Raport EMBER: spada udział paliw kopalnych w produkcji energii

Podziel się:

Jak wynika z nowego raportu EMBER, ilość energii elektrycznej wytwarzanej ze spalania paliw kopalnych w całej UE znacząco spadła. Spadek z pierwszej połowy tego roku jest największy od wielu lat, twierdzą analitycy. Według autorów raportu główną przyczyną były wysokie ceny gazu i ropy. Przedstawiono też dobre perspektywy dla OZE, których udział w europejskim miksie energetycznym rośnie.

Paliwa kopalne w odwrocie

W porównaniu z analogicznym okresem produkcja energii elektrycznej węgla i gazu w pierwszej połowie 2023 roku spadła. Dokładnie o 86 terawatogodzin (TWh), czyli 17 proc. Te paliwa kopalne wygenerowały 410 TWh energii, czyli 33 proc. zapotrzebowania. W 11 krajach spadek ten wyniósł co najmniej 20 proc. W przypadku Portugalii, Austrii, Bułgarii, Estonii i Finlandii produkcja z paliw kopalnych w pierwszej połowie 2023 spadła o ponad 30 proc. 14 państw odnotowało rekordowo niskie zużycie energii z paliw kopalnych. Ponadto Austria, Czechy, Dania, Finlandia, Włochy, Polska i Słowenia osiągnęły najniższy poziom produkcji od co najmniej 2000 roku. To znaczące spadki, których rezultatem jest rekordowo niskie zużycie energii elektrycznej w Europie.

Ilustracja. Zmiany produkcji energii w TWh dla poszczególnych źródeł energii 2023 roku w porównaniu z ubiegłym rokiem i średnią z lat 2015-2021. EMBER

Według EMBER największy spadek w produkcji energii dotyczy węgla. Jak podaje raport, wykorzystanie węgla spadło o „oszałamiające” 23 proc., odpowiadając za zaledwie 10 proc. produkcji energii elektrycznej w UE w maju 2023. To najniższy udział w historii. A jeszcze rok temu udział węgla rósł, dokładnie o 7 proc. w skali roku, co w dużej mierze było związane ze skutkami inwazji Rosji na Ukrainę. Niemcy, Włochy, Holandia, Grecja i Węgry ogłosiły plany przedłużenia żywotności elektrowni węglowych. Warto dodać, że w 2021 roku węgiel wygenerował 15 proc. energii elektrycznej w UE (436 TWh), w porównaniu z historycznie najniższym poziomem 364 TWh w 2020 roku. Wtedy to pandemia Covid-19 spowodowała znaczne zmniejszenie zapotrzebowania.

Odcięcie od rosyjskiego gazu

Spory spadek odnotował także gaz. Paliwo to uważane jest przecież za stosunkowo ekologiczne, bo nieemitujące sadzy, a także emitujące znacznie mniej CO2 niż węgiel. Jego wykorzystanie w produkcji energii spadło o 13 proc. czyli o 33 TWh. Główną przyczyną były działania Rosji i konieczność nałożenia embarga na rosyjski gaz. Import z Rosji w pierwszej połowie tego roku spadł o 75 proc. czyli do 13 mld m3 w porównaniu do 50 mld m3 w pierwszej połowie 2022 roku.

Rekordowo małe zużycie energii z paliw kopalnych

O ile spadek zużycia gazu należy tłumaczyć działaniami Rosji, to także w grę wchodzą ceny. Te dotyczące i gazu, ropy i samego węgla, i w końcu całej produkcji energii elektrycznej. Zdaniem analityków EMBER znaczny spadek zapotrzebowania na energię elektryczną na początku 2023 roku wynikał przede wszystkim z wysokich cen gazu i energii. Zapotrzebowanie na energię elektryczną spadło o 5 proc. do rekordowo niskiego poziomu 1261 TWh. To nawet mniej niż zapotrzebowanie odnotowane w tym samym okresie 2020 r., które w związku z pandemią wyniosło 1271 TWh. Jest to najniższy poziom od co najmniej 2008 roku, kiedy miał miejsce największy od lat 70. XX wieku kryzys finansowy na świecie.

