Zakopane: “Chciałabym, żeby czarna czapa nie wisiała nad pięknym Zakopanem”

To nie są wielkie sprawy. Przede wszystkim chciałabym się swobodnie przemieszczać po mieście w miesiącach jesiennych i zimowych. Nie musieć sprawdzać za każdym razem, jakie jest powietrze, czy jest źle, bardzo źle, czy tragicznie. Chciałabym iść na biegówki w styczniu, zabierać na nie moje dzieci i nie bać się, że się pochorujemy. Chciałabym żeby było normalniej, żeby ta czarna czapa nie wisiała nad pięknym miastem, nad białymi, cudownymi górami – opowiada Jolanta Sitarz-Wójcicka, zapytana o Zakopane swoich marzeń i to, co chce w nim zmienić.

Jolanta Sitarz-Wójcicka to aktywistka Podhalańskiego Alarmu Smogowego, która złożyła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie skargę na Program ochrony powietrza dla woj. małopolskiego. Domagała się w niej m.in. tego, by uchwały antysmogowe objęły wszystkie gminy, gdzie normy jakości powietrza są przekroczone. WSA w Krakowie odrzucił ją na wstępie jako niedopuszczalną. Zdaniem sądu, POP nie jest bowiem adresowany do mieszkańców, lecz do organów gmin, w związku z czym nie może naruszać interesu prawnego jednostek, a co za tym idzie – nie przysługuje im prawo do zaskarżenia go. Zrobił tak pomimo istnienia wielu wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE mówiących o tym, że obywatele mają prawo do kontroli programów ochrony powietrza. Aktywistka odwołała się do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

wp_20161002_11_01_27_pro
Jolanta Sitarz-Wójcicka

Czujesz, że masz inne płuca niż zachodni Europejczycy?

Jolanta Sitarz-Wójcicka: Czuję. Kiedy mieszkałam w Nowej Hucie i wracałam zimą ze spaceru, często zdarzało się, że moje dziecko kaszlało, miało czarny katar. Wtedy obudziła się we mnie świadomość, że jest źle.

Myślisz, że to te inne płuca powodują, oni mogą być stronami w postępowaniach sądowych związanych z programami ochrony powietrza, a tobie sąd administracyjny tego odmawia?

Wydaje mi się, że u nas to jest wciąż brak świadomości sędziów. Wiem, że organizacje ekologiczne z Warszawy prowadzą dla nich szkolenia, by zaczęli poważniej traktować sprawy takie jak na przykład palenie śmieci, bo dziś jest z tym problem. To chyba właśnie jeden z takich przypadków. Ale moja sprawa jest teraz w sądzie wyższej instancji. Mam nadzieję, że pójdzie po naszej myśli.

A sama czujesz się stroną postępowania, którego stroną zdaniem WSA nie jesteś?

Tak. Gdyby tak nie było, to bym tego nie robiła. Bardzo w to wierzę.

Dlaczego złożyłaś pozew?

Wkurzyłam się. Mocno. To był początek stycznia. W Zakopanem doszło do takiego epizodu smogowego, że przez tydzień nie mogłam wychodzić z dziećmi z domu. Myślałam, że oszaleję. Stwierdziłam, że koniec tego. Dlaczego Kraków może mieć uchwałę antysmogową, a inne gminy Małopolski nie mogą? Przecież nie mamy lepszego powietrza niż wy.

Co dokładnie nie odpowiada ci w tym programie?

Podnosimy dwie sprawy. Pierwsza jest taka, że rzecz nie obejmuje całego województwa.

Przecież to wojewódzki program. Z natury obejmuje całe województwo.

Jednak nie zawiera wymogu podejmowania uchwał antysmogowych, nawet kiedy w danej gminie normy jakości powietrza są wielokrotnie przekraczane. W Małopolsce obejmuje to w zasadzie całe województwo – takie mamy położenie, taka jest skala problemu. Naszym zdaniem powinien je wymuszać. Program obejmuje całe województwo. Uchwały antysmogowe także powinny.

To jedno. Drugie?

Kiedy mieszkańcy są alarmowani i w jaki sposób. W Polsce stan alarmowy jakości powietrza jest ogłaszany dopiero przy 300 µg/m3. We Francji to 80 µg. Jaka to różnica?

Wkurzyłam się. Mocno. To był początek stycznia. W Zakopanem doszło do takiego epizodu smogowego, że przez tydzień nie mogłam wychodzić z dziećmi z domu. Myślałam, że oszaleję. Stwierdziłam, że koniec tego. Dlaczego Kraków może mieć uchwałę antysmogową, a inne gminy Małopolski nie mogą? Przecież nie mamy lepszego powietrza niż wy.

Jolanta Sitarz-Wójcicka, Podhalański Alarm Smogowy

Mniej więcej czterokrotna.

Właśnie. To a propos twojego wcześniejszego pytania o płuca.

