Śnięte ryby na Odrze to nie wszystko. Ludzie działają narażając się na poparzenia, a rząd milczy

164
0
Podziel się:

Odrą płyną tony śniętych ryb. Media obiegły też zdjęcia nieżyjącego, dryfującego na Odrze bobra. Ptaki padlinożerne masowo żerują na martwych, skażonych czymś rybach. Katastrofa ekologiczna w pełni. Partia rządząca natomiast zamyka oczy i udaje, że nic nie widzi – nic nowego. Cała odpowiedzialność i siła znów drzemie w społeczeństwie.

Pierwsze doniesienia o katastrofie ekologicznej na Odrze pojawiły się pod koniec lipca. Były oczywiście inicjatywą społeczeństwa – wędkarzy, społeczników, turystów i organizacji ekologicznych. Z nurtem Odry płynęły ogromne ilości śniętych ryb. Te krwawiły i miały poparzone skrzela. Zapach rzeki stał się nieprzyjemny, a sama woda przy zanurzeniu w niej rąk lub nóg parzy jak pokrzywa.

Władze są bierne, milczą. Społeczeństwo własnymi rękami usuwa z rzeki martwe ryby

Zanieczyszczona Odra to problem nie tylko ryb, czy wędkarzy, ale nas wszystkich. Co w tym czasie robią władze? Chowają głowy w piasek. Najpierw udają, że problemu nie ma, później instytucje wydają lakoniczne oświadczenia. Żadnych konkretów ani wytycznych. A przede wszystkim – żadnych ostrzeżeń o szerzącym się zagrożeniu. Mówi się, że rząd najchętniej zamiótłby sprawę pod dywan. Władze właściwie nie reagują, a jeśli nawet, to zdecydowanie niewspółmiernie do awarii oczyszczalni ścieków Czajka, która zanieczyściła Wisłę przed kilkoma laty. Władze zaczęły badać sprawę dopiero po kilkunastu dniach medialnej burzy. Wody Polskie tylko apelują do mieszkańców nadodrzańskich miejscowości o niewchodzenie do Odry. Do wody nie można również wpuszczać psów.

– Nasza główna uwaga jest taka, że państwo zawiodło. To obywatele nagłośnili tę sprawę – mówi w rozmowie ze SmogLabem Krzysztof Smolnicki z Koalicji Czas na Odrę, prezes Fundacji EkoRozwoju.

Jak potwierdza, komunikat Wód Polskich pojawił się na ich stronie internetowej za późno i bez rozgłosu. W zasadzie w żaden sposób nie nagłaśniając sytuacji. Media państwowe milczą. Szczególnie zawiodły służby nie informując o zagrożeniu, również dla ludzi.

Siła śmiercionośnego nurtu jest wielka, , fot. stowarzyszenie515.org

Zanieczyszczona Odra niesie bardzo duże zagrożenie, które nie znika

Eksperci informują o katastrofie ekologicznej. W związku ze śmiercią mnóstwa dorosłych osobników wielu gatunków, odtworzenie tych populacji może być bardzo trudne i potrwać lata.

– Identyfikujemy bardzo duże zagrożenie, które nie znika. Czegoś takiego nie było od wielu lat.  Dzieje się to na bardzo długim odcinku Odry, co najmniej od Oławy do granicy niemieckiej – dodaje Smolnicki.

Tłumaczy, że śnięte ryby wyraźnie widać, ale zanieczyszczenie może się skumulować w osadach. Ofiary są nie tylko wśród ryb, ale także małży. Koalicja Czas na Odrę pobiera próbki wody, mułu, małży i zamierza je przekazać do badań.

Niektórzy niestety nadal kąpią się w Odrze. Zwierzęta piją z niej wodę, a niektórzy wędkarze, niczego nie świadomi, próbują łowić ryby. Krótkie komunikaty w Internecie, z którego nadal nie korzysta każdy, jak np. część seniorów, prowadzą do nieświadomości, a przez to kolejnych zagrożeń. Brak ostrzeżenia w najpopularniejszych państwowych mediach jest niebezpieczny dla ludzi.

Aktywność ludzi vs bierność władz

Akcją ratunkową, w tym wyławianiem z Odry śniętych ryb, zajęły się organizacje społeczne, Polski Związek Wędkarski, ale także organizacje z Koalicji Czas na Odrę, jak np. Stowarzyszenie 515.

– Jako koalicja pomagaliśmy w akcji ratunkowej, dokumentujemy próbki, ale też wzywamy władze do podjęcia działań i powołania międzynarodowej komisji, która to wyjaśni – mówi Smolnicki.