Mamy więc poważny spadek zużycia energii elektrycznej w praktycznie całej UE. Jednak jest to związane bardziej z cenami paliw płynnych niż wdrażaniem OZE. Co będzie się działo w kolejnych miesiącach? „W tej chwili ceny gazu ziemnego, węgla, biomasy i energii elektrycznej są już znacznie niższe niż w szczycie kryzysu energetycznego rok temu. Historycznie ceny są jednak bardzo wysokie, znacznie wyższe niż w ubiegłych latach. Co innego ceny paliw płynnych, które nie są nadzwyczajnie wysokie, bo swoją „nową normalność”, czyli wysokie ceny zaczęły osiągać już w 2007 roku. Jeśli nie nastąpi jakiś nowy szok, ceny nie powinny tak mocno się zmieniać, jak w ostatnich kilku latach” – uspokaja Bernard Swoczyna, główny ekspert ds. energetyki w Fundacji Instrat.

„Słoneczne” perspektywy dla OZE

Mamy dobre informacje. Z jednej strony wykorzystanie paliw kopalnych spada, z drugiej zaś rośnie w przypadku OZE. W ubiegłym roku dodano rekordowe 33 gigawaty (GW) energii z solarów. W tym roku będzie podobnie. Nawet Polska w tym roku zwiększyła moce w energetyce słonecznej o ponad 2 GW, to wzrost o 17 proc. Według EMBER rzeczywisty wzrost udziału energetyki słonecznej może okazać się większy, bo jest niedoszacowany. Wiele krajów nie zgłasza systemów fotowoltaicznych montowanych na dachach gospodarstw domowych.

Skoro tak, to skąd ten wzrost cen i spadek zapotrzebowania na energię. Czy Europa w ostatnich latach robiła za mało, by odchodzić od paliw kopalnych? Czy może trend jest dobry, a wstrząs w postaci pierw pandemii, a potem wojny okazał się za silny? „Europa sukcesywnie zmniejsza zużycie paliw kopalnych, ale nie wszędzie – kto z nas widział ostatnio bezemisyjną ciężarówkę? Albo samolot pasażerski? Dla niektórych zastosowań pozbycie się paliw kopalnych jest łatwiejsze i tańsze, ale tam, gdzie pojawia się potrzeba magazynowania prądu albo stosunek cen technologii bezemisyjnych do emisyjnych jest niekorzystny, wciąż postępuje to powoli. Jesteśmy dopiero na samym początku tej drogi – są pierwsze sukcesy w elektroenergetyce, ale np. w transporcie w Polsce emisje do tej pory rosły. Choć silniki robiły się trochę bardziej efektywne, to przejazdów osobowych i towarowych robiło się coraz więcej, swoje dołożył też wzrost mas samochodów” – wyjaśnia Swoczyna.

Kryzysy tylko chwilowo zakłócają trend

Sam z kolei wzrost zapotrzebowania na węgiel okazał się w ubiegłym roku mocno ograniczony. Kraje UE mają wyznaczony cel związany głównie z klimatem. To, co może je zbić z kursu, to problemy ekonomiczne, jak inflacja, czy przerwy w łańcuchu dostaw. Jedno i drugie nie miało znaczącego wpływu. Trend wzrostowy wciąż jest. „Wstrząsy z ostatnich lat nie negują potrzeby odejścia od paliw kopalnych, ale dezorganizują sam proces. Biznesplany inwestycji przestają się spinać z powodu inflacji i już uzgodnione kontrakty nie są podpisywane lub trzeba je renegocjować z powodu zmiany cen. Im więcej uczestników w procesie, tym trudniej. W ostatnich kilku latach mieliśmy kilka kryzysów jednocześnie. Oprócz kryzysu geopolitycznego i energetycznego jeszcze inflacyjny obejmujący całą gospodarkę, zakłócenia łańcuchów dostaw i wzrost stóp procentowych” – tłumaczy główny ekspert z Fundacji Instrat.

Wyznaczanie celów ma sens

Jak czytamy w raporcie EMBER, pierwsza połowa tego pokazała pewne zachęcające sygnały dotyczące transformacji energetycznej. Produkcja energii z paliw kopalnych znacznie spadła, energia wiatrowa i słoneczna nadal rosła, a inne czyste źródła odzyskały siły po słabych wynikach w zeszłym roku. Zaznaczano jednak, że rolę w tym odegrał ogólny spadek konsumpcji energii.

