Brak informacji, dialogu i odpowiedzi na obawy o wpływ inwestycji na lokalną społeczność doprowadziły do protestu przeciwko budowie centrum danych w Piasecznie. 16 września okoliczni mieszkańcy zgromadzili się, by zaprotestować przeciw – jak mówią – niewystarczającym i sprzecznym informacjom. Pojechaliśmy na miejsce, aby wysłuchać ich obaw.
Formalności dotyczące inwestycji rozpoczęły się już w 2022 r. Od tego czasu obwieszczenia o udziale społeczeństwa pojawiły się dwa razy w BIP i lokalnej gazecie. W tym roku, po rozpoczęciu prac na terenie, mieszkańcy najbliższych posesji otrzymali zawiadomienia listowne. Formalnie urzędy wypełniły więc obowiązek. Skąd zatem całe zamieszanie?
– Nikt nas nie powiadomił, że taka inwestycja będzie. Przez tyle lat utrzymanie w tajemnicy nie jest fair w stosunku do mieszkańców – mówi nam mieszkanka okolicznego osiedla.
– Do wydawania opinii środowiskowej zaprasza się strony postępowania administracyjnego. Jestem prezesem tutejszej spółdzielni mieszkaniowej, która ma dwa i pół tysiąca mieszkańców – nikt nas nie poinformował – dodaje Józef Wierzchowski, prezes zarządu Młodzieżowej Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej „Patronat-3” w Piasecznie, pytany przez SmogLab.
Mieszkańcy zapytali, czy władze wypełniły obowiązek poinformowania ich o planowanej inwestycji i czy uważają ten sposób za wystarczający. Starostwo Powiatowe odpowiedziało, że informacja publiczna została zamieszczona na stronach urzędowych, „co stanowi o realizacji obowiązku”.
Wobec narastającego konfliktu i na wniosek mieszkańców z sierpnia 2026 r. burmistrz Piaseczna Daniel Putkiewicz zobowiązał się zorganizować spotkanie mieszkańców z przedstawicielami inwestora – spółki Sien Real – i zespołu projektowego oraz z ekspertami z zakresu gospodarki wodnej, systemów chłodzenia i akustyki. Sam inwestor zadeklarował także sześć zobowiązań wobec mieszkańców – wśród nich m.in. publiczne raportowanie zużycia wody oraz niezależne pomiary hałasu.

Skala inwestycji? Nieznana. Spółka zasłania się tajemnicą
Planowanemu centrum danych w Piasecznie daleko do hiperskalowych serwerowni na potrzeby AI, jakie widzimy w USA, osiągających moc 1 GW i więcej. Przeciętne centra danych AI mają moc 100 MW (dla porównania – zwykłe serwerownie w chmurze osiągają średnio 20 MW). Jakiej skali będzie Piaseczno? No właśnie, nie wiadomo. Strona inwestora nie podaje mocy IT ze względu na umowę z partnerem biznesowym.
Inwestycja na ponad 4 ha ma obejmować m.in. cztery budynki, stację transformatorową, centralę ciepłowniczą, podziemne zbiorniki paliwa i zbiorniki wody do celów przeciwpożarowych. Dzięki infrastrukturze pozostałej po dawnym kombinacie obiekt skorzysta z istniejących już przyłączy.
Ponieważ centra danych potrzebują stabilnej energii, zaplanowano maksymalnie 49 agregatów prądotwórczych na olej napędowy, uruchamianych w sytuacjach awaryjnych. Ich maksymalna łączna moc? Tu pojawia się pierwsza niejasność. Mieszkańcy wskazują na rozbieżność informacji w dokumentach. Decyzja środowiskowa podaje łączną moc wszystkich agregatów jako 2420 kW. Raport przypisuje natomiast moc 2420 kW każdemu z 49 agregatów – co daje łącznie ok. 119 MW.
Mieszkańcy przeliczyli moc przyłączeniową na skalę inwestycji. Warunki przyłączenia przewidują łącznie ok. 70 MW z sieci 110 kV. Według nich cały kompleks będzie osiągał moc IT ok. 55–60 MW – to 1/3 mocy wszystkich centrów danych w okolicach Warszawy, gdzie znajduje się większość polskich serwerowni. Całkowita moc wszystkich polskich serwerowni to, jak podaje Sien Real, ok. 200 MW.
Czego obawiają się sąsiedzi inwestycji
Wobec niejasności, poczucia braku dialogu oraz alarmujących historii o problemach z wielkoskalowymi centrami danych, z którymi borykają się Amerykanie, mieszkańcy Piaseczna obawiają się wpływu tej inwestycji na ich zdrowie oraz dostępność wody i energii.
- Woda: Piaseczno już ma z nią problemy – w zeszłym roku gmina wprowadziła zakaz podlewania ogródków, w tym roku apelowała o ograniczenia. Na oficjalnej stronie projektu inwestor zapewnia, że chłodzenie serwerów działa w obiegu zamkniętym, a aktualny projekt zakłada zapotrzebowanie maksymalnie do 55 m³ na dobę. Z kolei 286 m³ to według inwestora maksymalne zapotrzebowanie dla całej inwestycji, uzgodnione w warunkach przyłączenia, potrzebne do napełnienia zbiorników przeciwpożarowych. Mieszkańcy odwołują się natomiast do raportu o oddziaływaniu na środowisko – według nich określa on wartość 286,48 m³ jako maksymalną objętość na dobę.
