Rosnące globalne napięcia budzą obawy o kolejne podwyżki energii i paliw. Choć większość Polaków spodziewa się długotrwałego wzrostu kosztów życia, niewielu uważa, że samochody elektryczne czy pompy ciepła mogą skutecznie chronić domowy budżet. Dlaczego nie wierzymy w sprawdzone rozwiązania?
Prawie dwie trzecie Polaków spodziewa się utrzymania wysokich cen energii, a ponad połowa odczuwa ich skutki w domowym budżecie. Polacy dostrzegają, że konflikty geopolityczne oznaczają wyższe koszty energii i paliw. Nie postrzegają jednak elektryfikacji jako sposobu na ograniczenie tego ryzyka, za to zdecydowanie popierają rozwiązania, które mogą uczynić ją tańszą i bardziej dostępną.
Nowe badanie o nastrojach Polek i Polaków
Konflikt rozgrywający się tysiące kilometrów od Polski może szybko przekłada się na ceny paliw, energii i codzienne wydatki gospodarstw domowych. Nowe badanie agencji badawczej Verian pokazuje, że Polacy spodziewają się długotrwałej presji cenowej i już dziś odczuwają jej wpływ na swoje budżety.
Jednocześnie bardzo wyraźnie popierają rozwiązania, które mogą upowszechnić elektryfikację: bardziej przystępne cenowo samochody w pełni elektryczne, niższe koszty ładowania oraz więcej punktów ładowania przy domach, miejscach pracy i poza największymi miastami.
Siedmiu na dziesięciu badanych popiera bardziej przystępne cenowo samochody elektryczne. Blisko dwie trzecie chce niższego opodatkowania energii wykorzystywanej do ładowania. Sześciu na dziesięciu popiera rozwój infrastruktury ładowania na terenach wiejskich, a ponad połowa (56 proc.) – instalowanie punktów ładowania przy domach lub miejscach pracy.
8 proc. VAT na energię w publicznych punktach ładowania
Zdaniem Instytutu Zrównoważonej Gospodarki (IZG) wyniki badania powinny przełożyć się na konkretne decyzje. Skoro siedmiu na dziesięciu Polaków oczekuje tańszych samochodów elektrycznych, przepisy unijne powinny zachęcać producentów do oferowania mniejszych, lżejszych i bardziej przystępnych cenowo modeli, a nie przede wszystkim dużych samochodów klasy premium.
Polacy chcą też niższych kosztów ładowania. Jednym z rozwiązań mogłoby być obniżenie VAT na energię sprzedawaną w publicznych punktach ładowania do 8 proc. Dzięki temu różnica między tanim ładowaniem w domu a znacznie droższym ładowaniem na mieście byłaby mniejsza.
Według IZG potrzebna jest również infrastruktura dostosowana do miejsca zamieszkania. Na wsiach i w małych miejscowościach domowe ładowanie powinny uzupełniać publiczne punkty przy sklepach i punktach usługowych. W miastach trzeba natomiast ułatwić montaż ładowarek w blokach, rozwijać wolniejsze i tańsze punkty przy ulicach oraz zwiększać dostęp do ładowania w miejscach pracy. Pracodawcy mogliby oferować je jako jeden z benefitów dla pracowników. Polacy widzą więc kryzys, ale nie dostrzegają jeszcze rozwiązania.
Aż 6 na 10 osób niepokoi się o domowy budżet
Badanie przeprowadzono w czasie eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie i rosnących obaw o jego wpływ na ceny energii i paliw. Zostało wykonane w maju 2026 r. w sześciu krajach: Polsce, Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Włoszech.
W każdym państwie zrealizowano po tysiąc wywiadów online z dorosłymi. Kwestionariusz obejmował wpływ wzrostu cen energii i paliw na gospodarstwa domowe, stosunek do samochodów w pełni elektrycznych i pomp ciepła, a także poparcie dla konkretnych instrumentów obniżających koszt zakupu, ładowania i instalacji.
Blisko dwie trzecie Polaków, zauważa, że podwyższone ceny energii utrzymają się przez dłuższy czas. Niemal sześciu na dziesięciu badanych deklaruje, że wzrost kosztów życia, energii i paliw znacząco obciąża budżet ich gospodarstwa domowego.
Jednocześnie tylko 1/4 badanych, uważa, że gospodarstwa domowe korzystające z samochodu elektrycznego są lepiej chronione przed wzrostem kosztów energii i paliw. Przeciwnego zdania jest 58,4 proc. respondentów. W przypadku gospodarstw korzystających z pomp ciepła taką ochronę dostrzega 28,9 proc. badanych.