Dlatego autorzy raportu zwracają uwagę, że UE będzie musiała dalej naciskać na nieustanny rozwój OZE, by osiągnąć swoje cele klimatyczne. Jak więc będzie wyglądała przyszłość energetyki UE? Wiemy, że paliwa kopalne będą tracić na znaczeniu, ale chyba jeszcze sporo czasu upłynie, nim staniemy się wolni od paliw kopalnych, i ich importu z krajów, które nie zawsze są nam przychylne. Tu wyczerpującej odpowiedzi udziela dla SmogLabu udziela Bernard Swoczyna:

„Podawanie dat ma o tyle sens, że wymusza dostosowywanie mniejszych działań do większych na poziomie kraju czy świata. Jeśli mamy zapisane, że w 2050 roku Unia Europejska będzie neutralna klimatycznie, to musimy zacząć zastanawiać się, jak ma w 2050 roku wyglądać nasz system transportowy, jak ogrzewanie domów, jak chociażby planowanie przestrzenne. Znaczna część infrastruktury nie jest budowana na 10 lat, tylko na 30, 40 czasem na 60 lat i więcej. Jeśli np. założymy, że liczba samochodów w Warszawie będzie dalej przyrastać, tak jak obecnie, to stajemy przed koniecznością, aby w 2050 roku mieć infrastrukturę do parkowania, przemieszczania i ładowania kilku milionów samochodów elektrycznych i wodorowych. Czy nas na to stać? Warszawa w takiej sytuacji będzie musiała rozrosnąć się aż do Nadarzyna i Błonia – kto zna te okolice, już widzi, że krajobraz przestał być rolniczy. Dominują hale logistyczne i przemysłowe, hurtownie przetykane osiedlami domków. Słyszałem od mieszkańca tamtych okolic, że przerwy w dostawie prądu zdarzają się nawet kilka razy w miesiącu, bo wiejska sieć jest nieprzystosowana do rozwoju mieszkalnictwa i przemysłu, ale też do odbioru prądu z coraz liczniejszych instalacji PV. Czy to jest właściwy kierunek? Podawanie dat takich jak 2050 ma sens, bo zmusza do zastanowienia się, jaki jest stan docelowy, ale też potrzebne jest nam wyznaczanie celów pośrednich, na 2030 rok, 2040 rok, a nawet na przyszły rok. W ten sposób nie będziemy zaskakiwani przez rzeczywistość, która potrafi zaskoczyć negatywnie, ale też pozytywnie, jak w ostatnich latach ogromnym rozwojem prosumenckiej fotowoltaiki”.

Tak więc mamy przed sobą przyszłość, na której horyzoncie widać świat bez paliw kopalnych. A przynajmniej świat, gdzie te paliwa będą stanowić jedynie dodatek. W razie, gdyby OZE okazały się niewystarczające.

W stronę niższych cen?

Czy w związku z odchodzeniem od paliw kopalnych, przyjdą czasy, w których produkcja energii stanieje? Chodzi tu też Polskę, koniec końców niezależnie od władz, będziemy odchodzić do węgla, a następnie ropy i gazu. Będziemy mieli kiedyś niskie rachunki za prąd, czy raczej można sobie o tym pomarzyć?

„Z większością odnawialnych źródeł energii jest tak, że możemy mieć niewielką ilość w niskiej cenie, a każda kolejna porcja kosztuje więcej. Dobrym przykładem jest fotowoltaika – dziś pokrywa ona kilka procent polskiego zapotrzebowania na prąd. To jest łatwe, ale jeśli chcemy, aby to było znacznie więcej, musimy najpierw postawić magazyny prądu na godziny nocne, potem znacznie większe magazyny na dni bez słońca. To kosztuje. Tak samo jest z biogazem – są surowce, które aż się proszą o wykorzystanie w biogazowni, jak osady z oczyszczalni ścieków czy obornik. Jeśli jednak chcemy mieć coraz więcej i więcej biogazu, musimy poszerzać bazę substratu – przejmować na potrzeby energetyczne coś, co mogłoby być wykorzystane na pasze dla zwierząt lub wykorzystać tereny uprawne, które mogłyby wyżywić ludzi. Dlatego lepiej wykorzystać tylko surowce odpadowe. Wtedy biogaz może zaspokoić najwyżej kilka procent potrzeb energetycznych kraju” – wyjaśnia Swoczyna i dodaje: „Jeśli rachunki za energię, nie tylko elektryczną, mają utrzymać się na umiarkowanym poziomie, musimy zużywać jej mniej. W przypadku pary emerytów czy trójki studentów mieszkających w jednym mieszkaniu wystarczy ocieplenie bloku i energooszczędne sprzęty, aby łączne rachunki za prąd, ciepło i gaz nie przekroczyły 150-200 zł miesięcznie na osobę. To może nie jest bardzo mało, ale znacznie mniej, niż i tak wydajemy na pozostałe składniki czynszu czy na jedzenie”

Podziel się: