Wyrok śmierci dla bobrów? “Do sprzymierzeńców się nie strzela”

Podziel się:

Mazowiecka Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (RDOŚ) wydała pozwolenie na odstrzał 1,5 tysiąca bobrów. Zwierzęta, w ocenie urzędników, powodują znaczące szkody rolnicze, a wybicie ich jest najprostszym rozwiązaniem tego problemu. Nie zgadzają się na to organizacje ekologiczne i miłośnicy przyrody. Powstała nawet petycja do RDOŚ z apelem o anulowanie decyzji na odstrzał. “Do sprzymierzeńców się nie strzela” – czytamy w niej. O tym, jak bobry nam pomagają i co robią dla środowiska, mówi Roman Głodowski ze Stowarzyszenia Nasz Bóbr.

Dlaczego na bobry został wydany wyrok śmierci? Co złego zrobiły?

W ocenie naszego Stowarzyszenia nie zrobiły nic złego. Ale zarówno mazowiecki RDOŚ, jak i Ministerstwo Klimatu uważają, że państwo płaci zbyt dużo odszkodowań z tytułu szkód wyrządzanych przez bobry. Ktoś uznał, że należy zredukować populację, ale nikt nie sprawdził, jak duża ona jest.

RDOŚ mówi o 120 tysiącach.

Nie ma skutecznej metody na liczenie bobrów, nikt tego nie robi. RDOŚ wymyślił sobie swój schemat – urzędnicy uznali, że skoro w 2010 roku mieli mniej zgłoszonych wniosków o odszkodowania,  a do teraz ich liczba wzrosła o ileś procent to znaczy, że o tyle samo procent wzrosła populacja bobrów.

Czyli to nie ludzie są bardziej świadomi, że mogą zgłaszać się po odszkodowania, tylko to bobry zaczęły się bardziej rozmnażać.

Dokładnie tak sobie to wymyślili. RDOŚ uznał, że należy część populacji zredukować, żeby zmniejszyć szkody, za które trzeba płacić rolnikom. Tak to wygląda z oficjalnych źródeł. Z nieoficjalnego źródła, które mamy w resorcie, wiem, że to była odgórna decyzja mająca uspokoić rolników. Pokazać im, że państwo coś robi w ich sprawie. Podobne decyzje, jak na Mazowszu, miały wyjść w całym kraju. Plan był taki, żeby aż 20 tysięcy bobrów przeznaczyć do zabicia. Mazowieckie wydało taką decyzję jako pierwsze, więc też jako pierwsze zebrało medialne baty. Zobaczymy, czy kolejne RDOS-ie zdecydują się na podobny krok.  

Decyzja już obowiązuje?

Tak, od 6 stycznia można strzelać do bobrów.

Nie ma jakiegoś humanitarnego rozwiązania problemu szkód rolniczych? Nie można po prostu tych zwierząt gdzieś przenosić?

Oczywiście, że można! To jest właśnie jedno z takich rozwiązań. Problem jest jednak złożony – trzeba przede wszystkim zastanowić się, dlaczego te bobry chętnie osiadają się w okolicy gospodarstw  rolnych czy w rowach melioracyjnych.

Dlaczego?

Muszą mieszkać tam, tam gdzie jest dostęp do wody i do jedzenia. Osiedlają się tam, gdzie są łąki i nieużytki, pastwiska, małe i większe zbiorniki wodne.. Budują tam tamy. Kiedy ludzie je niszczą i przeganiają bobry, one szukają nowych terenów – często tych, które są blisko gospodarstw czy domów. Problemem jest ogólne postrzeganie bobrów. Ktoś może powiedzieć, że one niszczą drzewa, bo wycinają ich kilka dookoła swojego siedliska. Ale ile takich drzew wycina człowiek?