Zanieczyszczona Odra od dawna nie jest już tylko sprawą lokalną. Sytuacja osiągnęła przecież skalę międzynarodową. Funkcjonuje Międzynarodowa Komisja Ochrony Odry przed Zanieczyszczeniem z siedzibą we Wrocławiu. Na ich stronie internetowej nie ma żadnej informacji, że cokolwiek się dzieje.

Wczoraj odbyło się spotkanie kryzysowe przedstawicieli koalicji. Wnioski? I to dosłownie. Koalicja Czas na Odrę składa wniosek do prokuratury, niezależnie od wniosku i argumentacji WIOŚ, która przecież jest nieznana. Niezwykle ważne jest znalezienie i ukaranie sprawcy katastrofy ekologicznej na Odrze.

– Pytanie, czemu Wody Polskie, dysponując dwoma zbiornikami wodnymi na Nysie Kłodzkiej, nie zrobiły fali, żeby rozrzedzić tę truciznę. Wiadomo, że wtedy działałaby słabiej. Z kolei żeby barki spływały, robi się falę – zauważa Smolnicki.

Jego zdaniem środki finansowe powinny być przeznaczone na rzeczywisty i bieżący monitoring jakości wody, a nie tylko na taki, który następuje dopiero po doniesieniach społecznych. WiOŚ powinien to robić stale, bo nad Odrą mieszkają miliony ludzi. Pieniądze powinno się też priorytetowo przeznaczać na renaturyzację rzek, a nie na kanalizację. Takie zrenaturyzowane rzeki oczyszczają się łatwiej.

Społeczeństwo naraża się na kontakt z trucizną, ale pomaga wynosić ryby z wody, fot. stowarzyszenie515.org

Na Odrze źle się dzieje. Szaleje dezinformacja

– Jak widać w ciągu ostatnich lat na Odrze dzieje się wiele rzeczy złych dla środowiska. Potrzebne jest intensywniejsze działanie struktur pozarządowych. Wszystko po to, żeby Odra, druga co do wielkości i cenna przyrodniczo rzeka nie ulegała takiej degradacji – mówi SmogLabowi Dorota Chmielowiec-Tyszko.

Potwierdza, że Koalicja Czas na Odrę przygotowuje doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa środowiskowego.

– Podejmiemy działania monitorujące sytuację. Rzekome informacje z różnych źródeł są w zasadzie dezinformacją. Będziemy więc prowadzić niezależny monitoring , komunikować się i współpracować z organizacjami czeskimi oraz niemieckimi. W ramach koalicji będziemy decydować o dalszych krokach.

Zwraca uwagę na milczenie i sprzeczne informacje państwowych mediów. – Trudno dojść gdzie i kiedy zaczął się problem. – Mówi się, że może mieć źródło w Kanale Gliwickim lub Oławie.

Specjaliści wskazują newralgiczne punkty na martwych rybach, fot. stowarzyszenie515.org

Zanieczyszczona Odra – interwencja poselska w sprawie katastrofy ekologicznej

Śmiertelnie zanieczyszczona Odra na szczęście nie jest tematem pomijanym przez wszystkie strony polskiej sceny politycznej. Jak mówi w rozmowie ze SmogLabem posłanka Partii Zieloni Małgorzata Tracz, katastrofa ekologiczna na Odrze jest kolejnym przykładem na bezradność instytucji i organów państwa w obliczu zanieczyszczenia awaryjnego.

– Pierwsze informacje o śniętych rybach na Odrze pojawiły się już 2 tygodnie temu 27 lipca, ale tak naprawdę sytuacja jest znana od marca, kiedy pojawiały się pierwsze informacje o analogicznych sytuacjach w Kanale Gliwickim, który wskazuje się jako źródło zanieczyszczenia.

Tracz interweniowała w tej sprawie u wojewody, w Wodach Polskich, RDOŚ, WIOŚ oraz w ministerstwach już tydzień temu 3 sierpnia.

– Dopiero wczoraj dokonano zgłoszenia całej sprawy do prokuratury, bo sprawca tej wywołanej (bardzo prawdopodobnie) przez ludzi katastrofy wciąż nie jest znany. A rozmiary katastrofy są ogromne. Mowa o tonach śniętych ryb oraz już rozpoczynającym się efekcie domina w zakresie innych gatunków – ptaków oraz bobrów. Sprawa nabiera też międzynarodowego charakteru, bo Odra to rzeka graniczna. Jako Zieloni domagamy się podjęcia odpowiednich i natychmiastowych działań w ramach przeciwdziałania i usuwania skutków klęski żywiołowej, która ma miejsce. Osoby odpowiedzialne za ten chaos powinny zostać odwołane, a osoby odpowiedzialne za zanieczyszczenie ukarane, w tym w procesie karnym – powiedziała nam posłanka Tracz.

Aktywiści zebrali setki kilogramów martwych ryb. Zdaniem prezesa Wód Polskich „to zaledwie kilka ryb”

– Stowarzyszenie 515, które działa w Krośnie Odrzańskim i jest w naszej koalicji zebrało kilkaset kilogramów ryb, a w tym samym czasie prezes Wód Polskich mówił, że to „już tylko kilka ryb” – powiedziała Chmielowiec-Tyszko.

Jak wyjaśnia ekspertka, część informacji nie jest potwierdzona. Mając zdjęcie czy donos, trzeba zweryfikować ich wiarygodność. – Ale jeżeli ryby umierają tak gwałtownie, to inne organizmy korzystające z wody również cierpią. To np. padlinożerne ptaki zjadające teraz masowo martwe ryby. Logika podpowiada, że to nie pozostanie wobec nich bez konsekwencji.

Badania nad skutkach przyrodniczych tej katastrofy powinny być niezwłocznie wdrożone. Należy na to przeznaczyć odpowiednie środki. Koalicja zamierza wyrywkowo badać organizmy wodne i wpływ katastrofy na ich stan. Zanieczyszczona Odra nie może ujść sprawcy płazem.

Zebrane organizmy będę badane, fot. stowarzyszenie515.org

Zanieczyszczona Odra to śmiertelne zagrożenie dla Bałtyku. Trudno zidentyfikować co jest zanieczyszczeniem

Początkowo obwiniano o to obniżony poziom tlenu w wodzie, czyli tzw. „przyduchę”. Teraz już się z tego wycofano. WIOŚ zbadał, że w Odrze jest wręcz nadmiar tlenu, jak na tę porę. Przez to następuje utlenianie, dramatyczne wręcz dla organizmów żywych. Zjawisko utleniania wskazuje na zanieczyszczenie chemiczne.

Choć trudno teraz przewidzieć konkretne straty, prognozy są zatrważające. Można sobie wyobrazić, co się stanie z bioróżnorodnością Bałtyku, jak i do niego dotrze śmiertelny nurt.

– Dziwne jest to, że zanieczyszczenia z górnego biegu Odry ma tak duże skutki w jej dolnym biegu. Tak łatwo się to nie rozcieńcza. Jeśli na kilkuset kilometrach rzeki zanieczyszczenie powoduje taką katastrofę, to nie pozostanie to bez skutków dla Bałtyku, a wcześniej Zalewu Szczecińskiego – tłumaczy Chmielowiec-Tyszko.

Co z pogłoskami o mezytylenie, o którego sprawstwie mówiono na początku z 80-procentowym prawdopodobieństwem? Głosy są różne. Spekuluje się, że to zanieczyszczenie chemiczne. Media niemieckie informują natomiast, że katastrofa może być spowodowana np. budową i odbudową ostróg, czyli pracami regulującymi Odrę, głównie transgraniczną. Oczekuje się jednak nie spekulowania, a rzetelnego informowania.

Ryby krwawią. Mają popalone skrzela

Magda Bobryk ze Stowarzyszenia 515 działającego w Krośnie Odrzańskim opowiedziała SmogLabowi o walce społeczników na pierwszej linii frontu. Emocje osób mieszkających nad Odrą i skupiających wokół niej swoją działalność, np. biznesową, są bardzo silne.

– Wygląda to dramatycznie, najgorzej było przedwczoraj. Po zejściu nad samą Odrę, a mamy do niej 30 m, widzieliśmy ogromne ryby w stanie agonalnym. One na naszych oczach łapały ostatnie oddechy. Nigdy nie widzieliśmy tak wielkich ryb, tak ogromnych ich ilości, ani my, ani nawet najstarsi wędkarze.

Ci ze łzami w oczach opowiadali, że mając teraz ponad 60 lat, nie doczekają się już powrotu nad rzekę, żeby łowić ryby. Padają np. miętusy, a są bardzo odporne na czynniki zewnętrzne. Poza tym martwe są m.in. sandacze, sumy i inne silne, duże ryby żerujące na dnie rzeki. – Straż rybacka i wędkarze z PZW wyciągali te ryby jako pierwsze i pokazywali jak są ogromne, nawet ważące 50 kg. Zebrali ich ponad 800 kg w pierwszy dzień. W kolejny jeszcze więcej.

Śnięte ryby są ogromne, fot. stowarzyszenie515.org

Wszyscy czekają na protokół z konkretami. Rzetelnych komunikatów brak

– Czekamy na protokół o zbiorczej ilości ton ryb, bo mówimy tu o tonach. Oczywiście jako społecznicy się w to włączyliśmy. Jednak ewidentnie niemiły zapach z rzeki, czy podrażnienia i zaczerwienienia skóry, odczucie jakby włożyć ręce w pokrzywy mówi samo za siebie – relacjonuje SmogLabowi przedstawicielka Stowarzyszenia 515. Zanieczyszczona Odra zasługuje na sprawiedliwość.

Co najważniejsze, nie ma żadnego oficjalnego, rzetelnego komunikatu. – Poza tym, co WiOŚ napisał, czyli, że nie ma w rzece wykazanej żadnej chemii, nie ma oficjalnej komunikacji, z której jednoznacznie i szczegółowo by wynikało, z czym mamy do czynienia, co się wydarzyło i jaka jest tego przyczyna. – Bobryk dementuje też doniesienia o zbyt małej ilości tlenu, jako rzekomemu powodowi katastrofy na Odrze.

– Wszyscy wędkarze o wieloletnim doświadczeniu mówią, że nie jest to przyducha, bo ryby krwawią. Mamy ichtiologa, który powiedział, że to wygląda bardzo źle. Będziemy wysyłali próbki tkanki małży i ryb, żeby uzyskać niezależne ekspertyzy. Na zdjęciach widać, że ryby mają popalone skrzela. Ciężko więc czytać zapewniające o dobrym stanie Odry komunikaty WiOŚ – dodaje Bobryk.

Inne zwierzęta zjadają martwe, zatrute ryby

Bardzo dużo ryb leży się na dnie. Nikt nie jest w stanie ich wyzbierać, dopóki nie przepłynie np. motorówka i nie poruszy wody. Ryby leżące na brzegu są wyciągane i zabierane do wewnątrz przez dzikie zwierzęta. Niektóre zwierzęta są bardziej czułe na zanieczyszczenia i być może ich nie zjadają. Zdarzają się jednak zdjęcia czapli chodzących nie po jednej-dwie, a po pięć-sześć i wyciągających coś z wody.

Jak mówi Bobryk, sytuacja jest specyficzna, bo poziom wody jest bardzo niski. Odrę można wręcz przejść na tym odcinku. Substancja prawdopodobnie nie rozpuszcza się w wodzie. – Jedno jest pewne, Ci wędkarze pamiętający rzekę skażoną kiedyś fenolem mówią, że to nie jest zapach fenolu.

– Jest przyzwolenie na to, żeby rzeka była ściekiem. Nasza ciężka praca nad wyprowadzeniem Odry ze stanu postrzegania jej jako brudną i niebezpieczną, odczarowywanie mitu złej rzeki teraz umarły. Realizujemy właśnie grant z Funduszy Norweskich Aktywni Obywatele Fundusz Regionalny Projekt Temat Rzeka. Chcieliśmy zbliżać mieszkańców do rzeki, edukować ich pod kątem walorów przyrodniczych. Mamy na weekend zaplanowane śniadania nad rzeką, a ludzie w tej chwili zastanawiają się, czy opary z rzeki są dla nich bezpieczne. Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć im na pytanie. Wszędzie tylko słyszymy „zaleca się, nie rekomendujemy”. WIOŚ ma badanie, które mówi, ze rzeka jest w porządku. Jesteśmy oburzeni – mówi Bobryk.

Ptaki mogą zjadać zatrutą padlinę, fot. stowarzyszenie515.org

Zanieczyszczona Odra nie jest problemem dla „ludzi zza biurek”

W Krośnie Odrzańskim i innych przyrzecznych miejscowościach są ogromne emocje. Najpierw był płacz, potem wystąpił bunt. – „Ludzie zza biurek” piszą, że jest to bezpieczna rzeka. Jeszcze 3 dni temu turyści z dziećmi biwakowali nad Odrą i kąpali się w niej!

Jak tłumaczy Bobryk, po pierwsze powinno się powołać sztaby kryzysowe. – Zostaliśmy z czymś, o czym nie wiemy jak szkodzi naszemu zdrowiu. To są koszty środowiskowe, społeczne i ekonomiczne. Część ludzi żyła z turystyki nadodrzańskiej.

Nie ma też dyskusji o tym, jak zanieczyszczona Odra wpłynie na wody gruntowe. – To katastrofa rozszerzająca się na cały system dookoła. Jeśli zwierzęta leżące na dnie zaczną się rozkładać, my nie będziemy wiedzieć jaką toksynę w sobie mają i z jakim zanieczyszczeniem będziemy mieć do czynienia.

Magda Bobryk apeluje do wszystkich:

– Co ważne, obojętność i lakoniczność, spóźnione, niewystarczające działania państwa kontra szybkie reakcje społeczne w Polsce to standard. Nie rozumiemy, dlaczego tak się dzieje. Domagamy się niezależnego eksperckiego ciała, które w sposób rzetelny i natychmiastowy zacznie się tą sprawą zajmować. Chcemy też naukowców i badań, bo Odra jest w tej chwili trupem -podsumowuje Bobryk.

Zdjęcie tytułowe: fot. stowarzyszenie515.org

Podziel się: