawieszonego w okolicy pożaru (przede wszystkim w kierunku, w którym wieje wiatr) będą duże. Pyłu na miejscu chyba nikt nie mierzył, ale mamy całkiem sporo danych z dalszej okolicy, na przykład z czujników sieci Airly.

W komentarzach na profilu Krakowskiego Alarmu Smogowego internauci zamieszczali też wykresy ze swoich czujników, które pokazywały stężenia PM 10 przekraczające chwilowo nawet 300 μg/m3 (czujnik znajdował się na balkonie mieszkania na os. Kliny).

Na bardzo silny smród spalenizny narzekali też mieszkańcy os. Ruczaj, jeden z nich zarejestrował stężenia PM 10 dochodzące 160 μg/m3.

Oczywiście, są to wyniki z „niskokosztowych” czujników, których dokładność nie może się równać z tym, co pokazują stacjach Państwowego Monitoringu Środowiska. No właśnie, a co pokazują stacje? W przytaczanym komunikacie czytamy: „W analizowanym okresie nie stwierdzono na stacjach Państwowego Monitoringu Środowiska w rejonie Skawiny przekroczeń poziomów dopuszczalnych mierzonych substancji w powietrzu. Podwyższone stężenie benzenu i pyłu zawieszonego PM10 odnotowano jedynie w południowej części Krakowa w godz. 2:00 – 5:00.”

Najwyraźniej wiatr wiał w kierunku północno-wschodnim (patrz mapa Airly), a stacja w Skawinie jest ciut za bardzo na południe, by mogła „złapać” dym z pożaru. Ale ciekawe jest to, że na Kurdwanowie (jakieś dziesięć kilometrów od feralnego składowiska!) widać wyraźnie skok stężenia zarówno pyłu (PM 10 do prawie 100 μg/m3) jak i benzenu.

Skoro na południu Krakowa, dość daleko od miejsca pożaru, stężenia były tak znaczne, to co musiało dziać się w samej Skawinie? Stężenia jak przy przyzwoitym zimowym smogu! Ale to nie był swojski zimowy smog. Nie wiemy, jakie dokładnie tworzywa sztuczne się paliły, ale niezależnie od tego, prawie na pewno powstające zanieczyszczenia były bardziej niebezpieczne dla naszego zdrowia niż to, z czym mamy zwykle do czynienia w zimie.

W takim pyle (dymie) z płonących tworzyw sztucznych mamy zazwyczaj dużo więcej (na jednostkę masy pyłu) rakotwórczych i mutagennych wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych WWA. A zazwyczaj także sporo dioksyn (PCDD/F), których wdychanie również nie jest najlepszym pomysłem. W fazie gazowej (cząsteczki nie związane z pyłem, unoszące się „luzem” w powietrzu) – wspomniany benzen (substancja rakotwórcza), a zapewne także jego krewniacy – węglowodory o jednym pierścieniu aromatycznym, takie jak toluen, styren, etylobenzen czy ksyleny. Piszę zapewne – bo związki te powstają w znacznych ilościach przy spalaniu większości tworzyw sztucznych na otwartej przestrzeni. Z wymienionych węglowodorów z jednym pierścieniem aromatycznym benzen jest najgorszy, ale pozostałe też przesadnie korzystne dla naszego zdrowia nie są. Oczywiście, trzeba by mieć dużego pecha, by od kilkugodzinnego wdychania dymu z płonącego składowiska dostać raka. Ale powstanie nowotworu to loteria i z pewnością należy unikać tego typu narażenia.

A teraz najlepsze: co mierzyło urządzenie WIOŚ o wdzięcznej nazwie RAPID PLUS?

Jak słusznie zauważył w komentarzu na profilu Krakowskiego Alarmu Smogowego pan Krzysztof Kubicki: „Wszystko fajnie, tylko RAPID PLUS skanuje ograniczoną liczbę substancji: “Chemical Warfare Agents (CWA)” oraz “important Toxic Industrial Chemicals (TICs)”. Pytanie, czy efekty spalania plastiku (dioksyny) w ogóle są mierzalne przez to urządzenie? Z pobieżnie przejrzanej listy wynika że nie.”

Pan Krzysztof ma rację. To urządzenie na pewno nie nadaje się do identyfikacji dioksyn, ani też wspomnianych wcześniej WWA (tu potrzeba innych technik analitycznych), ani nawet benzenu (a przynajmniej nie ma go na liście), nie mówiąc już o zwykłym pyle.

Jedne z nielicznych substancji, które można by nim wykryć w dymie z płonącego składowiska, to (poza tlenkiem węgla i tlenkami azotu) chlorowodór (jeśli ogień trawił by przedmioty z polichlorku winylu) i cyjanowodór – produkt rozkładu pianek poliuretanowych (o ile te tworzywa by tam były). Może jeszcze akroleinę. I z grubsza tyle.

Lista owych „important toxic industrial chemicals” zawiera przeważnie substancje dość egzotyczne, zazwyczaj o bardzo wysokiej toksyczności. Na przykład tetraetyloołów, stosowany kiedyś jako dodatek do benzyny, na szczęście od dawna w Polsce nie używany. Albo silnie żrący sześciofluorek wolframu. Skąd, u licha, te związki miałyby powstać przy pożarze składowiska plastiku?

WIOŚ użył urządzenia służąco de facto do wykrywania gazów bojowych, lub substancji których można jako gazy bojowe użyć. I stwierdził, że tego typu związków tam nie znaleziono, więc możemy spać spokojnie. Tego nie wymyśliłby nawet Bareja. Można to ciągnąć dalej, ad absurdum, na przykład: szkoda że nie użyto licznika Geigera. Okazało by się (surprise, surprise) że nie ma podwyższonego poziomu promieniowania jonizującego, czyli nie ma skażenia radioaktywnego. Jakaż ulga!

Nie ma się co śmiać, choćby i przez łzy. Nasz WIOŚ najwyraźniej uważa bowiem że o „obecności substancji niebezpiecznych na poziomie skanowania” możemy mówić dopiero w przypadku ataku gazowego lub katastrofy takiej, jak miała miejsce w 1984 w Bhopalu (Indie), w wyniku której zmarło kilkanaście tysięcy osób. (Jeśli miało by to Państwa uspokoić, informuję że odpowiedzialny za tragedię w Bhopalu izocyjanianu metylu jest na liście substancji mierzonych przez skaner WIOŚ…).

Fot. Sarah Kaye/Flickr.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
GloowKate Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kate
Gość
Kate

Dobrze Mądralo, to powiedz czym WIOŚ ma zmierzyć te dioksyny i wszystkie inne substancje powstałe w pożarze? Prawo polskie nic o tym nie mówi! Nie ma żadnych wytycznych, norm, itp.! To samo tyczy się odorów! OK, to co mierzy ten cały RAPID to szkoda gadać, ale z moich informacji wyniki, że to były/są dodatkowe pomiary. Najpierw rzetelnie coś sprawdź zanim zaczniesz oceniać…

Gloow
Gość
Gloow

A czego wy oczekujecie od WIOŚ’u? Że postawi stację pomiarową przy każdym składowisku? Wiadomo mniej więcej co i ile się spaliło, więc można oszacować ilość zanieczyszczeń która została uwolniona.
WIOŚ zrobił co mógł przy ograniczonych możliwościach finansowo/kadrowo/sprzętowo/prawnych. Ja rozumiem, że krytyka jest ważna ale ma sens gdy krytykujący sam wskaże na lepsze rozwiązanie. A więc co wy proponujecie?