Bobrowa wycinka jest szkodą, bo żaden tartak nie zarobi na niej pieniędzy. Bobry robią dla środowiska dużo dobrego, nie można na ich działalność patrzeć egoistycznie – co zrobiły na moim polu, a co za moim płotem? Trzeba pamiętać, ile robią dla przyrody.

O jakich korzyściach mówimy?

Przede wszystkim bobry retencjonują wodę, której przecież coraz bardziej nam brakuje. W 2010 roku badania robione m.in. przez przyrodnika doktora Andrzeja Czecha z UJ wykazały, że zbiorniki utworzone przez bobry zmagazynowały więcej wody, niż wszystkie polskie programy retencyjne. Zyski z takiego rozlewiska wycenia się na od 1 do 10 tys. euro za ha, średnio 5 tys. euro. A to oznacza, że rocznie bobry wykonują dla nas pracę wartą 100 mln euro! Przy założeniu że rozlewisk bobrowych mamy 25 tys. ha. A mamy ich na pewno więcej. W zastawieniu ze “szkodami” za 40 mln zł, wygląda to bardzo dobrze. To jest niezwykle istotna kwestia. Jesteśmy na krawędzi katastrofy klimatycznej, mamy ogromny problem z suszą, który będzie się pogłębiał. A my, zamiast wspierać działalność bobrów, robimy wszystko, by ją ograniczać. Jakbyśmy sami chcieli zrobić to, co bobry nam robią za darmo i zapłacić firmom, które będą budowały zbiorniki retencyjne, musielibyśmy  wydać na to grube miliardy złotych. Wody Polskie już takie wydatki planują. Ale po co, skoro mamy sprzymierzeńców, którzy robią to za nas? Trzeba zmienić strategię i zacząć postrzegać działalność bobrów jako korzystną. Przestać wypłacać odszkodowania, a zacząć płacić dotacje dla rolników za zachowywanie siedlisk bobrowych. Lepiej przecież dotować obecność bobrów, niż wydawać pieniądze na betonowe zbiorniki retencyjne.  

Bobry także oczyszczają wodę.

Tak, ich siedliska są naturalnymi oczyszczalniami wody, wyłapują dużo związków, które są zatrzymywane w filtrze, jaki tworzy się przed tamą. Dzięki temu, że woda jest czystsza, zmienia się środowisko, zwiększa się biomasa zwierzęca i roślinna, powstają nowe siedliska dla gadów, płazów, ptaków, owadów. My, ludzie, rozregulowaliśmy cały naturalny system. Bobry potrafią przywrócić tę symbiozę. Jest jeszcze jedna kwestia – tereny podmokłe, które powstają przy siedliskach bobrów, są w stanie zmienić się mokradła i bagna. A te przecież bardzo sprzyjają naszemu klimatowi, bo są największymi magazynami CO2, którego obecnie mamy za dużo w atmosferze. Oczywiście, taki proces nie zachodzi z dnia na dzień, potrzeba czasu, ale warto jest oddawać naturze to, co zniszczyliśmy. Bagien i torfowisk mamy w Polsce coraz mniej, bobry mogą nam pomóc w ich odbudowie.

Dlatego napisaliście petycję do mazowieckiego RDOS-iu, apelując o wstrzymanie odstrzału.

Sama petycja już trafiła do RDOŚ, ale mimo tego wciąż można składać podpisy. Przesłaliśmy ją do urzędników po czterech dniach od publikacji, powinniśmy niedługo dostać odpowiedź od RDOŚ. Do dziś podpisało się pod nią prawie 18 tysięcy osób. Ale petycja nie jest jedyną rzeczą, jaką robimy w temacie bobrów. Dostaliśmy już wstępną deklarację z GDOŚ, żeby spotkać się z urzędnikami, parlamentarzystami, hydrologami i przyrodnikami. Mamy usiąść razem i porozmawiać o rozwiązaniach. Chcemy zmienić myślenie o bobrach i wprowadzić szerszą perspektywę. Zwrócić uwagę na korzyści z ich działalności. Wybieranie punktów zapalnych i bezmyślne gaszenie pożarów, bez zastanowienia, dlaczego wybuchły, nie jest dobrym rozwiązaniem.

Zauważyłam, że to w ogóle nie jest dobry czas dla bobrów. Najpierw małopolski WIOŚ ogłasza, że zanieczyszczają rzekę Białkę, a potem mazowiecki nakazuje ich odstrzał.

Sprawy z Białką nawet szkoda komentować, dla mnie to strzał w kolano dla instytucji mającej ochronę środowiska w nazwie. Ale rzeczywiście tak jest, że w ostatnim czasie pojawiła się nagonka – nie tylko na bobry, ale na wiele zwierząt.  Już rok temu były minister środowiska Henryk Kowalczyk powiedział, że RDOS-ie mają wydawać bez zahamowania pozytywne decyzje na wnioski o odstrzał bobrów, łosi, wilków i innych gatunków.

Później minister rolnictwa Jan Ardanowski publiczne opowiadał, że bobry należy w jakieś części odstrzelić i proponował, żeby promować mięso bobra jako smaczne. Powiedział też, że ogony bobra są świetnym afrodyzjakiem. Pominę już to, że nazwał je „płetwami”, mimo że bobry płetw nie mają. 

To na bobrach się nie skończy. Już na portalach rolniczych niesie się informacja, że coraz więcej szkód powodują łosie. Można się więc spodziewać, że za chwilę pojawi się temat zniesienia moratorium na zabijanie łosi. Wilk już od jakiegoś czasu dostaje ostro w skórę, a wprowadzenie na listę gatunków łownych szakala złocistego pokazuje, że jest przyzwolenie na ewentualne „pomyłki”. Do tego dochodzi cała medialna nagonka, jakie to wilki są straszne, jak atakują zwierzęta hodowlane, psy na łańcuchach, pewnie zaraz będą porywały dzieci. Tak to niestety wygląda, mamy silne lobby łowieckie, które robi wszystko, żeby sobie postrzelać do zwierząt. 

Ostatnio pojawiło się sporo petycji, w których mieszkańcy domagają się wyłączenia ich miejscowości z obwodów łowieckich. To może być dobre rozwiązanie?

Zdecydowanie tak. To ważna kwestia, fajnie, że te informacje przechodzą do szerszej świadomości. Do  tej pory sejmiki, które ustanawiają obwody łowieckie, po prostu dzieliły flamastrem Polskę na części i tak naprawdę nikt nie zważał, czy na tym terenie są  mieszkańcy, którzy sobie nie życzą polowań pod swoim domem. Wystarczy, że między domami w obwodzie łowieckim jest pas o szerokości 300 metrów i tam się poluje na dziki, lisy i bażanty. Raz, że to jest niebezpieczne, a dwa –  mieszkańcy chcą mieć spokój. Nie każdy chce co weekend słyszeć strzały i się zastanawiać, czy można wyjść na spacer, czy lepiej się chować.  Wyłączanie zurbanizowanych części gmin z obwodów łowieckich jest więc bardzo dobrym rozwiązaniem – szczególnie dlatego, że na takich terenach nie ma żadnych szkód wyrządzonych przez dzikie zwierzęta. Jeśli w ogóle możemy mówić o „szkodach”. To jest termin, którzy narzucili ludzie. My wyznaczyliśmy, co jest szkodą, a co nie. A przecież zwierzęta też są mieszkańcami tej planety. One nie szkodzą, tylko pełnią swoją od początku ustaloną rolę w ekosystemie.

Petycję można znaleźć TUTAJ

Zdjęcie: PhotocechCZ/Shutterstock

Podziel się:
Wesprzyj nas!

Ładowanie danych zbiórki...

Wesprzyj SmogLab!

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Rumun Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Rumun
Gość
Rumun

Strzelać strzelać i jeszcze raz strzelać. To szkodnik a nie żaden sprzymierzeniec!