Nam chodzi o informowanie społeczeństwa. Często jest tak, że przez miesiąc stan powietrza utrzymuje się na poziomie 150 µg/m3, to katastrofa ekologiczna, ale nie ma 300, więc poziom alarmowania nie zostaje osiągnięty. Dzieci, osoby starsze, kobiety w ciąży nie powinny wychodzić z domu, a jeszcze się ich przed tym nie ostrzega. To kuleje. Poza tym na ogół informuje się w internecie, co wyklucza na przykład wiele osób starszych. W Krakowie świetną robotę robi Radio Kraków, które daje co rano ekoprognozę. Jeżeli ktoś go słucha, to wie, co go czeka danego dnia.

Moim zdaniem to powinno być jednak w szkołach, przedszkolach, wyjścia trzeba odwoływać. Chciałabym też, żeby normy alarmowe były obniżone, bo są absurdalne, ale to zadanie dla rządu, a nie samorządu.

Dlaczego zdecydowałaś się zaangażować w alarm smogowy?

Byłam na urlopie macierzyńskim. Miałam czas. Postanowiłam zagospodarować swoje wkurzenie i się zaangażować. Wiesz, wkurza to, że w Unii Europejskiej, jak się często mówi, są normy nawet na to, jak krzywy może być banan. A u nas możesz do pieca wrzucić wszystko, inni tym oddychają, chorują i nikt z tym nic nie robi. Chciałabym, żeby udało się to ucywilizować.

Jak wam idzie w Zakopanem?

Coraz lepiej, chociaż początki były trudne. Pamiętam jedną z pierwszych sesji rady miasta, kiedy próbowaliśmy rozmawiać o powietrzu. Zostaliśmy nazwani ekoterrorystami. Bardzo nośne hasło.

Używam go do dziś.

Etykieta, którą można nosić z dumą.

Byłam oskarżana o różne dziwne rzeczy. Na przykład o to, że muszę handlować piecami, pompami ciepła albo jeszcze czymś. Zakładano, że jak mi się chce próbować coś zmieniać, to na pewno musi być biznes. Obsmarował nas jeden z radnych, też jeden z urzędników wyższego szczebla.

Znam podobny przypadek z Krakowa.

Wiesz to pojawiło się w lokalnych mediach. Trwało jakiś tydzień. Potem zaczęli nas przepraszać, a jeszcze później nazywać specjalistami. Teraz już występujemy jako specjaliści i ludzie, którzy mają dobre intencje, lubimy się i wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Myślisz, że to był brak świadomości czy raczej strach przed wystraszeniem turystów?

Wydaje mi się, że to była maska obronna. Często pojawiały się pytania: „dlaczego wy o tym mówicie, przecież przez to nikt tutaj nie przyjedzie?”.

W Krakowie było podobnie, ale to pozostawało niewypowiedziane.

Nam mówiono to wprost. Grożono palcem. Straszono, że ludzie zbankrutują przez nasze fanaberie. Mówiono zróbmy coś z tym, ale nie mówmy o tym, zróbmy coś z tym po cichu.

Jak reagowali na to ludzie, sąsiedzi?

Różnie. Niektórzy wspierali. Niektórzy wierzyli. Oficjalnego sprostowania nigdy nie było. Nikomu nie chciało się zadbać o to, żeby nas za to przeprosić.

Co planujecie na najbliższy czas?

Koncentrujemy się na edukacji. Idziemy do szkół. Organizujemy szkolenia dla strażników miejskich, którzy od niedawna mogą w Zakopanem pobierać pyły z palenisk, co może być podstawą do mandatu, sprawy sądowej. To kuleje. Ludzie palą śmieci, nikt z tym nic nie robi.

Ja mam wrażenie, że to bardzo często jest brak świadomości. Wielu ludzi może i wie, że wrzucając plastikową butelkę do pieca robi coś złego, ale nie wie, jak bardzo to jest złe.

Myślę podobnie. Dlatego trzeba edukować. Chcemy też wpłynąć na burmistrzów, by w planie zagospodarowania miasta znalazł się zapis, zakazujący w nowych domach umieszczania pieców węglowych starej generacji. Wiesz oni się teraz cieszą, że zlikwidowali 15 starych pieców i wydali na to 80 tys. złotych. A w tym czasie przybyło 150 nowych pieców. Efekt ekologiczny mamy średni. Taki problem jest zresztą w całej Małopolsce. Uchwały antysmogowe mogłyby to zmienić.

Tym bardziej, że nowe piece wciąż nie muszą spełniać żadnych norm. A jak wygląda Zakopane twoich marzeń? Kiedy zamykasz oczy, to jak widzisz swoje miasto?

To nie są wielkie sprawy. Przede wszystkim chciałabym się swobodnie przemieszczać po mieście w miesiącach jesiennych i zimowych. Nie musieć sprawdzać za każdym razem, jakie jest powietrze. Czy jest źle, bardzo źle, czy tragicznie. Chciałabym iść na biegówki w styczniu, zabierać na nie moje dzieci i nie bać się, że się pochorujemy. Chciałabym żeby było normalniej, żeby ta czarna czapa nie wisiała nad pięknym miastem, nad białymi, cudownymi górami i nie straszyła.

Chciałabym to zmienić.

*

Creative Commons License
This work is licensed under a Creative Commons Attribution 4.0 International License.

Dodaj komentarz