Tańsze instalacje, przewidywalne kwoty i dostępne ładowanie
Polacy widzą więc, że kryzysy energetyczne uderzają w ich portfele, ale nie postrzegają jeszcze powszechnie elektryfikacji transportu i ogrzewania jako sposobu na ograniczenie tego ryzyka. Zdaniem IZG nie wystarczy przekonywać ich do nowych technologii. Według ekspertów trzeba przede wszystkim obniżyć koszt zakupu i instalacji, zapewnić bardziej przewidywalne koszty użytkowania oraz ułatwić dostęp do ładowania i odpowiedniej infrastruktury.
– Nie zatrzymamy konfliktów ani wzrostów cen ropy, ale możemy sprawić, że będą mniej dotkliwe dla polskich rodzin i gospodarki. Transformacja musi oznaczać tańszy transport, bardziej przewidywalne rachunki i rozwiązania, z których da się wygodnie korzystać na co dzień. Dlatego rząd nie powinien opierać całej polityki wyłącznie na dopłatach – mówi Szymon Żuławiński z Instytutu Zrównoważonej Gospodarki.
Jak dodaje, potrzebne są też działania, które obniżą ceny samochodów elektrycznych i pomp ciepła, zmniejszą koszty ich użytkowania oraz ułatwią dostęp do ładowania i potrzebnej infrastruktury –
Polska słabiej widzi korzyści
Zakup lub wynajem samochodu elektrycznego rozważyłby niemal co trzeci Polak, czyli podobnie jak w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Polska wyraźnie odstaje jednak w ocenie korzyści ekonomicznych. Tylko 24,4 proc. badanych uważa, że elektryk może lepiej chronić domowy budżet przed wzrostem cen energii i paliw, podczas gdy w większości pozostałych państw odsetek ten wynosi około 37–41 proc.
– Polacy nie są wyjątkowo niechętni samochodom elektrycznym. Problem w tym, że dla mieszkańca bloku zakup auta często oznacza pytanie, gdzie będzie je ładować na co dzień. Rozwiązaniem jest rozwój publicznie dostępnych punktów ładowania małej mocy na osiedlach, przy ulicach i w miejscach pracy oraz uproszczenie montażu ładowarek w budynkach wielorodzinnych – zauważa Aleksander Szałański z Instytutu Zrównoważonej Gospodarki.
Według niego bez takich zmian dostęp do taniego i wygodnego ładowania nadal będzie zależał przede wszystkim od miejsca zamieszkania.
„Nie wystarczy promować samochodów elektrycznych”
Instalację pompy ciepła przy kolejnej zmianie ogrzewania rozważyłoby niemal czterech na dziesięciu Polaków, czyli 37,9 proc. badanych. Przy tym 55 proc. uważa, że państwo powinno wspierać takie inwestycje. Największymi barierami pozostają wysoki koszt początkowy oraz stan budynku. Jednocześnie niemal sześciu na dziesięciu badanych popiera obniżenie VAT na pompy ciepła, podobna grupa chce dotacji lub ulg podatkowych, a ponad połowa oczekuje niższych kosztów energii dla ich użytkowników. Wniosek jest podobny jak w przypadku transportu. Jak dodaje IZG, Polacy nie odrzucają elektryfikacji, ale chcą, by była tańsza i dostępna także dla zwykłych gospodarstw domowych.
Szymon Żuławiński, pytany jak temu zaradzić, odpowiada: – Mniej niż co czwarty badany uważa dziś, że samochód elektryczny lepiej chroni domowy budżet przed wzrostem cen energii i paliw. Jednocześnie siedmiu na dziesięciu chce tańszych modeli, blisko dwie trzecie popiera tańsze ładowanie, a sześciu na dziesięciu lepszą infrastrukturę także poza dużymi miastami.
– To pokazuje, że nie wystarczy promować samochodów elektrycznych jako nowoczesnej technologii. Trzeba pokazać ludziom, kiedy i w jaki sposób mogą one realnie obniżyć codzienne koszty. Rolą państwa jest stworzenie takich warunków, aby te korzyści były dostępne nie tylko dla zamożnych kierowców, ale także dla zwykłych gospodarstw domowych – dodaje pytany przez SmogLab.
Rekomenduje uproszczenie montażu ładowarek na prywatnych miejscach postojowych w budynkach wielorodzinnych, skrócenie procedury przyłączeniowe i rozwijać tańsze punkty ładowania małej mocy przy ulicach, osiedlach i miejscach pracy. Na terenach wiejskich, jak mówi, nie należy kopiować rozwiązań z największych miast. Możliwość ładowania na własnej posesji powinna być uzupełniana punktami publicznymi przy sklepach, usługach i miejscach, które mieszkańcy odwiedzają na co dzień. Ważny jest także rozwój rynku wtórnego.
–
Zdjęcie tytułowe: GreenOak/Shutterstock