- Hałas: mieszkańcy obawiają się hałasu. Według inwestora normy akustyczne na granicy działki mają zostać spełnione. Raport o oddziaływaniu na środowisko formułuje ten wniosek warunkowo [POD JAKIM WARUNKIEM?] – według niego w nocy przy zabudowie hałas może sięgać 39,9 dB przy normie 40 dB.
- Zanieczyszczenie powietrza: niepokój wzbudza 49 agregatów prądotwórczych zasilanych olejem napędowym i częstotliwość ich użycia.
- Gleba: ryzyko może stwarzać wyciek z podziemnych zbiorników paliwa do agregatów awaryjnych (łącznie 1280 m³). Mieszkańcy podnoszą również wątek zbiorników jako infrastruktury krytycznej – potencjalnego celu ataku w przypadku konfliktu zbrojnego.
Przemilczenia, niejasne dane, brak jawności
Jak twierdzą mieszkańcy, zostali pozostawieni sami sobie. Według nich nie ma rzetelnych analiz, a dane zmieniają się przy każdym spotkaniu z urzędem. Wskazują na rozbieżności między tym, co mówi inwestor, a informacjami zawartymi w decyzji środowiskowej. Ich listę opublikowano na stronie stopserwerownipiaseczno.pl, a do najważniejszych należą niejasności wokół całkowitej mocy przyłączeniowej, niepewność co do zużycia wody oraz przeznaczenie terenu w planie zagospodarowania przestrzennego.
Protestujący chcą wiedzieć:
- Jaka technologia chłodzenia zostanie zastosowana?
- Jaki będzie rzeczywisty roczny pobór wody?
- Jaki będzie poziom hałasu w porze nocnej?
- Czy w razie ograniczeń w dostawie prądu priorytet będą mieli mieszkańcy, czy serwerownia?
- Czy oceniono wpływ na lokalny mikroklimat i bilans cieplny w warunkach upałów i suszy?
- Jak zabezpieczono podziemne zbiorniki paliwa przed potencjalnym wyciekiem?
Mieszkańcy zwrócili się również do gminy z pytaniem, dlaczego nie przeprowadzono konsultacji społecznych i czy postępowania spełniły wymogi udziału społeczeństwa.
Prawo polskie nie nadąża za zmianami
W dyskusji pojawił się również wątek kontrowersyjnego przeznaczenia terenu pod centrum danych. Niejednoznaczna sytuacja z planem zagospodarowania przestrzennego wynika częściowo z nieuregulowanej sytuacji prawnej centrów danych w Polsce.
Jak podaje strona kancelarii Dudkowiak & Putyra, brakuje definicji prawnej tych inwestycji, które traktowane są jako specjalistyczne nieruchomości komercyjne. Brakuje również wyraźnej kategorii planistycznej w ramach zagospodarowania przestrzennego, więc przedsięwzięcia wymagają indywidualnej interpretacji.
Stąd zaskoczenie mieszkańców – w planie miejscowym teren przeznaczony jest na usługi komercyjne wraz z niezbędną infrastrukturą parkingową, usługi administracji, siedziby firm, tereny zieleni i obiekty małej architektury.

„Polska traktowana jak kraj trzeciego świata”
Co mogą robić obywatele, aby uniknąć scenariusza Piaseczna?
– To ostatni moment, aby zainteresować się planami ogólnymi – mówi Daniel Petryczkiewicz, działacz na rzecz środowiska, autor książki „Mała historia znikania. Opowieść o Rzece”, wspierający akcję. – Nie wiemy nawet, kto będzie właścicielem tego data centre – to jest skrzętnie ukrywane. W Holandii, Irlandii i wielu innych krajach Europy takie dane nie są tajne. Polska znowu traktowana jest jak kraj drugiego czy trzeciego świata. […] Nie chodzi o to, że jesteśmy przeciwnikami samej technologii czy postępu. Chodzi o to, aby zadawać sobie zawsze przede wszystkim pytanie: po co? I jaki będzie z niej pożytek dla lokalnej społeczności oraz czy i jak bardzo szkodzi to krajobrazowi i przyrodzie wokoło – dodaje.
Jak podkreśla Petryczkiewicz, partycypacja obywatelska i aktywne uczestnictwo w działaniach gminy to obecnie front, na którym rozgrywają się najbardziej znaczące batalie. Obywatelski „watchdog” powinien analizować plany ogólne i oceny oddziaływania na środowisko oraz porównywać je z deklaracjami inwestora. Od lokalnych władz należy domagać się rzetelnej partycypacji społecznej, a od rządzących na szczeblu krajowym – jasnej klasyfikacji prawnej centrów danych i jawności.
Do sprawy będziemy wracać.



